pl | en

No. 129 styczeń 2015

„GAZETA WYBORCZA” I CO Z TEGO WYNIKA

„Magazynie Świątecznym” 13 grudnia 2014 roku, dodatku do „Gazety Wyborczej”, największej polskiej gazety codziennej, ukazał się artykuł Konrada Wojciechowskiego pt. Najważniejsze jest to, co słychać w piosence – audiofilskie mityngi. Dotyczył on głównie Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego, a w szczególności spotkania #95, poświęconego odsłuchowi korektora akustyki Accuphase DG-58. Gośćmi specjalnymi byli wówczas szefowie i główni managerowie Accuphase’a, panowie Jim S. Saito, Mark M. Suzuki, Tatsuki Tozuka oraz Kohei Nishigawa (więcej o spotkaniu TUTAJ). Nakład „Gazety…” wyniósł wówczas nieco ponad 280 000 egzemplarzy, a artykuł został równolegle umieszczony na internetowych stronach gazeta.pl, w zakładce poświęconej „Magazynowi…”. Cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że niemal od razu został przeniesiony na główne strony gazety (czytaj TUTAJ), co oznacza dodatkowe setki tysięcy czytelników.

W artykule tym redakcja „Magazynu…” przedstawiła ludzi KTS-u, a także czytelników „High Fidelity” oraz innych pism audiofilskich – czyli audiofilów – jako bogatych, niewiedzących, co zrobić z pieniędzmi snobów, których interesuje tylko to, aby wyróżnić się czymś w gronie równie snobistycznych znajomych.
A nie tak miało być. Przygotowaniem materiału zajmował się Konrad Wojciechowski, redaktor odpowiedzialny w „Gazecie…” za muzykę, a więc człowiek „bywały”. Uzgodnienie terminów i szczegółów zajęło nam sporo czasu, wreszcie udało się wszystko uzgodnić i przesiedzieliśmy czwartkowe popołudnie z Konradem u mnie w domu, słuchając muzyki, rozmawiając, dyskutując. Udzieliłem mu wówczas oficjalnego wywiadu, w którym opowiadałem o tym, czym się zajmujemy, czym jest dla nas muzyka, dlaczego tak ważne jest dla nas, aby została ona odpowiednio odtworzona i dlaczego wydajemy na to pieniądze.
Konrad wypytał mnie również na okoliczność tego, czy za niewielkie pieniądze można złożyć fajny system i kiedy dowiedział się, że już za 3000 zł można mieć zestaw, z którego będzie naprawdę zadowolony, zadeklarował swój akces, kiedy tylko przeprowadzi się ze swoją dziewczyną do większego mieszkania. Patrząc na niego wiedziałem – „juści on nasz”. Było naprawdę bardzo miło.

Wieczorem tego samego dnia spotkaliśmy się z ludźmi z Accuphase’a. Spotkanie było niezwykłe i niezwykle owocne. Konrad, poruszony dźwiękiem, jak również niebywałymi zmianami, jakie odsłuchiwany przez nas korektor wnosił do dźwięku napisał krótką impresję na ten temat, którą można przeczytać w sprawozdaniu ze spotkania (czytaj TUTAJ). Jest jednoznaczna i nie wymaga komentarza.
Tymczasem publikacja artykułu odwlekała się. Początkowo Konrad poprosił mnie o uściślenie kilku moich wypowiedzi. OK., jasna sprawa. Następnie poprosił o kilka dodatkowych wypowiedzi ludzi związanych z KTS-em. I znowu – normalna rzecz, tego wymaga rzetelność dziennikarska. Potem jednak otrzymałem dodatkowe pytania, a w końcu serię pytań o „Naj…” – idiotyczną i zupełnie „od czapy”. I już wiedziałem, że coś jest nie tak, jakby to nie Konrad mnie pytał – człowiek, z którym rozmawiałem, który słyszał to, co my, a ktoś zupełnie inny, realizujacy swoją własną wizję tego artykułu, niemającą nic wspólnego z tym, o czym mówiłem, z odsłuchami, z muzyką w wydaniu, które my proponujemy. Jak gdyby to, co napisał Konrad w pierwszym odruchu posłużyło jedynie jako punkt wyjścia do zupełnie innej, niemającej z rzeczywistością, historii.

Po kolejnym poślizgu czasowym artykuł został opublikowany i moje podejrzenia się potwierdziły – z materiału, o którym Konrad mówił, że jest bardzo „ciepły” i przedstawia nas w dobrym świetle (ostatecznie to właśnie mówił w czasie odsłuchów, nie jest głuchy), pozostał artykuł programowy, w którym redakcja przedstawiła swoją własną wizję tego, czym jest audiofilizm.
W tym momencie piszę już o redakcji, a nie o Konradzie, ponieważ wiem, jak działają duże wydawnictwa i jak wygląda sprawa „autorstwa” artykułów. To praca kolektywna, w której ciężar przesuwa się od poglądów autora do poglądów redaktora prowadzącego, w zależności od tego, ile ten ostatni chce mieć do powiedzenia. Bazując na tym, co Konrad mówił u mnie, co mówił na spotkaniu, co o nim napisał, a także jego maili, wydaje mi się, że do powiedzenia miał w ostatecznym rozrachunku niewiele, jeśli w ogóle. Inaczej tak dużej rozbieżności między tym, co mówił i pisał, a tym, co w „Gazecie…” się ostatecznie ukazało, wytłumaczyć nie potrafię.

Spotkanie #95 KTS: Pomiędzy właścicielem firmy Nautilus i jego przyjacielem, pośrodku, pan Jim S. Saito – CEO firmy Accuphase.

I teraz – jeślibym miał wehikuł czasu mógł się teraz cofnąć do momentu, w którym otrzymałem z redakcji „Gazety Wyborczej” maila z prośbą o wywiad i mógł coś zmienić, nie zmieniłbym ani przecinka. Zgodziłbym się nań z pełną świadomością konsekwencji, czyli artykułu Najważniejsze… oraz burzy, którą rozpętał. I jeszcze raz, i jeszcze. Tyle razy, ile by mnie o to pytano, tyle razy bym powiedział: „Tak”. Pomimo że w redakcji dziennika zupełnie, ale to kompletnie nie zrozumiano, czym się zajmujemy. Pomimo że poprzekręcano większość rzeczy, a drugie tyle pominięto. Zajęcie dla bogaczy? Wolne żarty – jakieś 90% audiofilów dysponuje systemem podstawowym (budżetowym), albo średniobudżetowym. Jesteśmy snobami, słuchamy dźwięku, a nie muzyki? – Debilizm, przecież mówiłem, ile wydaję na płyty, jak często jestem na koncertach, a swoje trzy grosze dorzucili inni członkowie Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego. Myślę, że nie jesteśmy w tym wyjątkowi. O tym, że z czterech kobiet które Konrad tego dnia poznał, zrobiła się jedna „pani domu” nie warto nawet mówić, to przy tym zupełny margines. Mimo to – zrobiłbym to jeszcze raz.

Rzecz w tym, że artykuły gazetowe, szczególnie czasopism o wysokim nakładzie, mają to do siebie, że się dezaktualizują już w momencie publikacji, a po jakimś czasie zostają po nich jedynie ogólne hasła, a czasem tylko niejasne wspomnienia. A w tych najważniejsze są słowa-klucze, w tym przypadku: „audiofile”, „Krakowskie Towarzystwo Soniczne”, „High Fidelity”, a także moja skromna osoba. I jeszcze to, że audiofilizm jest elitarny. Czyli – pożądany, każdy przecież chce być wyjątkowy, prawda?
Głupi i nieprawdziwy obraz naszej branży, nakreślony przez redakcję, pamiętany będzie tylko przez nas – audiofilów. Bo chyba wszystkich, którzy mają cokolwiek z tą dziedziną życia (branżą) do czynienia, nieprawdziwość tego obrazu zirytowała. Tym wszystkim powiem tak: jeśli artykuł, którego temat jest wam dobrze znany, jest tak beznadziejny, a przez to bezwartościowy, pomyślcie, jaką wartość mają inne artykuły, dotyczące dziedzin, w których jesteśmy laikami…

Spotkanie #95 KTS: Cała ekipa Accuphase’a z uczestnikami odsłuchu.

Dlatego apeluję do was przyjaciele w tej pogoni za niemożliwym, za oddaniem wydarzenia muzycznego u nas w domu tak, jakby grali dla nas realni muzycy: cieszcie się razem ze mną! Oto po raz pierwszy temat audiofilski został opisany w dużym artykule, przez opiniotwórczą, największą gazetę w Polsce! Zapewniam was, że większość ludzi „ze świata”, że tak powiem, po raz pierwszy w życiu usłyszała o audiofiliźmie, o „High Fidelity”, o „odsłuchach”. I, powtórzę, zapamiętają z tego parę rzeczy, a wśród nich najważniejszą: audiofile to elitarna grupa. I że te „elity” dobrze się bawią. Idiotyzmy, jakie się w niej znalazły i to, czego tam nie ma (czyli istoty sprawy) rozpoznajemy tylko my – audiofile. A tego typu publikacji nie da się kupić za żadne pieniądze, takiej reklamy nasza branża nie miała nigdy. Bo przecież „nieważne co piszą o Tobie ważne by pisali …”

WESTERN ELECTRIC WE16GA

Każdego z uczestników spotkania KTS-u, na którym gościliśmy Konrada uderzyło co innego i co innego zabolało – wiem, bo rozmawiałem z większością z nich. Dla mnie takim „cierniem” były słowa o naszych gościach, Japończykach z firmy Accuphase.
Każdy, kto miał do czynienia z ludźmi z Kraju Kwitnącej Wiśni wie, że ukazywanie emocji jest tam uznawane za skrajną niegrzeczność, brak ogłady. W oficjalnych kontaktach wydają się więc nam, ludziom Zachodu, szalenie sztywni i oficjalni. Jeśli jednak czują, że są wśród ludzi im przyjaznych, jeśli coś ich zainteresuje, sztywność znika, zastępowana uśmiechem i pasją. Tacy byli też i nasi gości, co chyba dobrze oddają zdjęcia zamieszczone w relacji. Raz, że byli szczerze poruszeni tym, co usłyszeli i zobaczyli, a dwa – widać było w nich pasję i skupienie na temacie spotkania – DG-58. Być może dzięki połączeniu tych cech, na podbudowie z perfekcjonizmu, właśnie w Japonii powstają często najlepsze produkty audio na ziemi.

Zdjęcie z wystawy Audio Show 2014 w Warszawie, z pokoju firmy JPLAY: Marcin Ostapowicz, jej właściciel, jest wielkim admiratorem produktów firmy SPEC. W czasie wystawy kolumny Kaiser Acoustics Kavero! Chiara podłączone były za pośrednictwem kabli WE274B. Te same kable podpięte były do filtra SPEC RSP (widoczny z tyłu, po lewej).

Nie tylko jednak w innowacyjnym podejściu i wynalazkach leży siła japońskiego audio. Trudno chyba znaleźć drugi taki kraj – a jeśli już, to trzeba by szukać w Azji – w którym połączenie tego, co ultranowoczesne z tym, co vintage’owe byłoby tak spójne i przynosiło tak ciekawe wyniki.
Przykładem na integralność tych dwóch, wydawałoby się – wykluczających się rzeczy jest dla mnie działalność pana Shirokazu Yazaki, dyrektora zarządzającego firmy SPEC Corporation. Niesamowitą historię swojego życia (i kariery) zawarł w napisanym specjalnie dla nas artykule Moja prywatna historia audio, który był ozdobą wydania No. 109 z maja 2013 roku (czytaj TUTAJ).
Jak widać, szef SPECa łączy pasję do rzadkich lamp elektronowych i wzmacniaczy na nich opartych z nowoczesnymi rozwiązaniami – wzmacniaczami półprzewodnikowymi pracującymi w klasie D, które jego firma oferuje. Jak mi mówił zaraz po premierze wzmacniacza F33EX: „Nie mogę uwierzyć jak niesamowicie dźwięk F33EX jest zbliżony do dźwięku mojego, opartego na lampach Western Electric WE310A + DA30 + WE274B wzmacniacza lampowego!”

Ukochany wzmacniacz pana Shirozaku-san, bazujący na lampach Western Electric WE310A w końcówce mocy i na prostowniku na WE16GA.

A mówimy o wzmacniaczu, który kocha nad życie. A w którym zastosował niedawno apgrejd, który zmienił myślenie o kablach w całej firmie: wymienił wewnętrzne okablowanie na kable Western Electric WE16GA, wymienił kable głośnikowe, również na WE16GA, a także zastosował nową wersję filtra głośnikowego, przeciwdziałającego sile elektromotorycznej generowanej przez głośniki, model RSP-901EX. I WE16GA, i RSP-901EX są produktami niezwykłymi. O pierwszym z nich opowie sam pan Shirokazu-san. Parę słów dopowie też o swoim kolejnym „odkryciu”, interkonekcie sprzed lat.


Shirokazu Yazaki
SPEC CORPORATION/Engineering

SŁOWO O WE16GA, KABLU GŁOŚNIKOWYM
Spisane dla mojego przyjaciela, pana Wojciecha Pacuły

Skąd się wziął mój podziw dla firmy Western Electric

Chciałbym oficjalnie przedstawić referencyjne kable zespołu inżynierów firmy SPEC – kable głośnikowe WE16GA oraz interkonekty Belden 8402.

Zdjęcie z 2013 roku, z wystawy High End w Monachium: po prawej autor artykułu, pan Shirokazu Yazaki, dyrektor SPEC Corporation, po lewej równie ciepły i sympatyczny, pan Tsutomu Banno, główny inżynier i projektant.

Wierzę w to, że Western Electric jest nie tylko legendą branży audio, ale legendą wciąż żyjącą. Prawdę tę codziennie, od dawna, potwierdza mój własny system audio. Chyba najukochańszym elementem audio jest prostownik lampowy WE274B – lampy na zdjęciu, z wygrawerowaną nazwą. Wypróbowałem mnóstwo znanych prostowników, ale jedynie ta rzadka, vintage’owa lampa zaspokaja moje potrzeby dotyczące charakteru tonalnego odtwarzanego dźwięku. Nie rozwodząc się zbytnio trzeba jednak powiedzieć, że jej dźwięk jest niesamowicie atrakcyjny, pełen muzykalności, a przy tym jest absolutnie wolna od wad. Kiedy więc pracowaliśmy nad naszymi wzmacniaczami w klasie D, RSP-F33EX, M3EX oraz V1DT, miałem trudności ze znalezieniem diod półprzewodnikowych do zasilacza, które charakteryzowałyby się podobnym dźwiękiem do WE274B. Tak, to była dla nas naprawdę ciężka praca. Być może – jak sądzę – nie ma człowieka na ziemi, który byłby w stanie wyjaśnić sekret genialnego brzmienia WE274B w wersji z wygrawerowaną nazwą („WE274B-Engraved”). Byłby to mały cud, jako że moje WE274B zostały wyprodukowane w połowie II wojny światowej i w 2014 roku wciąż działają, przez co codziennie mogę się cieszyć pełnią dźwięku. Czy ktoś mógłby sobie coś takiego wyobrazić?

Wzmacniacz pana Shirozaku-san od wewnątrz – ładnie widać łączenia dokonane kablem WE274B.

Tak więc, za każdym razem, kiedy słucham muzyki za pośrednictwem mojego systemu audio, pamiętam o wybitnym intelekcie wielu nieznanych inżynierów Western Electric zaangażowanych w opracowanie WE274B. Jedyne, co mi pozostaje, to wyrazić najwyższy podziw dla wysiłków tych inżynierów i dla niesamowitych rezultatów – chylę przed nimi czoła.

Kable o nazwie WE16GA, noszące w materiałach Western Electric numer KS13385L-1, produkowane były przez firmę A.I.W. (American Insulated Wire Corporation) w USA. Słuchając ich mam te same odczucia, co przy słuchaniu 274B. Precyzyjny opis chciałbym pozostawić Wojciechowi-san, ale muszę powiedzieć, że kocham brzmienie WE16GA, które znam od jakiś dziesięciu lat. Jestem pewien, że to kable, które pozostaną moim faworytem przez następne lata – ze względu na artystyczny i organiczny dźwięk, jaki oferują. Zakładam, że inni również to potwierdzą: kabel o grubości 16 gauge, o prostej strukturze, powstały w wyniku starego i prymitywnego procesu wyciągania miedzianego kabla i zwyczajnego pokrycia go cyną, wyprodukowany w USA kabel WE16GA jest najlepszym, albo też najbardziej naturalnie brzmiącym kablem teraz i w przyszłości [American wire gauge, inaczej Brown & Sharpe wire gauge – znormalizowany system średnic; 16 gauge = fi 1,291mm - przyp. red.]. Niestety WE16GA to rzadki kabel typu NOS (New Old Stock), spotykany niemal wyłącznie w Japonii. Jestem więc prawdziwym szczęściarzem!!!

Bardzo stary kabel mikrofonowy Belden 8402

Lampy WE274B w wersji z wygrawerowaną nazwą, z kolekcji pana Shirozaku-san.

Jakieś trzy lata temu znalazłem wreszcie analogowy interkonekt, którego charakter przypomina WE16GA. Jego nazwa brzmi: Belden 8402. Mówimy o bardzo starym kablu mikrofonowym, którego specyfikację można znaleźć na firmowej stronie TUTAJ.
Jego niski zakres, od samego dołu po średni bas, wspaniale podkreśla pełen gracji zakres średnio-wysokotonowy, podając przy tym mnóstwo informacji. Budowa 8402 jest bardzo zbliżona do budowy znanego, klasycznego amerykańskiego kabla studyjnego, 8412. Uważam jednak, że brzmienie 8402 jest pełne niesamowitej naturalności, co odróżnia go od 8412.
Na szczęście udało mi się bez problemu znaleźć ten kabel w sklepie pro-audio w Tokyo. Jak słyszałem, sklep importuje kable bezpośrednio z firmy Belden USA. Także w tym przypadku jestem więc szczęściarzem!!!
W czasie wystawy High End 2013 w Monachium prezentowaliśmy nasz wzmacniacz RSA-M3EX, napędzający kolumny Amphion Argon 7L za pośrednictwem kabli WE16GA oraz Belden 8402. Od wielu gości z całej Europy słyszeliśmy „Gratulacje!!!” i „Wyjątkowe!!!” Jeśli to miałoby być jakimś wyznacznikiem, nasz wybór był słuszny!


Ezoteryka? – Tak o „brzmieniu” kabli mówią laicy - ludzie, którzy nigdy nie podjęli się wysiłku sprawdzenia tych doniesień. Dla melomanów, którzy mieli do czynienia z wysokiej klasy systemami audio sprawa jest chyba jasna. A jeśli o czymś takim mówi jeden z najbardziej doświadczonych japońskich inżynierów, wieloletni szef działu badawczego firmy Pioneer, mający na swoim koncie nowatorskie magnetofony szpulowe z jednej strony i odtwarzacze DVD z drugiej – warto się nad tym zatrzymać. Już niedługo postaramy się zamieścić krótką opinię dotyczącą kabli Western Electric WE16GA oraz Belden 8402, które otrzymałem od szefa SPECa . A także opis brzmienia, zmian jakie do niego wnoszą filtry Real Sound Processor RSP-901EX. Pan Shirokazu pisze o nich, że są najlepszą i być może finalną wersją tego produktu, jaka wyszła spod jego ręki.
Kiedy więc czytam, że marzenie o dobrym dźwięku jest snobizmem, fanatyzmem, a nawet idiotyzmem – po prostu puszczam kolejną płytę i na pohybel wszystkim hejterom i idiotom! Tratuję ich jak „pożytecznych idiotów” odwalających kawał dobrej roboty w wirusowym szerzeniu informacji o tym, co robimy.

Dwa tygodnie później, także w „Gazecie…”, chemiczka, pani Monika Adelajda Koperska oraz fizyk, pan Darek Aksamit, w artykule W co wierzą (lub nie) naukowcy mówili:

Wiara opiera się na zaufaniu, nauka opiera się na braku zaufania. […] My nie ufamy swoim teoriom. My nie wierzymy w swoje wyniki. Nam nie wolno przyjąć czegoś jako prawdy (do tego obowiązującej już na zawsze). Jesteśmy sceptyczni. Z założenia. A sceptycyzm przykładamy do znudzenia, nawet do udowodnionych teorii. Na horyzoncie rysuje się drugie słowo klucz „weryfikacja”.
Ta druga [mowa o nauce – przyp. red.], w swojej ciekawości napędzana sceptycyzmem, ciągle weryfikuje swoje twierdzenia i nie wstydzi się przyznawać do błędu. […] Dzięki temu sceptycyzmowi nauka się rozwija. […] W nauce nie ma i nie może być nic świętego, nienaruszalnego. W naukę się nie wierzy.

Monika Adelajda Koperska, Darek Aksamit, W co wierzą (lub nie) naukowcy, „Gazeta Wyborcza”, środa-piątek 24-26 grudnia 2014, s. 28.

Ruszcie więc tyłek i sami zweryfikujcie to, o czym w „High Fidelity” piszemy, sami sprawdźcie „głupoty” dotyczące audiofilizmu. Inaczej niczym nie będziecie się różnili od stabloidyzowanych dzienników. Z drugiej strony, jeśli zadacie sobie trud weryfikacji, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zakochacie się w muzyce na nowo, jak my, bo po raz pierwszy usłyszycie ją tak, jak powinna brzmieć, po raz pierwszy będzie ona czymś innym niż nużącym hałasem bez właściwości.

ŻYCZĘ TEGO WAM WSZYSTKIM, JAK RÓWNIEŻ TEGO, ABY ROK 2015 BYŁ CO NAMNIEJ TAK DOBRY, JAK POPRZEDNI!!!

Życzenia od firmy SPEC Corporation

Redaktor naczelny
Wojciech Pacuła




KONKURS 10/10
SPRZĘT, LUDZIE, WYGRANE - DOGRYWKA

Pylon Pearl 25 Special
Recenzja z wygranej

1 października 2014 roku ogłosiliśmy dogrywkę Konkursu 10/10. Do wygrania była specjalna wersja kolumn Pylon Audio Pearl 25. Pani Beata Dudek przysłała zdjęcie, które nas rozbawiło do łez i kolumny wygrała. Poniżej kilka słów od niej.

Tekst: Beata Dudek
Zdjęcia: Beata Dudek

Chciałam się podzielić wrażeniami z wygranej-kolumn podłogowych Pylon Pearl 25 w nieco "stuningowanej" wersji, której fundatorem był producent kolumn głośnikowych Pylon Audio, pan Mariusz Jujka.

Na wygraną oczekiwałam z ogromną niecierpliwością, i kiedy wreszcie przed dom zajechał kurier z przesyłką byłam ogromnie podekscytowana. Wraz z mężem zabraliśmy się do rozpakowania zawartości i tu pierwsze zaskoczenie - kolumny zapakowane zostały bardzo solidnie, pewnie aby nic nie uszkodziło się w transporcie, ich rozpakowanie zajęło nam więc chyba z 15 minut. Pełen szacunek dla producenta za fachowe podejście do tematu.
Uff... W końcu odpakowaliśmy i... Wow! Kolumny wyglądały niesamowicie - biały wysoki połysk robił wielkie wrażenie. Są eleganckie i nowocześnie. Szczerze polecam w takim wybarwieniu, prezentują się niesamowicie. A wszystko to oczywiście dzięki uprzejmości pana Mariusza, gdyż początkowo miały być w okleinie o naturalnym kolorze. Samo wykonanie kolumn, spasowanie wszystkich elementów jak i położenie samej okleiny-na najwyższym poziomie. Widać, że producent dba bardzo aby było wszystko tip-top - wzorowo. Zmiany jakie objęły tą specjalną wersję kolumn sprowadzają się do: wzmocnienia całej konstrukcji, lepszych zacisków głośników oraz okablowanie wewnątrz.

Wszystko ustawiliśmy jak należy, podłączyliśmy i...to jest to, chociaż...czegoś mi tu jeszcze brak-ano tak, przecież producent zaleca wygrzać przez około 90 godzin (gdzieś na szybkiego wyczytałam), no fakt wszystko musi się ułożyć i dotrzeć tak jak powinno być. Tak więc  zapuszczamy jakąś stacje radiową i niech sobie coś tam plumka. Już na następny dzień jest duuużo lepiej, bas schodzi niżej, scena nabrała innego wymiaru. Jednakże na właściwy test czekałam wkrótce aby podpiąć kolumny do lepszego sprzętu-ja niestety posiadam na razie amplituner kina domowego i zwykłe DVD - choć i przy tym zestawie głośniki w porównaniu do moich wcześniejszych Eltaxów grały o niebo lepiej. Dzięki uprzejmości mojego brata który w pewien weekend zjawił się u mnie ze swoim sprzętem, przystąpiliśmy do testów. Podpięliśmy wzmacniacz stereofoniczny, DAC-a, lepsze kable i to był właściwy test. Przede wszystkim kolumny grają bardzo czysto, charakteryzują się dobrą rozdzielczością. Świetnie wypadają wokale, kiedy leciała Norah Jones miałam wrażenie jakby była tuż przede mną i podświadomie wsłuchiwałam się czy aby nie jest podpięty głośnik centralny. Niestety nie posiadaliśmy porządnego transportu w postaci CD ale postanowiliśmy podpiąć laptopa pod DAC-a i puścić coś z gęstszego formatu w postaci FLAC 24/96 i tu poleciał Dire Straits So Far Away - to było to, scena nabrała nowego wymiaru, słychać było wszystkie "smaczki" nagrania, to ukazuje jak bardzo szczegółowo potrafią zagrać głośniki, oraz jaki potencjał w nich drzemie.

Podsumowując to krótko: dźwięk kolumn zaskoczył mnie całkowicie - grają pełnym otwartym dźwiękiem, bas jest świetnej jakości i dobrze kontrolowany, choć w tym celu kolumny najlepiej jakby były ponad pól metra odsunięte od ściany, wysokie nie kłują bardzo w uszy, są odrobinę zaokrąglone, bardzo ładna i namacalna średnica  -wokale wypadają znakomicie, piękna scena i świetna rozdzielczość, przy lepszych nagraniach w postaci plików hi-res scena nabiera jakby nowego - trzeciego wymiaru. Testowałam na różnych rodzajach muzyki: rock, metal, blues, jazz, muzyka elektroniczna i myślę że do każdego rodzaju świetnie się sprawdzą. Mają dobrą równowagę tonalną, choć wydaje mi się że jakby minimalnie średnica odgrywała tu ważną role. Myślę że jak za cenę jaką trzeba zapłacić za te kolumny i to co dostajemy w zamian zarówno pod kątem dźwięku jak i samego wykonania - to strzał w dziesiątkę, ciężko będzie o konkurencję.

Myślę że są to kolumny na długo satysfakcjonujące i nie zawiodę się na nich-a Ja, no cóż ...odkryłam nową miłość...

Dziękuję jeszcze raz za wszystko!
Beata Dudek


TEST: Pylon Audio PEARL 25 - kolumny podłogowe, czytaj TUTAJ

www.pylonaudio.pl

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Audio”, „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

enjoythemusic linia positive-feedback linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM