pl | en

Kolumny głośnikowe

+ standy

Sonus faber
OLYMPICA I

Producent: Sonus faber Spa
Cena (w Polsce): 21 990 zł/para

Kontakt: Via A. Meucci, 10 36057 Arcugnano
(VI) P.I 08764320019 | Włochy


Strona internetowa producenta: www.sonusfaber.com

Kraj pochodzenia: Włochy


ReklamaAdvertising

ędząc przez pokoje w monachijskim centrum wystawienniczym MOC, starając się spotkać ze wszystkimi umówionymi ludźmi, uczestniczyć we wszystkich zapowiedzianych pokazach, przegapiłem jakoś prezentację najnowszej serii firmy Sonus faber (czytaj TUTAJ). Nie wiem, jak to się stało, ale podejrzewam, że nacisk położony przez wystawcę na wyższe modele nie pozwolił mi się skupić na niczym innym. Zresztą – może to po prostu moja nieuwaga spowodowała, że dopiero teraz, kilka miesięcy później po raz pierwszy widzę je na swoje własne oczy.
A jest czym je cieszyć. Nowa seria Olympica, do której należą testowane kolumny podstawkowe Olympica I, wygląda lepiej niż jakikolwiek wcześniejszy produkt włoskich mistrzów, składając tym samym należny hołd, niedawno zmarłemu, Franco Serblinowi. Prawdę mówiąc, wszystkie trzy, należące do tej serii kolumny wyglądają, jakby je zaprojektował i czuwał nad ich wykonaniem założyciel Sonus fabera. Choć to klasyczne dla tej firmy połączenie precyzyjnie położonej skóry, drewna orzechowego o jakości znanej tylko z Włoch i z Japonii oraz metalowych elementów, tworzy to coś nowego, przywołując najlepsze wzory sprzed lat.


Materiały firmowe mówią, że nowa seria w wielu elementach korzysta z, kosztownych w opracowaniu, rozwiązań dla modelu Aida. Nazwa nawiązuje do monumentalnego teatru, Teatro Olimpico („Olympic Theatre”), dzieła architekta czasów renesansu, Andrea Palladio, wykonanego przed jego śmiercią w darze dla Vicenzy, w latach 1580-1585. Od 1994 roku Teatro Olimpico, wraz z innymi budynkami Palladio w i w okolicach Vicenzy, wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako „City of Vicenza and the Palladian Villas of the Veneto”. Testowany model podstawkowy wygląda jak klasyczna, dwudrożna konstrukcja bas-refleks. To pierwsze jest prawdziwe, natomiast drugie – nie do końca. Choć nigdzie nie widać wylotu bas-refleksu, ani membrany biernej, Olympica nie ma obudowy zamkniętej. Firma opisuje ten system jako „paralaminar stealth flow”, co jest bliższe otworowi stratnemu. Kiedy popatrzymy na kolumny z boku, zobaczymy, że jedna ścianka boczna jest dogięta z tyłu bardziej niż druga. W zagłębieniu, które w ten sposób powstaje umieszczono wąski, pionowy pasek perforowanego metalu, zakryty od środka materiałem tłumiącym Powietrze z drugiej strony membrany wydostaje się właśnie przez te otwory.

Tylna ścianka jest wąziutka, ponieważ obudowa ma charakterystyczny dla Sonusa kształt liry. Co więcej – boki kolumn nie są do są swoim odbiciem, ale są ukształtowane odmiennie, tworząc cos, co, jako żywo, przypomina kształt wymyślony przez Franco Serblina do swojego ostatniego projektu za życia, kolumn podstawkowych Accordo (czytaj TUTAJ). Choć w projekcie twórcy Sf boki są wgięte, a w Olympicach obłe, idea jest taka. Można więc chyba powiedzieć, że testowane kolumny są w pewnej mierze hołdem złożonym Franco Serblinowi. Powiem jedno: to (poza jednym wyjątkiem) najładniejszy projekt kolumn, jaki kiedykolwiek został przedstawiony przez firmę Sonus faber. W doskonałej harmonii i proporcjach są tu drewno i skóra, a także akcenty (nieliczne) metalowe. Jedynie klasyczne Guarneri Homage mają coś ekstra, coś ponadczasowego. Ale Olympica I mają niemal identyczne DNA jeśli chodzi o smak.
Na tylnej, wąskiej ściance udało się jednak zmieścić podwójne, produkowane na zamówienie Sf zaciski głośnikowe, połączone blaszkami zwór. Front, tył oraz górę pokrywa naturalna, ręcznie szyta skóra, jak zwykle wyglądająca obłędnie. Boki wykonano z drewnianych klepek drewnianych, jak w klasycznych modelach tej firmy. I, podobnie jak w nich, zamiast zwykłej maskownicy mamy rozciągnięte pionowo, gumowe „sznurki”, które można zdjąć. Do kompletu są tez, dopasowane stylistycznie podstawki. Choć można oczywiście zastosować inne podstawki, to trzeba zachować odpowiednią wysokość, na której kolumny mają stać, a także zadbać, aby były przechylone ku tyłowi. Inaczej niż w topowych kolumnach Guarneri Evolution, tutaj nie pochylono kolumny podstawy, a wyposażono ja w kolce różnej długości – z przodu dłuższe, z tyłu krótsze. Kolumny należy przykręcić do podstaw – górny blat jest bardzo mały.

Sonus faber to firma, która wie, że odpowiednia prezentacja produktu jest równie ważna, jak sam produkt. Jej strona internetowa i zdjęcia są jednymi z najlepszych w naszej branży – tak powinny wyglądać materiały promocyjne wszystkich high-endowych producentów. Kolumny są produkowane w kolorze ciemnym grafitowym oraz jasnym orzechowym.

Płyty użyte do odsłuchu (wybór)



  • Alison Moyet, The Minutes, Cooking Vinyl/Modest! COOKCD585, CD (2013); recenzja TUTAJ.
  • Black Sabbath, 13, Vertigo/Universal MusicLLC (Japan) UICN-1034/5, 2 x SHM-CD (2013).
  • Chet Baker & Art Pepper, The Route, Pacific Jazz/Capitol/Capitol-EMI Music CDP 7 92931 2, CD (1989).
  • Frank Sinatra, Songs For Swingin’ Lovers!, Capitol/Mobile Fidelity, UDCD 538, Gold-CD (1956/1990).
  • Gesualdo de Venosa, Quatro Libro di Madrigali, La Venexiana, dyr. Claudio Cavina, Glossa GCD 920934, CD (2005).
  • Jorgos Skolias & Bogdan Hołownia, …tales, 8Merch, NSA-V001, "Limited Edition, No. 0001/2000", CD (2004/2012); recenzja TUTAJ.
  • Martin L. Gore, Counterfeit e.p, Mute/Sire 9 25980-2, CD (1989).
  • Martin L. Gore. Stardust, Mute RCDMUTE296, SP CCD (2003).
  • Miles Davis, In A Silent Way, Columbia/Mobile Fidelity UDSACD-2088, “Special Limited Edition, No. 1311”, SACD/CD (1969/2012).
  • Morales en Toledo, Polifonía inédita del Códice 25, Ensemble Plus Ultra, dyr. Michael Noone, “Los SIGLOS de ORE”, Glossa GCD 922001, CD (2005).
  • Radiohead, Kid A, Parlophone/EMI, 27753 2, CD (2000).
Japońskie wersje płyt dostępne na

Małe kolumny nie przenoszą niskiego basu. To oczywista oczywistość i nie będę tego nawet dotyka. Nawet jeśli się wydaje, że przenoszą, to jest to zasługa wyższych harmonicznych, a nie obecność ciśnienia poniżej, jakiś, 50-60 Hz. Wystarczy posłuchać dużych kolumn, które z tym zakresem radzą sobie swobodnie, żeby więcej do sprawy nie wracać. To, jak małe kolumny pokazują niskie dźwięki, zakres, który przenoszą, to jednak zupełnie inna sprawa. Zaraz do tego powrócę.
Kolumny Sonus fabera, w szczególności kolumny podstawkowe, znane są z gładkości brzmienia. Chodzi o umiejętność pokazywania wydarzeń tak, jakby nie było pomiędzy wykonawcą, a słuchaczem kilometrów drutów, ton elektroniki i zwykle wielu lat. Te włoskie konstrukcje działały jak swego rodzaju „filtr”, rozumiany oczywiście w cudzysłowie, bo inteligentny i wyrafinowany. Były czymś na kształt algorytmu komputerowego, odsiewającego w wyszukiwarce szum informacyjny od treści, które nas interesują. W tym przypadku w centrum zainteresowania od zawsze była muzyka.
Nowe konstrukcje, zaprojektowane przez spadkobierców talentu Mistrza, w pewnej mierze także naśladowców – a naśladować mistrza to najwyższa forma hołdu – poszły jednak w nieco inną stronę. Bardziej przejrzyste, dokładniejsze, bardziej analityczne, pokazują świat w nieco bardziej współczesny, tj. pozbawiony złudzeń sposób. Jak słyszeliśmy to na spotkaniu Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego, w najlepszych konstrukcjach, jak Guarneri Evolution, połączenie jednego i drugiego otwiera nowe możliwości, które nowi projektanci tej legendy branży audio potrafią wykorzystać (czytaj TUTAJ).

Znacznie mniejsze od topowych kolumn podstawkowych Sonusa, Olympica I grają w bardzo do nich zbliżony sposób – minus skala, dynamika, zejście basu. Te ograniczenia powodują, co jasne, modyfikację brzmienia. W ich ramach doprowadzono jednak do miejsca, w którym da się o tym łatwo zapomnieć.
Mamy tu do czynienia z niezwykle koherentnym, składnym, spójnym brzmieniem. To, czym imponowały od lat oryginalne Guarneri Homage zostało to w dużej mierze (a właściwie niemal w komplecie) powtórzone. Trywialne by było pisanie, w kontekście tej marki, o zgraniu ze sobą głośników – większość jej kolumn gra jak jeden głośnik, z niewielkimi modyfikacjami dynamiki i rysowania brył w miejscach, w których jeden przetwornik przekazuje pałeczkę drugiemu. W mniejszym stopniu w monitorach niż w kolumnach podłogowych. Kolumny Olympica I nie są w tej mierze wyjątkiem. Dają jednak przy tym przedsmak tego, co możemy dostać z Guarneri Evolution, czy nawet Harbethy M40.1. Dźwięk, jaki się z nich wydobywa jest holograficzny i 3D. Choć takie obrazowanie przypisuje się często jedynie kolumnom podstawkowym, wskazując na mniejsze drgania obudowy małej konstrukcji, a także niewielką szerokość ścianki przedniej, ułatwiającej propagację fali dźwiękowej, w moim przekonaniu nie ma to wiele wspólnego z prawdą – równie często, a nawet częściej tzw. „oderwanie się” dźwięku od kolumn występuje z dobrymi kolumnami podłogowymi, a mające bardzo szeroką ściankę przednią, potężne topowe Harbethy robią to bezbłędnie. Umiejętność pokazywania elementów w przestrzeni wynika, jak mi się wydaje, bardziej ze zgrania fazowego przetworników, z ich jakości i z jakości elementów w zwrotnicy. Jeśli te warunki są spełnione, otrzymamy coś takiego, jak z nowych kolumn Sonusa: ogromną przestrzeń, ogromną powietrzem i dobrą lokalizacją, a nie napompowaniem.
Lokalizacja wykonawców jest tu bardzo naturalna, tj. mamy dobrą selektywność, da się wskazać kierunek, z którego dochodzi głos, ale nie da się go wskazać z milimetrem w ręce. Jest pewna dowolność w interpretacji przekazu, przynajmniej pod tym względem, podobnie jak to ma miejsce w czasie koncertu na żywo. Nagrane w naturalnej akustyce kościołów płyty z renesansową muzyką Morales en Toledo i Gesualdo de Venosa odegrane zostały z precyzją, ale bez hiper-analityczności. Dobrze słychać było sposób, w jaki dźwięk jest nagrywany, tj. nacisk na bardziej selektywne ukazywanie źródeł niż w rzeczywistości (podczas odsłuchów domu nie korzystamy ze zmysłu wzroku, ułatwiającego lokalizację), obecność dobrze ukazanej akustyki wnętrza dawała jednak wszystkiemu oddech i tzw. „odejście”, czyli brak rzucania czegokolwiek na twarz.


Przy nagraniach studyjnych, np. The Route Cheta Bakera i Arta Peppera, czy The Minutes Alison Moyet dźwięk jest znacznie bardziej bezpośredni i namacalny. Kolumny Olympic I tak to właśnie pokazały. Rozmach, skala sceny dźwiękowej pozostały, ale teraz ważniejsza była doskonała spójność i gładkość dźwięku. Nagrania o których mowa dzieli 57 lat, co zostało momentalnie ukazane jako różnice w prowadzeniu barwy brył, łączności między instrumentami. Skłonność Sonusów do łączenia wszystkiego w logiczny łańcuch odzwierciedlona została przez koherencję – to nie był zbiór dźwięków, a ich kompozycja. Wydawałoby się, że to coś oczywistego, prawda? Jeśli chodzi o audio to nie całkiem i nie do końca. Włoskie kolumny budują nagrania jakby je reżyserowały. To złudzenie, reżyser był po drugiej stronie łańcucha, w studio, a jednak wrażenie „siły sprawczej” towarzyszyło mi przez cały czas. Chodzi o to, że puszczając dowolny utwór, otrzymujemy coś nowego pod względem emocjonalnym i estetycznym. Utwory „dzieją się” za każdym razem od nowa, według wewnętrznych reguł, rozwijają się, tworząc napięcie między naszymi oczekiwaniami i materią muzyczną.
Można wskazać różne elementy, dzięki którym tak się dzieje. Mnie się jednak wydaje, że tutaj, oprócz spójności, najważniejsza są swoboda dynamiczna i ładna barwa. Z tak małego, mierzącego zaledwie 150 mm głośnika nisko-średniotonowego, niezależnie w jakiej objętości, tak dobrej dynamiki, jak z dużej kolumny uzyskać się nie da, fizyka na to nie pozwala, bez względu na to jak „pogięta”. Jeśli jednak głośnik jest wysokiej próby, dobrze zestrojony z obudową, wówczas nawet takie maleństwo pokazuje magię mechanicznie reprodukowanego dźwięku, symulując, imitując, ale w bardzo przekonywający sposób, wydarzenia, jakie miały miejsce przed mikrofonami.

SPEC CORPORATION
RSP-501EX
Real Sound Processor


Napisana przez pana Shirokazu Yazaki, wieloletniego inżyniera, a także szefa działu badawczego firm Teac i Pioneer, konstruktora i melomana, obecnie szefa SPEC Corporation Historia mojego życia zrobiła na mnie ogromne wrażenie (czytaj TUTAJ). Zresztą nie tylko na mnie – sadząc z listów z całego świata, kariera pana Yazaki była dla wielu objawieniem. Po raz pierwszy tak otwarcie o sobie i swojej pracy opowiadał bowiem człowiek odpowiedzialny za technikę w dużej korporacji japońskiej. Jak widać, za pochodzącymi z nich produktami stoją lidzie z krwi i kości, niezwykle doświadczeni i mający niesamowitą etykę pracy. Nic dziwnego, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem wzmacniacz zupełnie mi nieznanej firmy, integrę SPEC RSA-V1, zrobiło to na mnie wrażenie porównywalne z tym, co czułem słuchając najlepszych wzmacniaczy z lampą 300B (czytaj TUTAJ). Tym bardziej, że był to przecież wzmacniacz pracujący w klasie D! Jak z opowiedzianej przez pana Yazaki historii wynika, zawdzięczał to kilku elementom, w tym nowatorskiemu opracowaniu modulatora International Rectifier, będącego dziełem pana Hondy oraz kondensatorom sprzęgającym, pochodzącym z USA olejowym kondensatorom firmy Arizona Capacitors, Inc. Firma ta jest spadkobiercą WEST-CAP, produkującej tego typu elementy dla amerykańskiego wojska w latach 60.
Wzmacniacze i przedwzmacniacze nie są jedynym miejscem, w którym pan Yazaki je stosuje. Innym niezwykłym produktem, który używam od dwóch lat, a w którym olejowe kondensatory z USA są podstawą, jest tzw. Real-Sound Processor RSP-101/GL.


Rozpakowując schludne, tekturowe pudełeczko, rozwijając jedwabną chustę, zobaczyłem niewielkie, drewniane pudełeczko z parą gniazd głośnikowych. Było cudownie wykonane, jak tylko Japończycy potrafią i nosiło numer seryjny 0001. Real-Sound Processor powstał w odpowiedzi na problemy związane ze wzmacniaczami, których końcówki pracują w klasie D. Okazuje się, że tego typu produktach wsteczna siła elektromotoryczna generowana przez głośnik niskotonowy kolumn w znaczący sposób modyfikuje sygnał oryginalny. Aby temu przeciwdziałać, inżynierowie SPEC Corporation przygotowali specjalny pasywny filtr, z kondensatorem w roli głównej. I co? Ano – ich wpływ na wzmacniacze rozciąga się poza klasę D. RSP-101 w przez kolumnami Harbeth M40.1 i wzmacniaczem Soulution 710 dały gładszy, pełniejszy, ciemniejszy (pozytywnie) dźwięk. Nie było wątpliwości, że ich zastosowanie w moim systemie przynosi pozytywne efekty. Od tamtego czasu drewniane pudełeczko leży na dolnej platformie podstawek Acoustic Revive, podłączony do kolumn krótkim kablem głośnikowym Oyaide Nigo.

W marcu 2013 roku otrzymałem od pana Yazaki mail:

Właśnie zbudowałem zupełnie nowy RSP-501EX No. 1 i 2, specjalnie dla Ciebie. Wygląd zewnętrzny jest dokładnie taki sam, jak RSP-101 na rynek zewnętrzny (poza Japonią), jednak dźwięk jest odmienny. Powinieneś usłyszeć mocniej akcentowany zakres od niskiej średnicy aż po sam dół - 501EX jest lepszą, poprawioną wersją modelu 501, przeznaczonego na rynek Japoński. Poświęć proszę tak samo równie dużo czasu na jego wygrzanie – wymagają tego, znakomite kondensatory olejowe. W urządzeniu zastosowaliśmy bowiem hermetyczne kondensatory wypełnione olejem. Mam nadzieję, że muzyka będzie dzięki temu jeszcze piękniejsza.

Pozostało mi tylko posłuchać, czy – i ewentualnie w czym – nowy Real-Sound Processor różni się od starego. Do testu użyłem trzech par kolumn: podłogowych, trójdrożnych Reveli Performa3 F206, podstawkowych, dwudrożnych Sonus faber Olympica I oraz podstawkowych, trójdrożnych Harbethów M40.1.


Bazowanie na opinii producentów, przynajmniej jeśli chodzi o brzmienie ich produktów, bywa ryzykowne. Zapatrzeni w swoją kreację, swoje „dziecko”, często nie widzą, albo nie chcą widzieć, oczywistych błędów, zaniechań, czy modyfikacji lub kompromisów. Ich miłość i akceptacja do tego, co robią jest bezwarunkowa. Niektórzy nie słuchają niczego, tylko mierzą i wymyślają bajki na użytek publiczny. Jeszcze inni zaś słyszą doskonale, potrafią trafnie ocenić, ale chcąc „podrasować” przekaz, konfabulują. Dlatego regułą jest, że z uwagą i szacunkiem czytam to, co piszą, ale staram się to zweryfikować zaraz na początku odsłuchu. Niczego nie zapominam i nie pomijam, bo wychodzę z założenia, że im więcej o produkcie wiem, tym lepiej – to podstawowa zasada każdego badania naukowego i uczą o tym na każdych studiach (a przynajmniej powinni).
Kiedy więc pan Yazaki przysłał mi filtry i w towarzyszącym im liście zaznaczył, że jego zdaniem dźwięk nowej wersji jest głębszy, gładszy i bardziej naturalny, wybrałem kilka nagrań, za pomocą których mogłem się do tego ustosunkować. Wszystko, co napisał jest prawdą. To rzadki przypadek skromnego faceta o ogromnym doświadczeniu, który wie, co robi, doskonale słyszy i trafnie diagnozuje. Powtórzyło się to, z czym miałem do czynienia rozmawiając z panem Kenem Ishigurą i testując jego produkty Acoustic Revive.
Nowe filtry promują środek pasma. W pierwszej chwili wydaje się, że go podkreślają. Ale chyba po prostu starsze filtry miały go mniej, a bez filtrów środek był jeszcze bardziej płaski dynamicznie i barwowo. RSP-501EX powoduje, że kolumny, bez względu na model i rodzaj, grają bardziej nasyconym dźwiękiem, z wyraźnie bardziej namacalnym, trójwymiarowym środkiem. Góry wydaje się mniej, już to pisałem. Długo nad tym siedziałem i wydaje mi się, że rzeczywiście najwyższa część pasma jest lekko cofnięta. Ale jest przy tym znacznie bogatsza, a dzięki takiemu zabiegowi wszystko lepiej się ze sobą łączy. Szczególnie na tym skorzystały kolumny Revela i Sonus fabera. Ale i Harbethy pokazały coś nowego – choć im akurat trochę więcej wysokich tonów by się przydało, teraz brzmią jeszcze bardziej wciągająco i „bebechowo”. Jeśli macie kolumny, jakiekolwiek, dajcie SPEC-owi szansę. Jeśli wpasuje się w wasze oczekiwania przyniesie poprawę, jakiej trudno dokonać czymkolwiek innym. Nie będzie ona wielka w sensie ilościowym, ale niezwykle wartościowa pod względem jakościowym.
Strona internetowa producenta: www.spec-corp.co.jp

Jestem przy tym pewien, że w jakiejś mierze za tak naturalną dynamikę odpowiada sposób obciążenia głośnika nisko-średniotonowego. Słuchając, już przywołanej, płyty The Route, zwróciłem bowiem uwagę na to, jak została pokazana stopa perkusji. Ponieważ dość często nagłaśniam ten instrument wiem, że prawdziwej jego dynamiki, szybkości i barwy nie da się przenieść do domu – ograniczenia toru odtwarzającego wciąż są zbyt duże. Jednym z bardziej uciążliwych jest kompresja dźwięku. Domowe kolumny są pod tym względem o kilka rzędów długości bardziej ułomne, od – znacznie mniej liniowych, mniej wysmakowanych barwowo – kolumn estradowych („profesjonalnych”). Pod tym jednym względem technika „Pro” przewyższa to, co mamy w domu. W konstrukcjach audiofilskich problemem jest zazwyczaj sposób obciążenia głośnika – najczęściej bas-refleks – oraz gumowe, umożliwiające duży skok, o dużej histerezie, zawieszenie górne membrany głośnika niskotonowego. Wiedząc o tym mam lepsze zrozumienie dla melomanów preferujących stare rozwiązania, czyli duże przetworniki papierowe o małym skoku z wykonanym z materiału tekstylnego zawieszeniem, w obudowie zamkniętej lub w odgrodzie. I tych, którzy preferują przetworniki szerokopasmowe. Z nimi szybkość impulsu, natychmiastowość dźwięku, mikrodynamika, przekładająca się na precyzyjne rysowanie czoła ataku, a więc poczucie „obecności” dźwięku i jego „żywości”, są znacznie lepsze niż w znakomitej większości nowoczesnych konstrukcji. Są oczywiście wyjątki od tej reguły, np. moje Harbethy. Sonusy Olympica I też sobie z tym ograniczeniem radzą – i to bardzo dobrze. Wspomniana stopa perkusji uderzała głucho, szybko, to była prawdziwa „skóra”, na ile oczywiście pozwoliła to technika nagraniowa i ograniczenia medium. Podobne odczucia miałem słuchając instrumentów elektronicznych z płyt Martina Gore’a, czy wspomnianej Moyet. W ich przypadku nie ma w naturze „punktu odniesienia”, mogę jednak porównać zachowanie włoskich kolumn do najlepszych konstrukcji, jakie u mnie w domu były. I to porównanie wychodzi dla kolumn z włoskiego Arcugnano niezwykle korzystnie.


Kolumn idealnych nie ma i nie będzie. Wszystko, co jest kopią, a odtworzenie muzyki w domu jest kopią zwielokrotnioną, skażone jest zniekształceniem. Poruszamy się w ciasnych ramach ograniczeń, skazani na kompromisy. To, co się jednak udaje najlepszym jest zadziwiające. Olympica I firmy Sonus faber to kolumny, w których ograniczenia są jasne od pierwszych minut odsłuchu, a kompromisy dość łatwe do wskazania. Rezygnacja z dużej obudowy na rzecz małej, podstawkowej, skupienie się na niewielkim głośniku nisko-średniotonowym z „marszu” eliminuje z odtwarzania dużą część niskich tonów, a więc i muzyki. Na basie bazuje bowiem nie tylko dźwięk bezpośrednio tam ulokowany, ale także wszystko to, co powyżej. Przechodząc z dużych kolumn Revel Performa3 F206, a tym bardziej z Harbethów M40.1, słyszymy to momentalnie, głównie jako zmniejszenie wolumenu dźwięków. Ponieważ jednak testowane kolumny są wyjątkowo dobrze zaprojektowane, bardzo szybko następuje akomodacja i za kilka chwil słuchamy właśnie ich, bez porównywania z tym, co było przed chwilą. Tym bardziej, że tak naprawdę basu w tych kolumnach nie brakuje. Niskie zejścia na płytach z elektroniką są wyraźnie sygnalizowane, a ich wyższe harmoniczne świetnie przekazywane, łącząc się w jedno z zakresem średniotonowym. Przy nagraniach wokalnych muzyki klasycznej też zmienia się wielkość pomieszczenia, jednak barwa głosów – niemal w ogóle. Bardzo ładnie to słychać, co wspomaga świetne różnicowanie basu i jego naturalna barwa. W bardzo podobny sposób brzmi góra – nie tak rozdzielcza i bogata, jak w Guarneri Evolution, jednak i tak znakomita. Środek pasma jest po prostu naturalny i nie wchodzi w kolizję z tym, co jest na górze i na dole. Zresztą, jak pisałem, kolumny grają raczej jak jeden przetwornik, nie akcentując żadnego podpasma.

Podsumowanie

Doskonale pamiętam wszystkie testowane przeze mnie kolumny Sonus fabera, jak również dwie, niestety tylko diwie i koniec! – kolumny zaprojektowane i wykonane przez Franco Serblina w ramach firmy noszącej jego nazwisko. Nie da się bowiem obok żadnej z nich przejść obojętnie. Pamiętam jednak i moje powątpiewanie co do tego, czy po opuszczeniu Sonusa przez jego spiritus movens coś z jego spuścizny przetrwa i firma nabyta przez fundusz inwestycyjny, a więc pieniądze nastawione na stały, raczej duży niż mały, zysk zdoła zachować o, co w niej najważniejsze: ducha. Okazuje się, że Włosi poszli swoją drogą – korzystając z wcześniejszych „patentów” zaproponowali kolumny na tyle odmienne, że trudno je było porównywać bezpośrednio ze starszymi projektami. The Sonus faber, Aida, czy – tym bardziej – produkowana poza Włochami seria Venere miały dla nie zdobyć, tak to widzę, nowych zwolenników. Coś zmieniło się wraz z Guarneri Evolution. A może nic się nie zmieniło, a jest po prostu konsekwentną realizacją planu – nie wiem. Niezależnie od tego, jaka jest prawda – to działa.
Seria Olympica ma bowiem najwięcej ze starego Sonusa spośród nowych projektów, korzysta jednak z technik wypracowanych już w „nowej erze” tego producenta. A przy tym wygląda jak Sonus „starej ery”. Naprawdę niesamowite! Dźwięk kolumn odbija ich design – sporo w nim z gracji, z jaką grały starsze Sonusy, np. Minima, także w wersji Vintage, ale słychać przejście w kierunku precyzji i selektywności, w głównej mierze dzięki nowemu, bardzo dobremu głośnikowi wysokotonowemu. Ciekawe jest to, że dokładnie tę samą drogę pokonał pan Serblin, proponując w modelu Accordo, swojej ostatniej kolumnie podstawkowej precyzyjny, nieco lekki, ale genialnie koherentny dźwięk. Podobnie jak Accordo, tak i Olympica I potrzebują mocnego wzmacniacza, żeby pokazać wszystko o czym mówię. 40 W sugerowane przez producenta jako minimum powinno być wskazówka braną na serio. Nie zaprzeczam, że niektóre high-endowe konstrukcje na 300B sobie z nimi poradzą, muszą mieć jednak „sztywne”, wysokoprądowe zasilanie.
Nowe Sonusy mają akcent tonalny postawiony wyżej niż, wspomniane, Minimy Vintage, a także Guarneri Evolution. Ważne więc, aby nie żyłować ich ze wzmacniaczem, który ponad organiczność ceni sobie analizę. Wyższa średnica może wówczas zagrać trochę zbyt ofensywnie. Dźwięk jest wyjątkowo czysty, bardzo rozdzielczy i pozbawiony zniekształceń, także wynikających z kompresji, pewnych rzeczy jednak nie przeskoczymy. Po prostu piękne kolumny! Jak już pisałem, chciałbym mieć w swojej kolekcji niektóre testowane przeze mnie konstrukcje, brak miejsca na to jednak nie pozwala. Obok Harbethów, modeli P3ESR oraz M30.1oraz Castle’ów Richmond Anniversary (te akurat mam i to podpisane przez głównego inżyniera) byłyby to właśnie testowane kolumny. Sonus faber Olympica I byłyby przy tym ozdobą mojej kolekcji, na równi z modelem Guarneri Homage.

Kolumny otrzymują wyróżnienie RED Fingerprint.

Projekt plastyczny jest tym, co w Sonusach od lat było ich wyróżnikiem i wizytówką. To włoska, od początku, do końca robota, ludzi, którzy wiedzą co i jak robić. To ważne, ponieważ jest w branży audio (hi-fi) tak mało przykładów na dobry projekt, że próby nadaniu temu światu lepszego wyglądu zasługują na głęboki szacunek.
Od strony technicznej mamy do czynienia z kolumną dwudrożną w wentylowanej obudowie. Zamiast klasycznego bas-refleksu, ew. labiryntu mamy do czynienia z odmianą tego pierwszego. W materiałach firmowych znajdziemy tylko informację mówiąca, że to rozwiązanie bazujące na elementach Onkena i Jensena. Obudowę wykonano z drewna orzechowego, klepek, przekładanych wąskimi paskami jaśniejszego klonu. Boki są zaokrąglone w kształt lutni – firma nazywa ten design „enhanced Lyre shape. Bok nie są takie same – tył zbiega się nie na osi głośnika, a z boku, dokładnie tak, jak w kolumnach Accordo Franco Serblina (czytaj TUTAJ). I znowu materiały firmowe: kształt hiperboli oraz “duck-tail geometry”.
Przednia ścianka, góra i tył oklejono jest naturalną, lakierowaną na czarno skórą. Dolna ścianka i górna wybiegają lekko poza obrys ścianek bocznych. W załomie ukryto wylot systemu obciążenia tylnej strony membrany głośnika nisko-średniotonowego – metalowy, perforowany pasek. Metal widać jeszcze wokół membrany głośnika wysokotonowego oraz w postaci ramki na górnej ściance. na szczęście jest tego niewiele i dobrze zgrywa się z klasycznym projektem. Choć wąska, pomieściła tylna ścianka podwójne zaciski głośnikowe. Są wygodne w użyciu i wyglądają na rodowane (są matowe). Łączy je blaszka zwory, którą od razu warto użyć do czegoś innego, a w to miejsce wpiąć albo prawdziwe zwory, albo rozwiązanie Acoustic Revive, o którym już kiedyś pisałem. Od przodu można założyć, rozpięte na metalowych drutach, gumowe „struny” tworzące cos w rodzaju „maskownicy”.

Front nie jest prosty, a został ukształtowany trochę jak fronty kolumn Avalona – boki i rogi są pościnane na kształt szlifu diamentu. Na prostym fragmencie, z zamaskowanymi śrubami, umieszczono dwa głośniki, zaprojektowane od początku do końca przez inżynierów Sonusa. Na górze pracuje przetwornik wysokotonowy “Arrow Point” DAD (Damped Apex Dome, czyli połączenie klasycznej kopułki I głośnika pierścieniowego) 29XTR2. Jego średnica jest wyjątkowo duża – to 29 mm. Napędzany jest neodymowym magnesem, a przed nim umieszczono element linearyzujący odpowiedź fazową, owo „ostrze strzały”.
Głośnik nisko-średniotonowy nosi symbol MW15XTR i ma średnicę fi 150 mm. Jego membranę wykonano suszonego w czasie realnym materiału na bazie pulpy celulozowej, z dodatkiem włókien kapoku, kenafu i innych materiałów. Choć tego nie widać, firma mówi, że pokryła membranę przezroczystą warstwą lepkiego materiału, mającą stłumić pozostałe jeszcze wibracje. Cewkę wykonano z pokrywanego miedzią aluminium (chodziło o mały ciężar – aluminium – oraz dobre przewodnictwo – miedź): CCAW – Copper Clad Aluminium Wire. W bardzo dużym motorze zastosowano trzy ringi Kelloga/Goellera linearyzujące pole magnetyczne w szczelinie powietrznej i tym samym zmniejszając zniekształcenia. Kosz jest odlewany.
Zwrotnica została zoptymalizowana pod katem odpowiedzi amplitudowej i fazowej i ma tłumione rezonanse. Rozwiązanie o nazwie “paracross topology” dzieli pasmo przy 2500 Hz. Znane jest z modeli Aida oraz Guarneri Evolution.


Na uwagę zasługują też podstawki. Choć nie wyglądają tak masywnie, jak te od Guarneri, są naprawdę nieźle wykonane, a także świetnie wyglądają. Całość jest z aluminium, oprócz stalowych kolców. Te z przodu są wyższe niż z tyłu, dzięki czemu kolumna jest pochylona. Górny blat jest bardzo mały, dlatego kolumnę, jak to u Sonusa, przykręca się do podstawki.

Specyfikacja techniczna (wg producenta)

Pasmo przenoszenia: 50 Hz – 30 000 Hz
Skuteczność: 87 dB SPL (2,83 V/1 m).
Impedancja nominalna: 4 Ω
Sugerowana moc wzmacniacza: 40 W – 150 W
Obciążalność (IEC-268-5): 20 V rms
Wymiary: 354 x 222 x 368 mm
Wymiary standów: 708 x 287 x 376 mm
Wymiary kolumn i standów: 1068 x 287 x 435 mm

Dystrybucja w Polsce
VOICE Spółka z o.o.

Moniuszki 4 | 43-400 Cieszyn | Polska
tel.: 33 8512691
e-mail: office@voice.com.pl

voice.com.pl

ReklamaAdvertising



System odniesienia

Źródła analogowe
- Gramofon: AVID HIFI Acutus SP [Custom Version]
- Wkładki: Miyajima Laboratory KANSUI, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory SHIBATA, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory ZERO (mono) | Denon DL-103SA, recenzja TUTAJ
- Przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio Sensor Prelude IC, recenzja TUTAJ
Źródła cyfrowe
- Odtwarzacz Compact Disc: Ancient Audio AIR V-edition, recenzja TUTAJ
- Odtwarzacz multiformatowy: Cambridge Audio Azur 752BD
Wzmacniacze
- Przedwzmacniacz liniowy: Polaris III [Custom Version] + zasilacz AC Regenerator, wersja z klasycznym zasilaczem, recenzja TUTAJ
- Wzmacniacz mocy: Soulution 710
- Wzmacniacz zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ
Kolumny
- Kolumny podstawkowe: Harbeth M40.1 Domestic, recenzja TUTAJ
- Podstawki pod kolumny Harbeth: Acoustic Revive Custom Series Loudspeaker Stands
- Filtr: SPEC RSP-101/GL
Słuchawki
- Wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ
- Słuchawki: HIFIMAN HE-6, recenzja TUTAJ | HIFIMAN HE-500, recenzja TUTAJ | HIFIMAN HE-300, recenzja TUTAJ | Sennheiser HD800 | AKG K701, recenzja TUTAJ | Ultrasone PROLine 2500, Beyerdynamic DT-990 Pro, wersja 600 Ohm, recenzje: TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ
- Standy słuchawkowe: Klutz Design CanCans (x 3), artykuł TUTAJ
- Kable słuchawkowe: Entreq Konstantin 2010/Sennheiser HD800/HIFIMAN HE-500, recenzja TUTAJ
Okablowanie
System I
- Interkonekty: Siltech ROYAL SIGNATURE SERIES DOUBLE CROWN EMPRESS, czytaj TUTAJ | przedwzmacniacz-końcówka mocy: Acrolink 8N-A2080III Evo, recenzja TUTAJ
- Kable głośnikowe: Tara Labs Omega Onyx, recenzja TUTAJ
System II
- Interkonekty: Acoustic Revive RCA-1.0PA | XLR-1.0PA II
- Kable głośnikowe: Acoustic Revive SPC-PA
Sieć
System I
- Kabel sieciowy: Acrolink Mexcel 7N-PC9300, wszystkie elementy, recenzja TUTAJ
- Listwa sieciowa: Acoustic Revive RTP-4eu Ultimate, recenzja TUTAJ
- System zasilany z osobnej gałęzi: bezpiecznik - kabel sieciowy Oyaide Tunami Nigo (6 m) - gniazdka sieciowe 3 x Furutech FT-SWS (R)
System II
- Kable sieciowe: Harmonix X-DC350M2R Improved-Version, recenzja TUTAJ | Oyaide GPX-R (x 4 ), recenzja TUTAJ
- Listwa sieciowa: Oyaide MTS-4e, recenzja TUTAJ
Audio komputerowe
- Przenośny odtwarzacz plików: HIFIMAN HM-801
- Kable USB: Acoustic Revive USB-1.0SP (1 m) | Acoustic Revive USB-5.0PL (5 m), recenzja TUTAJ
- Sieć LAN: Acoustic Revive LAN-1.0 PA (kable ) | RLI-1 (filtry), recenzja TUTAJ
- Router: Liksys WAG320N
- Serwer sieciowy: Synology DS410j/8 TB
Akcesoria antywibracyjne
- Stolik: SolidBase IV Custom, opis TUTAJ/wszystkie elementy
- Platformy antywibracyjne: Acoustic Revive RAF-48H, artykuł TUTAJ/odtwarzacze cyfrowe | Pro Audio Bono [Custom Version]/wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany, recenzja TUTAJ | Acoustic Revive RST-38H/testowane kolumny/podstawki pod testowane kolumny
- Nóżki antywibracyjne: Franc Audio Accessories Ceramic Disc/odtwarzacz CD /zasilacz przedwzmacniacza /testowane produkty, artykuł TUTAJ | Finite Elemente CeraPuc/testowane produkty, artykuł TUTAJ | Audio Replas OPT-30HG-SC/PL HR Quartz, recenzja TUTAJ
- Element antywibracyjny: Audio Replas CNS-7000SZ/kabel sieciowy, recenzja TUTAJ
- Izolatory kwarcowe: Acoustic Revive RIQ-5010/CP-4
Czysta przyjemność
- Radio: Tivoli Audio Model One