pl | en

No. 177 Styczeń 2019

PIĘTNAŚCIE LAT „HIGH FIDELITY” I CO Z TEGO WYNIKA

1 maja tego roku „High Fidelity” stuknie piętnaście lat. Niby nic, a jednak coś. W tym czasie świat zmienił się nie do poznania, zmieniła się również technologia, zmieniliśmy się i my. Także i „High Fidelity”, magazyn, który państwo w tej chwili czytacie również kilka razy się przeobraził. Z drugiej jednak strony wciąż pozostaje tym, czym był na samym początku, w momencie w którym powstał pomysł – wyrazem moich fascynacji i pasji.

Tak wyglądał jeden z artykułów zamieszczonych w pierwszym wydaniu „High Fidelity” z 1 maja 2004 roku

Jubileusz obchodzić będziemy w tym roku, bo właśnie wtedy, 1 maja 2004 ukazał się pierwszy numer magazynu, który początkowo nazywał się „High Fidelity Online”, a który po rejestracji tytułu w sądzie skrócił nazwę do „High Fidelity” (highfidelity.pl). Wprawdzie mamy jeszcze cztery miesiące, chcielibyśmy jednak zaprosić państwa do wspólnego świętowania już teraz. Na przykład przez przysyłanie do nas wspomnień, krótszych lub dłuższych tekstów o tym, jak nasz magazyn zapisał się w państwa pamięci. Chcielibyśmy je publikować co miesiąc, przez cały jubileuszowy rok, albo w całości w maju.

Mamy też taki pomysł, żebyście państwo wspólnie pomyśleli o obecności „High Fidelity” na Wikipedii. Kiedyś jeden z czytelników próbował coś z tym zrobić, ale z tego, co wiem, został natychmiast zbanowany przez „wyższych szarżą”, dla których HF nie była żadnym magazynem, a czymś nieokreślonym, efemerydą. Myślę jednak, że piętnaście lat w sieci, dziesiątki tysięcy czytelników miesięcznie, obecność w pismach tego typu na całym świecie wystarczą, aby uznać nas za prawdziwy byt, który otrzyma „pozwolenie” na swoje hasło w – ostatecznie – otwartej, demokratycznej i nieuprzedzonej do nikogo i niczego encyklopedii…

W każdym razie – zapraszam was, drodzy przyjaciele, do stworzenia takiego wpisu, najlepiej od razu w wersji polskiej i angielskiej (a może i innych?). Będzie mi bardzo miło, jeśli w ten sposób okażecie swoją sympatię do naszego magazynu i dacie znać w ten sposób innym – ludziom, pismom, krajom – że mamy tu, w Kraju Nad Wisłą, coś wartościowego i interesującego. Obiecuję wszelką pomoc w ustalaniu faktów, dysponuję też archiwalnymi zdjęciami.

O wspólnych obchodach rozmawialiśmy też z kilkoma producentami i już teraz wiadomo, że przygotujemy wspólnie specjalne wersje kilku produktów, przygotowane razem i opatrzone stosownym logo. Chcielibyśmy także, aby ukazało się jedno lub dwa wydawnictwa płytowe z tej okazji – o tym również rozmawiamy z muzykami i wydawcami. A z kolei Dirk Sommer, naczelny magazynu hifistatement.net, z którym współpracujemy, ale przede także wydawca – Sommelier Du Son – obiecał, że nagra dla nas płytę, najlepiej w Polsce, polskiego zespołu. Nie wiemy, co z tego uda się nam zrealizować, ale mocno wierzymy, że większość :)

Smartfon HTC ze słuchawkami Beats. Foto: HTC

A co na to świat? Świat w tym czasie zmienił się, niektóry mówią, że na gorsze. Zmieniła się także branża audio, a zmiany napędzane były właśnie przez rozwój internetu. Czy również na gorsze? – Raczej nie, po prostu nadeszła zmiana i trzeba się do niej dopasować. Po głębokiej depresji, w jaką wpadło audio wraz z nadejściem najpierw kultury graczy, a potem kina domowego, mp3, „inteligentnych domów” (systemów typu custom) i innych atrakcji, otrząsnęliśmy się, przegrupowaliśmy i całkiem dobrze sobie, moim zdaniem, radzimy. Radzimy sobie jednak na zupełnie innych pozycjach niż przedtem i to jest chyba powodem często słyszanych przeze mnie narzekań.

Piętnaście lat o których mowa to ogromna zmiana w sposobie konsumpcji, że tak się wyrażę, kultury – w tym muzyki. Słuchamy jej więcej niż kiedykolwiek wcześniej, jest dostępna w sposób wcześniej niespotykany i tania jak jeszcze nigdy do tej pory. Ale nić łącząca młodych ludzi, z ich słuchaweczkami i smarfonami, streamujących z You Tube’a, Spotify’a, ta nić pomiędzy nimi i „dorosłym” audio, czyli audio perfekcjonistycznym, wyczynowym, audiofilizmem, czy jak się tam akurat w tym momencie określamy, ta właśnie nić jest cieńsza niż kiedykolwiek wcześniej w historii reprodukowanego mechanicznie dźwięku.

Przez lata podstawowym źródłem muzyki było radio i 7” single.

Niegdyś rozumiani szeroko „młodzi” słuchali właściwie tych samych produktów, co rozumiani równie szeroko „starzy”, różniły się one jedynie wielkością, stopniem skomplikowania i ceną. Przypomnijmy sobie, dla przykładu, szaleństwo „czterdziestekpiątek”, czyli singli – upowszechnił je rock’n’roll, a dokładnie ludzie go słuchający – ludzie młodzi. Gdyby nie kupowali milionów singli – do 1954 roku sprzedano ich 200 000 000 – nigdy ten niszowy format firmy RCA Victor nie wyszedłby poza fazę zabawki dla dzieci, do której to roli nadawał się zresztą doskonale. Ani jakość dźwięku, ani nawet wygoda nie były dla singla łaskawe. To wciąż była jednak płyta winylowa i był to gramofon, czyli granie hi-fi, tyle że w mniejszej skali.

Słuchający dzisiaj streamu w jakości słabego mp3 są doskonale tacy sami – szukają natychmiastowej ekscytacji, energii, dostępu. Jeśli nie znajdują utworu w ciągu kilku sekund, porzucają go bez żalu. I jak takich ludzi zmusić, żeby wyjmowali płytę, wkładali ją do szuflady, albo kładli na talerzu gramofonu? Nadzieje pokładane w czarnej płycie i w tym, że to ona będzie dla młodych wabikiem są – moim zdaniem – śmiechu warte. Badania pokazują, że niemal połowa z nich kupiła płytę LP nie mając gramofonu i nie planując jego kupna. To dla nich kolejny gadżet powiązany z muzyką tylko poprzez sieć konotacji kulturowych, a nie przez dźwięk.

Dlaczego o tym piszę? – Ostatnie piętnaście lat pracy w sieci tylko mnie utwierdziły w tym, o czym w wywiadzie, który mogą państwo przeczytać w tym miesiącu, mówi pan Luis Fernandes, założyciel i od niedawna ponownie szef firmy finite elemente: „szewcu trzymaj się swojego rzemiosła!”. Rzecz jest prosta, choć ciągle tak wielu, zdawało się sensownych i łebskich ludzi, zdaje się nie rozumieć prostej zasady – tego, że należy trzymać się tego, na czym zna się najlepiej.

W branży perfekcjonistycznego audio to wyjątkowo ważne. Bo to zajęcie szczególne. Kompletnie odleciane i odklejone od „realnego” świata. Realnego oczywiście w cudzysłowie, bo dla nas często zwyczajnie głupiego i tępego, który nie dość, że nie rozumie czym się zajmujemy, to w dodatku to, czego nie rozumie – wyśmiewa. Realne dla nas jest to, co MY robimy, nie jest tak? Ale do rzeczy – chodzi mi o to, że nigdy nie będzie tak, że audiofilizm będzie masowym hobby, powtórzę: nigdy. Co więcej, nigdy też nie był. Zawsze był za to punktem dojścia, szczytem do zdobycia.

System kolumnowy Snail Project – pierwsza konstrukcja Franco Serblina dla jego firmy Sonus faber – zdjęcie z wystawy High End 2017 w Monachium

Nie jest też tożsamy z wieloma prądami i modami, za którymi podążają producenci, dystrybutorzy i prasa. Pamiętacie państwo coś takiego, jak kino domowe? Chodzi mi o zjawisko i szał na tym punkcie. Ponieważ pojawiła się na rynku nowa grupa odbiorców, wszyscy zaczęli się tym zajmować i – dla przykładu – wiele pism audio zamieniło się w magazyny łączące testy telewizorów, kina domowego i stereo. Nikomu to na dobre nie wyszło.

Jasne jest, że chodził o „podążanie za pieniądzem”. Rozmyło to jednak całą branżę, która teraz, kiedy kino domowe jest tym, czym powinno, to znaczy wyposażeniem domu, niekoniecznie hobby, nie bardzo może się połapać w tym, co się dzieje. Póniej mieliśmy bezsensowne podłączanie się audio do rynku „custom”, czyli tzw. „inteligentnych domów”, a potem do urządzeń typu soundbar. To nie jest nasz świat i nigdy nie będzie.

Bardzo podobna sytuacja jest i dzisiaj. Czym jest nowe kino domowe? Ano – przenośnym audio. Ludzie z branży rozumują w ten sposób: skoro tylu ludzi słucha z urządzeń przenośnych, trzeba to wykorzystać i na tym zarobić. I znowu – to normalne, ale bez sensu. Nie tędy droga, młodzi nie czytają pism branżowych, bazując na tym, co wyczytają w sieciach społecznościowych, co zobaczą w telewizji itd. Czyli podążają za masowymi komunikatorami, a tam audio, którym się zajmujemy nigdy nie było obecne i nie będzie.

Pamiętają państwo szał na tzw. stacje dokujące dla iPoda? Musiał je mieć w ofercie każdy producent i nawet najwięksi specjaliści proponowali urządzenia – zwykle wzmacniacze – w to ustrojstwo wyposażone. Skończyło się to tak, jak kończyło, czyli zupełnym brakiem zainteresowania ze strony ludzi słuchających muzyki z iPoda. A audiofilów to zniesmaczyło i odrzuciło.

Stacja dokująca firmy Krell – Krell Interface Dock (KID). Foto: Krell

Choć jest rzecz, która nam po mp3 pozostała, związana jednak bardziej ze środowiskiem komputerowym niż przenośnym audio – odtwarzacze plików audio. To realna wartość i przyszłość audio. Ale, znowu, na naszych zasadach – patrz Telegärtner Japan Limited M12 Switch Gold, czyli znowu produkt, który „normalnym” ludziom nie mieści się w głowie.

Bo audiofilizm to hobby niszowe, z punktu widzenia „świata” co najmniej podejrzane. Czego odbicie znajdziemy właśnie w głównym nurcie kultury. Proszę sobie przypomnieć, co pisałem kiedyś o obrazie audiofila, jaki funkcjonuje na zewnątrz. To ktoś „osobny”, inny, zwykle nie do końca normalny, często wręcz niebezpieczny. Wystarczy przyjrzeć się, kto i z jakich urządzeń audio korzysta w takich filmach, takich jak Mechaniczna pomarańcza (reż. Stanley Kubrick, 1971), Lara Croft: Tomb Rider (reż. Simon West, 2001), Dziewczyna z tatuażem (reż. David Fincher, 2012), że przywołam tylko najbardziej oczywiste.

A najnowsze kino polskie? – Proszę bardzo: wypasiony system oparty na gramofonie ma, słuchający muzyki klasycznej ksiądz, jedna z podlejszych postaci filmu Kler Wojciecha Smarzowskiego (2018), a w serialu Ślepnąc od świateł Krzysztofa Skoniecznego i Jakuba Żulczyka naprawdę fajny system ma główny bohater, ekscentryczny, słuchający Chopina (!) członek gangu handlującego prochami. Zresztą i w jego systemie źródłem jest gramofon. Możemy się przynajmniej pocieszać, że nie jesteśmy w tym postrzeganiu sami, są z nami także melomani słuchający klasyki…

Główny bohater serialu Ślepnąc od świateł ma w systemie gramofon firmy Rega, wzmacniacz T+A oraz kolumny Audiovector.

Nie ma się jednak czym przejmować – nieznane zawsze jest „groźne”. Dlatego tak ważne są imprezy oswajające ludzi, głównie młodych, z audio. Nie chodzi nawet o ich przekonanie, a właśnie o oswojenie z widokiem dziwacznych – z ich punktu widzenia – konstrukcji, a w przyszłości, być może, o przyciągnięcie do świata muzyki odtwarzanej na najwyższym poziomie. Nie liczyłbym jednak, że od razu przełoży się to na podwojoną sprzedaż, to tak nie działa. Audio to propozycja dla ludzi, którzy z jednej strony mają pieniądze, a z drugiej wiedzą, czego chcą. Choć sprzedawcy i dystrybutorzy najczęściej nimi pogardzają, nie rozumieją, to jest właśnie „sól tej ziemi” i to oni są realnymi nabywcami, a nie wyobrażony, wymodlony „młody”.

Widziałem te wszystkie zmiany i starałam się w nich nie uczestniczyć. Nie zawsze się udawało, ale – wierzę – bilans jest na plus. Trzymałem się stereo wierząc, że przeżyje wszystkie mody i krótkotrwałe mamidła. Pisałem o tym, co sam lubię i co mnie interesuje. Tylko wtedy jest bowiem szansa na porozumienie z czytelnikami. Z państwem.

Witam w piętnastym roku „High Fidelity” i jeszcze raz zapraszam do wspólnego świętowania!

Wojciech Pacuła
redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


Audio Video show