pl | en

FELIETON

Magia systemu: VERICTUM
COGITARI + DEMIURG + X Block + X Bulk

Producent: VERICTUM
Cena (w czasie testu): 178 900 zł

Kontakt:
ul. Roździeńskiego 11
41-306 Dąbrowa Górnicza | Polska

verictum.pl

MADE IN POLAND

Do testu dostarczyła firma: VERICTUM


ubimy czytać o sprzęcie audio. O muzyce oczywiście też, ale to produkty służące do jej słuchania zajmują nas przede wszystkim. Ostatecznie jesteśmy audiofilami. Przez lata przyzwyczailiśmy się, że nasze lektury to przede wszystkim testy produktów, rzadziej felietony, reportaże i wywiady. jest dla nas czymś normalnym, że testujemy poszczególne produkty i to na nich skupiamy uwagę.

Test – nasza radość

Dobrze przygotowany test wygląda w ten sposób, że prowadzący go dziennikarz dysponuje odpowiednio wysokiej klasy systemem referencyjnym (urządzeniami referencyjnymi), które dobrze zna. Zna ich brzmienie zarówno w tym konkretnym systemie, jak i we współpracy z wieloma innymi produktami. Pożądane jest, aby znał i rozumiał zasadę ich działania, wiedział, jak dane techniki korygują dźwięk i czego się po nich spodziewać. Test powinien być porównaniem, w którym punktem odniesienia jest nasz własny produkt danego typu, a w dalszej perspektywie dźwięk na żywo.

Na podstawie porównania powstaje opis brzmienia, który następnie trzeba zinterpretować, tj. spróbować zrozumieć co dane zmiany znaczą, co nam mówią o testowanym produkcie i jak te zmiany rozumieć w szerszym kontekście. na końcu następuje ocena, czyli przyłożenie wniosków płynących z interpretacji do ceny urządzenia, produktów konkurencji i naszych własnych preferencji. Opis i jego interpretacja powinny być, o ile to możliwe, możliwie obiektywne. Z kolei ocena zawsze skażona jest naszym własnym, subiektywnym zdaniem.

Jeśli dziennikarz jest uczciwy, zaznaczy swoje preferencje, abyśmy wiedzieli, jak daną ocenę można przełożyć na „nasze”. Wprawdzie powinno się to robić już na etapie opisu i ew. interpretacji, ale w realnym świecie granice pomiędzy tymi elementami się zacierają, a my sami, tj. czytelnicy, mamy tendencję do chodzenia na skróty i poprzestajemy na konfrontacji naszych potrzeb z oceną końcowa, czyli esencją całego testu. W skrajnych przypadkach patrzymy tylko na ilość gwiazdek (jeśli dane pismo je przyznaje). To błąd, ale na tyle często spotykany, że aż trywialny.

Test – taka piękna iluzja…

Test produktu jest więc czymś w rodzaju wyjęcia jednego elementu układanki i wpięcie zamiast niego innego, będącego przedmiotem naszego zainteresowania. Jest więc swego rodzaju świadomym oszukiwaniem siebie samego. Proszę na to popatrzeć w ten sposób: jeśli nasz system jest złożony tak, aby grał dobrze właśnie jako system, to zmiana jego dowolnego elementu zaburza jego równowagę. A z drugiej strony jest jeszcze testowany produkt, który pracuje w zupełnie sobie obcym środowisku, wyjęty ze swojego własnego systemu, z którym był projektowany od grania.

Jak mówię, przyzwyczailiśmy się do tego i milcząco aprobujemy ten sposób działania. Wyrzucamy poza nawias rozumowania i nie uwzględniamy we wnioskach. Inaczej nie powstałby bowiem żaden test. Już wyjaśniam dlaczego. System odniesienia (referencyjny) jest jedyną stałą, którą znamy. Nawet dźwięk instrumentów na żywo jest tylko przybliżeniem do tego, co jest na płycie. Można sobie oczywiście wyobrazić sytuację, w której otrzymujemy do testu kompletny system w którym znajduje się interesujący nas produkt. Tego typu odsłuch dalej nie powiedziałby nam jednak nić o tym produkcie, a co najwyżej o całym systemie. A przecież, powtórzmy, interesuje nas opis i ocena pracy konkretnego urządzenia (kolumn, kabli etc.).

Jeśli mamy wystarczająco bogatą wyobraźnię możemy oczywiście pójść dalej i pomyśleć o sytuacji, w której otrzymujemy kompletny system i testujemy dane urządzenie w tym systemie, a następnie w systemie odniesienia. I dalej – w kolejnym kroku dopasowujemy testowany produkt do innych systemów, które można by polecić czytelnikom. Ale będzie to jedynie ćwiczenie z wyobraźni, nic takiego się w rzeczywistości nie wydarzy.

A to ze względu na koszty, jakie musiałby ponieść producent/dystrybutor chcący przeprowadzić taki test, a to ze względu na czas, jaki trzeba by takiemu testowi poświęcić, a to wreszcie na poważną wadę, wpisaną w to rozumowanie – żeby test był naprawdę kompletny trzeba by przesłuchać interesujący nas produkt z wieloma różnymi systemami, w których mógłby ew. pracować. Co, realnie patrząc, jest w naszej rzeczywistości zupełnie niewykonalne.

System: Verictum

Ale wiemy już parę rzeczy. Przede wszystkim: nie ma kompletnego opisu brzmienia, jedynie cząstkowe. Test jest tylko przybliżeniem i próbą, a nie spełnieniem. A mimo to przyjmujemy taki test z dobrodziejstwem inwentarza i w większości przypadków takie podejście się sprawdza.

Żeby nie być jednak gołosłownym i pokazać o co w tym wszystkim chodzi chciałbym zaproponować państwu test kompletnego systemu firmy Verictum. Przygotowaliśmy go wspólnie z panami Markiem Stajndorem, oraz Pawłem Czubrytem. Planowaliśmy go od dawna, ale może i dobrze się stało, że doszło do niego dopiero teraz, ponieważ w tym czasie firma Furutech wymieniła swoje topowe wtyki na nowe, I-E50 NCF (R) oraz FI-50 NCF (R), wykonane z materiału Nano Crystal² Formula (NCF). To jedna z ważniejszych zmian w dziedzinie zasilania i to od wielu lat – wystarczy powiedzieć, że momentalnie zaczęły z tych wtyków korzystać takie firmy jak Verictum, Siltech, Acoustic Revive i inne (więcej TUTAJ).

W skład systemu weszły produkty, które już wcześniej w „High Fidelity” testowaliśmy, ale zawsze osobno:

  • listwa sieciowa COGITARI; cena: 22 800 zł/szt.,
  • kable sieciowe DEMIURG (x 4 ); 34 000 zł/szt.,
  • pasywny filtr masy X BULK (x 3); cena: 4200 zł/szt.,
  • pasywny filtr RFI X BLOCK (x 3); cena: 2500 zł/szt.

Ponieważ kable Demiurg wyposażone są w pasywny filtr, przed odsłuchem powinny być wpięte do systemu przez kilka dni. Okablowałem więc nimi cały system referencyjny, wpinając je do listwy sieciowej Acoustic Revive RTP-4eu Ultimate, a listwę sieciową do gniazdka ściennego Furutech z dedykowaną linią idącą do oddzielnego bezpiecznika firmy HPC.

Test wyglądał więc w następujący sposób. Przed wymianą kabli przesłuchałem kilka płyt, powtórzyłem to po wpięciu kabli do systemu, a następnie po kolejnym dniu. W dniu właściwego testu przesłuchaliśmy w trójkę system referencyjny HF zasilany kablami Demiurg. Następnie wymieniliśmy listwę Acoustic Revive na Cogitari i ponownie wysłuchaliśmy tych samych nagrań, po czym wpięliśmy do listwy dedykowany jej filtr X Bulk. Kolejnym krokiem było podłączenie kolejnych dwóch filtrów – jednego do odtwarzacza CD Ancient Audio Lektor AIR V-edition, a drugiego do zasilacza przedwzmacniacza Ayon Audio Spheris III. Na koniec położyliśmy filtry X Bulk na przedwzmacniaczu, jego zasilaczu oraz na końcówce mocy Soulution 710.

Po każdej wymianie siadaliśmy przy stole i dyskutowaliśmy nad zmianami, które zaszły. A były one niemałe. Po zakończeniu testu podsumowaliśmy go, a na drugi dzień, już sam, przesłuchałem te same utwory już bez produktów Verictum w systemie. Z ciekawostek dodam, że X Blocki wypróbowaliśmy także w nietypowy sposób, kładąc na nie płyty CD. Proszę spróbować samemu, efekty są porównywalne z tym, co otrzymujemy dzięki demagnetyzerowi Acoustic Revive RD-3.

Uczestnicy: MAREK STAJNDOR & PAWEŁ CZUBRYT (Verictum), WOJCIECH PACUŁA („High Fidelity”)

WOJCIECH PACUŁA: …no właśnie, gdzie robicie obudowy, wyglądają naprawdę dobrze…
VERICTUM: Nasz stolarnia ma z nimi sporo pracy. To musi być maszyna, która pracuje niezwykle precyzyjnie i bardzo powoli. Drewno merbau jest bardzo twarde i kruche, np. obudowy X Blocka są wycinane z litych bloków, a po wydrążeniu ścianki są dość cienkie, napis jest wykonywany na CNC – to naprawdę pracochłonne. Z szukaniem odpowiedniego warsztatu było jak zwykle – zgłosił się do nas człowiek, który powiedział, że to zrobi, i że nie będzie z tym żadnego problemu. Czekam dwa tygodnie, a on się nie odzywa. Dzwonię, a on mówi, że już jedną część zrobił, ale że ma inne zlecenia i nie ma teraz czasu. Po miesiącu zadzwoniłem i pan zrezygnowanym głosem mówi, że niestety nic z tego nie będzie, bo to wszystko się mu rozlatuje… Takich podejść do tematu innych stolarni było kilka, zakończonych podobnym niepowodzeniem.

A jak wygląda dochodzenie do dźwięku o który wam chodzi?
Nasze produkty oprócz unikalnych aspektów technicznych i procedur pomiarowych związanych z wykorzystywanymi technologiami są drobiazgowo „strojone”. Podczas procesu powstawania produktu wybieramy rozwiązania technologiczne wykorzystywane w przemyśle lub/oraz opracowania współpracujących z nami naukowców. W tym miejscu należy podkreślić, że rozwiązania technologiczne dla przemysłu itp. w 99% w audio się nie sprawdzają. Te technologie najczęściej degradują dźwięk. Dlatego tylko ich umiejętne dostosowanie i zaadoptowanie przez nas do audio daje pożądane rezultaty. Jest to bardzo delikatny i trudny proces zważywszy na nacisk jaki kładziemy na żmudne dopracowanie produktów.

Zwracamy również uwagę na najdrobniejsze szczegóły przy powstawaniu naszych produktów, kabli, filtrów etc. Każdy szczegół budowy produktu jest ważnym elementem składającym się na finalny dźwięk. Złożoność i ilość zjawisk występujących w audio wykracza daleko dalej niż książkowa wiedza inżynierska, dlatego współpracujemy z uznanymi i wybitnymi naukowcami, którzy zajmują się interesującymi nas zjawiskami i mają w tej dziedzinie duże osiągnięcia jak np. patenty.

Musimy podkreślić, że ścieżka produkcji przemysłowej, a więc masowej, co oznacza taśmowo-maszynowej, uniemożliwia dopracowanie produktów na najwyższym poziomie drobiazgowości potrzebnym do strojenia na każdym z etapów produkcji. Tylko ręczna produkcja pozwala na niestandardowe i unikatowe rozwiązania, dzięki którym uzyskujemy interesujące nas właściwości soniczne. Dlatego najbliżej nam do podejścia do budowy produktów japońskich małych lecz kultowych firm audiofilskich jak wytwórnia Pana Sakumy czy też Audio Tekne.

Jeśli chodzi o weryfikację i strojenie naszych produktów, odbywa się w 5 – 6 zróżnicowanych systemach, Wielogodzinne odsłuchy prowadzimy w kilkuosobowych gremiach, gościnnie uczestniczą w nich również zawodowi muzycy, którzy odsłuchują także swój materiał muzyczny. Tego typu spotkania są dla nas podstawą, gdyż otrzymujemy obiektywną i kompletną ocenę wpływu naszych produktów na dźwięk.

Wykorzystujemy systemy odsłuchowe tylko już dopracowane, przejrzyste i zrównoważone tonalnie, w których kolumny nie limitują poszczególnych fragmentów pasma, zwłaszcza góry, gdzie bardzo dużo się dzieje. W większości tym systemom towarzyszy profesjonalnie przygotowana adaptacja akustyczna, co pozwala usłyszeć nam znowu jak najwięcej podczas drobiazgowego dopracowywania, dostrajania produktów. Systemy te wykorzystują sprzęt lampowy, tranzystorowy uznanych firm światowych i rodzimych. Chcemy, aby użytkownicy naszych produktów mieli pewność, że zadbaliśmy o najdrobniejsze szczegóły dźwięku, dlatego nawet jeśli na obecnym etapie rozwoju swojego systemu nie są w stanie usłyszeć pełni możliwości naszych produktów, to tym bardziej nie zawiodą się na nich później, kiedy znajdą się na dużo wyższym poziomie zaawansowania w audio.

Nasze produkty mają za zadanie doprowadzić do dźwięku możliwie najbardziej zbliżonego do tego, jaki słyszymy w filharmonii na koncertach. Dlatego obcujemy regularnie z muzyką na żywo na koncertach w Filharmonii Śląskiej, znakomicie przygotowanej akustycznie sali NOSPR-u, czy też w Operze Śląskiej w Bytomiu, ale nie tylko tam. Dzięki takim koncertom mamy wiedzę o tym, jak powinny brzmieć poszczególne instrumenty, głosy i które składowe barwy są powtarzalne bez względu na akustykę sali koncertowej, a które ulegają modyfikacjom. To daje nam aktualne odniesienie jak może i powinna zabrzmieć muzyka klasyczna w systemie audio.

Muzyka klasyczna na żywo to głosy i instrumenty w czystej formie pozbawionej pośrednictwa wszelkiego rodzaju nagłośnienia. Repertuar klasyczny jest najtrudniejszym repertuarem do odtworzenia przez system audio, gdyż orkiestra to skomplikowane i ogromne pod względem ilości instrumentarium o niesamowitym zróżnicowaniu, bogactwie barw i harmonicznych. Do tego dochodzi nieprawdopodobna mikrodynamika i dynamika, jaka towarzyszy koncertom. Dla każdego systemu audio wyzwaniem jest odtworzenie tak dużego natłoku informacji tworzącego jednocześnie spójny spektakl artystyczny.

Dlatego muzyka klasyczna jest repertuarem obowiązkowym i podstawowym przy wszelkich testach i strojeniu naszych produktów. Podczas odsłuchów korzystamy z dobrze znanego nam repertuaru na płytach CD, który jest odpowiednio zrealizowany i możliwe najbliższy temu, co słyszymy na żywo w filharmonii. Muzyka, którą wykorzystujemy została również zweryfikowana w wielu systemach audio.

Nie twierdzimy, że w domowym zaciszu można usłyszeć orkiestrę symfoniczną 1:1, ale możemy się bardzo zbliżyć jeśli chodzi o barwę, mikrodynamikę, zróżnicowanie, technikę gry, separację, a co ważniejsze, wrażenie, że muzycy są w pokoju, „rozmawiają” ze sobą poprzez muzykę i wywołują w nas niepowtarzalne emocje grając określony repertuar. Oczywiście wykorzystujemy również inny repertuar, ale traktujemy go jako pomocniczy, a nie decydujący.

Taka jest w skrócie ścieżka, jaką zmierzamy przy powstawaniu naszych produktów. Jest to droga wymagająca dużo wiedzy, pietyzmu, cierpliwości i czasu, dlatego stworzenie i strojenie nowego produktu trwa bardzo długo, dzięki temu jesteśmy pewni, że klient otrzymuje od nas bezkompromisowy produkt!

Kiedy zmieniliśmy listwę Acoustic Revive na waszą, zmieniło się bardzo dużo…
No tak. Przede wszystkim dźwięk się oderwał od kolumn i stał się przyjemniejszy, mniej mechaniczny. Znamy tę japońską listwę i naszym zdaniem gra ona w bardzo dokładny sposób, precyzyjny, ale nieco mechanicznie. Nasza listwa dodała do wszystkiego dużo środka. Dźwięk był z nią bardziej wyrafinowany i wieloplanowy oraz bardziej rozdzielczy, a przede wszystkim płynny, „muzykalny”, cokolwiek to znaczy. Dla nas zmiana była duża i jednoznacznie na plus. To jest taki dźwięk, o który nam chodzi.

Słyszeliśmy to samo i nie sposób się z wami nie zgodzić, to był wyrafinowany, znakomicie płynny dźwięk, który rzeczywiście całkowicie oderwał się od kolumn, mimo że akurat u mnie dźwięk nigdy nie wydawał się z nimi związany… Ale listwa dała jeszcze coś ekstra – poczucie obcowania z czymś rzeczywistym, bliskim. Ale żeby nie udawać, powiedzmy też, że nie wszystko zmieniło się na plus, prawda?
Tak, to prawda. W porównaniu z listwą Acoustic Revive nasza listwa bez podłączonego X Bulka ma akcent położony na średnicę, przynajmniej w stosunku do skrajów pasma. Dół pasma nie był tak dobrze różnicowany. Akcent dynamiczny, tempo, zejście – to wszystko było z japońską listwą mocniej zaznaczone i lepsze.

A potem do listwy podłączyliśmy filtr X Bulk Gold i…
I wszystko się zmieniło. Ale nas to nie dziwi, ponieważ listwa została zaprojektowana i była odsłuchiwana z Bulkiem Gold. Nie jest to więc przypadkowy efekt.

Wszystko się wypełniło, nagle różnicowanie i akcentowanie zrobiły się wyraźniejsze. Bas, który nie był wcześniej zbyt kontrolowany, teraz się zdyscyplinował i zróżnicował. To wciąż było charakterystyczne granie, nieco miękkie, ale teraz niczego mi w tym nie brakowało.
No tak, pojawiła się większa głębia i dźwięk oderwał się od kolumn. Chyba wszyscy, jak tu siedzimy nie lubimy grania „w kolumnach”. Z Bulkiem słychać było efekt głębi, odejścia, ale bez nadnaturalnych efektów. Zwracamy duża uwagę na adaptację akustyczną pomieszczeń i w takich pomieszczeniach stroimy, w takich warunkach wpływ X Bulka idzie jeszcze dalej.

A co się zmieniło, kiedy podłączyliśmy dodatkowe Bulki? Powiedzmy, że jeden podłączyliśmy do masy odtwarzacza CD, a drugi do obudowy zasilacza przedwzmacniacza.
I znowu – dużo większa separacja, lepszy balans tonalny, efekt „przetarcia szyby”. Wyeliminowanie zakłóceń powoduje przede wszystkim pojawienie się trójwymiarowych brył instrumentów i „obecność” muzyków w pokoju.

Ale nie jest tak, że efekt dodania Bulków był trochę inny niż po zmianie listwy, zgadzacie się panowie ze mną? Chodzi mi o to, że budując ten system, bazując na zmianach, które dała listwa, idziemy teraz w nieco innym kierunku, jakbyśmy wypełniali pola pozostawione przez listwę. Listwa zmieniła przede wszystkim barwę, na cieplejszą, i sposób budowania brył, na bardziej naturalny, miękki. Mam wrażenie, że dodanie Bulków zróżnicowało ten dźwięk.
No tak, dokładnie tak – Bulki zawsze robią to samo, nie tylko z naszą listwą. X Bulki nie mają swojej barwy, gdyż bezwzględnie nie są żadnym korektorem, tylko i aż filtrem, dlatego pogłębiają to, co zastają w systemie. Jeśli podłączymy Bulki w systemie, który ma problem z suchością, nie ma w nim wypełnienia, jest ostra krawędź, to Bulk pójdzie w tym kierunku. Obniżenie szumu tła wydobywa z dźwięku jego cechy charakterystyczne. Są systemy, w których to „przetarcie szyby” ujawnia jego problemy, co uważamy jest bardzo pożądane w kontekście świadomego rozwoju systemu. Jeśli widzimy lepiej i umiemy wykorzystać tą wiedzę, możemy wykonać kolejny krok do przodu, prawda? Natomiast w systemach, które są zrównoważone, jak u pana, dzieje się coś zupełnie innego. Dźwięk idzie w głębię, pojawia się więcej informacji o barwie.

I przestaje być ta barwa słodką barwą, prawda?
Tak, tak, dokładnie tak jest!

Sama listwa powodowała, że system jest dosładzany. Są takie systemy, w których trzeba coś zrobić ze zbytnią mechanicznością i tam wasza listwa będzie idealna, ale sama, bez Bulków. One, mając jakąś barwę potrafią coś z niej zrobić; jeśli nie mają barwy, to nic z tego nie będzie.
Bulki oczyszczają dźwięk z naleciałości - „otoczki” zakłóceń pozostawiając to, co jest w nim kluczowe i wartościowe. Jeśli system nie będzie miał barwy, to taki pozostanie. Jeśli będzie nasycony i „kolorowy”, to Bulki spowodują, że zostanie to uwydatnione. Listwa sama z siebie poprawia, ale nie wchodzi w niekomfortowe szczegóły.

Tak, taki zresztą był nasz cel – uwolnić potencjał systemów od ograniczeń. Powiedzmy sobie szczerze, że niewiele jest systemów tak dobrze nasyconych i dociążonych, jak ten tutaj, z Harbethami, które pięknie schodzą na basie, zwłaszcza z kompletem Demiurgów. Zazwyczaj mówimy o zbyt suchym dźwięku, zbyt lekkim, za mało kolorowym. Tego typu systemy mają kontur, a listwa dodaje fizjologii, barw. Nie eksponując nadmiernie skrajów pasma działa plastycznie i jest dobrze odbierana.

Blocki robią jeszcze coś innego – kiedy postawiliśmy je na urządzeniach otrzymaliśmy…
…inny dźwięk. Bywa, że działanie Blocka, czyli filtra stawianego na urządzeniach, jest mocniejsze niż Bulka, tj. filtra masy, podpinanego do urządzenia.

I takie właśnie odniosłem wrażenie: dodanie Bulka do listwy sieciowej było bardzo wyraźne i jednoznaczne, dodanie dwóch kolejnych Bulków było klarowne, wszystko szło w dobrą stronę, ale efekt nie był tak spektakularny, jak z pierwszym Bulkiem. Z kolei Blocki zadziałały bardzo mocno. Dlaczego?
A to dlatego, że właśnie Blocki są uzupełnieniem X Bulków w walce z zakłóceniami, X Bulki „ściągną” zakłócenia z masy urządzeń, ale to nie wszystko, bo dopiero X Blocki pokazują, jak mocno sieją zakłóceniami wszystkie zasilacze i to niezależnie od tego, o jakim urządzeniu mówimy, bo słuchaliśmy ich i min. na Kondo, i na urządzeniach tranzystorowych z najwyższej półki, typu Krell, Vitus, Gryphon itp. i efekt zawsze jest ten sam. Zależy to od wielkości transformatora, jego mocy, jak urządzenia wpływają na siebie nawzajem itp. Ważna jest np. odległość Blocka od zasilacza – powyżej 15 cm jego działanie praktycznie przestaje być wyczuwalne, to po prostu fizyka.

Przy dużych wzmacniaczach jest inaczej – tam zasilacze są potężniejsze i wydajniejsze, tym samym poziom emitowanych zakłóceń jest naturalnie dużo większy, tak że Block działa nawet z większej odległości. Zbiera bowiem zakłócenia nie tylko w wiązce, ale jak antena. Stąd też ważny jest wybór drewna na jego obudowę – nie możemy go ekranować. Podobnie jest zresztą z listwą – jej obudowa jest drewniana, a nie metalowa nie ze względów estetycznych – drewno nie wpływa na pracę filtra, który jest w środku. Uważamy, że pola indukowane wewnątrz urządzeń, w tym w listwie, jeśli są ekranowane, są bardzo trudne do stłumienia.

Pamiętam, jak magazyn „Stereophile” zaczął kiedyś, lata temu, odkręcać obudowy i badać, jak to wpływa na dźwięk. Badano nawet to, jak wpływa na dźwięk zmiana naprężeń przy dokręcaniu śrub z różną siłą – to, co teraz robi Luxman. Wydawało mi się to wówczas bezsensowne. Jak się po latach okazało, to wszystko wpływa na dźwięk i sami teraz z tych doświadczeń korzystamy.

I teraz: Blocki, tak to przynajmniej słyszę, „uwolniły” dźwięk. Mimo że u mnie dźwięk nie jest „w” kolumnach. A jednak Blocki jeszcze bardziej go uwolniły.
Z Blockami dźwięk wyszedł do nas, otoczył nas bardziej niż bez nich. Zmieniła się lokalizacja słuchacza względem wykonawców. Nawet siedząc z boku, czyli z niepełną stereofonią, słyszeliśmy z Blockami większą przestrzeń, byliśmy bardziej „w” niej niż „przed” nią.

Ale to by sugerowało dość zaskakujący wniosek, że problem ze stereofonią to nie jest tylko, ani nawet przede wszystkim, problem kolumn, ale problem urządzeń, czy nie tak?
Rzeczywiście, zwróciliśmy na to uwagę w czasie projektowania Blocków. Były takie odsłuchy, że wpięcie całego zestawu Verictum całkowicie zmieniało akustykę. A mieliśmy takie systemy, w których właściciele twierdzili, że mają problem z akustyką pomieszczenia, z którą nie mogą sobie poradzić. Np. że bas się wzbudza. Zaaplikowaliśmy system i nagle wszystko znikało, prostowało się, jakby wszystko z akustyką było w porządku.

Co dalej? W którym kierunku idzie praca takiej firmy, jak wasza, kiedy macie dopracowany system? Chodzi o ciągłe poprawki, czy to są skoki?
Jeśli chodzi o filtrację, to uważamy, że nasze produkty są już dopracowane i nie ma sensu wprowadzać dużych zmian, przynajmniej na dzisiaj, natomiast wprowadziliśmy pewne udoskonalenia, np. w X Bulkach. Dokonaliśmy korekty kabli sieciowych Demiurg, ponieważ zmieniły się wtyki Furutecha i trzeba było kabel „przestroić”. Pracujemy od kilku miesięcy nad kolejnym bezkompromisowym kablem sieciowym opartym na naszych autorskich przewodnikach miedzianych. Mamy już w ofercie top high-endową listwę Gnosis, ale chcielibyśmy zrobić pośredni model o innym charakterze, który lokowałby się pomiędzy nią i Cogitari. I dopełnimy ofertę kablami sieciowymi wykonanymi z innych materiałów niż Demiurg, co wpłynie na ich cenę.

Ale to ciągle są te same technologie, które już macie wypracowane?
Tak podobne, to będą kable z filtrem, tyle że tym razem zastosujemy inne materiały przewodnika, to nie będzie już srebrno-złoty kabel. Znowu wykorzystujemy wypracowaną przez nas pod ten przewodnik metalurgię i dobieramy optymalną w czasie obróbkę kriogeniczną, są to elementy podstawowe i kluczowe, aby zapewnić mu jak najlepsze walory dźwiękowe. Kabel będzie miał również specjalnie dla niego przygotowany filtr. Chcemy też dopełnić ofertę standardowymi łączówkami, jak interkonekty, i kable głośnikowe.

A jest coś nowego, co panów zainteresowało i z czego moglibyście zrobić użytek? Bo bądźmy szczerzy – ważna jest myśl, wykonanie jest wtórne, choć oczywiście ważne.
W dziedzinie EMI/RFI cały czas współpracujemy z naukowcami, ale w tej chwili nie chcemy mówić o naszych nowych pracach, gdyż są ciągle na etapie badań i prób.

Będąc przy uczelniach, chciałbym zadać pytanie o to, skąd bierze się technologia stosowana do redukcji zakłóceń i jak można to pomierzyć, tj. jak udowodnić, że to po prostu technika, a nie wmawianie głupot „ciemnemu ludowi”, który i tak to „kupi”?
Badania nad redukcją zakłóceń EMI/RFI odbywają się i na uczelniach, i w przemyśle, chociaż przemysł i nauka robią to inaczej. Mają inne założenia, a co za tym idzie inny jest kierunek badań. My korzystamy z jednego i drugiego, wybierając to, co jest dla nas najodpowiedniejsze. Skupiamy się przy tym na pasywnych sposobach redukcji zakłóceń, ale trzeba wiedzieć, że bardzo rozbudowanym działem jest redukcja aktywa. Uważamy jednak, że do zastosowań audio jest ona nieprzydatna, robi więcej złego niż dobrego. Nasze próby zastosowania rozwiązań aktywnych potwierdziły ten problem. A jednak w przemyśle się sprawdza. Ich wpływ jest na tyle silny, że zamiast poprawić coś tłumi, moduluje brzmienie w tak mocny sposób, że to jest dla nas nie do przyjęcia.

Czy jest szansa, żeby to, co robimy w audio udało się ująć w jakąś porządkującą myśl, zebrać w spójny system wyjaśniający zachodzące zjawiska w sposób naukowy, techniczny? Pytam, ponieważ wielu inżynierów nie zadało sobie trudu wypróbowania pewnych rozwiązań, z góry zakładając, że „to nie ma prawa działać”.
Dałoby się to zrobić, gdyby naukowcy zajęli się perfekcjonistycznym audio. Niestety tego nie robią, zajmują się przemysłem, czyli zupełnie innymi zakłóceniami, także dlatego, że tam są pieniądze, dotacje itd. To, co my robimy to przeniesienie tych badań do działki audio, ale przy znacznej ich modyfikacji. Umiejętne wykorzystanie ich przez nas często zaskakuje samych naukowców, zwłaszcza kiedy słyszą efekty, których żadne pomiary już nie opisują. Rozwiązania stosowane w przemyśle nie nadają się wprost do audio, trzeba je zaadaptować.

Może trzeba by zachęcić doktorantów, którzy są audiofilami, do zajęcia się tym tematem? Może po prostu brakuje nam firm audio, które byłyby w stanie finansować takie prace?
To ciekawy pomysł, bo i dziedzina ciekawa, ale jakoś trudno nam to sobie wyobrazić. Wymagałoby to udziału jednocześnie specjalistów ze zbyt wielu odległych od siebie dziedzin i musieliby być również wszyscy zaawansowanymi audiofilami.

Czepiam się tego tematu, ponieważ bardzo trudno wytłumaczyć ludziom z zewnątrz dlaczego „to” działa. Obracamy się ciągle w granicach audiofilizmu, podczas kiedy potrzebna nam jakaś teoria „unifikująca”.
To oczywiście nie są czary, u nas to zwykła zamiana dwóch rodzajów energii. Ale w szczegółach się to komplikuje. Brakuje nam czegoś takiego, co mają m.in. Japończycy – oni wychodzą od podstaw „twardej” inżynierii, z którą łączą element odsłuchu, a więc i dźwięku. Słyszą i doceniają możliwości wpływu typu produktów na dźwięk i stosują je oczywiście w swoich systemach. Poza Japonią i częścią Azji rzecz ma się inaczej. Większość ludzi nie rozumie tego, co się dzieje w dźwięku i z czego to wynika. A przecież nawet po wstępnej analizie dostępnych materiałów można dojść do wniosku, że pewne działania muszą nieść pozytywną zmianę.

Do tego dochodzi problem patentów i tajemnicy wojskowej. Z tego, co się zorientowaliśmy wszystkie najważniejsze opracowania dotyczące eliminacji szumów są najpierw wdrażane w wojsku, a dopiero potem „przeciekają” do cywila, zawsze po wielu, wielu latach. Stosuje się je w okrętach podwodnych malowanych specjalnymi farbami, do pokryć samolotów, „wytłumiania i wyciszania” w zakresie budowy obiektów dowodzenia, Data Center itp. Tego typu rozwiązań się nie publikuje Ale też jest wiele rzeczy dostępnych, które są przez inżynierów pomijane. I w tych materiałach można znaleźć wiele twardej wiedzy.

Czyli na razie nie ma co liczyć na przełom?
Absolutnie nie! Tym bardziej, że jeśli ktoś wydaje duże pieniądze na urządzenie, to liczy na to, że ma ‘samograj”, skończony produkt. Rzeczywistość jest jednak inna, to dopiero punkt wyjścia, element większego systemu.

A dlaczego nie można by tych rozwiązań wprowadzić w gotowych urządzeniach?
Oczywiście, że można by to zrobić, ale trzeba by współpracować z taką firmą od samego początku, tj. od projektu obudowy, która musi się różnić od standardowej. Trzeba by ten dźwięk zestroić. Spotkaliśmy się z jednym z producentów, ale nic z tego nie wyszło. Dlatego ciągle jesteśmy skazani na dodatki. Musimy składać system.

Dobrze się składa, że panowie o tym wspominają, bo przecież spotkaliśmy się po to, aby zobaczyć, jak działa pełny system, nie jego poszczególne składniki. Nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli powiem, że dopiero całość przyniosła skok jakościowy – system zasilający Verictum, czyli Demiurgi i listwa Cogitari oraz pasywne filtry X Bulk i X Block dały lepszy dźwięk niż mój system referencyjny. Każdy z komponentów daje ładny dźwięk, przynosi zmiany, ale dopiero teraz widać, że to część większego projektu.
Wszystkie elementy tej układanki są testowane u producenta i strojone tak, aby razem dawały jeszcze coś więcej niż osobno. I nie dotyczy to tylko naszego systemu, ale wszystkich innych. Klasyczne testy w pismach audio są więc mocno ułomne i umowne – pokazują wycinek tego założenia, obecnego zwłaszcza na najwyższym poziomie, wykluczającego drogę na skróty i kompromisy. Czasem się uda i pokaże to coś więcej, ale najczęściej po takim teście wiemy mniej niż przed nim. Wyjście elementu z kontekstu powoduje, że zazwyczaj gra on gorzej.

Jeślibym był klientem, to powinienem więc poprosić o zestawienie kompletnego systemu i jeśli mnie na niego nie będzie stać, wyjmowanie kolejnych elementów i sprawdzanie, który wnosi największą zmianę, dobrze myślę?
Dokładnie tak, należałoby sprawdzić, które elementy systemu są najbardziej skuteczne w moim systemie i skupić się na nich. Ale ze świadomością tego, w którym kierunku to idzie, gdzie można dojść. Niestety klienci nie są otwarci, dzielą sobie świat audio na poszczególne elementy i starają się złożyć swój system z jak najlepszych elementów „klocków”, zapominając, że to tak nie działa, bo przecież nie muszą one do siebie pasować. Może to wynikać właśnie z lat przyzwyczajania ludzi do testów, w których przyglądamy się jednemu elementowi udając, że nie ma wokół niego nic innego. A, pamiętajmy, że „gwiazdki” same nie grają.

Nie zwraca się uwagi na to, że wpięcie jednego nowego elementu jest działaniem w ramach tego systemu, które niekoniecznie się sprawdzi. Słuchacz często się nawet nie zastanawia, że ten nowy element to tak duża zmienna, że aby go w pełni wykorzystać i rozwinąć swój system w pożądanym kierunku trzeba by np. na nowo ustawić kolumny, inaczej je dogiąć, skorygować akustykę pomieszczenia, postawić sprzęt na innych podkładkach antywibracyjnych, wymienić inny element, który ma często negatywny i ograniczający wpływ itp. Bo często jest tak, że w jednym systemie coś gra, w innym zupełnie nie zagra.

To od czego zacząć składanie systemu?
Teoretycznie powinno się przynieść do domu pełen system. Co jest oczywiście trudne. Ale można zacząć od odsłuchu systemów przyjaciół i znajomych. Warto też chodzić na koncerty, np. do filharmonii, żeby „ustawić” sobie w głowie naturalny dźwięk – to bardzo ważna sprawa. Te dwie rzeczy powinny ustawić preferencje. A prawda jest taka, że każdego czeka droga prób i błędów. Jest to też nauka i trening naszego słuchu. Jeśli bowiem dostaniemy „gotowca”, nie zdamy sobie sprawę z tego, czego chcemy i jak możemy kształtować brzmienie.

Czyli brakuje czegoś w rodzaju „klubów” audiofilskich, w których można by się pobawić?
Tak, brakuje nam kultury tego typu, która jest rozwinięta np. w Japonii. Brakuje możliwości spotkania, porozmawiania z ludźmi, którzy już przeszli przez fazy „naporu”, w których bez sensu wydawali pieniądze.

Czyli, na koniec, można powiedzieć” zakładajmy kluby, tak?
Przede wszystkim słuchajmy!

Ale w grupie?
Tak, dokładnie tak: słuchajmy, słuchajmy i jeszcze raz słuchajmy, najlepiej w grupie!

Co dalej?

Rozumiecie państwo, co miałem na myśli pisząc o „systemie”? Daleka droga przed nami, abyśmy my, recenzenci, mogli słuchać całych systemów, a potem danych urządzeń w naszym systemie, ale warto wiedzieć, że tak to powinno wyglądać. Póki co zwracajmy więc uwagę na to, w z jakimi urządzeniami towarzyszącymi produkty są odsłuchiwane i spróbujmy sobie wyobrazić, jak modyfikują one dźwięk testowanego urządzenia (kolumn, kabli itp.). I czego chce od nich recenzent. Będziemy wówczas znacznie bliżej Prawdy, a o to nam przecież w audio chodzi.

VERICTUM w „High Fidelity”
  • TEST: Verictum COGITARI – listwa sieciowa
  • TEST: Verictum DEMIURG – kabel sieciowy AC
  • NAGRODA ROKU 2015: Verictum X Block – pasywny filtr EMI/RFI
  • TEST: Verictum X Block – pasywny filtr EMI/RFI
  • TEST: Verictum X Bulk – filtr masy

    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl