pl | en

No. 164 Grudzień 2017

KRAJOBRAZ PO KOMPUTERZE

Z okazji 20. rocznicy wdania OK Computer grupy Radiohead
OK Computer. OKNOTOK 1997 2017

drugiej połowie lat 90. rock dogorywał. Od samobójczej śmierci Kurta Cobaina w 1994 roku jego najbardziej żywotna odmiana, grunge, znajdowała się w nieustannej defensywie. Muzyce brakowało tej samej młodzieńczej energii i przede wszystkim szczerości, która przesądziła o sukcesie grania spod znaku Nirvany czy Soundgarden. Jeszcze słabiej wiodło się starym rockowym herosom, którzy kilka lat temu rozpalali wyobraźnię milionów ludzi na całym świecie. W fatalnej kondycji znajdował się Iron Maiden rozsadzony przez wewnętrzne tarcia, po fali glam metalowch zespołów nie został nawet ślad, nawet największe gwiazdy pokroju Kiss czy The Rolling Stones (wątpię, że ktokolwiek pamiętałby o ich krążku Bridges to Babylon z 1997 roku, gdyby nie przebój Anybody Seen My Baby?) musiał zadowolić się mniejszą uwagą fanów. Poza kilkoma wyjątkami (ze starszych zespołów – Metallica, z tych nowszych – Oasis czy Blur) żaden zespół i artysta nie mogli ukoić rozedrganych serc miłośników rocka, niecierpliwie wyczekujących kolejnych hitowych albumów i przebojowych singli. Gatunek ledwo dychał.

| Pre-OK Computer

W tej rzeczywistości po cichu rozwijał się Radiohead. Chociaż jego początki sięgają jeszcze lat 80., to na swój debiut fonograficzny grupa Thoma Yorke’a musiała czekać do 1992 roku. Wtedy właśnie na półki sklepowe trafił pierwszy singiel Brytyjczyków – Creep. Chociaż początkowo kawałek został przyjęty dosyć chłodno, to ostatecznie osiągnął wielki sukces, stając się międzynarodowym hitem słuchanym równie chętnie w Hiszpanii czy Nowej Zelandii, co w USA. Ten niespodziewany sukces był jednak jednorazowym wydarzeniem; wydany w 1993 roku krążek Pablo Honey nie okazał się tak udanym przedsięwzięciem (chociaż, trzeba przyznać, swoich zwolenników znalazł).

Zespół, który za wszelką cenę chciał uniknąć zaszufladkowania go jako one-hit-wonder, zdawał sobie sprawę z ogromu pracy, którą należało wykonać, przede wszystkim w kwestii koncertów. Do nietypowego brzmienia Radiohead, zakorzenionego w grunge’u, ale szukającego swojej własnej, unikatowej drogi, publiczność trzeba było przyzwyczajać stopniowo, występ za występem, miejscowość za miejscowością, piosenka za piosenką. W połowie lat 90. w sprzedaży pojawił się drugi longplay formacji zatytułowany The Bends, promowany wycieńczającą trasą koncertową. Tylko w USA w samym 1995 roku objęła ona aż 177 występów. Thom Yorke – osoba, która nawet gdy jest zadowolona, wgląda jakby zmagała się właśnie w wycieńczającej walce z wewnętrznymi demonami – całe miesiące spędzał w wyglądających identycznie autobusach, samolotach i hotelach. Jak sam niedawno przyznał, de facto znajdował się w stanie katatonicznym. Po latach scharakteryzuje swój stan w ten sposób: „Klaustrofobia – nie miałem żadnego poczucia rzeczywistości”.

Jedyną formą ucieczki z wyniszczającego schematu autobus-hotel-koncert-hotel-autobus, ciągnącego się w nieskończoność od kilku lat, było dla Yorke’a komponowanie. Próbował poradzić sobie ze swoimi lękami powodowanymi powszechnym pośpiechem, potęgowanym wspomnianym wyżej reżimem koncertowym, który pod koniec XX wieku dla wielu stawał się nie do zniesienia. Z dzisiejszej perspektywy brzmi to jak (ponury) żart, ale w epoce dopiero rodzącego się internetu czy telefonów komórkowych ludzie czuli się zmęczeni nieustannym przepływem nowych wiadomości, które coraz częściej stawały się przestarzałe w momencie wypuszczenia ich w świat. Wyjątkiem nie był Thom Yorke, który „czuł przeładowanie informacjami”. Rodząca się w nim muzyka miała pomóc mu w uporządkowaniu chaotycznej rzeczywistości.

Próby związane z następcą The Bends rozpoczęło się w połowie 1996 roku. Większość pracy zespół wykonał w sielankowym otoczeniu historycznej St. Catherine's Court, rezydencji należącej wówczas do aktorki Jane Seymour. Chociaż wynajęcie tej zabytkowej przestrzeni nie mogło być tanie, to wytwórnia odpowiedzialna za Radiohead – EMI – zaoferowała grupie wsparcie finansowe. Ostatecznie Yorke i spółka spędzili tam sześć tygodni. Do historii przeszła sytuacja, podczas której Thom próbował samodzielnie się ogolić. „Pewnego razu wstałem rano, po nocy słyszenia głosów w mojej głowie, i zdecydowałem, że muszę ściąć włosy”. Cała operacja, jak można przypuszczać, nie zakończyła się dobrze – artysta poranił się nożyczkami i dopiero interwencja Phila Selwaya (perkusisty Radiohead) pozwoliła uratować sytuację.

| OK Computer

Mimo ego typu „atrakcji” owoc tamtych sesji wciąż, pomimo 20 lat na karku, wciąż budzi zdumienie i niekłamany podziw. OK Computer – bo tak postanowiono go zatytułować – jest albumem ze wszech miar wyjątkowym. Nie tylko doskonale trafił w swój moment, zarówno pod względem muzyki, jak i tekstów, ale znakomicie przetrwał próbę czasu. Ostatecznie na krążek trafiło 12 numerów, z których co najmniej trzy można już traktować jako rockowe klasyki. Największym przebojem okazał się Paranoid Android, zajmujący ponad sześć minut kawałek, który jako pierwszy promował nadchodzące wydawnictwo. Co interesujące, początkowo piosenka ta trwała znacznie dłużej (14 minut) i była rozbudowana o długą wstawkę organową, jednak ostatecznie zespół zdecydował się wyrzucić popisowy fragment Jonny’ego Greenwooda.

Jeszcze ciekawiej wyglądała realizacja innego przeboju pochodzącego z OK Computer, utworu Karma Police. Pewnego wieczoru Thom Yorke zdradził Nigelowi Godrichowi swoją niechęć do drugiej części tej piosenki. Panowie zdecydowali się więc wziąć sprawę w swoje ręce i – bez wiedzy czy udziału innych członków Radiohead – ją edytować. Była to solidnie wykonana robota przy użyciu różnych studyjnych sztuczek (Beatlesi i George Martin mogliby być dumni), która – jak twierdzi Andy Greene, dziennikarz „Rolling Stone’a” – wytyczyła przyszły szlak zespołu, na końcu którego znajdowało się kolejne arcydzieło muzyki rockowej – Kid A.

OK Computer szybko podbił krajowe listy przebojów, zajmując pierwsze miejsce na UK Albums Chart. Co więcej, nietypowy klimat, w którym utrzymana była trzecia studyjna płyta Radiohead przypadł do gustu także amerykańskiej publiczności; ani wcześniej, ani później żaden album Yorke’a i reszty nie zadebiutował tak wysoko na liście Billboard 200, z miejsca zajmując 21. lokatę. Do tej pory krążek ten sprzedał się w liczbie 4,5 milionów kopii, co robi tym większe wrażenie, iż znaczna część jego „życia” przypadła na erę Napstera, ściągania plików przez internet i streamingu.

| Post-OK Computer

Od tamtej pory życie członków Radiohead nigdy nie było takie samo. Z lokalnej ciekawostki mającej na koncie „zaledwie” jeden przebój przeistoczyli się w międzynarodową gwiazdę, która w pewnym momencie była nawet postrzegana jako najważniejszy zespół rockowy na świecie. W przeciągu następnych 20 lat Brytyjczycy opublikowali sześć kolejnych albumów, z których największym sukcesem okazał się wspomniany już Kid A. Ostatnim krążkiem, pod którym podpisała się ekipa dowodzona przez Yorke’a jest wydany w 2016 roku A Moon Shaped Pool. Chociaż okazał się sukcesem artystycznym i komercyjnym, na co wskazywać mogą dwie nominacje do nagrody Grammy w kategoriach Best Alternative Music Album i Best Rock Song, a także przyzwoita sprzedaż na terenie Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych, nie zdołał choćby nawiązać do swojego wielkiego poprzednika.

Od wydania OK Computer mija w tym roku okrągłe 20 lat. Z tej okazji zespół, we współpracy z niezależną wytwórnią płytową XL Recordings, postanowił przypomnieć światu o swoim dziele, przygotowując jego rocznicowe wznowienie. Grupa nie poprzestała jednak na wydaniu zwykłego remastera i pokusiła się o zaoferowanie swoim fanom czegoś więcej. OKNOTOK – bo tak postanowiono zatytułować to wydawnictwo – ukazało się w kilku interesujących wersjach. Obok płyty CD czy wydania winylowego, obejmującego aż trzy 180 g czarne płyty, na półkach sklepowych pojawił się także kolekcjonerski box. W jego skład, prócz albumu na winylach, weszła między innymi kaseta z materiałem pochodzącym z sesji nagraniowych OK Computer, 104-stronicowy notes z notatkami Yorke’a i jego 48-stronicowy szkicownik.

Chociaż wszyscy lubią wszelkiego rodzaju gadżety i zabaweczki, najważniejszą częścią OKNOTOK jest jednak zbiór 11 dodatkowych utworów. Wśród nich trzy – I Promise, Man of War oraz Lift – nigdy wcześniej nie były udostępnione szerokiemu gronu publiczności. Co ciekawe, z pierwszym z tych niepublikowanych dotychczas kawałków wiąże się polski wątek. Za teledysk do I Promise odpowiada bowiem Michał Marczak (który już wcześniej pracował z Radiohead przy fragmencie wideo do kawałka Identikit), a w krótkiej roli występuje w nim Agata Buzek.

Od momentu wydania OK Computer w 1997 roku zmianie uległo niemal wszystko. Z ciężkich, niewygodnych i topornych komórek przesiedliśmy się na designerskie dzieła sztuki użytkowej, którą bez wątpienia są współczesne smartfony. Zalew informacji dostępnych w sieci za pośrednictwem jednego kliknięcia jest jeszcze większy niż wcześniej, na dodatek coraz częściej musimy mierzyć się z wiadomościami spod znaku fake news. Również branża muzyczna nie jest już taka sam, jaka była dwie dekady temu. Na szczycie znajdują się obecnie zespoły i artyści, o których w momencie nagrywania przez Radiohead swojego arcydzieła nikt jeszcze nie słyszał. Internet w bezprecedensowy sposób przybliżył muzykę ludziom – poprzez radio internetowe, YouTube’a czy serwisy streamingowe – ale i uderzył w podstawy, na których wszyscy ludzie związani zawodowo z muzyką bazowali co najmniej od pół wieku. Tylko Radiohead pozostał taki sam: szczery, wierny swoim przekonaniom, skłaniający do refleksji nad kondycją świata – czy tego sprzed 20 lat, czy współczesnego.

RECENZJA

Ultimate HQCD

RADIOHEAD
OK Computer. OKNOTOK 1997 2017

Wydawca: XL Recordings Limited/Beat Records XLCDJP868
Premiera: 06.2017

Tekst i zdjęcia: Wojciech Pacuła

Płyta OK Computer. OKNOTOK 1997 2017 ukazała się w czerwcu 2017 roku w nowej dla Radiohead wydawnictwie – XL Recordings, do którego przeszła w 2016 roku z EMI. OKNOTOK przynosi materiał zremasterownay z oryginalnych taśm matek na dwóch płytach (w wydaniu CD): na pierwszej znalazła się oryginalna płyta OK Computer, a na drugim materiały z singli – osiem utworów – oraz archiwalia – trzy utwory. Inaczej niż przy poprzednich wznowieniach płyt grupy przez EMI, tym razem zespół samodzielnie wybrał wszystkie dodatkowe materiały. Płyta została zadedykowana Rachel Owen, byłej żonie Yorke’a, zmarłej na raka miesiąc przed ukazaniem się albumu.

Materiał ukazał się w kilku różnych wersjach, zarówno cyfrowej – na płytach Compact Disc, jak i analogowej – na kasecie i płytach LP. Japońska wytwórnia Beat Records, partner XL Recordings, wydała ją z kolei w najnowszej wersji płyty HiQuality CD, Ultimate HQCD. Przypomnę, że to nie jest nowy format, a odmienna technika wykonywania krążka CD. Zamiast korzystać z polimeru, który niedokładnie wypełnia pity metalowej matrycy, wykorzystuje się plastik używany do budowy wyświetlaczy LCD, który tężeje pod wpływem światła o określonej długości. Co więcej, zamiast aluminiowej warstwy odbijającej korzysta się ze stopu na bazie srebra. Ma to dać znacznie precyzyjniejszy odczyt informacji z płyty (więcej TUTAJ). Recenzujemy wersję Ultimate HQCD.

DŹWIĘK

Płyty Radiohead wydawane były w Japonii od kilkunastu lat, także na płytach CD nowej generacji, np. Blu-spec. Po raz pierwszy słyszę jednak krążek tego albumu z płyty Ultimate HQCD. Wydanie to potwierdza coś, co nie tyle podejrzewałem, a czego byłem pewien: dobra muzyka, niezależnie jak zarejestrowana zyskuje na wyższej rozdzielczości takich wydawnictw coś szczególnego, co mieści się „pomiędzy” dźwiękami.

Bo to nie jest najlepiej nagrany materiał na świecie. Ale też jest to naprawdę dobrze nagrany materiał (post-)rockowy. Mimo to, znając post-gundge’ową genezę tego zespołu, będąc jego wiernym fanem od lat, kupując OKNOTOK byłem ciekaw przede wszystkim jednego nagrania: Exit Music (for a film). Nie zawiodłem się. To było gęste, niskie, mięsiste granie z podkręconym wokalem. I o to chodziło. O prawdę przekazu, emocje, namacalność, niekoniecznie o purystyczne podejście do dźwięku.

Bo to wyraźnie zmienione brzmienie, zarówno w stosunku do oryginalnego wydania, jak i europejskiej wersji wznowienia. Ma dociążony średni bas i wyższą średnicę. Góra jest ocieplona i trochę wycofana. Pozwoliło to uniknąć zbytniej lekkości oryginału, która na niektórych systemach mogła się przerodzić wręcz w suchość. Ale z dodatkiem nieco dudniącego basu.

To trochę krzywdzący opis, bo ahistoryczny – słuchać to z perspektywy nowego mastera. A ten jest gęsty i nieco ciepły. Góry jest sporo, nie chodzi o to, że ją wycofano, ale wyraźnie starano się upodobnić brzmienie tego krążka do tego, co znamy z The King Of Limbs w wersji Blu-Spec CD. Nie jest to do końca możliwe, bo OK Computer nie ma tak nasyconej tkanki między atakiem, a bas nie jest do końca kontrolowany.

Ale to właśnie taki dźwięk, czyli: nasycony i ciepły, głęboki tonalnie. Dynamika jest niezła, ale chodzi tu raczej o energetyczność gęstego przekazu. Wiele się tu dzieje, warstwa za warstwą budują mocny przekaz. A kiedy słychać głownie wokal, czy to we wspomnianym Exit Music…, czy też mechaniczny w Fitter Happier mamy wszystko, czego po takim przekazie się spodziewamy – namacalność, mocny pierwszy plan, gęstość, nasycenie. Dotyczy to zarówno podstawowego krążka, jak i materiałów dodatkowych. te ostatnie spokojnie mogłyby być niezależnym wydawnictwem, z którego wiele dobrych zespołów byłoby dumnym twierdząc, że to ich opus magnum.

OKNOTOK w wersji Ultimate HQCD jest najlepszą wersją tej płyty, jaką znam. Nie jest doskonała, ale sam materiał ma raczej brudną, rockową estetykę. Dopiero od, powiedzmy, Kid A mamy do czynienia z przewagą elektroniki i długimi, narastającymi frazami, które dają mięsistość same z siebie, tj. poprzez swój charakter. OK Computer to wciąż dziecko grania indie, pozasystemowego, idącego poboczem rockowej drogi. Japończycy ją trochę ugrzecznili i podrasowali. Mnie to odpowiada, ja w to wchodzę.

Jakość dźwięku: 8/10

radiohead.com

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia enjoythemusic linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM