pl | en

Kolumny głośnikowe

 

JBL
S3900

Producent: Harman International Industries, Inc.
Cena: 44 900 zł/para

Kontakt:
HARMAN International Industries
400 Atlantic Street |15th Floor
Stamford | CT 06901 | USA
tel.: 1.800.336.4525

Kraj pochodzenia: USA
www.jbl.com

Dystrybucja w Polsce: Support


ReklamaAdvertising

Teatrze im. Juliusza Słowackiego nagłaśniając, nagrywając spędziłem niecałe sześć lat. W najśmielszych snach nie przypuszczałem, że ten niedługi okres tak mocno zmieni mój sposób myślenia, tak bardzo mnie ubogaci. I że jeszcze kilkanaście lat później będę się do tych doświadczeń odwoływał.
W reżyserce dźwięku nad stołem mikserskim, potężnym, analogowym Soundcraftem, wisiały trójdrożne, wyglądające absolutnie normalnie kolumny amerykańskiej firmy Altec/Lansing. Scena i widownia nagłośnione były kolumnami tej samej firmy, a w bocznych wieżach wisiały kolumny JBL-a. O ile te ostatnie wyglądały absolutnie normalnie, tj. głośnik wysokotonowy obciążony był tubą, ale całość przypominała klasyczną kolumnę, o tyle kolumny główne były inne od wszystkiego, co się w tamtym czasie stosowało. Były to potężne, złożone z dwóch modułów kolumny. W niskotonowym pracowały cztery 300 mm głośniki w obudowie zamkniętej, zaś w drugim głośnik średniotonowy z potężną, mierzącą ponad metr tubą i głośnik wysokotonowy z niewiele mniejszą. Co więcej: monitory sceniczne korzystały z 360 mm głośników, pośrodku których umieszczona była tuba wysokotonowa. W owym czasie takie rozwiązania były absolutnie unikalne, ponieważ stawiano na małe, zintegrowane systemy w rodzaju JBL-a. Tak się jednak składa, że obydwie te firmy, tj. Altec/Lansing i JBL mają wspólną historię.


PREHISTORIA

Założyciel firmy, James Bullough Lansing urodził się 14 stycznia 1902 w Macoupin County (Millwood Township) w amerykańskim Illinois jako James Martini. Od małego interesował się majsterkowaniem i radiami. Nie miał jednak pojęcia, że jego życie związane będzie z głośnikami, a inicjały dla wielu staną się synonimem kolumn.
Zaczęło się od tego, że w 1930 roku firma Western Electric założyła dział mający serwisować i skonstruować kolumny oraz elektronikę przeznaczone do zastosowania w kinach – tak powstała Electrical Research Products Incorporated (ERPI). W 1938 roku WE sprzedał udziały w tym wydziale, a rok później zostały one wykupione przez grupę inżynierów tej firmy, którzy wybrali dlań nazwę Altec Service Company (Altec od „all technical”). Firma dawała sobie radę, jednak do rozwoju potrzebowała fabryki, w której będzie produkowała swoje wyroby. W 1941 roku zakupiła w tym celu, będącą na skraju bankructwa firmę Lansing Manufacturing Co., po czym przyjęła nazwę Altec Lansing. W krótkim czasie otrzymała zlecenie rządowe związane z detektorami magnetycznymi dla okrętów podwodnych US. W wyniku tych badań narodził się pomysł na magnesy głośników o nazwie Alnico V.

Po śmierci matki, w 1924 roku James Martini przeprowadza się do Salt Lake City, gdzie zakłada firmę Lansing Manufacturing Company, produkującą głośniki samochodowe. Aby móc się rozwijać, firma została w 1927 roku przeniesiona do Nowego Jorku.
6 października miał premierę film Jazz Singers, pierwszy dźwiękowy film Warner Brothers, który odniósł niebywały sukces. Historię wysokiej klasy kolumn głośnikowych liczy się od tego samego roku. Ponieważ dotychczasowe techniki nagłośnieniowe były dość prymitywne, firma MGM postanowiła coś z tym zrobić. Douglas Shearer, główny inżynier dźwięku w Metro-Goldwyn-Mayer, skontaktował się z Jamesem Lansingiem i wspólnie, w latach 1933-1935 opracowali podstawy dla głośników obciążonych tubą, które stały się wzorcem dla całej branży. W 1936 roku system nagłośnieniowy Lansinga i Sharera otrzymał nagrodę Academy of Motion Picture Arts and Sciences. Wszystko szło świetnie, aż do manewrów wojskowych w 1939 roku, podczas których w wypadku zginał Ken Decker, businessman zajmujący się finansami Lansing Manufacturing. Nie udało się na jego miejsce znaleźć nikogo innego i w roku 1941 firma była na progu bankructwa. Przetrwać jej pomogło wykupienie udziałów przez Altec Service Company.

JAMES B. LANSING SOUND, INCORPORATED

Jim Lansing został wiceprezesem nowej firmy Altec Lansing. To wówczas powstał system A-4, który stał się standardem kinowym na wiele lat. Nienawykły do pracy pod czyimś kierownictwem, po wygaśnięciu pięcioletniego kontraktu, w roku 1946 odszedł i 1 października tego samego roku założył nową firmę, Lansing Sound, Incorporated. Szefami firmy byli James B. Lansing, Chauncey Snow oraz Chester L. Noble. Prawnicy starej firmy wymogli na nim jednak, aby nie używał w nazwie swojego nazwiska, które kojarzyło się ze starą firmą. Ostatecznie firmę nazwano więc James B. Lansing Sound, Incorporated, w skrócie: JBL. Choć pierwsze konstrukcje były bardzo obiecujące, finansowo firma szła ku przepaści – James Martini był genialnym inżynierem-konstruktorem, ale biznesmenem kiepskim. Załamany rosnącymi długami, w wyniku depresji 24 września 1949 roku popełnił samobójstwo.
Śmierć założyciela JBL-a przyniosła, paradoksalnie, zastrzyk finansowy: Jim Lansing był wysoko ubezpieczony, a dwie trzecie z jego polisy na życie trafiło do firmy. Jej reaktywację zawdzięczamy skarbnikowi, Williamowi Thomasowi, który po wykupieniu części akcji z rąk żony Lansinga, został jedynym właścicielem.
W 1969 roku JBL została kupiona przez Jervis Corporation, wydział koncernu Harman Kardon. W wyniku tej transakcji Jervis Corporation przemianowano na Harman International Industries, Incorporated, a Arnold Wolf, twórca systemu Paragon, został prezesem JBL-a. Warto zaznaczyć, że Wolf jest także autorem loga JBL.

PROJECT EVEREST

Wspomniany Paragon, ikona wczesnych lat JBL-a, nazywana była w firmie drugim „Projektem”. Pierwszym był system Hartsfield. W latach 80. powstała pilna potrzeba opracowania nowego, flagowego systemu, trzeciego „Projektu”. Powołane do życia kolumny Everest były „dzieckiem” Bruce’a Scrogina, wówczas szefa JBL Inernational. Ponieważ Paragon, którego produkcję zakończono w 1983 roku, sprzedawany był niemal wyłącznie w Japonii, postanowiono, że nowy flagowiec będzie skierowany ekskluzywnie na tamten rynek. Do konsultacji zaproszono więc jednego z bardziej znanych dziennikarzy audio z tego kraju, Keizo Yamanaka (w Japonii współpraca z firmami dziennikarzy jest czymś normalnym, niemal każdy z najważniejszych redaktorów związany jest kontraktem z którąś z dużych firm).
Projekt, który początkowo miał być tylko ulepszoną wersją już istniejących kolumn pochłonął mnóstwo czasu i pieniędzy. W wyniku tych zabiegów powstały jednak konstrukcje, jakich nigdy wcześniej nie było: model DD55000 Project Everest. Literki DD to skrót od „Defined Directivity”, pomysłu Dona Keele, mającego poszerzyć pole odsłuchu przez zastosowanie asymetrycznie ustawionych głośników.

Project Everest odniósł gigantyczny sukces: sprzedano ponad 500 par tych kolumn, co przy ich cenie jest liczbą zawrotną. Pozostawał w produkcji aż do roku 1989, kiedy do sprzedaży wprowadzono mniejszy model K2. Prace nad nim rozpoczęto rok wcześniej, planując wprowadzać na rynek model flagowy co cztery-pięć lat. Everest to była pojedyncza kolumna, zaś K2 rozwinięto do całej serii. Pomysł była taki, że będzie to model dwudrożny, przypominający wyglądem Everest, choć o prostszej budowie. Topowym modelem został K2-S9500. Pomysły ponownie podrzucał Bruce Scrogin, a do ich realizacjo zatrudnił zespół inżynierów i projektantów, niemal ten sam, co wcześniej. Nowością było to, że wszystkie przetworniki zostały zaprojektowane do tego konkretnego projektu, podczas gdy w Everestach wykorzystano głośniki istniejące już przedtem. W K2 zastosowano tubę Bi-Radial. K2 S9500 i mniejsze K2 S7500 zaprezentowano prasie w roku 1989. W 1993 roku dołączył do nich najmniejszy model K2 S5500. Tak się składa, że doskonale pamiętam jego europejską premierę w czasie wystawy IFA w Berlinie. Koncern Harman Kardon wynajął na ten czas Operę Berlińską, w której przez całe dnie odbywały się pokazy, koncerty, imprezy. To był jeden, jedyny raz, kiedy na wystawie spędziłem sześć dni… Nowością w tym modelu był układ "Charge-Coupled Linear Definition Dividing Network", w którym zastosowano baterię podającą stały bias do układu. Stałe napięcie pomagało zminimalizować zniekształcenia wprowadzane do sygnału przez kondensatory przy przejściu sygnału przez zero. Choć najmniejsze w serii, kolumny wyglądały wybitnie i równie dobrze grały.
Na początku XXI wieku, w 2003 roku, zaprezentowano światu K2 S9800, a kilka lat później K2 S9900, obydwa bazujące na Projekcie Everest. Już w 2002 roku rozpoczęto jednak prace nad rewitalizacją oryginału. Model DD66000, planowany na 60. rocznicę powstania firmy, zaprezentowany w 2006 roku był skazany na sukces. Otrzymał nagrody z całego świata, przede wszystkim od japońskiego magazynu „Stereo Sound”, który w podobny sposób nagrodził wszystkie jego poprzednie wcielenia.
Historię kończy poszerzenie serii Everest. Kilka lat temu JBL wprowadził do sprzedaży model DD65000, a w tym roku najdroższy DD67000 z charakterystyczną ścianką przednią z włókna węglowego.


S3900

Tak się składa, że w tym samym, 2013 roku, podczas wystawy CES w Las Vegas (USA) zaprezentowano jedną z najtańszych do tej pory inkarnacji tych kolumn, model S3900, trójdrożną kolumnę z 250 mm głośnikiem niskotonowym oraz przenoszącym pasmo od 850 Hz do 12 kHz średnio-wysokotonowym. Jim Garrett, dyrektor marketingu i sprzedaży HARMAN Luxury Audio Group and Loudspeakers mówi, że przy jego projektowaniu chodziło o stworzenie kolumn łatwiejszych w ustawieniu w pomieszczeniu, niż wprowadzony rok wcześniej większy model S4700, przy zachowaniu zalet Project Everest DD67000 i Project K2 S9900.
Zastosowano w nim dwa głośniki niskotonowe z papierowymi membranami i bardzo dużymi, 3” cewkami oraz głośnik średnio-wysokotonowy 175Nd-3 z neodymowym magnesem, membraną z tytanu pokrytego materiałem o nazwie AquaPlas, obciążony tubą Bi-Radial. Podobnie obciążony został ultrawysokotonowy głośnik 138Nd z tytanową membraną.

Źródła
  • The JBL Story - 60 Years of Audio Innovation, JBL Pro Audio Publications, 2006.
  • “Lansing Heritage”, czytaj TUTAJ.
  • alteclansingunofficial.nlenet.net.
  • Nagrania użyte w teście (wybór)

    • Paganini For Two, Gil Shaham, Göran Söllscher, Deutsche Grammophon/JVC 480 246-5, XRCD24 (1993/2009).
    • Black Sabbath, 13, Vertigo/Universal Music LLC (Japan) UICN-1034/5, 2 x SHM-CD (2013).
    • Charlie Haden & Chris Anderson, None But The Lonely Heart, Naim naimcd022, CD (1998).
    • Depeche Mode, Should Be Higher, Columbia Records 758332, SP CD (2013).
    • Dominic Miller, Fourth Wall, Q-rious Music QRM 108-2, CD (2006).
    • Eva Cassidy, Songbird, Blix Street Records/JVC VICJ-010-0045, XRCD24 (1998/2010).
    • Hilary Hann, Bach
    • Concertos, dyr. Jeffrey Kahane, Los Angeles Chamber Orchestra, Deutsche Grammophon/Universal Music LLC [Japan] UCCG-50058, SHM-CD (2003/2011).
    • John Dowland, Lachrimae or Seven Teares, Jordi Savall, Hespèrion XX, Alia Vox AVSA9901, SACD/CD (2013).
    • Mel Tormé, The Legend of Mel Tormé, Going For A Song GFS360, CD (?).
    • Mike Oldfield, Tubular Bells, Mercury Records/Universal Music LLC (Japan) UICY-40016, Platinum SHM-CD (1973/2013).
    • Nat “King” Cole, Welcome to the Club, Columbia/Audio Fidelity AFZ 153, SACD/CD (1959/2013).
    • Patricia Barber, Companion, Premonition/Mobile Fidelity UDSACD 2023, SACD/CD (1999/2003).
    Japońskie wersje płyt dostępne na

    Kolumny tubowe, niezależnie od tego, czy mające tak obciążone wszystkie przetworniki, czy tylko część, mają kilka cech wspólnych. Nie ma znaczenia z jakiej firmy pochodzą, jaka stoi za nimi idea, jaki wreszcie kształt owe tuby przybierają – ich dźwięk jest duży, szybki i wydaje się, że fale dźwiękowe nie potrzebują czasu na to, aby do nas dotrzeć; wygenerowane przez przetworniki zdają się w tym samym momencie uderzać o błony bębenkowe naszych uszu. Przypomina to w dużym stopniu odbiór dźwięku przez słuchawki, ale z namacalnym, fizycznym basem i bez problemów z lokalizacją przestrzenną.
    S3900 dodają do tego zestawu cech parę swoich, dzięki którym stają trochę obok głównego nurtu „tubowego”. Kolumny JBL-a grają muzykę nasyconą i gęstą, w przeciwieństwie do wielu innych tego typu konstrukcji, które rozrzedzają muzyczną tkankę, stawiając na atak i szybkość. W testowanej parze to też oczywiście było, ale nie samo dla siebie. Gęste brzmienie, duża głębokość instrumentów i fantastyczna równowaga tonalna (jak na tuby, o czym potem) powodowały, że nie miało znaczenia, jaką muzykę na nich grałem, z jaką głośnością, bo zawsze pokazywały coś dobrego, fajnego, interesującego. Nudzić się z nimi nie będziemy.

    Choć przeszedłem z nimi większość skali gatunków muzycznych, które mnie interesują, nie mogłem się powstrzymać od rozpoczęcia sesji odsłuchowej odtworzeniem płyty, na której najważniejszy jest kontrabas. Bo przecież w języku angielskim to ‘double bass’, a ja miałem przed sobą dwa basy, prawda? Może skojarzenie dość odległe, ale, jak się okazało, trafne.
    Płytę None But The Lonely Heart Charliego Hadena i Chrisa Andersona, wydaną przez Naim label w 1997 roku kupiłem od razu po jej ukazaniu się, na fali entuzjazmu dla przebojowego (jeśli można tak powiedzieć), krążka Beyond The Missouri Sky, na której Haden zagrał wraz z Patem Methenym.

    Beyond… niesamowicie mi się podobała i na jej tle duet Hadena i Andersona wydał mi się nieprzyzwoicie nudny. Problemem była zarówno długość albumu, przesadzona o jakieś 30 minut, jak i repertuar. Po jakiś dziesięciu latach moje preferencje odwróciły się o 180º i płyta z Methenym jest, jak dla mnie, efekciarska i pusta muzycznie. Okazało się też, że jej dźwięk jest dalece gorszy od tego nagranego przez Kena Christiansona, nadwornego inżyniera dźwięku Naim label. JBL-le moją ocenę potwierdziły i jeszcze dobitniej niż większość, nawet bardzo drogich kolumn, pokazały na czym polega siła duetu fortepianu i kontrabasu.

    Niskie dźwięki tych kolumn są mocne i gęste. Mają jednak przy tym dobrą rozdzielczość – na tyle dobrą, że nie miałem wątpliwości co do tego, że Christianson użył do nagrania instrumentu Hadena tylko dwóch, widocznych na zdjęciach mikrofonów w stereofonicznej konfiguracji (mikrofony wyglądają, jak C414B-ULS AKG, choć nie mam pewności), choć moc basu mogłaby wskazywać na dostawienie trzeciego, blisko postawionego mikrofonu, zbierającego dźwięk bezpośredni. Tak nie było, to nagranie w opatentowanej przez Naima technice True Stereo, jednak JBL-e zarówno grają nieco mocniejszym basem, jak i basem rozdzielczym, co od razu było słychać. Fortepian ukazany został przez S3900 tak, jak powinien, czyli z pewnej odległości, ale ze świetną definicją i z pięknym otoczeniem akustycznym. Tubowe głośniki średnio-wysokotonowy oraz ultrawysokotonowy sprawdziły sie doskonale jako uzupełniające bas i wyższy bas, bez poczucia, że grają osobno i bez zwracania na siebie uwagi. To naprawdę niezwykłe zachowanie, bo tuby zawsze, ale to zawsze słychać: generują swoiste zniekształcenia, zwykle na skrajach pasma. JBL-e też to robią, ale w dużej części nagrań nie zwrócimy na to uwagi. Z płytą duetu dźwięk był gęsty i ciemny, w tym sensie, że wysokie tony można było „wydedukować” z dźwięku, a nie było ich słychać jako coś odrębnego. Znakomicie!

    Skoro już jestem przy zniekształceniach, chciałbym powiedzieć, jak użycie tub wpływa na dźwięk S3900. Bo, nie miejmy złudzeń, wpływa. Cześć zakresu z okolic podziału, czyli w pobliżu 800-900 Hz jest podkreślona. Zakres ten odpowiada za wypełnienie środka i za tzw. „obecność”. JBL-e nie grają ofensywnie, tj. nie irytują atakiem. A jednak niższa część damskich wokali, część brzmienia skrzypiec, szczególnie nagranych trochę wyżej, jak np. na płytach Deutsche Grammophon zabrzmi mocniej, w trochę nosowy sposób. Cienia rozjaśnienia, „cykania”, szklistości: amerykańskie kolumny brzmią w absolutnie koherentny i przemyślany sposób, czym zawstydzają wiele innych, drogich kolumn tubowych.
    Zmiana w tonalności o której mówię przekłada się na wyeksponowanie skrzypiec, na ich powiększenie i podkreślenie w ich brzmieniu elementów nosowych. Tak było z instrumentem Gila Shama z Paganini For Two i z instrumentem Hilary Hann z Bach. Concertos, pomimo że pierwsza z nich została wydana przez JVC jako XRCD24, a druga przez Universal Japan jako SHM-CD (czyli w sposoby, teoretycznie w tej chwili topowe). Po części to wynik takich, a nie innych technik nagraniowych stosowanych przez DG, ale i samych kolumn, które akurat w tym zakresie odbiegają od neutralności.


    Inaczej zachowywały się instrumenty smyczkowe, których brzmienie usytuowane jest niżej, jak z płyty Lacrimae or Seven Teares w wykonaniu Jordiego Savalla i zespołu Hespèrion XX. Na najnowszym wydawnictwie Alia Vox brzmienie było równie gęste, z akcentem na niższy środek, jak na płycie z Hadenem. To z kolei dała o sobie znać inna właściwość JBL-i, a mianowicie umiejętność budowania pełnego, dojrzałego środka pasma, szczególnie z męskimi głosami, z instrumentami w tym rejonie mającymi punkt ciężkości. Puśćmy Nat „King” Cole’a, żeby się o tym przekonać, posłuchajmy Fourth Wall Dominica Millera, czy nawet Tubular Bells Mike’a Oldfielda w najnowszej wersji Platinum SHM-CD. Jeśli nie mamy tych płyt to wykorzystajmy takie, w których najważniejszy jest nasycony niski środek, a góra pasma stanowi dlań coś w rodzaju „otwarcia”, nie pozwalając mu się zamknąć w gęstej pulpie. Dostaniemy wówczas coś, co zdarza się z ciepłymi wzmacniaczami lampowymi z górnej półki i szybkimi kolumnami: jedność barwy i mikrodynamiki, namacalności i dobrze rysowanej głębi sceny, a przede wszystkim instrumentów/głosów.
    Przy Hadenie wspomniałem o wyjątkowo smakowicie oddanej akustyce wnętrza. Było to możliwe dzięki bardzo czujnemu ustawieniu barwy głośników tubowych i pełni, jaką dają głośniki niskotonowe. Te ostatnie grają mocno, ale w ramach pomysłu na te kolumny, bez przesady. Basu nigdy nie zabraknie. Zejdzie bardzo nisko, choć na samym dole nie będzie specjalnie selektywny. Przy kilkuset Hz jego rozdzielczość będzie jednak ponadprzeciętna, równie dobra jak w fantastycznych pod tym względem Kryptonach3 Amphiona, dając przy tym większe (a przez to lepsze) poczucie ich fizycznej obecności niż fińskie rewelacje.

    Oprócz spokojnej muzyki instrumentalnej, dynamicznej wokalnej, zyska na tym również elektronika. Dlatego też wspomniałem o Oldfieldzie. JBL-e pokazują bardzo duży, intensywny dźwięk. Znakomicie oddają też elementy przestrzenne, także wokół słuchacza, przynajmniej dopóki mówimy o pierwszym planie. To, co dalej ma mniejsze znaczenie, wyraźnie promowany jest pierwszy plan. Stąd tak fantastyczny głos Cole’a, ale i gęstość instrumentów elektronicznych i poczucie pełni, jaką z tego rodzaju płyt dostajemy.
    Tak więc: gęstość, pełnia, spójność – to elementy dla tych konstrukcji charakterystyczne. Przyznacie państwo, że zwykle tych aspektów brzmienia w kolumnach tubowych się nie szuka. Powiem więcej: składa się je na ołtarzu innych zalet, „odpuszczając” je w dobrej wierze, licząc na wybitną szybkość, selektywność, dynamikę, dzięki którym nie będziemy tego żałowali. S3900 wydają mi się więc szczególne. Niczego z listy, którą przytoczyłem, nie tracą, dając od siebie coś więcej.
    Na przykład czystą i pokazującą wielkość instrumentów z tego zakresu, górę. Głośniki tubowe współpracują ze sobą tak dobrze, że nie potrafię wskazać miejsca, w którym przekazują sobie pałeczkę, ani nawet artefaktów w dźwięku, które by o takim przekazaniu mogły świadczyć. Mamy detaliczność i rozdzielczość, wparte „ciałem”. I to nie tylko z małymi składami, ale i przy big-bandzie. Instrumenty dęte to, zwyczajowo, „ulubieńcy” kolumn tubowych, a to ze względu na podobny sposób wzmacniania dźwięku w jednych i drugich. Z testowanych kolumn zagrają mocno, dźwięcznie, ale nie agresywnie. Ten ostatni element jest, jak dla mnie, kluczowy, ponieważ odróżnia kolumny mające aspiracje do grania od tych, które naprawdę się do niego nadają. A z tubą nigdy nie wiadomo.

    Podsumowanie

    Oprócz małych składów, klasyki i jazzu, oprócz elektroniki zagrałem z S3900 także Megadeth, Metallikę, Depeche Mode, Portishead i stare nagrania z lat 30. Wszystkie one były interesujące i miały odpowiedni „power”. Dźwięk z nimi był dynamiczny, duży, mocny. Najważniejsze wydawały się pierwsze plany, bo i gitary, i perkusja, i wokale pokazywane były trochę przez linią łączącą głośniki i miały duży wolumen, tj. wielkość połączoną z treściwością. To kolumny, które nie udają, że są „poprawne”. Ale też ze swoich odmienności nie robią „zagadnienia”, nie są ciekawe tylko dlatego, że są inne.
    To ich zalety powodują, że stanowią kontrofertę w stosunku do klasycznych kolumn. Podwójne woofery grają jeszcze bardziej pełnym dźwiękiem niż 30-cm głośnik w Harbethach M40.1. Nie są tak zwinne i szybkie, ale różnica nie jest duża. Góra jest z kolei lepsza niż u „kolegów” z Wielkiej Brytanii. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że głośnik wysokotonowy w M40.1, choć fantastycznie zespolony z resztą pasma, do siedmiu cudów audio nie należy. Zaskakujące jest to, że w brzmieniu S3900 najważniejszy jest gęsty i spójny środek pasma. Kolumny grają go trochę tak, jakbyśmy słuchali niewielkich kolumn podstawkowych w rodzaju Sonus faber Guarnieri (chodzi mi o barwę). A do tego mamy mocny, niski bas. Da się wskazać zakres, w którym odzywa się ich tubowy charakter, zresztą sam się wskaże wraz ze skrzypcami, jednak nie jest to odchyłka nieprzyjemna. Albo ją przyjmujemy i nie stanowi potem żadnego problemu, albo nie i wtedy szukamy czegoś innego. Na szczęście nie jest tak, że zgrzytamy zębami, krzywimy się i jednak „wchodzimy” w to, pożądając tego, w czym S3900 brylują. To czysty i dobry układ: po aklimatyzacji, akomodacji do tego brzmienia słuchamy nagrań ze skrzypcami w roli głównej z przyjemnością. Świadomi tego, że da się to zrobić lepiej, ale ze spokojem ducha, zdając sobie z kolei sprawę z tego, że to, co dostajemy w innych aspektach jest niepowtarzalne.


    Kolumny o wysokiej skuteczności, kolumny tubowe szczególnie, kojarzone są z małymi, lampowymi wzmacniaczami. I jest w tym sporo racji. Duża część takich zestawień, przede wszystkim kolumn z lat 30.-60. najlepiej pracuje ze wzmacniaczami mającymi poniżej 10 W, najlepiej typu SET. Współcześnie wiele kolumn również lepiej gra z urządzeniami lampowymi małej mocy. Kolumny JBL najlepiej grają jednak, moim zdaniem, z wysokiej klasy, mocnymi tranzystorami. To z nimi osiągają maksimum możliwości i brzmią magicznie. S3900 zagrały u mnie ze wzmacniaczem Soulution 710 i było to zestawienie optymalne.
    Kolumny stanęły dokładnie w tym samym miejscu, w którym na co dzień rezydują Harbethy M40.1 i nie były specjalnie kapryśne jeśli chodzi o ustawienie czy dogięcie. Zagrają na wysokim poziomie w niemal każdym, nawet niewielkim pomieszczeniu.
    Test miał charakter odsłuchu, porównania A/B, ze znanymi A i B. Próbki muzyczne miały długość 2 minuty. Odsłuchiwane były również całe płyty. Warto postawić JBL-e na dobrej podstawie. U mnie, jak zwykle, były to platformy Acoustic Revive RST-38H z krążkami pod kolce SPU4.

    S3900 to w dalszym planie spadkobierca projektu Everest, a w bezpośredniej linii modelu S9900. Nieco mniejsze od tych ostatnich, w prostszej obudowie, z mniejszymi tubami średnio i wysokotonowymi, mają dwa 250 mm głośniki niskotonowe w miejsce jednego 300 mm. To wciąż jednak system trójdrożny, częściowo tubowy, bas-refleks.
    Głośniki niskotonowe 100FE-12 zostały wykonane z celulozy i mają charakterystyczne, ułożone koncentrycznie przetłoczenia, zwiększające jego sztywność. W odróżnieniu od innych głośników w wysokosprawnych kolumnach, np. Tannoyach Kensington GR ich zawieszenie jest jednak gumowe, nie tekstylne. Zbliża to je do klasycznych głośników. Kosz wykonano z bardzo solidnego odlewu ze stopu aluminium, a całość wyposażona jest w potężny magnes z linearyzacją strumienia magnetycznego. Głośniki mają schodzić do 33 Hz, jednak warto zauważyć, że ze spadkiem -6 dB. Zwykle pasmo przenoszenia podawane jest dla spadku -3 dB.
    Głośniki średnio i wysokotonowy przykręcone zostały od tyłu do ciśnieniowego odlewu z firmowego materiału o nazwie SonoGlass. To odmiana żywicy i włókien szklanych – sztywna i odporna na drgania. W odlewie wyprofilowano dwie tuby o charakterystycznym dla JBL-a kształcie o nazwie Bi-Radial, czyli otwierające się mocniej w dwóch kierunkach (symetrycznie). Z większą tubą współpracuje głośnik pokrywający bardzo szerokie pasmo: od 850 Hz do 12 kHz. Jego membranę o średnicy fi 50 mm wykonano z tytanu pokrytego materiałem o nazwie AquaPlas, będącym odmianą żywicy. Ultrawysokie tony obsługuje głośnik tytanowy fi 19 mm. Przetwarza sygnał do 40 kHz. Obydwa mają potężne systemy napędowe z neodymowymi magnesami oraz świetnymi koszami. Obudowę wykonano z płyt MDF o grubości 25 mm wzmocnionych wewnątrz kilkoma wieńcami. Ścianki od wewnątrz wyłożono niesprasowanym filcem. Zwrotnicę podzielono na dwie części: dla sekcji niskotonowej, umieszczoną na spodzie kolumny, oraz średnio-wysokotonową, przykręconą do tylnej ścianki. Użyto w nich cewek powietrznych i dużych kondensatorów polipropylenowych. Połączenia wewnątrz poprowadzono miedzianymi skrętkami. System może być zasilany w bi-ampingu. Kolumny mają wysoką skuteczność – 92 dB oraz wysoką impedancję nominalną – 6 Ω.

    Dane techniczne (wg producenta)

    Pasmo przenoszenia: 33 Hz – 40 kHz (–6 dB)
    Sugerowana moc wzmacniacza: 25 - 250 W
    Skuteczność (2,83V/1 m): 92 dB
    Impedancja nominalna: 6 Ω
    Częstotliwości podziału: 850 Hz, 12 kHz
    Wymiary (WxSxG): 1001 x 370 x 368 mm
    Waga: 39 kg/szt.

    Dystrybucja w Polsce

    Suport

    Al. Korfantego 141 B | 40-154 Katowice | Polska
    tel. (32) 203 45 09 | tel. (32) 258 08 98

    e-mail: jblinfo@rb.com.pl

    www.jbl.pl

    ReklamaAdvertising



    System odniesienia

    Źródła analogowe
    - Gramofon: AVID HIFI Acutus SP [Custom Version]
    - Wkładki: Miyajima Laboratory KANSUI, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory SHIBATA, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory ZERO (mono) | Denon DL-103SA, recenzja TUTAJ
    - Przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio Sensor Prelude IC, recenzja TUTAJ
    Źródła cyfrowe
    - Odtwarzacz Compact Disc: Ancient Audio AIR V-edition, recenzja TUTAJ
    - Odtwarzacz multiformatowy: Cambridge Audio Azur 752BD
    Wzmacniacze
    - Przedwzmacniacz liniowy: Polaris III [Custom Version] + zasilacz AC Regenerator, wersja z klasycznym zasilaczem, recenzja TUTAJ
    - Wzmacniacz mocy: Soulution 710
    - Wzmacniacz zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ
    Kolumny
    - Kolumny podstawkowe: Harbeth M40.1 Domestic, recenzja TUTAJ
    - Podstawki pod kolumny Harbeth: Acoustic Revive Custom Series Loudspeaker Stands
    - Filtr: SPEC RSP-101/GL
    Słuchawki
    - Wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ
    - Słuchawki: HIFIMAN HE-6, recenzja TUTAJ | HIFIMAN HE-500, recenzja TUTAJ | HIFIMAN HE-300, recenzja TUTAJ | Sennheiser HD800 | AKG K701, recenzja TUTAJ | Ultrasone PROLine 2500, Beyerdynamic DT-990 Pro, wersja 600 Ohm, recenzje: TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ
    - Standy słuchawkowe: Klutz Design CanCans (x 3), artykuł TUTAJ
    - Kable słuchawkowe: Entreq Konstantin 2010/Sennheiser HD800/HIFIMAN HE-500, recenzja TUTAJ
    Okablowanie
    System I
    - Interkonekty: Siltech ROYAL SIGNATURE SERIES DOUBLE CROWN EMPRESS, czytaj TUTAJ | przedwzmacniacz-końcówka mocy: Acrolink 8N-A2080III Evo, recenzja TUTAJ
    - Kable głośnikowe: Tara Labs Omega Onyx, recenzja TUTAJ
    System II
    - Interkonekty: Acoustic Revive RCA-1.0PA | XLR-1.0PA II
    - Kable głośnikowe: Acoustic Revive SPC-PA
    Sieć
    System I
    - Kabel sieciowy: Acrolink Mexcel 7N-PC9300, wszystkie elementy, recenzja TUTAJ
    - Listwa sieciowa: Acoustic Revive RTP-4eu Ultimate, recenzja TUTAJ
    - System zasilany z osobnej gałęzi: bezpiecznik - kabel sieciowy Oyaide Tunami Nigo (6 m) - gniazdka sieciowe 3 x Furutech FT-SWS (R)
    System II
    - Kable sieciowe: Harmonix X-DC350M2R Improved-Version, recenzja TUTAJ | Oyaide GPX-R (x 4 ), recenzja TUTAJ
    - Listwa sieciowa: Oyaide MTS-4e, recenzja TUTAJ
    Audio komputerowe
    - Przenośny odtwarzacz plików: HIFIMAN HM-801
    - Kable USB: Acoustic Revive USB-1.0SP (1 m) | Acoustic Revive USB-5.0PL (5 m), recenzja TUTAJ
    - Sieć LAN: Acoustic Revive LAN-1.0 PA (kable ) | RLI-1 (filtry), recenzja TUTAJ
    - Router: Liksys WAG320N
    - Serwer sieciowy: Synology DS410j/8 TB
    Akcesoria antywibracyjne
    - Stolik: SolidBase IV Custom, opis TUTAJ/wszystkie elementy
    - Platformy antywibracyjne: Acoustic Revive RAF-48H, artykuł TUTAJ/odtwarzacze cyfrowe | Pro Audio Bono [Custom Version]/wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany, recenzja TUTAJ | Acoustic Revive RST-38H/testowane kolumny/podstawki pod testowane kolumny
    - Nóżki antywibracyjne: Franc Audio Accessories Ceramic Disc/odtwarzacz CD /zasilacz przedwzmacniacza /testowane produkty, artykuł TUTAJ | Finite Elemente CeraPuc/testowane produkty, artykuł TUTAJ | Audio Replas OPT-30HG-SC/PL HR Quartz, recenzja TUTAJ
    - Element antywibracyjny: Audio Replas CNS-7000SZ/kabel sieciowy, recenzja TUTAJ
    - Izolatory kwarcowe: Acoustic Revive RIQ-5010/CP-4
    Czysta przyjemność
    - Radio: Tivoli Audio Model One