pl | en
Test
Przetwornik cyfrowo-analogowy
M2TECH Vaughan

Cena (w Polsce): 26 000 zł

Producent: M2TECH S.r.l.

Kontakt:
Via Giuntini, 63 - Incubatore Polo Tecnologico
I-56023 Navacchio di Cascina (PI) | Italy
tel.: +39 (0)50 7519600 | fax: +39 (0)50 754707

Strona internetowa: www.m2tech.biz

Kraj pochodzenia: Włochy

Produkt do testu dostarczyła firma: GFmod Audio Research

Tekst: Wojciech Pacuła
Zdjęcia: Wojciech Pacuła | M2TECH

ReklamaAdvertising

Data publikacji: 16. grudnia 2012, No. 104




Od jakiegoś roku, otwierając maile od producentów czy dystrybutorów, zawierające informacje o nowych produktach mogę być niemal pewny, że z któregoś akapitu wyskoczy skrót 'PC'. Personal Computer, o którym mowa, to znak i wyróżnik naszych czasów. Bez niego niemożliwe byłoby powstanie sieci internetowej, bo ta nie maiłaby czego łączyć, a bez sieci nie byłoby "High Fidelity". A tego by mi brakowało jak diabli.
Komputer to tak naprawdę maszyna licząca z pamięcią, wykonująca zapisane w programach instrukcje. Szybko się okazało, że to maszyna niezwykle wszechstronna. Kto umie sobie dzisiaj wyobrazić skład gazet, magazynów, czy książek bez komputera? Albo rejestrację i obróbkę obrazu i dźwięku? Znakomita większość współczesnych nagrań muzycznych korzysta z komputerowych stacji roboczych i dysków twardych. To samo jest z remasterami - najlepsze systemy do remasteringu, zazwyczaj powiązane z firmą CEDAR, korzystają z jej komputerowych wtyczek. Od niedawna komputer wyrasta także na liczące się źródło sygnału audio, swego rodzaju "odtwarzacz". Niektórzy uważają, że to jedyna droga do prawdziwego high-endu, albo nawet do zastąpienia płyty winylowej nośnikiem nowej generacji, zachowującym wszystkie zalety analogu, dodając do tego wszystko to, co wnosi ze sobą cyfra. Najlepiej widać to w Japonii, godzącej ultra-konserwatywne podejście z podejściem ultra-nowoczesnym, wręcz futurystycznym. Tam w większości systemów zobaczymy gramofon albo dwa, z wieloma wkładkami, stojące obok - będącego w istocie rzeczy specjalizowanym komputerem - odtwarzacza plików audio lub laptopa. Japończycy mają nawet swoje własne, fantastyczne pismo, miesięcznik pt. "Net Audio", poświęcone wyłącznie urządzeniom audio tego typu oraz plikom audio i sposobom ich odtwarzania.

Biorąc to wszystko pod uwagę nie powinna dziwić nadreprezentacja w magazynach audio urządzeń związanych z szeroko pojętym "PC Audio". To znak czasów i nic na to nie poradzimy, nawet jeśli komputer kojarzy nam się z czymś nie do ogarnięcia i dalekim od relaksu, jaki powinien być częścią słuchania muzyki w domu.
Sporo starszych, zasłużonych dla klasycznego audio firm stara się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości. Jedne robią to lepiej, inne gorzej, każda desperacko próbuje jednak zawrzeć w swoich produktach coś z komputerami związanego, najczęściej wejście USB. Zwykle nie wychodzi to nikomu na dobre. Nie jest to już produkt dla klasycznie ukierunkowanych melomanów, bo to ostatecznie DAC we wzmacniaczu, czy przedwzmacniaczu, albo pieniądze wydane niepotrzebnie na takowe wejście w "daku". Ale nie jest to też coś dla ludzi na czasie, technomaniaków, czy po prostu ludzi się na tym znających, bo do nich przemawiają wyłącznie najbardziej zaawansowane technologicznie produkty i nie tolerują żadnych kompromisów na swojej drodze do nirwany. Dla nich liderami są firmy będące w czubku "szoku technologicznego", w szpicy zmian. Taka firmą jest włoska M2TECH.
Zarządzana przez kobietę, Nadię Marino, powstała stosunkowo niedawno w jednym celu: aby poprawić transfer sygnału USB i jego zamianę na klasyczny S/PDIF, "rozumiany" przez starsze przetworniki cyfrowo-analogowe. hiFace był maleńką wtyczką, wpinaną z jednej strony do komputera, z drugiej mającą gniazdo RCA. To klasyczny konwerter cyfrowo-cyfrowy, który był jednak jednym z pierwszych, przyjmujących sygnał do 24 bitów i 192 kHz. W jego opisie nie pada magiczne słowo "asynchroniczny", jednak w instrukcji już tak. M2TECH nie była w tym ostatnim zadaniu pierwsza, tutaj palma pierwszeństwa należy się Gordonowi Rankinowi, autorowi pierwszego na świecie przetwornika D/A USB, modelu Crimson firmy Wavelenght Audio. Wprowadzony do sprzedaży w 2004 roku niósł w sobie coś równie ekscytującego, jak wejście USB, a mianowicie asynchroniczny sposób transmisji sygnału z komputera do przetwornika. Napisany przez Gordona program, zapisany w kontrolerze Texas Instruments TAS1020, dostępny pod marketingową nazwą Streamlenght, stosowany jest przez wielu, wielu producentów audio. Z dobrym skutkiem.
Gordon to jednak wciąż człowiek na wpół klasyczny, że tak powiem. Jego pierwszą miłością były lampy próżniowe, a ukochanymi dziećmi wzmacniacze pracujące w trybie SET. Z M2TECH jest kompletnie inaczej.

Firma należy do najaktywniejszych propagatorów komputera będącego źródłem dźwięku i to klasy high-end. Wszystkie przetworniki cyfrowo-analogowe, bo po hiFace przyszła pora właśnie na nie, zostały skonstruowane przede wszystkim z myślą o konwersji sygnału dostarczonego do wejścia USB. Mamy w nich także inne wejścia cyfrowe, w testowanym modelu Vaughan to dwa wejścia optyczne ST, dwa TosLink, dwa elektryczne RCA i dwa AES/EBU. Wszystkie pracują z długością słowa do 24 bitów i częstotliwością próbkowania do 192 kHz, z 88,2 kHz włącznie. To potrafią w tej chwili chyba wszystkie przetworniki D/A.
Na pierwszej stronie instrukcji obsługi tego, wprowadzonego do sprzedaży w maju 2012 roku, po raz pierwszy pokazanego na wystawie High End w Monachium, DAC-a czytamy jednak coś znacznie ciekawszego: "384kHz/32BIT Digital-To-Analog Converter". A wszystko dzięki nowinkom technologicznym, z których część poznaliśmy przy okazji testu przetwornika Young, z których jednak częścią spotykamy się po raz pierwszy.
Do urządzenia rzeczywiście możemy przesłać sygnał o parametrach 32 bity i 384 kHz, ale tylko przez dwa wejścia: I2S, na gnieździe ethernetowym RJ45, oraz USB.
Ale na tym nie koniec, bo wszystkie podwójne gniazda można skonfigurować w taki sposób, aby przesłać każdym z nich sygnał z jednym kanałem. Rozwiązanie to pozwala ominąć limit odbiorników cyfrowych i stosowane jest od lat przez firmy dCS i Chord Electronics. Przez takie podwójne łącze prześlemy sygnał do 24 bitów, ale o maksymalnej, obecnie stosowanej częstotliwości próbkowania, czyli 384 kHz. Vaughan nie przyjmuje jedynie sygnału DSD.

O firmie M2TECH pisaliśmy:
  • WYRÓŻNIENIE: Best Sound Audio Show 2012 - Vaughan, przetwornik D/A, czytaj TUTAJ
  • TEST: M2TECH YOUNG - przetwornik D/A, czytaj TUTAJ
  • TEST: M2TECH hiFace EVO + EVO Supply + EVO Clock - konwerter D/D + zasilacz + zegar taktujący, czytaj TUTAJ
  • ODSŁUCH

    Płyty wykorzystane w odsłuchu (wybór)

    • Audio Accesory - T-TOC Records High Quality Data Master Comparison, TDVD-0002, DVD-R (2011), ripy 16/44,1, 24/96, 24/192 FLAC.
    • Random Trip, Nowe Nagrania, 005, CD (2012).
    • T-TOC Data Collection Vol. 1, T-TOC Records, DATA-0001, 24/96+24/192, WAV, ripy z DVD-R.
    • Al Di Meola, Flesh on Flesh, Telarc, 24/96, źródło: HDTracks, FLAC.
    • Ash Ra Tempel, Ash Ra Tempel, MG
    • ART/Belle, 101780, SHM-CD (1971/2010).
    • Ashra, Belle Aliance Plus, MG
    • ART/Belle, 121914-5, 2 x SHM-CD (1979/2012).
    • Brenda Lee, Let Me Sing, Decca/Universal Music Japan, UCCC-9111, "Decca 70th Anniversary, No. 30", (1963/2004).
    • Charlie Haden & Antonio Forcione, Heartplay, Naim Label, 24/96 FLAC.
    • Chris Connor, Chris Connor, Atlantic/Warner Music Japan, WPCR-25163, "Atlantic 60th", CD (1956/2007).
    • David Sylvian, Sleepwalkers, P-Vine Records, PVCP-8790, CD (2011).
    • Frank Sinatra & Count Basie, Might As Well Be Swing, Universal Music Japan, UICY-94601, "Sinatra Society of Japan, No. 17", SHM-CD (1964/2010).
    • Jim Hall Trio, Blues On The Rocks, Gambit Records, 69207, CD (2005).
    • Judy Garland, Judy in Love, Capitol/Toshiba-EMI, TOCJ9656, CD (1958/2005).
    • Lars Danielsson & Leszek Możdżer, Pasodoble, ACT Music, ACT 9458-2, CD; recenzja TUTAJ; rip FLAC.
    • Metallica, Metallica , Warner Brothers Records, FLAC 24/96.
    • Miles Davis, Tutu, Warner Brothers Records, FLAC 24/96.
    • Portishead. Dummy, Go! Disc Limited/Universal Music [Japan], UICY-20164, SHM-CD (1994/2011).
    • Radiohead, The King Of Limbs, Ticker Tape Ltd, TICK001CDJ, Blu-spec CD.
    • SATRI Reference Recordings Vol. 2, Bakoon Products, FLAC 24/192.
    • SATRI Reference Recordings Vol. 1, Bakoon Products, FLAC 24/96.
    • Schubert, Lieder, wyk. Dietrich Fischer-Dieskau, dyr. Gerald Moore, "Signature Collection", EMI, 55962 2, 4 x SACD/CD.
    • Sonny Rollins, Tenor Madness, WAV 24/96, HDTracks.
    • The Montgomery Brothers, Groove Yard, Riverside/JVC, JVCXR-0018-2, XRCD (1961/1994).
    • This Mortal Coil, HD-CD Box SET: It’ll End In Tears, Filigree & Shadow, Blood, Dust & Guitars, 4AD [Japan], TMCBOX1, 4 x HDCD, (2011).
    • Vangelis, Spiral, RCA/BMG Japan, 176 63561, K2, SHM-CD (1977/2008).
    • Yo-Yo Ma & Bobby McFerrin, Hush, Sony Music/Sony Music Hong Kong Ltd., 543282, No. 0441, K2HD Mastering, CD (1992/2012).
    Japońskie wersje płyt dostępne na

    Prasa żywi się różnicami, najlepiej dychotomicznymi. Można je podkreślać, nicować, poddawać wiwisekcji, a w końcu, kiedy wszystkim się znudzą, zanegować. Prasa, także audiofilska, potrzebuje bowiem "paliwa", które poniesie główny przekaz, prymarny komunikat na grzbiecie opozycji lewa-prawa, góra-dół, zimny-ciepły. Może się to wydać cyniczne, bo działania te bazują na przyzwyczajeniach i potrzebach czytelników, nie do końca pięknych i szlachetnych. Ale taki jest jednak świat i rzeczywistość. I jeśli to jest dobry sposób na przekazanie czegoś więcej, co lepiej zostanie zapamiętane, a często w ogóle zauważone - wchodzę w to.

    Źródło: transport Compact Disc, PCM 44,1/16, wejście RCA

    Opozycja, która przychodzi na myśl dość szybko po wpięciu Vaughana do systemu to ciepły-zimny. Jeśli uznalibyśmy odtwarzacz Marka Levinsona No.512 za ciepły, to testowany DAC musiałby być tym zimnym. Nie draniem, po prostu jego balans tonalny jest wyraźnie, w porównaniu z Levinsonem, przesunięty ku górze.
    Opozycja ta przetrwa chyba każdy odsłuch i każdą modyfikację poglądów, bo dotrwała do samego końca testu tego urządzenia w "High Fidelity". Problem w tym, że tak naprawdę niewiele mówi o tym urządzeniu, zakłamując prawdę, podobnie jak nazwanie Levinsona ciepłym zakłamuje jego obraz. Jeśli bowiem powiemy w towarzystwie "zimny", automatycznie podczepimy pod to inne określenia, znacznie bardziej pejoratywne, a to: "kliniczny", "wyprany z emocji" i inne, kasujące każde, nawet najfajniejsze urządzenie już na starcie. Czegoś takiego po prostu nie da się słuchać.
    Dlatego zacząć muszę od wyjaśnienia: Vaughan nie ma "zimnego" dźwięku per se. Tak naprawdę w ogóle nie jest zimny, do k... nędzy! Tak oto zawodzą nas przyjęte powszechnie w branżowym czasopiśmiennictwie określenia, opozycje, po prostu sam język. Słuchając wspólnej płyty Franka Sinatry i Counta Basiego Might As Well Be Swing, słuchając płyt cudownych wokalistek, jak Chris Connor, Judy Garland, Brendy Lee, nawet odtwarzając najnowszą płytę z wydawnictwa Nowe Nagrania Random Trip, a więc klubowe, transowe granie, nie mogłem wskazać miejsca w którym coś byłoby podkreślone. Wokale były niesamowicie dokładne, precyzyjnie pokazane w przestrzeni i w muzycznym continuum. Powiem więcej - wszystkie wspomniane głosy miały ładną barwę, były świetnie różnicowane. Emocje związane ze śpiewem, u wszystkich przywołanych wokalistów grające ważną rolę w ich kreacji, były czytelne i dobrze się tego słuchało.

    Najważniejszą rolę w tym przekazie pełni precyzja. To naprawdę klucz do tego dźwięku. I to ona może stać za określeniem "zimny". Nic tu nie jest bowiem dopalone, ocieplone, wycofane, wygładzone. A tak właśnie "robi się" przyjemny, miły dźwięk. I nie mam nic przeciwko temu. Trzeba jednak wiedzieć, że czegoś tam będzie brakowało, że to będzie tego typu interpretacja przekazu, w której w imię spokoju i relaksu zabierzemy część muzyki. Jeśli jesteśmy na to gotowi i czegoś takiego szukamy, Vaughan momentalnie spadnie z naszej listy zakupów, szkoda sobie nim zawracać głowy.
    Włoski przetwornik ma swoje własne miejsce i nie trzeba mu przyczepiać żadnej łatki. Chcąc zasymilować go w swoim systemie trzeba będzie pójść na inne kompromisy, co do tego nie ma wątpliwości. Termin "bezkompromisowe audio" to pusty slogan, bez desygnatu w rzeczywistości, a jedynie w kreatywnych umysłach PR-owych wydziałów firm produkcyjnych i dystrybucyjnych i z ciemnego zakątka co bardziej durnych (piszę to z prawdziwym smutkiem!) dziennikarzy.
    DAC M2TECH gra w niesamowicie szybki i czysty sposób. Jego dynamika jest dużo ponad średnią - tak pokazują ją kilkukrotnie droższe odtwarzacze CD, a i to nie wszystkie. Różnicowanie, cieniowanie dynamiki, sposobu grania itp. jest z najwyższej półki. Taki Levinson, genialne urządzenie, pokazuje płyty w dość do siebie zbliżony sposób - wybitny, ale za każdym razem podobny. Testowany przetwornik nie gra dwa razy tego samego, chyba, że odtwarzamy tę samą płytę...
    Kompromis o którym wspomniałem wymagał będzie zajęcia stanowiska w sprawie naszych wymagań względem rysowania brył instrumentów i ich namacalności. Dźwięk Vaughana jest bowiem raczej zdystansowany. Nie da się pokazać tak dużej dynamiki, przybliżając jednocześnie źródła pozorne do słuchacza, bo trzeba by cały czas słuchać cicho. Jeśli wszystko wycofamy poza linię łączącą głośniki, zredukujemy nieco nasycenie dolnego środka, wówczas dostaniemy właśnie coś takiego, jak tutaj.
    I to jest główny powód tego, że ktoś mógłby skorzystać z opozycji "ciepły-zimny". DAC wydaje się bowiem raczej dystansować przekaz niż go przybliżać. Lekkie podniesienie brzmienia, tj. wycofanie naprawdę najniższego basu (jego średni i wyższy zakres są fantastycznie kontrolowane), zdystansowanie środka pasma, wszystko to składa się na dźwięk, który, przy braku wyobraźni, można nazwać "zimnym". Może nawet "jasnym". Jeśli jednak byliście państwo ze mną przez cały czas, aż do teraz, wiecie, że to bzdura. Ale jakże nośna...

    Źródło: odtwarzacz plików, WAV/FLAC 44,1/16-192/24, wejście RCA

    Prawdę mówiąc nie ma zbyt wiele do pisania. To lepszy dźwięk niż z CD, ale jego sygnatura bardzo podobna. Zmiana rozdzielczości poprawia głębię dźwięku i rozmiary pozorne źródeł. Dynamika ma lepsze uzasadnienie - z CD była ponadprzeciętna, jednak dopiero w porównaniu z materiałem hi-res słychać, po co w ogóle jest potrzebna. Nie będę się zaś rozpisywał dlatego, że to, z czego ludzie z M2TECH mogą być dumni i dzięki czemu mogą chodzić z wysoko podniesionymi głowami, związane jest z wejściem USB.

    Dopiero najwyższej klasy odtwarzacz plików, Ayon Audio NW-T pokazał, co można zrobić z materiałem wysokiej rozdzielczości, co powtórzy się następnie przy wejściu USB. Dostaniemy bowiem piękną barwę, cięższą i głębszą niż z CD. Z tańszymi odtwarzaczami plików (audio-wideo) było jednak zwyczajnie słabo. Z Ayonem dźwięk był fantastyczny - świetnie kontrolowany, czysty, ale i głęboki, niemal aksamitny.

    Źródło: laptop, WAV/FLAC 44,1/16-192/24, wejście USB

    Macie państwo czasem dość tego całego zamieszania wokół komputerowego audio? Ja mam, naprawdę często. Problemów z odtworzeniem głupiej płyty, które trzeba pokonać jest tak wiele i tak dużo może pójść źle, że wzięcie do ręki CD, odpalenie odtwarzacza i naciśnięcie przycisku "play" wydaje się prawdziwym błogosławieństwem.
    A to nie wszystko. Mam bowiem wrażenie, że duża część przetworników cyfrowo-analogowych, w których zaimplementowano wejście USB, chcąc doszlusować do czołówki dzisiejszego świata audio nie pokazuje nawet cienia tego, czym - teoretycznie - komputer w roli źródła sygnału cyfrowego, przede wszystkim wysokiej rozdzielczości, może być. Jak gdyby sama obecność tego wejścia usprawiedliwiała szumne nazwy w rodzaju USB DAC i inne, równie bezmyślne działania.
    Vaughan pokazuje to z całą bezwzględnością. Bo to jeden z nielicznych "daków" z wejściem USB, które w pełni zasługują na tę nazwę. I więcej - nie wahałem się ani chwili w pozycjonowaniu wejść RCA i USB jeśli chodzi o dźwięk z płyt CD (WAV/FLAC 44,1/16). Dla mnie jednoznacznym i bezapelacyjnym zwycięzcą jest to drugie. Z opisu płyt granych z zewnętrznych, wysokiej klasy transportów CD łatwo wysnuć wniosek, że to godziwe, mające dużo plusów urządzenie. Dopiero jednak, kiedy usłyszymy, co możliwe jest, kiedy podepniemy doń laptop i zagramy coś przy użyciu dobrego odtwarzacza softwarowego (w moim przypadku to, nieodmiennie, JPlay) będziemy w stanie docenić wysiłki inżynierów, którzy Vaughana powołali do życia. Bez cienia wątpliwości - to właśnie wejście USB jest sensem tego urządzenia!

    Odtwarzany w ten sposób dźwięk ma niżej położony akcent i jest lepiej wypełniony. Źródła pozorne są większe i bardzie j namacalne. To ostatnie jest zasługą dopełnienia niższego środka. Niski bas wciąż jest raczej wycofany i nie do końca tak dobrze kontrolowany jak w odtwarzaczu odniesienia. Ponieważ jednak nie ma go dużo - a mowa o zakresie poniżej 60 Hz - nie powinien przeszkadzać. To, co wyżej jest z zupełnie innej bajki.
    Nie wchodząc w dzielenie włosa na czworo, co jest zwykle przydatne, trzeba powiedzieć, że ten dźwięk "żyje". I, przysięgam, słuchając kolejnych nagrań, a potem całych płyt, także w wysokiej rozdzielczości, często miałem gęsią skórkę i odbierałem podobny komunikat, jak przy odsłuchu płyt winylowych. Nie, to nie jest tożsame z nimi granie, ale głębia dźwięku, jego pełnia, dobre nasycenie i świetna dynamika powodowały, że grana obok, z odtwarzacza CD za zbliżone pieniądze, płyta CD wydawała się płytka, nudna, martwa. To nie do końca prawda, płyta CD na dobrym urządzeniu może zagrać obłędnie, jednak Vaughan pokazywał coś jeszcze, właśnie z materiałem hi-res.
    A to dzięki temu, że znakomicie różnicuje nagrania, pokazując ich nastrój, sposób realizacji, detale. Bez wiwisekcji. Powiedziałbym nawet, że z wejściem USB dźwięk wydaje się ciepły! Oczywiście tylko wydaje się, słychać, że wysoka góra jest dość mocno do przodu, ale spokój i opanowanie "materiału" w środku pasma dają taki właśnie efekt.
    Tak, wysoka góra jest wyraźnie pokazana, co słychać było też wcześniej. Ponieważ nie dotyczy to zakresu szczególnie drażliwego, tj. tam, gdzie mamy sybilanty, nie wpływa to na przyjemność odsłuchu. I jedynie z najbardziej wymagającym materiałem, jak np. z głosem Davida Sylviana, czy Dietricha Fischer-Dieskau wyraźniejszą górę słychać było pośrednio, przez utwardzenie litery 't'. Z wszystkim innymi odbierzemy ją jako mocniejszą aurę wokół instrumentów, wyraźniejszy szum tła (powietrza, wnętrza).
    Nie to jest jednak ważne. Najistotniejszym komunikatem tego testu jest to, że dźwięk odtwarzany z komputera może być fantastyczny. Zaczynając test od grania płyt z transportu CD nie bardzo mogłem się w tym odnaleźć. Nie dlatego, że było źle, ale dlatego, że z wystawy Audio Show 2012 zapamiętałem nieco inny dźwięk, o innych atrybutach. Teraz już wiem, co mnie wtedy ujęło, a także, że udało się to przez granie muzyki w czasie wystawy z komputera, który był nieco ukryty po prawej stronie, za kolumną. No bo, jak pogodzić widok pięknych, ostentacyjnie old-skulowych, szerokopasmowych kolumn Bodnar Audio z komputerem? Godzi je tylko dźwięk, wciągający, wypełniający przestrzeń między głośnikami dużym wolumenem. Jego charakter pozwala zapomnieć o mechanice odtworzenia i umożliwia skupienie się na muzyce.

    Wzmacniacz słuchawkowy

    Wszystkie materiały firmowe dotyczące Vaughana opisują go jako przetwornik cyfrowo-analogowy 384 kHz/32 bity. Nie ma tam miejsca na coś, co jest jego istotną funkcjonalną składową - wzmacniacza słuchawkowego. Rozkręcając urządzenie dowiedziałem się, że nie jest to nieznaczący dodatek, a pełnoprawny, oparty na tranzystorach wyjściowych układ na osobnej, sporej płytce. Jedynym elementem łączącym go bezpośrednio z układem jest cyfrowa regulacja siły głosu.
    Dlatego też z podszedłem do testu tej sekcji z zaciekawieniem. I słychać, że to porządne urządzenie. O bardzo czystym i dynamicznym dźwięku. Choć brakowało mi w nim wypełnienia basu i środka pasma. Dlatego moje poszukiwania słuchawek koncentrowały się wokół AKG K701 oraz HiFiMAN HE-300. Choć to z Sennheiserami HD800 walory, których mówię słychać było najlepiej, jak również naprawdę dobrze wyrównane pasmo przenoszenia, najszybciej ujawniły też słabość układu - brak niskiego, mięsistego basu i wycieniowanie środka pasma.
    To nie jest układ równoważny z doskonałym "dakiem" Vaughana. Podobnie jak przedwzmacniacz, czyli regulacja siły głosu tego urządzenia, traktowałbym go jako przydatną, ale jednak - opcję.

    Podsumowanie

    Przygotowując produkt mający być flagowcem, firmy starają się zawrzeć w nim całą swoją wiedzę, doświadczenie. Stawiają w ten sposób swoją reputację na jedną kartę. Bo jeśli okaże się, że coś jest nie do końca tak, jak to sobie odbiorcy wyobrażali, jeśli dźwięk nie spełnia ich oczekiwań, wówczas nie pomoże tłumaczenie, że znają się na niedrogich produktach, a high-end, to tylko tak, dla zabawy. To coś może zniszczyć wizerunek firmy. Parę razy widziałem, jak to się kończy - wypadnięciem z rynku.
    Będąc już po odsłuchach DAC-a Vaughan, znając jego techniczne założenia i to, jak zostały zrealizowane nie mogę się powstrzymać zapisania od takiej konkluzji: ci ludzie wiedzą, co to jest plik wysokiej rozdzielczości, doskonale potrafią opanować wejście USB. Choć bowiem nie słyszałem tego urządzenia w jego szczytowej formie, tj. z plikami 32-bitowymi i z częstotliwością próbkowania 384 kHz (żadne z urządzeń, które mam w domu nie potrafi wysłać takiego sygnału, choć mam trochę nagrań DXD), to jednak nawet to, co słychać z nim w systemie z plikami ze zripowanych płyt CD jest zastanawiająco dobre. Jest znacząco lepsze niż to, co słychać z wejścia RCA, z transportu CD czy ze średniej klasy odtwarzaczy plików audio. Niezależnie, czy gramy z nich ripy 44,1/16, czy 192/24. I dopiero NW-T Ayona, z buforowanym lampą wyjściem pokazał coś podobnego do tego, co słyszałem z wejścia USB.
    Spotkałem się z czymś takim tylko kilka razy w życiu, np. z "dakiem" Musica Ibuki Series Sekigahara Japan (czytaj TUTAJ), ale może dlatego doświadczenie tego typu jest tak poruszające. Vaughan pokazuje, czym komputerowe audio może być, o ile jest dobrze zrobione. A może być zupełnie nowym doświadczeniem. Nieprzypadkowo Japończycy wariują za płytami gramofonami, odtwarzaczami Super Audio CD i właśnie za komputerowym audio, także w postaci stacjonarnych odtwarzaczy plików. A w ciągu lat obcowania z wytworami ich rąk nauczyłem się, że nie można lekceważyć nawet najdziwaczniejszego ich pomysłu, bo prędzej czy później dojrzeję na tyle, że zrozumiem, o co w nim chodzi. Ludzie w M2TECH zrozumieli to chyba znacznie szybciej niż inni - USB to brama do zupełnie nowego świata, a oni ją tylko szeroko otworzyli.

    BUDOWA

    Vaughan to przetwornik cyfrowo-analogowy włoskiej firmy M2TECH. Jego integralną częścią jest też, czyniąca z niego potencjalny przedwzmacniacz, cyfrowa regulacja siły głosu oraz wzmacniacz słuchawkowy.
    Urządzenie jest bardzo duże, większe nawet niż odtwarzacz SACD Marka Levinsona No.512, którego zastąpił na platformie antywibracyjnej Acoustic Revive RAF-48H. Obudowę wykonano z grubych płyt aluminiowych.
    Front uformowano w charakterystyczny dla tego producenta sposób, tj. bardzo duży (brawa!) wyświetlacz dot-matrix w kolorze czerwonym zakryto, wygiętą, perforowaną blachą. Z boku jest duża, chromowana gałka siły głosu, gniazdo słuchawkowe fi 6,35 mm, a po drugiej stronie dwa przyciski. Jednym uaktywniamy menu, gałka służy wówczas do poruszania się po nim, a drugim wychodzimy z menu lub przechodzimy w tryb standby. Jeśli chcemy całkowicie odłączyć urządzenie od sieci możemy to zrobić mechanicznym wyłącznikiem, ulokowanym tuż obok gniazda sieciowego IEC na tylnej ściance. Wyświetlacz możemy przyciemnić w sześciu krokach lub przejść na tryb automatyczny. Wskazania pojawiają się wówczas tylko jeśli coś zmienimy w ustawieniach, np. ruszymy gałką siły głosu. Myślę, że powinny się zapalać na nieco dłużej. Na wyświetlaczu pokazywane jest wybrane wejście oraz częstotliwość próbkowania sygnału wejściowego. Ruszając gałką siły głosu odczytamy aktualny poziom - w dB lub względny. Po wejściu do menu możemy także zobaczyć stopień naładowania baterii, balans między kanałami, fazę absolutną. Zabrakło tylko podania długości słowa (16 lub 24 bity).
    Tył zapchany jest wejściami cyfrowymi - ostatecznie mamy do dyspozycji aż 12 wejść: 1 x USB B, 1 x I2S RJ45, 2 x S/PDIF RCA, 2 x S/PDIF 75 Ω BNC, 2 x AES/EBU XLR, 2 x Toslink, 2 x ST. Poza Toslinikiem (24/96 kHz) wszystkie przyjmują sygnał do 192 kHz i 24 bitów. Można je zastosować także w połączeniu dwukablowym - to rozwiązanie stosowane np. przez dCS i Chorda. Możemy wówczas przesłać sygnał aż do 384 kHz (Toslink - 192 kHz). Inaczej jest z wejściami I2S oraz USB. Obydwa akceptują sygnał do 32 bitów i 384 kHz za pośrednictwem jednego kabla. Jeśli zajdzie taka potrzeba, możemy przetwornik taktować zewnętrznym zegarem wzorcowym, przez wejście BNC. Gniazdo I2S jest galwanicznie odseparowane od układu. Zresztą, także przy pozostałych wejściach widać transformatory dopasowujące. Wyjścia analogowe są w postaci zbalansowanych XLR-ów (hot=2) oraz gniazd RCM. Wszystkie połączenia wyglądają na bardzo solidne.

    Vaughan to polaczenie kilku urządzeń M2TECH w jednej obudowie. Nie jest to jednak "składak" - wszystkie układy zostały zaprojektowane i wykonane specjalnie do tego projektu.
    Pośrodku, bez układów elektronicznych dookoła (dobrze!), w perforowanej, metalowej klatce umieszczono zasilacz impulsowy. Jego częścią jest też filtr sieciowy, dbający o to, aby zakłócenia wysokoczęstotliwościowe nie wydostawały się na zewnątrz, do sieci. Mogłyby bowiem wpływać niekorzystanie na układy zasilające pozostałych urządzeń w systemie. Zasilacz ten nie jest jednak podłączony do układu - nigdy się z nim nie "komunikuje". To jedynie ładowarka do, umieszczonej obok, baterii LiPo. Wszystko jest tu bowiem zasilane bateryjnie.
    Główny układ zmontowano na jednej, dużej płytce drukowanej. Dolne wejścia są wlutowane bezpośrednio do niej, zaś górne otrzymały płytkę pomocniczą. Używałbym więc tych pierwszych, tak dla pewności... Sygnał biegnie w następujący sposób: z buforowanych wejść trafia do cyfrowych układów odbiorczych Burr Brown DIX 41921. Następnie przesyłany jest do potężnego układu DSP Xilinx Spartan-6, w którym zaimplementowano, napisane samodzielnie, układ upsamplingu oraz filtry cyfrowe. Wygląda na to, że to tam jest także cyfrowa regulacja siły głosu. Jak czytamy w materiałach firmowych, sygnał wejściowy obrabiany jest z 64-bitową dokładnością, nie ma więc obaw o zmniejszenie jego rozdzielczości. I dopiero wtedy dochodzimy do właściwej konwersji D/A. Pracuje w niej aż osiem stereofonicznych "daków" Burr Brown PCM1975, po cztery kości, a więc osiem przetworników na kanał. Rozwiązanie to stosowane jest z powodzeniem przez wiele firm, np. Accuphase i T+A. Pozwala bowiem zminimalizować błędy kwantyzacyjne i drastycznie zmniejszyć szumy i zniekształcenia. Tutaj oparto je jednak na własnym pomyśle, w którym każdy DAC pracuje z przesunięciem fazowym i dopiero ich suma pozwala odzyskać pierwotny sygnał. Ciekawe jest to, że postarano się tę aranżację wykorzystać od maksimum. Układy nie są po prostu ze sobą połączone. Każdy z nich jest kompletnym, stereofonicznym układem, wraz z sekcją analogową, tj. konwersją I-U. Przy wyjściu, we wzmocnieniu i buforowaniu znajdziemy układy IT OPA2211. Całość zmontowana jest powierzchniowo, z dobrymi elementami biernymi (np. kondensatory polipropylenowe Wima) i przypomina to, co znamy z Younga. Tyle, że w zwielokrotnionej postaci.
    Wzmacniacz słuchawkowy zmontowano na osobnej płytce, przykręconej do tylnej ścianki. Na wejściu mamy poczwórny układ scalony Analog Devices AD8674, a na wyjściu po parze tranzystorów, pracujących w układzie push-pull. Tranzystory przykręcone są do aluminiowej płytki, a ta do tylnej ścianki.
    Warto wspomnieć o pięknie wyglądających układach taktujących, po jednym dla każdej rodziny 44,1 oraz 48 kHz), o układzie DSP przy wejściu USB, w którym zaimplementowano asynchroniczny odbiornik 32/384.

    Dane techniczne (wg producenta)

    Wejścia i wyjścia:
    Cyfrowe: 1 x USB B, 1 x I2S RJ45, 2 x S/PDIF RCA, 2 x S/PDIF 75 Ω BNC, 2 x AES/EBU XLR, 2 x Toslink, 2 x ST, 1 x zewnętrzny zegar 75 Ω BNC
    Analogowe: 2 x RCA, 2 x XLR, 1 x 6,35 mm (słuchawki)
    Częstotliwości próbkowania:
    44,1 kHz, 48 kHz, 88,2 kHz, 96 kHz, 176,4 kHz, 192 kHz, 352,8 kHz, 384 kHz
    Rozdzielczość:16 do 32 bitów
    Napięcie wyjściowe: 2,7 V rms (RCA), 5,4 V rms (XLR), 6,5 V rms (słuchawki)
    Impedancja wyjściowa: 600 Ω (XLR), 0,5 Ω (RCA), 10 Ω (słuchawki)
    THD + N: -114 dB (1 kHz, 20 Hz-20 kHz)
    SNR: 128 dB (1 kHz, 20 Hz-20 kHz)
    Wymiary: 45(d) x 9(h) x 45(w) cm
    Waga: 10 kg
    Zasilanie akumulatorowe:
    Praca na baterii - 4 godziny
    Ładowanie baterii - 4 godziny
    Wytrzymałość baterii: 3000 cykli

    Dystrybucja w Polsce
    GFmod Audio Research

    Okulickiego 53/34 | 42-218 Częstochowa | Polska
    tel.: 510-44-99-90 | e-mail: gradofan@gfmod.pl

    Strona internetowa: www.gfmod.pl

    ReklamaAdvertising



    System odniesienia

    • odtwarzacz CD: Ancient Audio Lektor AIR V-edition (test TUTAJ)
    • przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio Sensor Prelude IC (test TUTAJ)
    • przedwzmacniacz: Polaris III [Signature Version] + zasilacz AC Regenerator, (wersja z klasycznym zasilaczem, test TUTAJ)
    • końcówka mocy: Soulution 710
    • wzmacniacz zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version (recenzja TUTAJ)
    • kolumny: Harbeth M40.1 Domestic (test TUTAJ)
    • podstawki pod kolumny: Acoustic Revive Custom Series Loudspeaker Stands
    • słuchawki: HiFiMan HE-6, Sennheiser HD800, AKG K701, Ultrasone PROLine 2500, Beyerdynamic DT-990 Pro, wersja 600 Ω
      (recenzje TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ)
    • interkonekty: CD-przedwzmacniacz: Acrolink Mexcel 7N-DA6300, artykuł TUTAJ, przedwzmacniacz-końcówka mocy: Acrolink 8N-A2080III Evo
      (test TUTAJ)
    • kable głośnikowe: Tara Labs Omega Onyx
    • kable zasilające: Acrolink Mexcel 7N-PC9300 (wszystkie elementy, recenzja TUTAJ) | Harmonix X-DC350M2R Improved-Version (recenzja TUTAJ)
    • listwa sieciowa: Acoustic Revive RTP-4eu Ultimate
    • stolik SolidBase IV Custom; opis TUTAJ
    • pod odtwarzaczem podkładki Ceraball (artykuł TUTAJ)
    • platforma antyrezonansowa Acoustic Revive RAF-48 (pod odtwarzaczem CD, recenzja TUTAJ)
    • platforma Pro Audio Bono pod wzmacniaczem Leben CS300 [Custom Version] (recenzja TUTAJ)
    • wkładki gramofonowe: Miyajima Laboratory KANSUI (test TUTAJ), Miyajima Laboratory SHIBATA (test TUTAJ), Denon DL-103SA (test TUTAJ)