pl | en

No. 152 Grudzień 2016

I. ROZWIĄZANIE KONKURSU PYLON AUDIO EMERALD HIGH FIDELITY
II. COPY CONTROL DISC, CZYLI antyFORMAT

I. ROZWIĄZANIE KONKURSU PYLON AUDIO EMERALD HIGH FIDELITY

olumny Pylon Audio Emerald Touched by High Fidelity powstały w wyniku współpracy inżynierów Pylon Audio i piszącym te słowa. Myślę, że wyszły nam naprawdę dobrze i ze udało mi się za ich pomocą zaprezentować zestaw cech, które cenię w dźwięku. Można się było o tym przekonać chociażby podczas odsłuchu w krakowskim salonie Audiotrendt, kiedy to wraz z przybyłymi gośćmi miałem okazję posłuchać trochę, wybranej przeze mnie, muzyki (więcej TUTAJ). Spotkanie okazało się na tyle udane, że jest duże prawdopodobieństwo kolejnych, w innych miastach Polski. Proszę być czujnym i śledzić łamy „High Fidelity” :)

W tekście, w którym opisaliśmy historię powstania tej wersji modelu Emerald zapowiedzieliśmy również konkurs, w którym można by takie kolumny wygrać (więcej TUTAJ). Wystarczyło zrobić sobie kilka zdjęć z okładkami „High Fidelity”, zaprezentowanymi w czasie wystawy Audio Video Show 2016 i rezultat sesji wysłać do naszej redakcji. Osobiście wyselekcjonowałem kilka najciekawszych prac i wysłałem do firmy Pylon Audio, gdzie panowie mieli ostatecznie zdecydować o wygranej.

A nagrodę w postaci kolumn Pylon Audio Emerald Touched by High Fidelity, za „dążenie do prawdy za wszelką cenę pomimo przeciwności” otrzymuje pan:

Jarek Wykrętowicz

W mailu, w którym otrzymaliśmy zdjęcia czytamy:

Bardzo się cieszę, że zorganizowaliście Państwo w ramach AVS taki konkurs. Dodał on do i tak wciągającej wystawy, pewien pierwiastek rywalizacji, sprawił, że coroczna bieganina po pokojach hotelowych stała się ciekawsza i pozwoliła na rozglądanie się wokół, a nie tylko skupienie na 'zawartości' pokoi odsłuchowych. Szczególnie dało się to zauważyć na terenie SN, gdzie przestrzenie były znacznie większe niż w hotelowych korytarzach.

Nie obyło się oczywiście bez pewnych 'trudności' w odnalezieniu konkursowych plansz. Baner z okładki HF nr 6 przedstawiający kable Tara Labs powinien znajdować się przed pokojem firmy Audio System, niestety w piątek niedługo po otwarciu nie udało mi się go znaleźć. Rozmawiając z pracownikami firmy też niczego się nie dowiedziałem. Dopiero 'interwencja' u p. Sobolewskiego, właściciela Audio System sprawiła, że plansza pojawiła się i można ją było sfotografować.

Tyle szczęścia nie miałem z banerem z numeru marcowego, który powinien znajdować się przy stoisku firmy Voice na SN. Nie było go ani na terenie Stadionu, ani w hotelu Sobieski, gdzie Voice również miała swoją salę. W niedzielę po godz. 14:00 postanowiłem interweniować u p. Milana Webera. Początkowo nie bardzo wiedział o co chodzi z konkursem, ale ostatecznie przypomniał sobie i z rozbrajającą szczerością 'Zbója Madeja' stwierdził, że rzeczywiście ma jakiś baner w samochodzie, ale jest już zbyt późno, aby go umieścić. Aby nie odejść z pustymi rękami, postanowiłem sfotografować się na tle oryginalnego baneru firmy Chord, który potraktowałem jako foto 'zastępcze'. Zapewne nie będzie to wliczane do konkursu, ale chciałem zachować ciągłość mojego hasła umieszczonego na załączonych zdjęciach :)

Jeszcze raz dziękuję za sympatyczny konkurs i mam nadzieję, że oglądanie zdjęć sprawi Panu tyle samo przyjemności, co mnie ich wykonanie.

Gratulujemy z całego serca i mamy nadzieję, że będzie to wyposażenie systemu na lata. Wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie serdecznie dziękujemy! Prace, zarówno nagrodzoną serię, jak i inne, które również nam się bardzo podobały, można będzie znaleźć w dziale News.

II. COPY CONTROL DISC,
CZYLI antyFORMAT

Premiera, która miała miejsce 17 sierpnia 1982 roku w Langenhagen, fabryce PolyGram, zmieniła świat muzyczny na zawsze. Zaprezentowano wówczas płytę Compact Disc (Compact Disc Digital Audio, CD-DA), wynik wspólnej pracy koncernów Philips i Sony. Prowadzone od 1978 roku prace dały w efekcie 120 mm krążek z polikarbonatu pokrytego aluminium, na którym w cyfrowy sposób zakodowano sygnał muzyczny o długości do 74 minut (później zwiększony do 80 minut). Pierwszą płytą wydaną na Zachodzie była Visitors grupy ABBA, a w Polsce Chopin-Tausig-Wieniawski (Wifon WCD 001, 1988).

Wersja specjalna płyty Annie Lennox, Bare, wydana przez firmę BMG UK & Ireland

W przeciwieństwie do materiału analogowego kopiowanie materiału cyfrowego okazało się stosunkowo łatwe i wprowadzenie na rynek  taśm DAT (Digital Audio Tape, 1987), a rok później płyt CD-R (Compact Disc-Recordable) przyprawiło o zawał serca wielu menadżerów zarządzających wytwórniami. Oto bowiem w prosty sposób można było skopiować dysk CD i otrzymać – jak wówczas uważano – jego perfekcyjny odpowiednik, ale za znacznie mniejsze pieniądze.

Copy Control

Od dnia „zero” trwały więc prace nad utrudnieniem tego procederu. Pierwsze magnetofony DAT nie miały częstotliwości próbkowania 44,1, a jedynie 32 i 48 kHz (nota bene ta ostatnia wartość stała się później studyjnym standardem, stąd częstotliwości próbkowania 96 i 192 kHz). Szybko jednak z tych ograniczeń zrezygnowano i postawiono na bardziej nowoczesne rozwiązanie, tzw. Digital Rights Management (DRM). Chodziło o to, że użytkownik DAT-a mógł wykonać kopię z płyty CD, jednak z takiej taśmy kolejnej kopii już się wykonać nie dało. Sytuacja ta została prawnie unormowana w 1992 roku przez The Audio Home Recording Act (AHRA).

Utrudniane było również kopiowanie na płyty CD-R. Osobno opracowywane były systemy przeciwdziałające klonowaniu płyt z oprogramowaniem komputerowym, a osobno z muzyką. Te ostatnie rozwijane były równolegle przez różne koncerny, np. EMI Group, Universal, Sony BMG Music Entertainment i inne. Pamiętam oficjalne ogłoszenie jednego z najbardziej znanych zabezpieczeń tego typu, ponieważ podawany był przez pisma branżowe jako istotny news – zagadnienie o ogólnej nazwie Copy Control było w owym czasie ważnym elementem dyskusji.

Wydana przez polski oddział firmy EMI Group, Pomaton EMI, płyta Myslovitz Skalary Mieczyki Neonki. Improwizacje - psychodelia, improwizacja, piosenki, czyli płyta, którą trzeba mieć

Intencje były dobre, chodziło przecież o zabezpieczenie praw autorskich wytwórni i artystów. Życie poszło jednak w inną stronę i bardzo szybko w odpowiedzi na te zabezpieczenia powstały algorytmy, które bez problemu pozwalały kopiować płyty, np. w programie Nero. Firmy, które wydały ciężkie pieniądze na zabezpieczanie płyt zostały z niczym.

Cactus Data Shield 

Firma odpowiedzialna za najbardziej chyba znany sposób zabezpieczania płyt CD pochodzi z Izraela. Midbar Technologies, obecnie należący do Macrovision, opracowało system zabezpieczeń znany jako Cactus Data Shield (CDS). Jestem pewien, że państwo znają tę firmę, nawet o tym nie wiedząc – w latach 2001 – 2006 EMI Group i Sony na wybranych rynkach (Europa, Kanada, USA, Australia) wydawały płyty opatrzone charakterystycznym logo – literką „C” wpisaną w okrąg. Na płytach nadrukowano lub naklejano ostrzeżenia mówiące o tym, że płyty te w niektórych odtwarzaczach CD i napędach komputerowych mogą nie zostać odtworzone. Pierwszym krążkiem, który został w ten sposób zabezpieczony było White Lilies Island Natalii Imbruglii z listopada 2001 roku.

Logo Copy Control firmy Cactus data Shield umieszczone na płycie Myslovitz zastępuje logo Compact Disc

CDS było bowiem techniką mocno inwazyjną. Ingerowała w odtwarzanie płyt na dwa sposoby: Erroneous Disc Navigation oraz Data Corruption. Pierwszy z nich polegał na niewłaściwym indeksowaniu utworów, a także na dodaniu do płyty CD sesji z danymi komputerowymi, które oszukiwały napęd komputerowy i nie pozwalały mu wystartować, a jeśli wystartował powodowały kompresję sygnału.

Nie to było jednak najgorsze. Znacznie poważniejsze było modyfikowanie samego sygnału audio (Data Corruption). Wprowadzane celowo zniekształcenia skutkowały tym, że transport CD musiał interpolować utracone dane, pogarszając w ten sposób dźwięk. W wielu przypadkach sygnał był tak zniekształcony, że w głośnikach było słychać przerwy i stuki. Modyfikacja zawartości była tak duża, że dyski nie spełniały już założeń zawartych w tzw. Red Book, czyli wytycznych dla standardu Compact Disc. Firma Philips zabroniła więc umieszczania na dyskach CCD (Copy Control Disc) loga CD i nazywania ich płytami Compact Disc. Znajdziemy na nich co najwyżej skrót ‘CD’.

Płyta Anji Garbarek Briefly Shaking wydana przez oddział firmy EMI Group, EMI Music Norway

EMI Group nie była jedynym wydawcą stosującą zabezpieczenia, dla przykładu powiedzmy, że firma Sony Music kodowała wydawane przez siebie krążki za pomocą programu Key2Audio (np: Shakira, Laundry Service). W USA Universal Music Group w latach 2001-2002 wydało kilka soundtracków, ale szybko z tego pomysłu zrezygnowała. W Europie zabezpieczała płyty nieco dłużej i wśród nich warto wymienić Greatest Hits Red Hot Chili Peppers.

Przekleństwa poprawności

Muszę powiedzieć, że doskonale rozumiem wydawców, którzy nie chcieli dopuścić, aby dżin wydostał się z butelki. Z perspektywy czasu widać, że były to próby skazane na niepowodzenie, ale wówczas nikt jeszcze nie wiedział, że płyta Compact Disc jest tylko formą przejściową, ostatnim wielkim fizycznym formatem audio. Punktem dojścia miały być pliki cyfrowe dystrybuowane przez sieć internetową i jakiekolwiek próby zapobieżenia ich kopiowania spełzną na niczym.

Krążek Briefly Shaking z widocznym ologo Copy Control; z boku widać ponowione logo i ostrzeżenie przed kopiowaniem

W efekcie tych działań pozostaliśmy jednak z wieloma płytami CD, które mają celowo zniekształcony dźwięk. A przecież w audio chodzi o coś dokładnie przeciwnego. Przypomnijmy sobie płyty XRCD, SHM-CD i Platinum SHM-CD, HQCD, Blu-spec CD, BSCD2 i najnowszy pomysł – Ultimate HQCD. We tych wszystkich przypadkach chodzi o jak najwierniejsze odczytanie niezniekształconego sygnału.

Mam w swojej kolekcji wiele płyt CCD i kilka z nich sprawia duże problemy. Największe kłopoty mam z krążkiem, który szczególnie lubię, tj. Skalary Mieczyki Neonki. Improwizacje grupy Myslovitz (Pomaton EMI 5601592, 2004). To płyta szczególna, znakomita muzycznie, na której znalazły się „psychodeliczne improwizacje” (za mat. firmowymi), zarejestrowane w lutym 2002 r., przy okazji sesji nagraniowej płyty Korova Milky Bar. Nagrano wówczas ponad 9 godzin muzyki (!), a na ten album wybrano blisko 70 minut (więcej TUTAJ). 

Singiel A Pain That I’m Used To grupy Depeche Mode – stojąca wersja sprzedawana była w sklepach, a leżąca wysyłana była do radiostacji; sprzedawana w sklepach jest zabezpieczona CDS, ta dla DJ-ów takiego zabezpieczenia nie miała

To jedna z płyt CCD, której odtworzenie sprawia transportom CD najwięcej problemów, ponieważ co jakiś czas słychać delikatne stuki. Brzmienie też nie jest najlepsze, ale mógłbym to przeżyć. Co ciekawe, odtwarzacze CD, w których zastosowano napędy CD-ROM lub DVD radzą sobie z nią lepiej. Rzecz w tym, że wysokiej klasy transporty CD mają tak ustawiony układ korekcji błędów, aby interpolowały jak najmniej danych, czyli aby jak najmniej zmieniały oryginalny sygnał. Przy tak mocno zniekształconym materiale, jak na CCD często się jednak poddają. Słabsze transporty, w których interpolacja musi być nastawiona na wartość maksymalną, mogą się w więc w takim porównaniu wydawać „lepsze”. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie.

Chociaż napędy CD różnie reagują na płyty CCD, różne są też same płyty, da się wskazać na kilka elementów brzmienia, które je wszystkie łączą. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałam debiut Norah Jones pt. Come Away With Me, oczywiście w zabezpieczonej wersji. Dopóki nie usłyszałem jej tłoczenia sprowadzonego z Tajwanu wydawało mi się, że wszystko jest pięknie. I zapewne nie byłem w tym osamotniony, ponieważ nad jakością dźwięku rozpływały się pisma i zwykli melomani. A przecież na tej płycie było o tyle więcej muzyki!

Krążek A Pain That I’m Used To z widocznym logo CDS

Wersja CCD brzmiała jaśniej i miała słabo definiowaną górę. Problemem było też małe nasycenie wokalu. Największym problemem była jednak definicja obrazu muzycznego, m.in. sceny i lokalizacji instrumentów. Niewiele też można było powiedzieć o bryle instrumentów, które miały zniekształconą fakturę. Ciekawe, ale niskie częstotliwości wydają się najmniej „skorodowane”, co świetnie słychać na płycie Briefly Shaking Anji Garbarek (EMI Music Norway AS86080226, 2005). Córka Jana Garbarka nagrała płytę z muzyką elektroniczną, na której mamy niezwykle niskie i mocne zejścia basu. Zakres ten jest dobrze kontrolowany i „kolorowy”.

Być może chodziło jednak o specyficzną muzykę, bo już album Bare Annie Lennox (BMG UK & Ireland 6522472, 2003) jest trudny do wysłuchania. Atakuje nas rozjaśnieniami i ostrą górą. Słuchając go ma się wrażenie, jakby się było zirytowanym. To tego typu dźwięk, który wprawia nas w drżączkę, nawet nie wiadomo dlaczego. Męczy i dołuje. Proszę spróbować wysłuchać go pod tym kątem, a będą państwo wiedzieli, dlaczego koncerny inwestują we wspomniane wyżej techniki (XRCD itd.). Płyty tego typu brzmią bowiem dokładnie odwrotnie od krążków CCD, tj. gładko, ciepło, gęsto, wyraziście.

To oczywisty przypadek, ale kiedy pisałem ten artykuł dotarł do mnie grudniowy numer magazynu „Stereophile”, gdzie we wstępniaku Robert Schryer powołuje się na neurologa Daniela J. Levitina i jego książkę This is Your Brain on Music. The Science of a Human Obsession (Plume/Penguin 2007). Pan Levitin mówi redaktorowi „Stereophile’a” wprost:

Moja intuicja jest taka: systemy audio o wyższej jakości dźwięku dają w rezultacie lepsze rezultaty zdrowotne, ponieważ słuchacze nie są rozpraszani przez zniekształcenia i inne, degradujące dźwięk, artefakty.

Robert Schryer, Take Two Grateful Deads and Call Me in the Morning, „Stereophile” 2016, December, Vol. 39 No. 12, s. 3

A to, na zasadzie odwrócenia, bezpośrednio potwierdzałoby z kolei moją intuicję, którą miałem od lat, że zniekształcony dźwięk płyt CCD prowadzi do irytacji i bólu głowy.

Historia lubi się powtarzać

Trzeba przypomnieć, że na początku rewolucji cyfrowej 2.0, tj. w czasie, kiedy wytwórnie zaczęły oficjalnie sprzedawać pliki z muzyką, chciały wprowadzenia systemu Digital Rights Management, aby można było wykonać tylko jedną kopię z takiego pliku. Miał to zapewnić „ukryty” znak wodny i zabezpieczenia, które teoretycznie nie wpływały na jakość dźwięku. W rzeczywistości wpływały, podobnie jak wcześniej zabezpieczenia nałożone na płyty DVD-Audio (to dlatego większość z nich brzmi zdecydowanie poniżej oczekiwań). Na szczęście firmy się z tego pomysłu wycofały ze względu na trudności w przesyłaniu takich plików w domowej sieci między różnymi urządzeniami.

Różne typy ostrzeżeń nanoszonych na płyty Copy Control Disc, informujące o tym, ze nie wszystkie odtwarzacze CD i napędy komputerowe są w stanie je przeczytać; zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Depeche Mode A Pain That I’m Used To, Myslovitz Skalary Mieczyki Neonki. Improwizacje, Annie Lennox, Bare (tył), Annie Lennox, Bare, (przód)

We wrześniu 2006 roku wszystkie informacje o zabezpieczeniach przed kopiowaniem płyt CD zniknęły ze stron internetowych Macrovision, a w grudniu magazyn „Billboard” podał oficjalnie, że EMI Group zrezygnowała z zabezpieczenia krążków kodem Cactus Data Shield. Tak kończy się ta historia. Jedna z najbardziej destrukcyjnych dla dźwięku płyt CD technik odeszła do lamusa historii. Miejmy nadzieję, że na zawsze.

WOJCIECH PACUŁA
Redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

enjoythemusic linia positive-feedback linia hifistatement linia

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM