pl | en

No. 87 lipiec 2011
FIDELIO MUSIC I PLIKI WYSOKIEJ ROZDZIELCZOŚCI

Jak dowiadujemy się ze strony Fidelio, z zakładki Profile, jest to „relatywnie młoda” wytwórnia, specjalizująca się w wysokiej klasy muzyce klasycznej i jazzie. Jej celem jest promowanie lokalnych i międzynarodowych talentów. Fidelio Musique Inc., bo tak jej brzmi jej pełna nazwa, ma siedzibę w Québecu, w Montrealu (Kanada).
Ten model biznesowy już znamy, chociażby z firm ECM i ACT. Punktem wyjścia były dla nich lokalne zespoły, z założenia tańsze, pragnące przede wszystkim zaistnieć, a więc takie, na które firmy było stać. To znakomita sposobność zbudowania w dość krótkim czasie sporego katalogu, szczególnie jeśli firmę zakłada się w rejonie mającym artystyczne korzenie. Québec bez wątpienia do nich należy.
Jest jednak w takim podejściu utajniona pułapka – trzeba mieć nie lada jakie wyczucie, żeby odróżnić ludzi ukształtowanych, gotowych, pełnych i uzdolnionych od tych, którzy się tylko takimi wydają. Potem jest łatwiej – wstępną selekcję wykonują inni i wystarczy tylko na takiego artystę zapolować, uwieść go, zwabiając do swojej wytwórni.
Obydwie wspomniane przeze mnie wytwórnie, a można by do nich – choć z pewnymi zastrzeżeniami – dodać Telarca, wyszły z tego obronną ręką. Bo choć znajdziemy w ich katalogach także „dobre” projekty, to znacząca większość należy do bardzo dobrych i wybitnych.

Przywołane przeze mnie firmy, oprócz nieco innego niż u gigantów tego rynku modelu biznesowego, łączy jeszcze jedno: wybitna jakość dźwięku rejestrowanych nagrań. I tu kolejna pułapka, którą – jak mi się wydaje – Fidelio przeskoczyło: mamy wiele audiofilskich z założenia firm nagraniowych, które oferują znakomitą jakość nagrań przy słabym, często wręcz miernym repertuarze.
O stronę „audiofilską” kanadyjskiej wytwórni możemy być spokojni. Firma oferuje usługi w dziedzinie nagrań, dlatego dobrze znane jest wyposażenie studia nagraniowego. To mnóstwo, znakomitych mikrofonów, w tym własnej produkcji, przetwornik A/D 905 firmy dCS (DSD) 32 bity/384 kHz, a także przedwzmacniacze mikrofonowe firm Millennia M2B, Pendulum Tube Pre, Sonosax. Wśród rekorderów znajdziemy Nagrę VI & LB- PCM (24 bity/96 kHz/6 kanałów) lub Genex 8500, DSD, (SACD, 8 ścieżek) oraz Sonosax minir 82 (8 ścieżek, 24 bity/192 kHz). Oprócz nowoczesnych rekorderów w firmie znajdziemy wintage’owe: lampowy, szpulowy magnetofon Ampex (1964) oraz Nagrę IV-S (analog). I do tego kable: Siltech i Shunyata.
O ile sprzęt nagrywający bywa czasem równie wysokiej próby i o proweniencji audiofilskiej, o tyle unikatem jest system odsłuchowy firmy, przygotowany pod kątem monitorowania już nagranego materiału. Firma ma sekcję cyfrową i analogową, a wśród urządzeń referencyjnych wymienia:
∙ przetwornik cyfrowo-analogowy dCS Elgar,
∙ przedwzmacniacz gramofonowy: Manley, Audio Research,
∙ końcówki mocy: Nagra VPA,
∙ kolumny: Verity Audio i Sonus Faber.

Na zdjęciach widać także odtwarzacz wieloformatowy Arcam, filtr sieciowy Shunyata, końcówkę Simaudio Moon, przedwzmacniacz liniowy Nagra PL-L, odtwarzacz SACD Sony.
Robi wrażenie, prawda? Znałem tę firmę z kilku nagrań, jednak dopiero ostatnio zwróciła moją uwagę na tyle, żeby napisać do niej. Co się stało? Ano od niedawna firma oferuje, równolegle z płytami CD, pliki wysokiej rozdzielczości – 24/96 i 24/176,4.

Sprawa nie jest nowa, znana jest chociażby z działalności Linn Records, która to firma była pionierem sprzedaży pików hi-res, które można ściągnąć bezpośrednio z jej strony internetowe, a ostatnio także ze sklepu braci Chesky, HDTracks. Mając tak szacownych poprzedników, Fidelio postanowiła jednak działać po swojemu. Otóż sprzedaje pliki w formie fizycznej, nagrane na pendrajwach. A te wyglądają jak metalowa karta kredytowa, z otwieranym, małym elementem z wtykiem USB, który można podłączyć albo do komputera, albo do gniazda w odtwarzaczu plików.
Na przedniej stronie nadrukowane jest logo firmy oraz hasło „High Definition Studio Master”, zaś z tyłu nazwa albumu, podpis osoby, która dokonała transferu na USB, numer seryjny oraz częstotliwość z jaką dokonano nagrania (wszystkie mają rozdzielczość 24 bitów). Wyraźnie widać, że to w dużej mierze ręczna robota i na razie o masowej skali nie ma mowy.
Uczciwie trzeba powiedzieć, że to nie jest pierwsze podejście tego typu, tj. nie po raz pierwszy widzę muzykę wysokiej rozdzielczości zarejestrowaną na pendrajwie. Najbardziej znane przykłady to chyba „jabłuszko” z katalogiem The Beatles (24/44,1) i bordowy krzyż z płytą Scratch My Back Petera Gabriela, część kolekcjonerskiego boxu (24/96). Ale najwięcej tego typu nagrań znajdziemy w Japonii – tam w każdym tygodniu przybywa kolejnych pendrajwów z nagraniami wysokiej rozdzielczości. Nie jest to oczywiście jedyny „fizyczny” sposób dystrybucji dźwięku hi-res, zaraz do tego wrócę.
Karty, które otrzymałem od Fidelio należą najwyraźniej do próbnej serii – nie ma na nich naniesionych okładek, a jak wiadomo, docelowo będą one na metalową powłokę nadrukowane. Obydwa mają bardzo niskie numery seryjne: The Planets Holsta w wykonaniu BUZZ (24/96) ma numer 09, a La Mandragore, z muzyką sefardyjską, o wpływach arabskich itp., nosi numer 02. Obydwa zostały wyraźnie wykonane dla mnie. Razem z kartami USB Flash, które noszą firmową nazwę Master Flash, otrzymałem te same nagrania na płytach CD.
Na każdej karcie znajdziemy album w postaci plików WAV, razem z okładką, wkładką itp., materiał informacyjny, katalog Fidelio, plik XML z nazwami ścieżek oraz kod ISRC.

Do dźwięku zaraz dojdę, jednak na chwilę chciałbym się jeszcze zatrzymać nad fenomenem fizycznej dystrybucji muzyki zapisanej w wysokiej rozdzielczości. O tym, że „download”, a więc ściąganie plików jest znacznie łatwiejsze i szybsze nie muszę mówić. Wspomniany Linn, ale i Naim, Deutsche Grammophone, Naxos i inne firmy przekonały nas i siebie, że warto to robić.
Jak się jednak okazuje, część firm optuje za fizyczną dystrybucją muzyki – albo na płytach DVD-R, albo właśnie na kartach Flash. Wśród tych pierwszych najważniejsza wydaje się Reference Recordings. Prof. Johnson, odpowiedzialny w niej za część cyfrową i nagraniową zdecydowanie odrzuca przesyłanie plików przez Internet, a także kompresowanie ich do postaci FLAC. RR sprzedaje więc płyty DVD-R, wymyślając swój własny format HRx. Podobnie rozumują firmy z Japonii, a wśród nich jedna z bardziej szalonych, T-TOC, której box z nagraniami Kankawy Organist, z płytami LP oraz CD-R niedawno recenzowałem (TUTAJ). Firma ta oferuje ekskluzywne wydawnictwa DVD-R z plikami WAV o rozdzielczości do 24 bitów i 192 kHz. No i jest przecież polska firma Ancient Audio, która wraz z Johnem Tu, właścicielem Kingston Technology, opracowała swój własny, oparty o karty Flash SD, format SDMusA.
Jak mówię, stoją za tym konkretne decyzje, oparte najczęściej na solidnych argumentach natury inżynieryjnej. Nie wszyscy przeszli jednak ten „chrzest”. Doskonale pamiętam, że pierwszą firma, która oferowała nagrania hi-res na kartach Flash o dokładnie takim samym wyglądzie, jak karty Fidelio, był Cardas. Karty szybko jednak zniknęły z rynku. Dlaczego – nie wiem. Ale za to dokładnie wiem, co się stało z kartami Flash firmy First Impression Music, które miały dokładnie tę samą formę, co karty Cardasa i Fidelio. Jak powiedział mi właściciel firmy, pan Winston Ma, zrezygnował z tego pomysłu pod naciskiem dystrybutorów, którzy gremialnie odrzucili pomysł ze względu na to, że pliki można łatwo skopiować. I że nie dałoby się sprzedawać ładnie wydanych płyt CD. Nie do końca to „kupuję”, bo płytę CD równie łatwo zripować. Myślę, że chodziło raczej o pewną filozofię, w której nie ma miejsca na niemal „anonimową” kartę. A to jestem w stanie przyjąć do wiadomości.

Tak, obiecałem powiedzieć coś o dźwięku. Słuchając płyt CD nagranych przez Fidelio, bo od nich zacząłem, byłem całkowicie zaskoczony tym, co słyszałem – zarówno do strony muzycznej, jak i o strony realizacyjnej. Dźwięk jest wręcz niebywale przestrzenny. W pierwszej chwili wydaje się, że jest mało „treściwy”. Po jakimś czasie okazuje się jednak, że po prostu materiał poddano bardzo małej kompresji, przez co trzeba nieco podkręcić siłę głosu. Pamiętam dobrze, że podobne zarzuty podnoszone były w stosunku do nagrań ECM: a to, że jasne, a to, że mało namacalne. To oczywista bzdura, ale informacja poszła w świat.

Dlatego też warto od razu we właściwym świetle ustawić brzmienie nagrań Fidelio. To niemal bezbłędne realizacje, z piękną barwą i niezwykle wysoką dynamiką. Świetnie te elementy pokazuje przejście z płyt CD na Master Flash – barwa jest bardzo podobna, jednak wzrasta dynamika i dostajemy bez porównania więcej informacji. Po przesłuchaniu MF płyty CD brzmią w dość surowy i „ściśnięty” sposób. To prawda, ale pamiętajmy, że tylko patrząc od strony wysokiej rozdzielczości. Patrząc od strony innych płyt CD jest inaczej. Zarówno CD, jak i Master Flash, każdy w swojej kategorii, to dla mnie nagrania referencyjne.



Kontakt:

Fidelio Musique Inc.

René Laflamme

4610 rue Messier
Montreal (Quebec)
Kanada

tel.: (514) 523-8114
fax: (514) 523-4086

e-mail : info@fidelioaudio.com



ROZMÓWKI III

Jak widać, nie wszystko, co zaplanowaliśmy, udało się w tym miesiącu zrealizować. Z planu wypadł wzmacniacz ModWright KWA150 Signature Edition, który nie dotarł do nas na czas. Udało się za to przetestować coś innego – odtwarzacz SACD Soulution 540.
Wystarczająco wcześnie dostaliśmy też, prosto z Danii, absolutną nowość, kolumny Focus 260 Dynaudio. Kosztujące 12 900 zł za parę konstrukcje stanowią dla firmy punkt zwrotny – zachęcam do przeczytania testu. Dlaczego tyle lat trzeba czekać na taki skok w produktach firm Bowers&Wilkins czy KEF? Naprawdę nie wiem. Ponieważ jednak Dynaudio też wyczekało i w ostatnich latach jedynie coś tam poprawiało, szlifowało, zakładam, że obydwaj giganci audio czymś nas niedługo zaskoczą.



Plany na sierpień 2011

Nie pisałem poprzednio o planach na sierpień. Nie wiedziałem bowiem, czy uda się wszystko dograć – ale udało się! Sierpień będzie bowiem w całości poświęcony jednej marce – austriackiemu Ayon Audio. Dotychczas tylko raz coś takiego zrobiliśmy – w sierpniu 2009 roku mieliśmy numer (No. 64) w poświęcony całości McIntoshowi. O tym, że oddamy cały numer Ayonowi zaważyła niebywała aktywność Gerharda Hirta, który w bardzo krótkim czasie całkowicie przebudował ofertę Ayona, wymieniając modele na wersje II i III oraz dodając urządzenia, których wcześniej nie było. W Monachium, widząc ile będzie nowych urządzeń z Austrii, trochę się przyłamałem, bo nie bardzo mogłem sobie wyobrazić, że co miesiąc będę umieszczać test jednego Ayona (przy takiej ich ilości tak by to musiało wyglądać). A wystarczyłoby ich na niemal dwa lata. Tak więc decyzja o oddaniu całego numeru tej firmie wydaje mi się rozsądnym wyjściem. Niemal wszystkie urządzenia już zostały wybrane. Do ostatniej chwili czekałem na informację, czy na czas dostępny będzie hit, odtwarzacz plików audio S-3, jednak okazało się, że nie. Urządzenie jest już gotowe, jednak przechodzi w tej chwili testy w firmie Apple – będzie bowiem kompatybilne z odtwarzaczami klasy iPod (iPhone itd.). Do testów w USA wysłano trzy odtwarzacze. Już wiadomo, że nie pójdzie to tak szybko, jak się spodziewano – Apple nie nadąża z badaniami i przyznawaniem licencji, ponieważ wszyscy chcą być teraz z ich produktami „kompatybilni”. Nic to, trudno, na pewno do tego wrócimy.

Już dzisiaj mamy natomiast potwierdzone testy następujących urządzeń: ∙ końcówki mocy Vulcan ∙ przedwzmacniacz Sphesir II ∙ odtwarzacz CD CD-5s ∙ wzmacniacz zintegrowany Spark Delta ∙ końcówki mocy Triton Mono ∙ wzmacniacz zintegrowany Mercury II ∙ Gerhard Hirt – wywiad Być może dojdzie jeszcze jedno urządzenie. Może Państwo coś zaproponują? Proszę przysyłać swój typ na maila:

opinia@highfidelity.pl

Wybierzemy urządzenie (kolumny), które otrzyma najwięcej głosów i które będzie dostępne.

32-bitowy Vinylmagic.pl



Pewnie państwo pamiętają wywiad z panami Rafałem Lachmirowiczem i Damianem Lipińskim (TUTAJ), prawda? Rozmawialiśmy wówczas o reedycjach płyt Savage (i nie tylko). Dużą część wywiadu poświęciłem też plikom wysokiej rozdzielczości. Chciałem bowiem dowiedzieć się, jak pliki tego typu traktują ludzie, którzy je tworzą, profesjonaliści. Okazało się, że proste wydaje się to tylko nam (mnie), odbiorcom. Damian Lipiński najwyraźniej jednak coś w moich pytaniach dojrzał i postanowił przygotować specjalnie dla „High Fidelity” płytę DVD z plikami swoich ostatnich remiksów (ogólnie rzecz biorąc – Italo Disco) w trzech różnych częstotliwościach: 16 bitach, 24 bitach i 32 bitach (ze zmiennym przecinkiem). Ta ostatnia wartość bierze się stąd, że Damian pracuje na materiale 32-bitowym. Wszystkie pliki mają częstotliwość próbkowania 44,1 kHz. Mało, ale będę nad Damianem pracował… Na płycie czytamy:
„Special high resolution audio data disc, made exclusively for „High Fidelity”. Dysk zawiera 12 nagrań, które zostały ucyfrowione z 12” maksi singli winylowych, następnie poddane zostały procesowi cyfrowej restauracji oraz remasteringowi z wykorzystaniem 32 bitowej arytmetyki ze zmiennym przecinkiem. […] Skrócenie każdorazowo wykonywane było z wersji pierwotnej.”

KingRex UC192 – konwerter USB 32 bity/192 kHz

Gdyby nie rozwój systemów odtwarzających pliki audio odtworzenie tego typu muzyki jeszcze niedawno byłoby niemożliwe. Teraz mając laptop, dobry odtwarzacz wirtualny i odpowiedni przetwornik cyfrowo-analogowy, można odtworzyć niemal wszystko. Podstawą staje się zaś łącze USB. Do niedawna uważane przez inżynierów za idealne, zaś przez użytkowników, w tym audiofilów, za zło konieczne, wreszcie zdobyło wymaganą uwagę i pieniądze. Jak się wydaje, będzie to jedno z ważniejszych łączy w świecie audio wysokiej rozdzielczości. Niedawno, na nowojorskiej wystawie EXPONA firma Pure Music, odpowiedzialna za software Pure Music, przedstawiła jego najnowszą wersję v1.8, umożliwiającą transmisję przez USB sygnału DSD. Potrzebne było oczywiście urządzenie, które tego typu sygnał przez USB przyjmie i zdekoduje. I jest – przetwornik D/A Playback Designs MPD-3. Po raz pierwszy można było przeczytać na wyświetlaczu informację: „USB DSD”…
A przecież jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że przejście ze starych odbiorników 16/48 na nowsze, 24/96 będzie bolesne. Świat komputerowy, a USB i komputery w charakterze odtwarzaczy, jest właśnie miejscem, w którym łączy się on z audiofilskim, rozwija się jednak błyskawicznie. W numerze „High Fidelity”, który państwo właśnie otrzymujecie testujemy przetwornik Antelope Audio, który przyjmuje sygnał PCM 32 bity i 384 kHz. I właśnie on początkowo posłużył mi do odsłuchu plików 24 i 32 bitów z płyty VinylMagic.pl. Potem jednak zdecydowałem się na inną kombinację, dającą znacznie lepszy dźwięk. Wykorzystałem bowiem fakt, że przetwornik D/A Wyred 4 Sound DAC-2, znakomity DAC, przez wejścia S/PDIF akceptuje sygnał 32 bitowy. Sygnał z komputera wyprowadziłem do niego przez równie interesujący produkt, konwerter USB/SPDIF-I2S-AES/EBU UC192 firmy KingRex, który zamienia pracuje z sygnałami do 32 bitów i 192 kHz. Firma ogłosiła niedawno, że ma gotowy konwerter 384 kHz. Moja, starsza (choć ma zaledwie ze cztery miesiące!) wersja działa jednak znakomicie. Co ciekawe, to konwerter izosynchroniczny, a więc nie asynchroniczny. O tym, że tego typu przesył może być potencjalnie najlepszy mówił ostatnio Bent Holter z Hegel Audio (w magazynie „Soundstage” TUTAJ), a wie o czym mówi… W każdym razie, powiem jedno – tak, słychać różnicę miedzy 24 i 32 bitami. Jest znacznie mniejsza niż przejście z 16 na 24 bity. Jednak słychać ją wyraźnie. Dlatego jestem pewien, że wkrótce będą dostępne nagrania tak zarejestrowane – umożliwia to format DXD.

Miyajima Laboratory KANSUI – wkładka MC dla „High Fidelity”



I na koniec, żeby się trochę oderwać od cyfry, kilka słów o najnowszej wkładce, która weszła właśnie w skład mojego systemu referencyjnego. Do niedawna najdroższą wkładką był w nim model Shilabe (recenzja TUTAJ). To niebywały produkt, wnoszący do dźwięku tyle życia, co żaden inny. Niedawno pan Noriyuki Miyajima napisał mi, że ma coś nowego, potencjalnie jeszcze lepszego niż Shilabe, wkładkę Kansui. Od razu napisał też, że to jest lepsza wkładka, ale w Shilabe jest coś, co bez wstydu pozwala postawić ją koło każdej innej wkładki, bez względu na cenę, dlatego sugeruje, żebym się jej nie pozbywał i zatrzymał obydwie – po prostu do różnych celów. Był przy tym na tyle miły, że wykonał nową wkładkę specjalnie dla nas, dla „High Fidelity”, co zaświadczył odpowiednim napisem na pudełku. Wkładka ma numer seryjny K00053. Na pewno przyjrzymy się jej w regularnym teście.

I na koniec pięknych wakacji wszystkim czytelnikom „High Fidelity życzę!!!

Wojciech Pacuła
redaktor naczelny



Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Foto

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio

ZDJĘCIA TESTOWANYCH URZĄDZEŃ WYKONYWANE SĄ PRZY UŻYCIU SPRZĘTU FIRMY



UŻYCZONEGO PRZEZ FIRMĘ



Aparat cyfrowy:
Canon EOS 5D MkIII

Obiektywy:
EF-16-35/L II USM
EF 100 mm 1:2.8 L IS USM