pl | en

No. 105 styczeń 2013

ROZMÓWKI XIII
Muzyczny remanent 2012

Przypisywany Frankowi Zappie aforyzm "pisać o muzyce, to jak tańczyć o architekturze" jest niezwykle nośny i, wydawałoby się, celny. Jak każdy dobry aforyzm. Poświadczany dodatkowo powagą autora wszedł na stałe do popkulturowego obiegu, stając się czymś w rodzaju odtrutki na to, co o piszą krytycy - nie tylko zresztą o muzyce.
Tego typu "epifanie" odbieram jednak nie jako coś ostatecznego, nieporuszonego. Pełnią, moim zdaniem, funkcję wytrychu, mającego wpuścić do dyskusji nieco świeżego powietrza. Ich efektowność pozwala na głębszy oddech, ale nic poza tym.
Zappa zwrócił w ten sposób uwagę na nieprzekładalność pewnych kategorii - w tym przypadku muzyki na literaturę. Trzeba jednak powiedzieć, że problem ten, i to w rozmaitych formach sztuki, jest sprawą nie tyle kontrowersyjną, jak chciałby Zappa, a raczej konwencją. Bo przecież, jednak, piszemy o malarstwie, o tańcu, winach, filmie, fotografii, architekturze i - tak, tak - muzyce. My, audiofile, piszemy też o dźwięku. Ostatecznie rzecz bowiem zasadza się nie na możliwości jako takiej, a na sprawności tego, kto dokonuje "przekładu" ["tłumaczenia"] (zob. Michał Libera, Kultura dźwięku. Teksty o muzyce nowoczesnej, Warszawa 2011, czytaj TUTAJ).
Jeślibyśmy założyli, że istnieje granica oddzielająca taniec od pisania, pisanie od malarstwa, jak również od muzyki, moglibyśmy o tym jedynie milczeć, bo przecież słowo to podstawa opisu i należy do zupełnie innej dziedziny sztuki. A przecież - o sztuce i mówimy, i piszemy. I chwała Bogu! Inaczej, jak sądzę, by wymarła. Jej siła wynika bowiem właśnie z tego, że poddaje się opisowi, krytyce.

Krytyka dotycząca dźwięku, czyli tego, jak muzyka jest odtwarzana przez urządzenia mechaniczne, jest jedną z dziedzin najsłabiej rozpoznanych i opisanych. Istnieją oczywiście pisma się w tym specjalizujące (patrz: Audiofil w czytelni, czyli magazyny audio), niektóre, jak brytyjskie "Hi-Fi News" mają grubo ponad 50 lat. Wciąż jednak postrzegane są raczej jako pisma hobbystyczne niż specjalistyczne. Mimo to próbujemy w nich przeskoczyć granicę pomiędzy tekstem i dźwiękiem. Także w tej chwili, w tym konkretnym miejscu.
Znakomita większość zawartości pism audio to opisy urządzeń służących do reprodukcji dźwięku. Ich uzupełnieniem są wywiady, reportaże, felietony - wszystkie jednak dotyczące tego samego - sprzętu. Równie ważną częścią pism hi-fi jest jednak informowanie o muzyce; niektórzy twierdzą wręcz, że najważniejszą. Bo, jak mówią, o to przecież w tym wszystkim chodzi - o jak najlepsze, najwierniejsze odtworzenie MUZYKI, przy zachowaniu takiej właśnie hierarchii.
I znowu - trudno z ich argumentacją dyskutować. Jak z aforyzmem, od którego zaczęliśmy. Jeśliby jednak spróbować pochylić się nad tym bardziej, okazałoby się, że choć muzyka jest w tym najważniejsza, to jednak dziedzina, w której się poruszamy, czyli "audiofilizm", "audio", "hi-fi", czy jak to tam nazwiemy, mówi o 'dźwięku', a nie o 'muzyce'. Nie mówię przy tym, że muzyka jest nieważna - wprost przeciwnie, doskonale rozumiem i doceniam to, że Steven R. Rochlin nazwał swoje pismo "Enjoy the Music.com" (wywiad TUTAJ). Z drugiej jednak strony równie dobrze, jeśli nie lepiej to, czym się zajmujemy oddaje tytuł "The Absolute Sound". Dlatego najlepiej, jak sądzę, skomplikowane stosunki między dźwiękiem i muzyką w pismach audio oddaje tytuł "Hi-Fi News & Record Review", pisma powstałego z inkorporacji, zajmującego się recenzjami płyt, skierowanego do melomanów magazynu "Record Review" przez, poświęcony zagadnieniom audio, magazyn "Hi-Fi News".

Remanent 2012

Każe dobre pismo audio ma więc dział poświęcony muzyce. Sposób, w jaki się o niej tam pisze różni się z magazynu na magazyn i rozciąga się od analiz muzykologicznych po czysty dźwięk, czyli sposób nagrania, realizacji, masteringu, remasteringu, wydania. W "High Fidelity" staramy się utrzymać między tymi skrajnościami równowagę. Z perspektywy czasu widzę jednak, że bliżej nam do tej drugiej opcji.
Niezależnie jednak od tego, jak piszemy, ważne jest ŻE piszemy.
I to jednak w 2012 roku zostało nieco zachwiane. Padliśmy bowiem ofiarą własnej popularności i wzrostu. Otrzymujemy mianowicie co miesiąc kilkadziesiąt propozycji testów, zarówno od polskich dystrybutorów, jak i wprost od producentów z całego świata. Tych ostatnich zresztą najwięcej. Ponieważ zaś nasze "moce przerobowe" są ograniczone, musimy najczęściej wybierać - albo test produktu, albo recenzja płyty. Te zajmują bowiem niewiele mniej (jeśli w ogóle) czasu niż opis brzmienia urządzenia. Dlatego też uzbierało się sporo krążków, które choć były przeznaczone do recenzji, zostały odłożone na półkę i słuchane dla przyjemności, albo przy okazji testów. Nigdy jednak nie powstała ich "regularna" recenzja, podobna do tych znajdujących się w dziale Muzyka.
Jeślibym widział jakieś światełko w tunelu, przeczuwał, że to się może zmienić, nie ruszałbym sprawy i po prostu robił swoje. Wygląda jednak na to, że lepiej (w tym sensie, że będziemy mieli więcej czasu) już nie będzie, że to już było. Jeślibym chciał, mógłbym ułożyć plan testów do grudnia 2013 roku, a i tak zostałoby sporo spraw niezałatwionych. Dlatego też chciałbym zaproponować państwu krótki remanent tego, co zamierzałem zrobić w 2012 roku, a co się nie udało. Nie będą to pełne recenzje, a jedynie kilka słów i ocena jakości dźwięku. Mam jednak nadzieję, że nawet tak skrótowe potraktowanie tematu okaże się dla czytających przydatne. Jeśli tak właśnie będzie - proszę mi o tym napisać. Proszę także o głosy tych, dla których to spłycenie jest nie do przyjęcia.

PETER GABRIEL

So. 25th Anniversary Deluxe Edition
Realworld 884108001400 PGBOX2


Choć 25. rocznica wydania multiplatynowego albumu So byłego wokalisty Genesis miała miejsce w roku 2011, jego "rocznicowa" edycja została wydana dopiero w roku 2012. Jak się okazuje, artysta nie zdążył ze wszystkim na czas, zajęty swoimi regularnymi projektami, w tym płytami Scratch My Back z roku 2010 oraz, wydaną rok później, New Blood.
Wersja "deluxe" o której mowa jest wyjątkowa. Składają się na nią cztery płyty CD, dwie DVD, dwa krążki winylowe oraz 60-stronicowa książka opowiadająca o powstaniu płyty. Całość zamknięta została w pięknym, białym boxie.
Na płytach CD znajdziemy nowy remaster płyty So, pierwotne wersje i wersje demo tych utworów (DNA), a na trzeciej i czwartej koncert z Aten z 1987 roku. Płyty DVD przynoszą ten sam koncert oraz film dokumentalny pokazujący kulisy powstania So. Na winylu dostajemy nowy, cyfrowy remaster płyty (taśma-matka cyfrowa 24/96), a na drugim, 45 rpm, alternatywną wersję Don't Give Up oraz dwa dodatkowe utwory - Courage i Sagrada. Dostajemy także kod, pozwalający ściągnąć album w wysokiej rozdzielczości (24/48) wraz z dodatkowymi utworami z drugiego winylu. Pięknie to wydane i dźwięk jest naprawdę dobry - bez rozjaśnień, z wyzszymi selektywnością i rozdzielczością. Dobrano też lepszy balans tonalny. Oryginał wydaje się znacznie bardziej jazgotliwy. Szkoda oczywiście, że płyty winylowe są nacięte z taśm cyfrowych, ale remaster dokonany został właśnie w tej domenie.
Czego zabrakło? Płyty DVD to przeszłość, powinniśmy dostać płyty Blu-ray, jak np. w nowym wydawnictwie Led Zeppelin Celebration Day. Wolałbym także otrzymać gustowny, ekskluzywny pendrajw USB z muzyką, podobnie jak to było ze specjalną wersją New Blood. Chętnie też posłuchałbym płyt DNA i Live in Athens 1987 w hi-res. I dostał jeszcze jakąś litografię. Poza tym jednak - jest bardzo dobrze.

OCENA
Jakość dźwięku: CD - 7/10 | LP - 7-8/10 | 24/48 - 8/10

BILL EVANS

Bill Evans Live At Art D'Lugoff's Top Of The Gate
Resonance Records, HLP-9012
"Limited Edition - Promo 104"


Wszystko zaczęło się od kupionej przeze mnie 10" płyty winylowej pod tym samym tytułem. Wydana na niebieskim winylu, limitowana edycja (1500 sztuk) okazała się wyborem zapowiadającym całą płytę, która została "Płytą miesiąca" magazynu "Stereophile" w lipcu 2012 (czytaj TUTAJ).
Historia tych nagrań jest niezwykła. Oto bowiem wydana została przez maleńką wytwórnię Resonance Records, prowadzoną przez George'a Klabina, realizatora dźwięku. I to on, 23 października 1968 roku, w wieku 22 lat zarejestrował ten materiał na stereofonicznym magnetofonie, z marszu, bez żadnej próby i przygotowań.
Efekt jest znakomity. To piękna, bardzo dobrze zarejestrowana muzyka. Dźwięk jest blisko nas, słychać, że mikrofony ustawione były blisko instrumentów. Dynamika jest bardzo wysoka, a rozdzielczość zaskakująca. Box wydany jest ładnie, płyty są dobrze nacięte, szum przesuwu jest bardzo niski. Myślę jednak, że wraz z winylem powinniśmy otrzymywać darmowy dostęp do materiału hi-res, albo nawet pendrajw USB.
Materiał został wydany na kilka sposobów. Ja otrzymałem wersję winylową, na którą składają się trzy krążki 45 rpm. Dostępna jest jednak również wersja 2 x LP + 2 CD oraz wysokiej rozdzielczości 24/44,1, którą znajdziemy w sklepie internetowym HDTracks.

OCENA
Jakość dźwięku: 9-10/10

DIARY OF DREAMS

The Anatomy of Silence
Accession Records, A 132


Mający swoją premierę 19 października 2012 roku krążek The Anatomy of Silence jest 11. albumem tej niemieckiej grupy. Zaliczana do tzw. dark wave, blisko skoligaconej z muzyką gotycką, tym razem zdecydowała się na album inny ni z poprzednie. Adrian Hates, lider DoD, jej założyciel, przy okazji także właściciel wytwórni Accession Records, postanowił nagrać jeszcze raz najważniejsze dla siebie utwory, tym razem w konwencji "unplugged". Na The Anatomy of Silence znajdziemy więc tylko bębny, fortepian, gitary akustyczne, wiolonczelę i kontrabas. I to działa. Choć jestem fanem grupy z okresu albumu One Of 18 Angels, pozostałem jej wierny do dziś. Nowa płyta niczego w jej wizerunku nie zmienia, pozwala dostrzec jednak potencjał tkwiący w tych utworach. To przyjemny dodatek, tym fajniejszy, że naprawdę nieźle nagrany - a z tym Hates ma zwykle spore problemy.

Wcześniej recenzowaliśmy:
Ego:X, czytaj TUTAJ
(if), czytaj TUTAJ

OCENA
Jakość dźwięku: 7/10

HEY

Do Rycerzy, do Szlachty, doo Mieszczan
Supersam Music, SM 02


Pierwszą, wydaną w wytwórni Supersam Music płytą był solowy album Nosowskiej 8 z 2011 roku. Piękna, świetnie zarejestrowana płyta dawała pojęcie o tym, w którym miejscu jest artystka. Nagrany z całym zespołem album Do Rycerzy, do Szlachty, doo Mieszczan wydaje się jej rozwinięciem, pomimo że oficjalne materiały mówią o tym, że powstawał dwa lata.
Niezależnie od tego, jaka była kolejność, to niesamowity materiał. Nowocześnie zaaranżowany, ze smakiem, nie jest muzakiem, a muzyczną i literacką pigułką. I nie ma znaczenia, że wokalistka nie do dziś uważa, że nie jest poetką. Nie dziwota, że nawet tak zblazowany gość, jak Kuba Wojewódzki niemal się do Katarzyny Nosowskiej modlił, zamiast ją przepytywać (patrz: Kuba Wojewódzki, odcinek 192, TUTAJ).
10. album Heya został nagrany w Sarnowej Górze w sześcioosobowym składzie - do grupy dołączył Marcin Zabrocki, kompozytor i multiinstrumentalista znany m.in. ze współpracy z grupami: Biff, Pogodno, Mordy.
Kompozytorem większość piosenek jest Paweł Krawczyk, którego wsparli: Katarzyna Nosowska, Marcin Zabrocki i Jacek Chrzanowski. Autorką tekstów, z wyjątkiem zamykającego album Z przyczyn technicznych, który napisała i zaśpiewała Gaba Kulka, jest Katarzyna Nosowska.

Dźwięk jest skupiony i wielowarstwowy. Ma głębię, o jaką trudno podejrzewać tak gęste granie. Dynamika jest raczej skompresowana, co nie przeszkadza jednak zabrzmieć poszczególnym instrumentom mocno i z wykopem. Wokal jest dość ciepły, nasycony. Nie ma ultymatywnej rozdzielczości nagrań Davida Sylviana (dla przykładu), nie sprawia jednak kłopotów w czasie słuchania. Słowa-klucze to: gęstość, pełnia. To z takim materiałem dobrze dobrane, wysmakowane systemy audio pokażą, do czego zostały stworzone - będziemy wciąż i na nowo odkrywali kolejne smaczki, których jest - jak na komercyjny materiał - zadziwiająco dużo. Najwyraźniej nagrał to ktoś naprawdę czujny.
Album został bardzo starannie wydany, co jest wyróżnikiem płyt tej grupy. To otwierane pudełeczko z książeczką i małym, takim jak w IKEI, ołówkiem, którym możemy wpisać swoje nazwisko - specjalnie po to na wewnętrznej stronie wieczka przybito "pieczątkę": "Ten egzemplarz należy do:.........". Płyta miała swoją premierę 6 listopada.

OCENA
Jakość dźwięku: 7-8/10

PIETER NOOTEN

Surround Us
Rocket Girl, rgirl85


Znany przede wszystkim jako kompozytor i klawiszowiec z trzech pierwszych płyt zespołu Clan of Xymox, jest Pieter Nooten kimś więcej. Wydana w 1987 roku, wraz z Michaelem Brookiem, płyta Sleeps With The Fishes dała mu pozycję równą macierzystemu zespołowi. Jak się wydaje, ten mieszkający obecnie w Londynie Duńczyk, nie uniósł tego ciężaru, ponieważ zamilkł na dwadzieścia lat. Dopiero w 2007 roku ukazała się jego druga solowa płyta Ourspace, a w 2011, po podpisaniu rok wcześniej kontraktu z wytwórnią Rocket Girl, Here Is Why.
Najnowszy album Surround Us został wydany 26 maja 2012. Biorąc pod uwagę wieloletnie milczenie artysty daje to pojęcie o jej zawartości - można powiedzieć, że to druga część dyptyku z Here Is Why. Obydwa albumy zostały nagrane w dość typowy dla obecnych czasów sposób, tj. w domu artysty, z wykorzystaniem tylko komputera Mac book pro. Jak się dowiadujemy z opisu, wszystkie ścieżki instrumentów powstały właśnie w tym komputerze, z wyjątkiem wiolonczeli, którą słyszymy w kilku utworach oraz wokali.
To niespieszna, kontemplacyjna muzyka - taka, jaką lubię. Wykorzystanie komputera jako jedynego "instrumentu", będącego także studiem nagraniowym to wyzwanie. Here Is Why nie brzmiało najlepiej, rozumiem ją jako wprawkę. Surround Us brzmi bowiem soczyściej, pełniej, z mocniej nasyconymi podzakresami. Lepsza jest też selektywność. To wciąż tylko pewne wyobrażenie o tym, jak mogłoby to brzmieć nagrane na analogu, jak genialna Sleeps With The Fishes, jednak wyobrażenie zaskakująco dobre.

OCENA
Jakość dźwięku: 6-7/10

"HIGH FIDELITY", CZY NIE "HIGH FIDELITY"?


Podobno naśladownictwo jest najwyższą formą uznania... Tak rozumiem to, co zrobiło greckie, ukazujące się od kilku lat (drukowane) pismo "High Fidelity". Najnowsze, 47. wydanie opatrzono bowiem okładką niemal identyczną z okładką pisma, które państwo czytacie, a która pojawiła się wraz z jego 96. numerem z czerwca 2012 roku. Proszę się im przyjrzeć i znaleźć 10 szczegółów, którym się różnią...
Autor naszej okładki, prowadzący firmę Piksel Studio, Bartosz Łuczak za pośrednictwem facebooka (http://www.facebook.com/HighFidelitymag) skontaktował się z naszymi greckimi kolegami. I co się okazało? Ano to, o czym napisałem na początku - przygotowująca greckie pismo od strony wizualnej pani grafik jest fanką naszych okładek, które uważa za "najlepsze w branży". Podobieństwo tłumaczyła wykorzystaniem tego samego, firmowego zdjęcia gramofonu AMG. Jak jednak wyjaśnić identyczną kolorystykę? Ułożenie napisów i inne detale? Cóż - na to nie da się sensownie odpowiedzieć. Jakby nie było - życzymy w greckiemu "High Fidelity" wszystkiego najlepszego!

KING CRIMSON

Larks' Tongues in Aspic
40th Anniversary Series
WHD Entertainment, Inc., IECP-20220/221


Można się tego było spodziewać - Steven Wilson, w innym życiu lider grupy Porcupine Tree, zremiksował, oryginalnie wydany 31 marca 1973 roku album Larks' Tongues in Aspic grupy King Crimson . To niezwykłe, jak wielkim zaufaniem obdarzył go Robert Fripp. Remaster to bowiem jedno, a remiks, a więc przygotowanie nowej wersji albumu, to drugie. Wilson dostał jednak carte blanche i przygotował nowe wersje wszystkich albumów Crimsonów.
Fripp zdaje się tym samym dążyć do doskonałości, ponieważ kolejne wersje albumów jego zespołu pojawiają się z regularnością zegara atomowego. I każda jest nieco inna niż poprzednia. Najciekawsze są oczywiście te, które ukazują się w Japonii, na płytach HQCD.
Wersja A.D.2012 jest jednak czymś zupełnie innym. To nowe spojrzenie na znany materiał, "pobłogosławione" przez Frippa, który widnieje zresztą, obok Stevena Wilsona jako autor remiksu i producent. Płyta dostępna jest w kilku wariantach: jako pojedyncza płyta HQCD, jako podwójny album HQCD + DVD-A (z materiałem hi-res) oraz jako podwójny album HQCD.
Z tą ostatnią, a taką kupiłem, na pierwszym dysku otrzymujemy nowy miks, wzbogacony o trzy alternatywne remiksy, a na drugim wersję sprzed dziesięciu lat, 30th Anniversary Edition zremasterowaną przez Simona Heywortha i Frippa w Chop-Em Out w lipcu 2000 roku.
Ich porównanie jest fascynujące. Pozostawiając artystyczną stronę zagadnienia na boku, trzeba powiedzieć, że sięgnięcie do wielościeżkowych taśm pozwoliło na znacznie lepsze oczyszczenie dźwięku. Nie chodzi zresztą o czystość jako taką, a o lepszy dźwięk - bardziej rozdzielczy, dający większą frajdę przy słuchaniu. Wersja "30th" brzmi przy nim jak trochę spatynowana, ale nie w dostojny, dobry sposób, a po prostu zgaszony.
Płyta została wydana w Japonii 21 listopada 2012 roku przez WHD Entertainment, Inc.

OCENA
Jakość dźwięku: CD1 - 9/10 | CD2 - 8/10

KRAUTROCK

Ash Ra Tempel/Ashra, Popol Vuh, Tangerine Dream

Będąc przy japońskich wydaniach chciałbym zwrócić uwagę na najlepsze, jak dotąd, wydania płyt zespołów z kręgu Krautrocka. W 2011 oraz 2012 roku japońska firma Belle Antique wydała całe dyskografie takich zespołów, jak Ash Ra Tempel/Ashra, Popol Vuh, Tangerine Dream i innych. Płyty ukazały się w pięknie przygotowanej poligrafii, jako płyty SHM-CD. Nad odtworzeniem oryginalnej poligrafii w pełnej krasie czuwał zespół pod przewodnictwem Kaiko Sakurai (Ravensbourne) oraz Suguru Firata@Marquee Inc. Cyfrowy remaster został przygotowany przez Kazuo Ogino.
Co ciekawe, część z nich jest podwójna, z materiałem z koncertów w danym okresie. Jeszcze ciekawsze jest to, że owe drugie płyty to regularne krążki CD, nie SHM-CD. Ciekawe, dlaczego?
Wraz z płytami do sprzedaży (tylko na terenie Japonii) trafiły cudowne pudełeczka przygotowywane prze Union Disk. Można je dostać na ebayu, jednak swoje kosztują. Wydaje się, że teraz czas na dyskografię ikony krautrocka, Klausa Shulze, której na SHM-CD jeszcze nie ma.

OCENA
Jakość dźwięku: 7-9/10

MARYSIA PESZEK

Jezus Maria Peszek
Mystic Production, MYSTCD 214


Kiedy 3 października 2012 roku ukazała się trzecia płyta Marysi Peszek, zaraz po jej kilkukrotnym przesłuchaniu, chciałem napisać o niej długi tekst. W jednym miejscu spotkały się bowiem elementy, o które razem trudno - mądre teksty, piękna muzyka, świetna aranżacja i znakomita realizacja. Tekst nie powstał z przyczyn już znanych (brak czasu), jednak słucham płyty trzeci miesiąc, co tylko mnie w podziwie dla artystki umacnia. Zdążyła już namieszać, a o płycie mówili nawet politycy. Czy od sztuki możemy wymagać czegoś więcej?
A do tego ten dźwięk... Już pierwsza płyta Marysi, Miasto Mania (2005) przynosiła wiele pięknych dźwięków w bardzo dobrej realizacji, jednak dopiero teraz udało się wszystko zestrzelić razem. Dla mnie to Płyta Roku 2012.

OCENA
Jakość dźwięku: 9/10

BAJM (książka)

Ewa Tutka, ''Płynie w nas gorąca krew''
Warszawa 2012


28 listopada 2012 roku swoją premierę miała pierwsza oficjalna biografia zespołu BAJM (jego nazwę pisze się dużymi literami, ponieważ to akronim) autorstwa Ewy Tutki, pt. Płynie w nas gorąca krew (Warszawa 2012). Książka sprzedawana jest przy okazji koncertów Bajmu i jest szansa zebrać do niej autografy - w mojej podpisała się Beata Kozidrak i Ewa Tutka.
Książka napisana jest z pozycji fana. To bagaż, z którym trzeba się zmierzyć, ponieważ "ustawia" przekaz. Nie odstaniemy wstydliwych informacji, faktów z życia zespołu, o których woleliby zapomnieć, brakuje krytycznej analizy zjawiska, jakim jest BAJM. Strona literacka też nie jest jakaś nadzwyczajna - ot, porządnie przygotowany materiał. Mimo to Płynie w nas gorąca krew przeczytałem jednym tchem. A to dlatego, że sam jestem fanem BAJMU. Ich druga płyta, Long Play Martwa Woda, była jedną z moich pierwszych, własnych płyt gramofonowych i od tamtego czasu pozostałem zespołowi wierny.
Biografia napisana została zgodnie z następstwem czasowym, poczynając od lata 70., od pierwszych muzycznych spotkań Beaty i Andrzeja, stanowiącej trzon zespołu pary, po rok 2008. Obok głównego tekstu, składającego się z wypowiedzi poszczególnych członków BAJMU, dostajemy ciekawostki, krótkie biografie współpracujących z nim muzyków, teksty piosenek. Materiał jest ładnie, czytelnie złożony, a dość agresywna kolorystyka z pomarańczem w roli głównej sprawdza się zaskakująco dobrze. Biografię warto przeczytać nie tylko jeśli jesteśmy fanami grupy, ale choćby po to, aby poznać realia polskiej muzyki rockowej.

Wojciech Pacuła
redaktor naczelny



Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


Audio Video show