pl | en

No. 203 Marzec 2021

Wstępniak

Tekst: WOJCIECH PACUŁA
Zdjęcia: Wojciech Pacuła


No 203

1 marca 2021

SEKRETNE ŻYCIE SYSTEMÓW AUDIO

SĄ TAKIE RZECZY, KTÓRE MNIE, JAKO PIESZEGO, doprowadzają do szału, nie przesadzam. Staram się temu nie ulegać, odwracam wzrok i szukam ciekawszych zajęć, ale ostatecznie, prędzej czy później do mnie wracają. Myślę głównie o tym, w jaki sposób traktowane są chodniki.

Kiedyś biurowiec NOT, potocznie nazywany Szkieletorem, dzisiaj Unity Tower, wieżowiec w krakowskiej dzielnicy Grzegórzki, przy ul. Lubomirskiego 20, obok ronda Mogilskiego. To najwyższy budynek budowanego kompleksu biurowego Unity Centre. Duże założenia zwracają uwagę wszystkich, mniejsze są pomijane.

szyscy jesteśmy pieszymi – jedni częściej, inni rzadziej, ale każdy co jakiś czas w ten sposób się przemieszcza. Co więcej, pieszymi są – niemal z definicji – wszystkie dzieci, znakomita większość seniorów też nimi jest, w ten sposób porusza się wiele osób z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Pieszy jest więc najsłabszym uczestnikiem ruchu. A mimo to traktuje się nas jak dodatek do ulic i samochodów, jak upierdliwego zawalidrogę, a nie centrum organizacji ruchu.

Przykład z pierwszej ręki. Jedna z ulic w okolicy, w której mieszkam, przeżywa od kilku lat najazd deweloperów, budujących tam na potęgę nowe bloki. Ulica jest pozostałością po podkrakowskiej wsi i taką też ma szerokość – dwie furmanki (mówię to bez ironii, a z ciepłem rozlewającym się po sercu) mijałyby się na niej bez problemu. Chyba, żeby wiozły z pola snopki, wówczas mógłby być problem. I właśnie ta ulica, przy której stoi też spora szkoła podstawowa, nie miała chodników. Ruch odbywa się „na rympał”, to znaczy wszyscy uciekają przed nadjeżdżającymi samochodami na dziurawe, podmokłe pobocza.

Dwie najnowsze budowy zdobyły się jednak na wysiłek – być może wymuszony przez Urząd Miasta – i wykonały kilkunastometrowe odcinki chodnika, przylegającego do ich działek. Dzisiaj wiem, że może lepiej byłoby, gdyby tego nie robiły. Nowsza zakończyła bowiem „swój” odcinek z jednej strony rozdzielnicą, a z drugiej zakończyła chodnik na drzewie. Poza tym cały czas parkują tam klienci sklepów z naprzeciwka.

Mówię, że lepiej, gdyby tych chodników nie było, ponieważ wcześniej nikt tam nie parkował i z trudem, ale dało się jakoś przejść. Teraz, szczególnie kiedy spadło trochę śniegu, było to niemożliwe nawet dla mnie, całkiem sprawnego człowieka. Na mój wyrazisty ruch rękami, niespeszeni kierowcy odpowiadali „ma pan rację, strasznie napadało…”

Po lewej skrzynka z przyłączami, a po prawej drzewo – klamry tego krótkiego odcinka chodnika. Jak widać, samochody znalazły nowy parking.

A parkują tam, ponieważ parking przed blokiem, w którym są sklepy dwóch „przydomowych” sieci jest jeszcze wyraźniej widocznym środkowym palcem pokazanym i mieszkańcom, i urzędnikom. Pierwszy etap robienia nas w „ch…a” polegał na tym, że wzdłuż bloku wybudowano trzy tory ruchu: objazd dla samochodów, następnie chodnik i wreszcie parking dla mieszkańców. I teraz – chodnik miał szerokość 100 cm, a parking był tak mały, że wszystkie samochody od pierwszego dnia po jego oddaniu parkowały tyłem na parkingu, a przodem na tym pseudochodniku. A, przypominam, po drugiej stronie ulicy wciąż chodnika wtedy jeszcze nie było.

Po jakimś czasie – roku, może dwóch – ów chodnik – tamtaradam! – zwężono. Okazało się, że ktoś się dopominał respektowania prawa, czyli żeby samochody na nim nie stawały. Po korekcie tego stanu rzeczy były pseudochodnik, teraz co najwyżej chodniczek, został zwężony do 50 cm. I teraz wszyscy mogą na nim parkować do woli, bo chodnikiem już przecież nie jest. Mamy więc teraz jakieś 30 metrów ulicy z chodnikami po obydwu stronach, które chodnikami nie są ani z punktu widzenia pieszych, ani kierowców i są po prostu niebezpieczne.

Ten pasek pośrodku to były chodnik, dzisiaj część parkingu.

To, o czym mówię, to – w skali miasta – drobne rzeczy. Jest jednak tak, że właśnie takie „drobiazgi”, będące najbliżej nas, bolą najbardziej, najmocniej wbijają się pod paznokcie. Nie dziwi więc, że w „dobrze nastrojonym mieście”, że przywołam tytuł książki Jonathana F.P. Rose’a, wszystko zaczyna się od dodatków, drobin, małych detali, które są nam najbliższe i dzięki którym czujemy się bezpieczni i – czasem – szczęśliwi. To zaskakujące, ale bardzo podobnie jest w świecie audio.

Budowę systemu przeznaczonego do słuchania muzyki rozpoczynamy od „głównych” produktów: kolumn, wzmacniacza, źródła sygnału. I dobrze, to normalne, choć z czasem coraz częściej sobie myślę, że wszystko powinno się zacząć od kolumn i pomieszczenia, bo ich prawidłowe współdziałanie jest gwarancją sukcesu, a niedopasowanie zapowiedzią porażki. Ale niech będzie – sięgamy po jeden z trzech podstawowych elementów składowych systemu audio.

Kolejnym krokiem są zwykle kable. Znowu – to dobrze, bardzo dobrze, chociaż osobiście traktuję je równorzędnie z pozostałą trójką. Kiedy to mamy już „opanowane”, zaczynamy się zastanawiać na czym można by te urządzenia postawić, jak zabezpieczyć je przed wibracjami, a potem jak walczyć z szumem w systemie. Budujemy dzięki temu zgrany, wspomagający się wzajemnie zestaw produktów, które rzeczywiście można nazwać SYSTEMEM. I to jest jeden z elementów, który pozwala wprowadzić nas we właściwy temat tego artykułu.

Tak wyglądał stolik Finite Elemente Master Reference Pagode Edition, podstawa – dosłownie i w przenośni – mojego systemu, w formie, w której kilka lat temu został do mnie przywieziony.

Ostatni z przywołanych przeze mnie punktów zdaje się dla przeważającej części ludzi, którym nie wystarcza szum przez większość społeczeństwa dowolnego kraju mylony z muzyką, wydaje się nieistotny, dodatkowy, a nawet nadmiarowy. Powiem państwu prostą prawdę, którą co jakiś czas powtarzamy, a której zwykle nie wierzymy: w audio wszystko gra. To jedna z ważniejszych zasad, którą warto zapamiętać i której warto się trzymać. Ci, którzy uważają inaczej nie wiedzą, co mówią.

Dlatego też podstawy antywibracyjne, czy to platformy, czy stoliki, czy wreszcie – nóżki, są niezbywalnym „prawem” naszego systemu. I to te elementy powodują, że zaczyna on naprawdę żyć. Widziałem, jak to się odbywało w moim przypadku. Wywodzę się z środowiska dźwiękowców, środowiska pro, dlatego przez długi czas negowałem tego typu pomysły. Dopóki raz, drugi, trzeci i dziesiąty nie przeprowadziłem samodzielnych testów, który udowodniły mi, że się myliłem. Bazując na tych spostrzeżeniach zmieniłem zdanie i zacząłem do tego elementu systemu audio przykładać coraz większą uwagę, mimo że nie jest on zawsze widoczny.

Zacząłem, jak wszyscy, to jest od platform pod kolumny – platform z marmuru. Działało to nieźle, ale – jak sądzę – przez niedoskonałość kolumn i całego systemu, a nie ze względu na jakieś wyjątkowe własności „lecznicze”. Kiedy wreszcie opanowałem u siebie dźwięk, okazało się, że muszę je wymienić, że już nie wystarczają. Dzisiaj pod kolumnami HARBETH M40.1 mam podstawki wykonane na zamówienie przez właściciela firmy ACOUSTIC REVIVE, które kosztowały tyle samo, co same kolumny (więcej TUTAJ). Kiedy mówię o tym ludzie nie chcą wierzyć, bo przecież podstawki to tylko „dodatek”.

Środek kolumn podstawek został zasypany mieszanką trzech materiałów opracowaną przez pana Ishiguro, właściciela AR.

Początkowo niektóre rozwiązania do mnie nie przemawiały i nie używałem krążków z kryształu górskiego, które są tu interfejsem między kolumnami i podstawkami. Odkręciłem też nóżki podstawek, stawiając je – uwaga – na podstawkach z kryształu górskiego, choć innej firmy. Dlatego też napisałem wówczas, że nie przykleję logotypów firmy, ponieważ uważam ten projekt za niedokończony. Dzisiaj kwarce AR wróciły na swoje miejsce, wraz z podkładkami CP-4 tejże firmy, a nóżki to fantastyczne PAB-y ceramic 60 SN. Zapewne kolejnym krokiem będzie wymiana platform pod kolumnami, ale wreszcie mogę powiedzieć „jestem w domu”. Zajęło mi to tylko jakieś pięć lat.

Nóżki Franc Audio Accessories pod przedwzmacniaczem Ayon Audio – widoczny dodatkowy krążek kryształu i podkładki CP-4.

Bardzo podobną drogę przeszedłem z podstawami pod urządzenia. Pod przedwzmacniaczem znalazły się stopy FRANC AUDIO ACCESSORIES CERAMIC DISC CLASSIC, ale zamiast ich górnych, aluminiowych płytek stosuję – ponownie – krążki kryształowe ACOUSTIC REVIVE RIQ-5108, również i tu z CP-4. Całość stoi na platformie pneumatycznej RAF-48H tejże firmy. To całkiem zgrabne rozwiązanie, które w moim zawodowym życiu świetnie się sprawdza i pasuje do stolika Finite Elemente.

Myślałem, że japońskie platformy pozostaną u mnie na zawsze, bo choć kusiły mnie fenomenalne produkty firmy STACORE, to w mojej sytuacji, w której codziennie coś przenoszę i przestawiam, były niepraktyczne. Po raz pierwszy na serio o wymianie pomyślałem dopiero przy platformie MONUMENT polskiej firmy THUNDER MELODY. Ma ona wszystko, co RAF-48H, ale „więcej”.

Platforma Thunder Melody, a na niej odtwarzacz SACDCD-35 HF Edition.

Mógłbym postawić na nich wszystkie elementy mojego systemu, gdyby nie cena takiego setu, konieczność zapewnienia osobnej listwy uziemiającej i ich nieco wyższy profil niż obecnych platform. Bo, jak zapewne państwo dobrze wiedzą, systemy audio żyją nie na bezludnej wyspie, a w konkretnym środowisku. Dla jednych będzie to środowisko domowe, a dla drugich środowisko ograniczone czymś innym, często prostymi sprawami. U mnie chodzi przede wszystkim o wysokość platform – Monument nie zmieściłaby się ani pod przedwzmacniaczem, ani pod wzmacniaczem mocy, a odtwarzacz był ciut za wysoko i zasłaniał telewizor :) Drobne sprawy, a jednak kluczowe dla podjęcia decyzji.

Dlatego też moim pierwszym krokiem, tak mi się wydaje, będzie wymiana samego stolika. Dużo o tym myślałem, jest przecież na rynku kilka superciekawych propozycji, ale jednak zdecyduję się chyba na nowszy model stolika, który już mam. Bo jeśli wszystko w systemie jest tak zgrane, jeśli tak dobrze znam dźwięk testowanych produktów testowanych u mnie z wersją Mk I, to inny wybór byłby skokiem w nieznane. A FINITE ELEMENTE MASTER REFERENCE PAGODE EDITION Mk II, o której myślę, spełnia wszystkie moje wymagania. Tym bardziej, że będę mógł wypróbować nowe, węglowe półki.

Dzięki stopom Pro Audi Bono ceramic 60 SN pod platformami Acoustic Revive zdecydowałem się wreszcie na przyklejenie do tych ostatnich loga, uznając, że zamknąłem w ten sposób pewien etap w ich „oswajaniu”. Zajęło mi to dziewięć lat!

W ten sposób system się rozrasta i obrasta mięśniami, ścięgnami, ciałem. Z projektu wyłania się coś, co jest w pewien sposób żywe, bo zmienia się w czasie, a te zmiany wnoszą do naszego życia nową jakość. Poza elementami antywibracyjnymi – a nawet nie wspomniałem o podstawkach dla kabli i o platformie pod listwą zasilającą – są przecież jeszcze sztuczna masa, urządzenia Nordosta minimalizujące szum w elektronice, Wtyki do nieużywanych gniazd itd. I każdy z tych elementów jest ważny, każdy z nich pełni w tym organizmie istotną funkcję.

Bez nich, na pierwszy rzut oka, nic by się wielkiego nie stało, to przecież nie są „główne” elementy. Życie uczy jednak, że oferują one coś w rodzaju wypełnienia i dopełnienia, bez którego trudno mówić o SYSTEMIE, a co najwyżej o ZESTAWIE. Warto więc przyjrzeć się bliżej temu, jak nasz system żyje, warto przyjrzeć się jego rozwojowi i go wspomóc, poprawiając, a może nawet dopiero inicjując jego wzrost, pobudzić jego krew do cyrkulacji, zebrać to wszystko w jedną, funkcjonującą razem całość. Piękne jest to, można to zrobić na każdym poziomie cenowym, bo nawet wzmacniacz za 1000 złotych zasilony dobrym kablem, postawiony na dobrej platformie, dociśnięty czymś od góry, zagra o wiele lepiej niż bez tych elementów – po prostu zacznie żyć. WP

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show