pl | en

No. 189 Styczeń 2020

Muzyka ze sklepu: ZAMKNIĘTE

ierwszy, naprawdę duży, sklep z płytami został otwarty w 1921 roku przez Edwarda Elgara w Londynie. Mieszczący się przy Oxford Street flagowy sklep His Master’s Voice był – jak pisze Bernd Jonkmanns, autor albumu Record Stores - największym sklepem tego typu na naszej planecie. Boom w branży muzycznej oraz szaleństwo muzyczne, związane z płytą LP, jakie ogarnęło ludzi w latach 50., spowodowały wysyp coraz większych, coraz bogatszych, ale i tych całkiem małych – sklepów płytowych. W Krótkim czasie widok płyty winylowej w witrynie sklepowej był czymś normalnym i powszechnym.

Ale były to nie tylko sklepy jako takie, choć to oczywiście był ich podstawowy cel istnienia, ale również miejsca spotkań ludzi o podobnych zainteresowaniach. Miejsca w których rodziły się kapele muzyczne i często równie szybko umierały. Miejsca, gdzie dochodziło do wymiany informacji, idei, gdzie miała miejsce edukacja – zarówno muzyczna, jak i po prostu kulturowa. Miejsca przyciągające jak magnes. Sklepy muzyczne były po prostu ośrodkami kultury.

Idea ta przetrwała pierwszą rewolucję cyfrową, czyli pojawienie się na rynku płyty cyfrowej Compact Disc. Po prostu płyty winylowe zastępowane były stopniowo przez plastikowe pudełka CD. Wszyscy zgadzają się co do tego, że wtyczkę z gniazdka wyjęła dopiero rewolucja cyfrowa 2.0, czyli pojawienie się w internecie plików muzycznych – najpierw pirackich, w postaci mp3, a potem kupowanych legalnie, również w wysokiej rozdzielczości. Proces przypieczętowany został przez sukces serwisów streamingowych – iTunes, Spotify i Tidal.

Record Stores, album zdjęciowy o którym wspomniałem, jak również inne publikacje, chociażby The Record Stoe Book duetu Rebecca Villaneda i Mike Spitz, opowiadają o świetności i schyłku tego typu miejsc. Bo, to chyba jasne, są one coraz rzadsze, coraz mniejsze i coraz częściej są przede wszystkim sklepami z używanymi płytami winylowymi. Sklepy płytowe w takim rozumieniu, z jakim zakładał je sir Elgar, znikają z „oblicza świata”.

W zeszłym roku również i Kraków stracił jedno ze swoich najważniejszych miejsc z muzyką – z ulicy Św. Tomasza 4 zniknął sklep MUSIC CORNER. Znałem go jeszcze z czasów, kiedy nie znajdował się na krakowskim Rynku, w potężnych salach Pasażu 13, nie mówiąc o ulicy Św. Tomasza.

Kupiłem tam wszystkie moje pierwsze płyty CD, w tym wiele z tych, których słucham do dzisiaj. Z czasem byłem jednak coraz rzadszym gościem i w końcu odwiedzałem go tylko raz w roku – z okazji Record Store Day.

Powód był prosty – niemal wszystkie płyty kupuję dzisiaj za pośrednictwem internetu. Nie dlatego, że są tańsze, a dlatego, że większość moich zakupów to specjalne wersje albumów, najczęściej z Japonii. Fakt pozostaje jednak faktem – kupuję w internecie. I właśnie przeniesienie się z zakupami ze świata realnego do wirtualnego (chyba tylko tacy starzy ludzie jak ja widzą to rozróżnienie, dla młodych ono nie istnieje) spowodowało zamknięcie Music Cornera. Tymczasowo ma on swoją siedzibę przy ulicy Juliusza Lea 20, ale – jak słychać – docelowo zostanie zamknięty na dobre.

I tak tracimy kolejne miejsce związane z kulturą. Wprawdzie zostaną z nami sekcje poświęcone wydawnictwom płytowym w sieciach typu EMPiK, Saturn itp. (i dobrze!), ale to są tylko dodatki do innego biznesu, nie są to miejsca kulturotwórcze. Tymczasem jedną z ważniejszych ról sklepów płytowych była edukacja. Dlatego szkoda, że rządzący miastami nie widzą w nich partnera, traktując je tak samo, jak każdego innego najemcę.

A przecież mogłoby to wyglądać inaczej. Gdyby przyznać, że sklep płytowy, księgarnia czy antykwariat są częścią tkanki kulturalnej miasta, powinny być traktowane na specjalnych zasadach. Mogłyby mieć, na przykład, szczególnie niskie czynsze i lokale w najlepszych miejscach w mieście. Mogłyby być promowane na równi z muzeami, a nawet koncertami.

Same sklepy musiałby zmienić podejście do biznesu, bo trzeba by było, aby stały się prawdziwym centrum kultury, z pokazami, prelekcjami, odsłuchami, minikoncertami, a może nawet sympozjami. Oznaczałoby to, że ich właściciele musieliby być również managerami kultury. Myślę jednak, że dałoby się to zrobić. Pod warunkiem, że istniałaby taka wola z obydwu stron. I wówczas mógłbym kupować płyty nie tylko w Japonii, ale kupowałbym je zapewne i na miejscu, w takim właśnie sklepie. A dla ludzi młodych byłoby to często pierwsze prawdziwe spotkanie z muzyką, nie tylko w postaci szumu dobiegającego z badziewnych słuchaweczek. Takie mam marzenie.

WOJCIECH PACUŁA | redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show