pl | en

No. 99 lipiec 2012

Ta zabawa jednak jest dla dziewczynek… (coctailAudio X10)

(Jeśli nie chcecie się wgłębiać w zawiłości związane z przedwzmacniaczami – przejdźcie trzy akapity niżej)

Ale najpierw o przedwzmacniaczach
Testowane w tym miesiącu przedwzmacniacze to zabawki dla dużych chłopców. To audio z najwyższej półki, w dodatku audio wyspecjalizowane – ostatecznie nie mówimy o ‘kolumnach’, które kojarzy każdy, a o ‘przedwzmacniaczu’, elemencie systemu audio obecnym w rozbudowanych, przemyślanych systemach.
Czym jest przedwzmacniacz? Według definicji słownikowej ‘przedwzmacniacz’(wzmacniacz wstępny) to „wzmacniacz stosowany jako pierwszy stopień wzmacniający w urządzeniu, do którego wejścia jest doprowadzony sygnał o b. małej wartości, np. bliskiej poziomowi szumów wyjściowych” (Encyklopedia Gazety Wyborczej, opr. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005).
Jak ułomna jest ta definicja pokazuje już pierwszy jej człon – „wzmacniacz stosowany jako pierwszy stopień wzmacniający”. Dotyczy to zresztą nie tylko przywołanej definicji, ale niemal wszystkich innych definicji tego słowa, jakie znam. Ba – nawet sama nazwa jest ułomna (podobnie jest w j.ang., z którego została wzięta polska nazwa – ‘preamplifier’). Bo co w takim razie z przedwzmacniaczami pasywnymi? Tłumikami oporowymi, transformatorowymi itp.? Tam nie ma ani jednego stopnia wzmacniającego, jest tylko tłumik. Wydaje się, że autorzy tego, i wszystkich podobnych, hasła encyklopedycznego nie do końca wiedzieli o czym piszą. Za podstawowy wyróżnik ‘przedwzmacniacza’ przyjęli bowiem jego rolę ‘wzmacniającą (małe sygnały)’. A to błąd. Bo podstawową rolą przedwzmacniacza jest regulacja siły głosu. Nawet nie tłumienie, bo w ten sposób ominęlibyśmy przecież innowacyjne systemy CEC-a (a właściwie Juana Carlosa Candeiasa Isaaca, którego firma Candeias Electronics Co., Ltd. jest odpowiedzialna za urządzenia japońskiego CEC-a z ostatnich kilku lat), w których sygnał nie jest tłumiony, a regulacja siły głosu odbywa się przez sterowanie napięciowe aktywnym układem – sygnał wejściowy jest „kopiowany” z coraz to większym napięciem). Dlatego też lepszym określeniem ‘przedwzmacniacza’ byłoby ‘regulator’, ew. ‘regulator wstępny’, żeby pozostać przy nomenklaturze z Encyklopedii…

W skład przedwzmacniacza mogą wchodzić: selektor wejść, bufor wejściowy, tłumik, układ wzmacniający (często kilkustopniowy) i bufor wyjściowy. No i zasilacz, a często i układy sterujące. I w niemal wszystkich przedwzmacniaczach tego numeru „High Fidelity” (No. 99 – w przyszłym miesiącu mamy 100. wydanie magazynu!!!!!!!!!!!), „poświęconego” preampom, tak jest.
Interesujące jest jednak to, że im lepsze urządzenie, im lepiej brzmiące, tym mniej w nim elementów w ścieżce sygnału, tym mniej poszczególnych stopni. W najbardziej purystycznych mamy jedynie selektor wejść (choć i jego można by pominąć), pojedynczy stopień wzmacniający i tłumik. Wszystkie łączy jednak niebywale rozbudowany zasilacz i układy pomocnicze. I jest tak, że układ wzmacniający zajmuje znikomą część tych urządzeń. Mistrzostwo to bowiem dążenie do prostoty.
Jak jednak ze wszystkimi innymi rzeczami, tak i tutaj trzeba wszystko upraszczać jak tylko się da, ale nie bardziej niż to jest konieczne, żeby przywołać klasyka. Z mojego doświadczenia wynika bowiem, że tylko układ aktywny powiązany z tłumikiem daje pożądane rezultaty – żaden przedwzmacniacz pasywny nie gra tak dobrze, jak najlepsze aktywne. To oczywiście moje zdanie, państwo możecie mieć swoje, odmienne. I nawet tak często podnoszone zalety odtwarzaczy CD/SACD w których wyjście jest regulowane, jak np. w odtwarzaczach Ancient Audio, swoje przewagi zawdzięczają temu, że mają na „pokładzie” aktywny przedwzmacniacz – czy to scaloną drabinkę rezystorową, na końcu której zawsze jest aktywny element, czy też zwykły tłumik, który jest po prostu na końcu układu wzmacniającego, ale jednak. We wszystkich tych przypadkach mówienie o „braku przedwzmacniacza” jest dość bałamutne. W ich przypadku został on bowiem przeniesiony do wnętrza urządzenia, przez co można było dodatkowo uprościć ścieżkę sygnału.

Nie da się jednak ukryć, że wszystkie testowane tym razem przedwzmacniacze prostu są drogie, bardzo drogie i diabelnie drogie. Nie musi być też tajemnicą, że dwa spośród najdroższych, tj. Octave Jubilee PRE i Soulution 720 są też najlepszymi urządzeniami tego typu, jakie kiedykolwiek miałem i siebie w systemie. Z obydwoma mógłbym żyć, choć to Octave lepiej wpisało się w mój system. Z drugiej strony to dwa najtańsze urządzenia z tego numeru zrobiły na mnie największe (subiektywnie) wrażenie – Avantgarde Acoustic PRE i ModWright LS 36.5. Cudownie zbudowane, z fantastycznymi pomysłami, w naprawdę niewysokiej cenie pokazują, jak to powinno wyglądać.
Ale co tam – wszystkie są fantastyczne, wybrałem je właśnie dlatego, to najdroższe przedwzmacniacze danej firmy i jako takie stanowią „summę” wiedzy jej inżynierów powiązaną z ceną końcową. I dlatego to był dla mnie tak fascynujący miesiąc. Wiele się nauczyłem, dowiedziałem, przeżyłem. I utwierdziłem się w przekonaniu, że bez dobrego przedwzmacniacza z systemu ucieka życie, że aktywny stopień powiązany z regulatorem siły głosu jest solą systemu audio. I że choć za relatywnie niewielkie pieniądze można mieć coś wyjątkowego, to za najlepsze trzeba zapłacić najwięcej.

I wreszcie o najważniejszym – o coctailAudio X10
Ale tak naprawdę, to ten wstępniak wcale nie jest o przedwzmacniaczach. Chciałem jakoś zgrabnie wejść w temat, a ten jakoś sam się rozwinął. A pisać chciałem o czymś skrajnie odmiennym. Bo o ile przedwzmacniacze to temat trochę dla „wtajemniczonych”, tj. biegłych w audiofilskim fachu, znającym jego zależności, o tyle to, o czym chciałbym opowiedzieć jest dla kompletnie innej grupy ludzi – właściwie to sprawa dla dziewczynek… I to literalnie.

Córka może się wydawać dobrem pospolitym, ale też nie każdy ją ma. A dla tych, którzy mają (chociaż to ‘mają’ trochę takim władczym szowinizmem zalatuje…) to jeden z cudów świata. Wiem, co mówię, bo po moim domu też taki cud biega.
Kiedy córka poszła do szkoły stanąłem przed problemem, przed którym pewnie chyba każdy rodzic prędzej, czy później staje – dziecina zażądała, oczywiście ubierając to w przymilanie i uśmiechy, przytulanie i buziaczki, zapewnienia o „najukochańszym misiaczku na ziemi”, zażądała swojego miejsca na ziemi, w którym by mogła sobie coś posłuchać: bajek, piosenek itp. I zwykle taki problem rozwiązuje się w dość prosty sposób, kupując jakiegoś małego gruchotka, grające pudełeczko, które ładnie wygląda i coś z niego słychać. I rozumiem to, może nie popieram, ale też będę ostatni, który rzuci kamieniem.
Tyle tylko, że trzeba sobie zdawać sprawę, iż to pójście na absolutna łatwiznę. Trochę takie dziadowanie i w gruncie rzeczy oszukiwanie dziecka – bo jeśli sobie coś kupujemy, to musi to być godziwe i z sensem, prawda? I choć dzieci uwielbiają kolorowe, plastikowe świecidełka, które nadają się już na drugi dzień do wyrzucenia, to na nas, rodzicach spoczywa obowiązek kształtowania gustów dzieci, a częścią tej edukacji jest przyzwyczajanie do „dobrego”, jeśli tak można powiedzieć, do niezadowalania się byle czym.

I w tak górnolotny, choć w gruncie rzeczy prawdziwy, sposób docieramy do meritum – do systemu grającego dla dziewczynki. Jak zaraz się okaże – od lat 5 do 50.
Kiedy musiałem pomyśleć o czymś dla mojej córki, okazało się, że produktów tego typu na rynku jest mnóstwo. Chyba każda firma – duża i mała, starsza i nowa – dosłownie każda ma cały katalog mniejszych i większych urządzeń grających. Większość z nich to jednak „zestawy muzyczne” tylko z nazwy.
Do sprawy podszedłem więc metodycznie. Odpowiedzieć sobie musiałem na podstawowe pytania: co takie urządzenie ma robić, jak się ma je obsługiwać, czy ma być zintegrowane, czy z osobnymi kolumnami itp. Najważniejsze było to, żeby obsługa była prosta, intuicyjna. Ale nie prostacka – to jest zupełnie inne pokolenie. Dla niego obsługa komputera, chociażby po to, żeby sobie odpalić neta, albo grę, jest czymś naturalnym, z tym się rodzą. Także zabawa małymi konsolami w rodzaju PSP to codzienność. Urządzenie miałoby więc być łatwe w obsłudze, ale dla dziecka ery wszechobecnej elektroniki. Po drugie, miałoby być ładne. Po trzecie miałoby sensownie grać i wreszcie powinno w jakiś sposób „rosnąć” z dzieckiem, wraz ze zdobywaniem nowych umiejętności powinno odkrywać nowe możliwości.
I, jak się okazuje, jest na rynku trochę tego typu urządzeń. Po przemyśleniu sprawy, skonsultowaniu z kilkoma dystrybutorami i sprzedawcami, zdecydowałem się na coś, co teraz, po trzech miesiącach użytkowania, wydaje się zakupem trafionym – na system muzyczny coctailAudio X10.

coctailAudio to marka należąca do południowokoreańskiej firmy Novatron. W Polsce dystrybuowana jest przez firmę Human Media, pod opieką którą są także Dune i Popcorn. W tej chwili jedynymi produktami coctailAudio jest system muzyczny X10 i pasujące do niego kolumny CAP 10. W nagłówku materiałów prasowych firma pisze tak:
„X10 coctailAudio na pierwszy rzut oka wygląda, jak tradycyjny system mikro Hi-Fi. Już po krótkiej styczności z nim będziecie jednak naprawdę zaskoczeni.”
I nie da się odmówić temu racji. Na pierwszy rzut oka X10 to kolejna „grająca kostka” – jest niewielka, czarna i ma wyświetlacz – kolorowy wyświetlacz. I już to każe się chwilę zastanowić. Nad wyświetlaczem jest szczelina na płytę CD. I nie ma kolumn. Widać, że to jednak coś innego, prawda?
cocktailAudio X10 to bowiem odtwarzacz plików zintegrowany z dyskiem twardym, radio internetowe, „klient” dysków sieciowych, odtwarzacz CD, zgrywarka płyt CD współpracująca z popularnymi serwisami dostarczającymi okładki płyt i tytuły utworów itp. Urządzenie potrafi o wiele więcej (należy wspomnieć o wbudowanym stereofonicznym wzmacniaczu, wzmacniaczu słuchawkowym, łączności Wi-Fi itd.; pełna lista na stronach dystrybutora TUTAJ i TUTAJ).
Wszystkie potrzebne informacje dostajemy na kolorowym wyświetlaczu TFT. Urządzenie obsługuje formaty MP3, FLAC, WAV, WMA, AAC, M4A, PCM, OGG oraz playlisty M3U i PLS. Jak się okazuje, zgrywanie płyt na wewnętrzny dysk jest intuicyjne. Nie udało mi się jednak zgrać płyty mp3 z bajką Kubuś Puchatek - mamy ją, oryginalną, ale chciałem, żeby była na dysku odtwarzacza. Jeśli jednak plik mp3 jest na zewnętrznym dysku, urządzenie bez problemu go odtworzy.
Jak mówię, to system bez kolumn. Ma wbudowany wzmacniacz, ale za kolumnami trzeba się rozejrzeć. Naturalnym wyborem mogą być kolumny coctailAudio CAP10. Ja jednak poszedłem w inną stronę. Ponieważ u córki na biurku nie ma dużo miejsca i chciałem, żeby kolumny korespondowały wielkością z X10, wybrałem kolumny Minx Min 11 firmy Cambridge Audio. Do ich podłączenia użyłem dwóch 1 m kabli Chorda Rumour 2. Kolumny przykręciłem do opcjonalnych, aluminiowych podstawek CA.
Kolumny są po prostu cudowne, maleńkie, a mimo to zbudowane są z wykorzystaniem najnowszych technologii – co mnie do nich przekonało. Zamiast klasycznego przetwornika mamy w nich bowiem BMR (Balanced Mode Radiator), przetwornik będący rozwinięciem paneli NXT. To przetwornik o płaskiej powierzchni wykorzystujący łamanie się membrany w kontrolowany sposób. Większe modele tego typu przetworników stosuje w swoich najdroższych kolumnach firma Naim. Tak więc ładne, świetnie wykonane, pasujące do X10 i z prawdziwą technologią wewnątrz.

Jak to gra? – Trzeba się zapytać. A w jakich kategoriach to oceniać? – Trzeba odpowiedzieć. W kategoriach absolutnych to po prostu niewielkie urządzenie o przyjemnym dźwięku. Nie ma w nim jaskrawości, dźwięk jest zaskakująco czysty i dynamiczny. Tyle – jest po prostu dobrze.
Prawdziwa wartość tak zestawionego systemu polega na czymś innym. Moja córka obsługiwała płyty po minucie, kiedy tylko znalazła sobie kilka przycisków na pilocie i na górnej ściance urządzenia. Bajki słuchała tego samego wieczora, a zaraz potem płyt, w tym świetnego soundtrack z filmu Przygoda w Paryżu (Un Monstre à Paris, reż. Bibo Bergeron, 2011), w którym śpiewa Vanessa Paradis. Wkrótce pożałowałem zakupu, bo córka w kółko katowała nas jedną z piosenek, ale systemik się sprawdził…
A przecież cały nowy świat przed nią! X10 może odtwarzać radio internetowe, pliki z serwera, na którym mam całą muzykę, można dokupić kiedyś mały subwoofer z serii Minx. Możliwości jest naprawdę mnóstwo.
To były dobre zakupy. Urządzenie i kolumny prezentują się bardzo fajnie, zajmują mało miejsca i są naprawdę odjazdowe jeśli chodzi o technologie i rozwiązania użytkowe. Czy da się lepiej? Pewnie tak, ale mnie – no i córce – to w zupełności wystarcza. Firma wciąż udoskonala oprogramowanie, w ciągu trzech miesięcy pojawiły się dwie duże zmiany. A to oznacza dobre wsparcie producenta. A nawet gdyby i to się zmieniło, to w takiej formie, w jakiej X10 jest dzisiaj, jest bardziej niż OK.

Ceny:
coctailAudio X10 – 1159 zł ǀ Cambridge Audio MINX Min11 – 399 zł ǀ The Chord Company Rumour 2 – 77 zł/m

ROZMÓWKI X

Historia Thorensa TD 124
Pisałem w poprzednim miesiącu o potrzebie spisywania historii firm audio, historii naszej branży. Jak mało komu taka pamięć jest nam potrzebna, ponieważ buduje podwaliny czegoś więcej niż tylko ulotnego hobby. W relacji z wystawy High End 2012 w Monachium (czytaj TUTAJ), właśnie w tym kontekście, przywołałem osobę Kena Kesslera, który jest autorem i współautorem trzech przepięknych monografii, o firmach QUAD, McIntosh oraz KEF. W przyszłości, kto wie, książka o Nagrze…

I trzeba jasno powiedzieć, że mało jest tak znakomicie napisanych, tak fantastycznie wydanych pozycji albumowych o urządzeniach elektronicznych. Jedynie niektóre albumy poświęcone malarstwu lub architekturze, a także publikacje o zegarkach, dorównują temu, co przygotowuje Ken.

Dlatego z tym większą przyjemnością chciałbym państwu zaproponować kolejną pozycję do księgozbioru, napisaną przez Joachima Bunga monografię dotyczącą ikony analogu, gramofonu Thorens TD 124. Książka nosi tytuł Swiss Precision i podtytuł The Story of The Thorens TD 124 and The Other Cllassic Turntables (tyt. org. Schweizer Prezision). Pierwotnie została opublikowana w języku niemieckim, rodzimym języku, mieszkającego w szwajcarskim Schmitten pana Bunga i miała 111 stron. Obecne, drugie wydania, rozszerzone i poprawione, ma 290 stron i było konsultowane przez… Kena Kesslera. To kolorowe wydawnictwo, z ogromną ilością archiwalnych zdjęć, przygotowane przez prawdziwego historyka. Autor stara się na obiekt kultu spojrzeć z wielu stron, dotrzeć do praprzyczyn obecnego statusu gramofonu Thorensa, przywołując i historię firmy, i poprzedników tego modelu, i następców, a także przyglądając się konkurentom i z Wielkiej Brytanii, i zza Wielkiej Wody. Dotarł do wielu ludzi zaangażowanych bezpośrednio w produkcję, do właścicieli marki, użytkowników, firm zajmujących się restauracją. Ilość zdjęć, dokumentów itp. oszałamia.

Wydawnictwo nie jest aż tak wysmakowane, jak książki Kena Kesslera, ale jeśli chodzi o język i informacje, w niczym mu nie ustępuje. Pewnym zaniedbaniem, jak dla mnie, jest brak podstawowych informacji na temat miejsca wydania, roku i wskazania osoby odpowiedzialnej za tłumaczenie. Ale to takie wydawnicze drobnostki…
Książkę przysłał mnie Jürg Schopper, szef firmy Schopper AG, której pokój otrzymał ode mnie w tym roku nagrodę Best Sound • High End 2012. Bo pan Jürg jest jednym z największych ekspertów od Thorensa TD 124, oferuje fantastycznie wykonane restauracje zarówno podstawy, jak i ramion. A co potrafi można zobaczyć na stronie firmowej TUTAJ.

I jeszcze jedno – razem z książką Swiss Precision otrzymałem do posłuchania płytę LP Tommy Schneider & Friends The Hidden Port. Płyta nagrana w szwajcarskim studio 2 Inch Records w pełni analogowy sposób, wytłoczona na winylu 180 g pokazuje, co potrafi nowe, jak dla mnie, wydawnictwo Kolibri Records. Warto rzucić okiem na ich stronę firmową TUTAJ, bo to fajna muzyka, świetnie nagrana i świeża, spoza obowiązującego „kanonu” audiofilskiego. Warto!!!

First Impression Music vs Telarc
O firmie First Impression Music pisałem wielokrotnie i chyba zawsze w kontekście jakiegoś nowego pomysłu pana Winstona Ma, jej właściciela. Pan Ma wydaje się mieć niespożytą energię. I choć w rzeczywistości w ostatnich dwóch latach sporo chorował i pauzował, to i tak byłby w stanie obdzielić swoimi pomysłami i wolą walki tuzin audiofilskich wydawnictw. Jak pisałem we wstępniaku First Impression Music – reaktywacja, który ukazał się w numerze 91. „High Fidelity” z listopada 2011 roku (czytaj TUTAJ), jedną z najnowszych inicjatyw FIM-u było nawiązanie ścisłej współpracy z firmą Five/Four Productions, a więc z ludźmi odpowiedzialnymi poprzednio za nagrywanie i Mastering płyt firmy Telarc.

Jak wiadomo, firma ta w 2005 roku została zakupiona przez Concord Music Group, a w roku 2009, na skutek reorganizacji korporacji jej pododdział Telarc Records Group zwolnił dwudziestu sześciu pracowników i zakończył produkcję swoich własnych nagrań. A więc tak naprawdę zlikwidował firmę. Ale przecież pozostały ogromne, głównie cyfrowe, archiwa…
Czterech z kluczowych realizatorów, utworzyło wówczas niezależną firmę produkcyjno-nagraniową Five/Four Productions, Ltd. Byli to: zdobywcy nagrody Grammy, inżynierowie dźwięku Michael Bishop i Robert Friedrich, zdobywca nagrody Grammy, producent Thomas Moore oraz szef techniki Bill McKinney.
I właśnie z tymi ludźmi pan Winston przygotował nowy katalog, reedycje płyt Telarca. Płyty zostały wydane przez pododdział FIM-u o nazwie Lasting Impression Music i zostały przygotowane w opatentowanym przez FIM i Five/Four Productions procesie UltraHD 32 – Bit Mastering CD. Trzeba powiedzieć, że płyty brzmią obłędnie! Lepiej niż, przecież też bardzo dobre, oryginały! Część z nich dostępna jest w edycji limitowanej – to pierwsze 2000 kopii, z metalową plakietką na froncie.

Do tej pory ukazały się następujące tytuły:

  • Oscar Peterson, Milt Jackson, Ray Brown, The Very Tall Band, LIM UHD 050
  • André Previn, Joe Pass, Ray Brown, After Hours, LIM UHD 051
  • Tchaikovsky, 1812; Capriccio Italien; Cossack Dance, Erich Kunzel, Cincinnati Symphony Orchestra, LIM UHD 052
  • Beethoven, Piano Concerto No. 5 “Emperor”, Rudolf Serkin, Seiji Ozawa, Boston Symphony Orchestra, LIM UHD 053
  • Liza Minnelli, Carnegie Hall Concerts, LIM UHD 055
  • Mussogorsky, Pictures at an Exhibition, Lorin Maazel, The Cleveland Orchestra, LIM UHD 056
  • Stravinsky, The Firebird, Robert Shaw, The Atlanta Symphony Orchestra, LIM UHD 057
  • Holst, The Planets8, André Previn, Royal Philharmonic Orchestra, LIM UHD 058
  • Bizet, Grieg, Carmen, Peer Gynt, Leonard Slatkin, Saint Louis Symphony Orchestra, LIM UHD 059
Nie od parady będzie zwrócić uwagę, że wśród nagród przyznanych FIM-owi i którymi pan Ma się chwali, na najpierwszym miejscu jest ta, przyznana przez “High Fidelity”…

Kontakt: First Impression Music, Inc.

Head Office
7309 233rd PL NE
Redmond, WA. 98053
Tel.: (425) 868-5326 Fax: (425) 836-9061
wma@fimpression.com

Internet Sales Support

Do sprzedania
Jak ostatnio pisałem, mam do sprzedania trochę produktów po testach, zarówno moich, jak i oferowanych przez firmy, dla których bardziej opłaca się sprzedać produkt po teście na miejscu, w Polsce, niż prosić mnie o jego odesłanie. Wśród produktów do sprzedaży są:

1. Interkonekt analogowy Acrolink Mexcel 7N-5100. Kabel z mojego systemu, przysłany bezpośrednio z Japonii. Kabel w idealnym stanie, po teście. Jest bez pudełka – do sprzedania mam wersję 2 m. Test można przeczytać TUTAJ. Cena za 1 m – 12 900 zł. Za 2 m odcinek chciałbym 8 000 zł.

2. Interkonekty SAEC SL-4000 – 950 euro (za 500 euro)/1,2 m XR-4000 – 980 euro (za 500 euro)/1,2 m ǀ SLA-500 – 245 euro (za 150 euro)/1,2 m SUS-480 – 390 euro (za 200 euro). Test TUTAJ.

3. Platforma antywibracyjna fo.Q AB-4045R, test TUTAJ. cena katalogowa 570 euro, do sprzedaży za 300 euro.

4. Kable sieciowe Air Cable AIR-PC/1,5m - 2250 euro (za 1500 euro) ǀ AIR-EX – 3600 euro (za 2000 euro), test TUTAJ.

5. Przetwornik D/A USB z bateryjnym zasilaniem KingRex UD384 + U POWER, ceny 479 USD (za 250 USD) + 189 USD (za 150 USD), test TUTAJ

6. Przetwornik D/A USB King Rex UC192. Najlepsza oferta.

7. Platformy antywibracyjne Acoustic Revive RAF-48 (powietrzne, pod CD i wzmacniacze). Mam do sprzedania dwie, nowe, niewyciągane z pudła. Dostałem je prosto z Japonii. Sam korzystam z dwóch takich samych. Można o nich poczytać TUTAJ. Cena katalogowa – 6200 zł, za 4000 zł. Jest też do sprzedania jedna używana, w idealnym stanie, za 3500 zł.

8. Interkonekt analogowy RCA-RCA Wireworld Platinum Eclipse, długość 2 m, cena katalogowa – 22 390 zł, kabel dostępny jest za 10 000 zł.

Acoustic Revive – rzeczy do testu
I na sam koniec tylko parę słów o nowych produktach Acoustic Revive. Firma rozwija się niezwykle dynamicznie i w związku z tym dostępnych jest do testu wiele nowych produktów. A zbiegło się to z moimi poszukiwaniami już nie taniegoo, a jednak nie astronomicznie drogiego, jak mój własny, systemu okablowania, z którym mógłbym testować urządzenia do jakiś 50 000 zł za element. Długo szukałem i wybór padł na kable Acoustic Revive.

Tak więc System I okablowania to w tej chwili:

  • interkonekty: CD-przedwzmacniacz: Acrolink Mexcel 7N-DA6300, artykuł TUTAJ, wzmacniacz: Acrolink Mexcel 7N-DA6300, artykuł TUTAJ,
  • kable głośnikowe: Tara Labs Omega Onyx
  • kable zasilające: Acrolink Mexcel 7N-PC9300 (główny system, recenzja TUTAJ) | Harmonix X-DC350M2R Improved-Version (wzmacniacz Leben CS-300 XS [Custom Version])
W skład Systemu II wejdą:
  • interkonekty Acoustic Revive RCA i XLR RCA-2.0PA + XLR-2.0PAII (2 m),
  • kable głośnikowe Acoustic Revive SPC-PA (RBN-1), 2 x 3,0 m,
  • przejściówki na bi-wiring Acoustic Revive BWA-4 + wtyki bananowe RBN-1,
  • kabel sieciowy Acoustic Revive Power Reference, czytaj TUTAJ,
  • filtr sieciowy Acoustic Revive RAS-14.
Kiedy się z tym wszystkim oswoję, przygotuję test takiego systemu. Jest on o tyle ciekawy, że we wszystkich elementach wykorzystano kable solid-core, a nie skrętki.

Oprócz tych kabli do testu (niestety nie wiem, kiedy mi się to uda – na razie wszystko czeka spakowane) dotarły także:
  • platforma antywibracyjna Acoustic Revive RAF-48H,
  • kable USB Acoustic Revive USB-1.0PLS oraz USB-1.0SPS,
  • filtr portu LAN Acoustic Revive RLT-1.

REDAKCJA “HIGH FIDELITY”
ŻYCZY WSZYSTKIM PIĘKNYCH WAKACJI!!!

Wojciech Pacuła
Redaktor naczelny



Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

enjoythemusic linia positive-feedback linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM