pl | en

MUZYKA | TECHNIKA

RCA Red Seal
HIGH PERFORMACE SERIES
Czyli: USA kontratakuje!


O tym, jak seria „High Performance” zmieniła postrzeganie reedycji muzyki klasycznej, jak również o niezwykłej kombinacji wiedzy i technologii, które do tego doprowadziły.

Firma: RCA Red Seal
Reedycja: 1999-2000

Nośnik: COMPACT DISC

sonymasterworks.com


Przyzwyczailiśmy się do tego, że w remasteringu oraz produkcji płyt Compact Disc i Super Audio CD siłą przewodnią są firmy japońskie.
Nie można jednak zapominać, że swój wkład mają również producenci z Zachodu, przede wszystkim z USA. Format HDCD, remastery Mobile Fidelity, Analog Productions i inne to tylko kilka przykładów. Jedną z ciekawszych inicjatyw była ta z roku 1999, kiedy to firma wydawnicza RCA Red Seal zdecydowała się zremasterować niektóre ze swoich płyt i wydać je w serii HIGH PERFORMANCE. I o tym jest poniższy tekst.
Sugerujemy zaparzenie sobie dzbanka z herbatą lub kawą, można też otworzyć butelkę wina – to jest lektura na cały wieczór.

CA RED SEAL to jedna z najstarszych wytwórni muzycznych, założona w 1902 roku przez Eldridge’a R. Johnsona jako Victor Talking Machine Company. Początkowo specjalizowała się w produkcji gramofonów i płyt gramofonowych, a następnie skupiła się na wydawaniu muzyki klasycznej. W roku 1929 Victor Talking Machine Company została kupiona przez Radio Corporation of America (RCA), po czym zmieniła nazwę na RCA Victor, a w 1968 roku po prostu na RCA Records; firma należy obecnie do SONY MUSIC

Pomysł na to, aby wybrane, drożej wycenione płyty ze szczególnie cenionymi wykonaniami, opatrywać czerwoną naklejką („red seal”) nie jest nowy. Pochodzi z początku XX wieku i wyszedł od przedstawiciela Gramophone Company w St. Petersburgu. Pierwsza płyta z takim znakiem ukazała się pod koniec 1901 lub na początku 1902 roku. W latach 1930-1950 z logo RCA i czerwoną „pieczątką” ukazały się płyty z takimi nazwiskami, jak: Serge Koussevitzky, Leopold Stokowski i Arturo Toscanini.

Swoje pierwsze płyty LP firma RCA Victor wydała w 1950 roku, a ze stereofonią eksperymentowała od połowy lat 50. W 1958 roku wprowadziła do sprzedaży – dziś legendarną – serię płyt z serii „Living Stereo”. Red Seal jest zarówno nazwą firmy (jej częścią), jak i swego rodzaju potwierdzeniem wysokiej jakość nagrania. Równie znane jest jednak inne, stosowane z przerwami przez nią logo: psa Nippera „słuchającego słów pana”: HIS MASTER’S VOICE. Logo zostało zakupione przez Radio Corporation of America w 1929 roku i przedstawia zaadaptowany na jego potrzeby olejny obraz Francisa Barrauda z roku 1898.

| HIGH PERFORMACE SERIES

To chyba jasne – przyzwyczailiśmy się już do tego, że japońskie wydania płyt Compact Disc są wyjątkowe, niemal zawsze lepsze niż europejskie, a nawet amerykańskie. Nieustannie prowadzone badania, szczególne podejście do metodologii i techniki powoduje, że inżynierowie z japońskich laboratoriów osiągają niezwykłe wyniki, a komercyjne zastosowania ich badań, chociażby w postaci krążków HQCD, Ultimate HQCD, SHM-CD, Platinum SHM-CD, SHM-SACD i Blu-spec CD2 – żeby przypomnieć najważniejsze – stają się punktem odniesienia dla całej branży. Są po prostu najlepsze.

Jak we wszystkim, tak i z tym twierdzeniem trzeba się jednak obchodzić ostrożnie, bo jest tymczasowe i obwarowane wieloma zastrzeżeniami. Da się bowiem wskazać na wiele rozwiązań spoza Wysp Japońskich, które przyniosły znaczącą zmianę na plus i dzięki którym płyty tłoczone w USA i Europie były znakomite, często wcale nie gorsze niż ich odpowiedniki japońskie. Żeby jednak do tego doszło musiało się „zazębić” kilka różnych płaszczyzn, wśród których najważniejsze były dwie: ludzie i technologia.

Do takiej właśnie koincydencji doszło w przypadku reedycji płyt w ramach serii „High Performance”, przygotowanej przez firmę BMG, wówczas właściciela RCA Red Seal. Wybrane tytuły ukazywały się na płytach Compact Disc w latach 1999-2000 w ujednoliconej szacie graficznej – z charakterystycznym obramowaniem i napisem „High Performance”. W ciągu dwóch lat ukazało się nieco ponad dwadzieścia tytułów, wybranych z katalogu wytwórni pochodzącego z lat późniejszych niż sławna seria „Living Stereo”. Wszystkie zostały zremasterowane z oryginalnych, analogowych i cyfrowych (!) taśm-matek przez tę samą ekipę i przy wykorzystaniu tych samych urządzeń.

| LUDZIE

Producent | Producentem serii był Nathaniel S. Johnson. To niezwykle ciekawa postać, człowiek, który od najmłodszych lat wykazywał niezwykłe zdolności z pogranicza muzyki i techniki. Urodziny w Concord (Massachusetts) radiowiec i producent muzyczny pierwsze szlify zdobył w wojsku – w 1961 roku został zaproszony do pracy w wywiadzie wojskowym, gdzie specjalizował się w systemach komunikacyjnych. Z wojska, z honorami, odszedł w 1964 roku. Podjął wówczas pracę w mającym swoją siedzibę w Bostonie radiu WBCN-FM, gdzie zajmował się muzyką klasyczną.

W późniejszych latach pracował w różnych rozgłośniach, pełniąc ważną rolę w upowszechnianiu muzyki tzw. poważnej oraz – to ważne – łącząc to z techniczną stroną realizacji programu, pełniąc często – jak w stacji telewizyjnej i radiowej WGBH – kilka ról naraz. W WGBH spędził niemal dwanaście lat pracując jako realizator dźwięku i wydawca muzyczny. Od 1974 do 1993 roku Johnson współpracował z artystami i producentami w ramach New Television Workshop stacji WGBH, gdzie pomagał w kreacji i emisji dzieł eksperymentalnych artystów wideo; jednym z jego podopiecznych był japoński pianista Isao Tomita, którego płyty z syntezatorowymi wersjami dzieł Debussy’ego wydawała wytwórnia RCA Red Seal.

W tym samym czasie Johnson był zaangażowany w prace laboratorium Raya Dolby’ego, gdzie zremasterował niektóre tytuły w Dolby Surround i wydał je na płytach CD; pomogły mu w tym wcześniejsze doświadczenia zebrane przy racy nad kwadrofonicznymi albumami LP. W roku 1991 został zatrudniony jako Szef Działu Reedycji w RCA Records w Nowym Jorku. Pod jego okiem powstały takie reedycje, jak: 3-płytowy box z Suitami Angielskimi Bacha dla londyńskiego wydziału firmy, albumy z serii „Living Stereo”, seria „Toscanini Edition”, a także cały 64-płytowy zbiór Heifetz Collection, za który otrzymał Nagrodę Grammy. Nominację do kolejnej nagrody otrzymał w 2000 roku, w kategorii Best Historical Album, za 94-płytowy zestaw The Rubinstein Collection.

Inżynierowie dźwięku | W 1999 wymyślił serię „High Performance”, jedno z jego najważniejszych osiągnięć w roli producenta muzycznego. Do współpracy dobrał sobie kilku innych producentów oraz inżynierów dźwięku. Ich szefem został Michael O. Drexter, a do współpracy miał Michaela Sobola, Hsi-Ling Changa, Marian M. Conaty’ego, Jamesa Nicholsa.

Projekt plastyczny | Za projekt plastyczny odpowiedzialna była Gina Bello, już wcześniej współpracująca z RCA, m.in. przy serii „Gold Seal” z początku lat 80.; Gina Bello jest założycielką i dyrektorem kreatywnym znanego, odnoszącego znaczące sukcesy studia projektowego BELLO DESIGN.

Wszystkie płyty mają ujednoliconą szatę graficzną, w której powtórzono okładkę z oryginalnego wydania, tyle że zajmującą tylko część frontu i pozbawioną logotypów. Obwiedziono ją ramką, grubszą z lewej strony i od dołu, na której umieszczono logotyp serii i jego symbol; w miejsce tego ostatniego w późniejszych edycjach umieszczano „pieczęć” RCA Red Seal. Początkowo kolor ramek był taki sam, czarny, ale w reedycjach z roku 2000 zastosowano również kolory inspirowane okładką.

| TECHNOLOGIA

Magazyn „Billboard” w wydaniu z 24 kwietnia 1999 roku donosił:

W topowych studiach BMG w Nowym Jorku […] zderzenie przeszłości, teraźniejszości i przyszłości przybrało formę płyt CD z serii „High Performance” firmy RCA Victor Red Seal. Będzie to zestaw 13 tytułów zremasterowanych w 24-bitowej technice, z częstotliwością próbkowania 96 kHz, skonwertowanych do jakości CD.

Paul Verna, BMG Gets The Most Out Of CD With ‘High Performance’ Series, „Billboard” 04/24/99, Vol. 111, Issue 17, s. 44

Cyfrowy remastering materiału wykonany został w BMG/RCA Studios w Nowym Jorku. Studio to wyposażone było w topowy, jak na owe czasy, sprzęt pomyślany pod kątem masteringu płyt DVD Audio. Jak się okazało format przepadł, jednak pozostały płyty CD, które z tej technologii skorzystały.

Remaster został przygotowany za pomocą systemu komputerowego DAW z oprogramowaniem Sonic Solutions High Density, a wówczas było to oprogramowanie klasy state-of-the-art. Ale jeszcze ciekawsza jest strona sprzętowa. Stereofoniczne taśmy master odtwarzane były na zmodyfikowanym transporcie szpulowym Studera w którym wymieniono elektronikę – na firmy Cello. A Cello Ltd. należała do Marka Levinsona, który założył ją w 1984 roku, kiedy już nie był właścicielem firmy noszącej jego własne nazwisko. Produkty Cello, przede wszystkim korektor parametryczny Audio Palette, były w świecie pro czymś na miarę high-endu. Co ciekawe, Levinson w 1999 roku, a więc kiedy przystąpiono do remasteringu płyt „High Performance”, miał już kolejną firmę – Red Rose Music.

Tak więc sygnał analogowy odczytywany był z taśmy master przez magnetofon Studer z torem odczytu firmy Cello i z jej korektorem częstotliwości Audio Palette EQ. Potem trafiał on do przetwornika analogowo-cyfrowego szwajcarskiej firmy Weiss i w tej formie był obrabiany we wspomnianym programie Sonic Solutions High Density.

Zremasterowany sygnał cyfrowy archiwizowany był na taśmach Exabite z myślą o przyszłych wydaniach na płytach DVD Audio, do których zresztą nigdy nie doszło. Exabyte była firmą założoną m.in. przez Juana Marqueza. Opracowała ona system zapisu sygnału cyfrowego na 8 mm taśmach wideo. W 1999 roku gotowy był rekorder o symbolu VXA-1, pozwalający na zapis 33 GB nieskompresowanego sygnału audio. Za sprzęt w studiach BMG odpowiedzialni byli manager studia Robert Gordon, szef techniki – już wspomniany – Juan Marquez oraz odpowiedzialny za konserwację urządzeń Dennis Burke.

UV22 Super CD Encoding | Aby z materiału o parametrach 24/96 można wykonać płytę Compact Disc należy zamienić słowa 24-bitowe na 16-bitowe i asynchronicznie zmienić częstotliwość próbkowania z 96 na 44,1 kHz. Można to było zrobić w jednym podejściu, jednak zdecydowano się zrobić to lepiej, wykorzystując do tego celu dodatkowe urządzenie. Najpierw, w kolejnym konwerterze firmy Weiss zamieniano częstotliwość próbkowania i poddawano 24-bitowy sygnał ditheringowi, zmieniając go na sygnał 20-bitowy. I dopiero wtedy przystępowano do najtrudniejszej konwersji, czyli do zamieniany słów 20-to bitowych na 16-bitowe. Na okładkach reedycji „High Performance” znajdziemy następującą informację:

Zremasterowano cyfrowo w technologii Weiss 24/96 przy użyciu specjalnie zmodyfikowanego transportu Studera z elektroniką Cello i z uniwersalnie kompatybilnym systemem UV22 Super CD Encoding.

UV22 Super CD Encoding to konwerter cyfrowy firmy Apogee, służący do zamiany 20-bitowego sygnału na sygnał 16-bitowy, czyli na potrzeby płyt Compact Disc. Na rynku pojawił się w 1993 roku i wkrótce za jego pomocą zremasterowano m.in. katalog Rolling Stones, a także klasykę z serii „Living Stereo”. W 1994 roku zainstalowanych było w USA 70 takich konwerterów.

Choć wydaje się to proste, do dziś dźwięk CD w dużej mierze zależy właśnie od tego, końcowego etapu masteringu. Redukcja słowa wciąż jest bowiem czymś w rodzaju sztuki – nie ma dwóch tak samo brzmiących algorytmów. W świecie audio sporą popularność zrobił wynalazek Sony o nazwie Super Bit Mapping (SBM), opierający się na specyficznym układzie kształtowania szumu (noise shaping). Inżynierowie firmy Apogee stwierdzili, że procesy ditheringu, noise-shaping czy bit-mapping wpływają negatywnie na wierność sygnału. Poszli więc inną drogą.

W procesie o firmowej nazwie UV22 Super CD Encoding do sygnału dodawany niesłyszalny „bias” – „wzmocnienie” ulokowane w rejonie 22 kHz. Dzięki temu wzrasta energia sygnału wysokoczęstotliwościowego. Tak spreparowany sygnał jest wygładzony i przyjemniejszy dla ucha. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku taśm analogowych, gdzie ów "bias" redukuje wpływ nielinearności taśmy magnetycznej (więcej TUTAJ, dostęp 22.10.2018).

JAK SŁUCHALIŚMY

Do recenzji wybraliśmy sześć płyt z lat 1999-2000. Do ich porównania mieliśmy oryginalne wydania LP, zarówno w wersji z USA, jak i Wielkiej Brytanii. Tam, gdzie to możliwe sięgnęliśmy również po wydania Compact Disc, które ukazały się wcześniej niż seria „High Performance”, a w dwóch przypadkach również po późniejsze wersje japońskie. Do odsłuchu wykorzystaliśmy system referencyjny „High Fidelity” – ten sam, w którym odsłuchiwaliśmy wcześniej płyty z serii „Polish Jazz”.

Przy odsłuchu płyt CD wykorzystany został odtwarzacz Ayon Audio CD-35 High Fidelity Edition (No. 1/50). Winylowe wydania tytułów odsłuchiwane były na gramofonie TechDAS Air Force III Premium z ramieniem Kuzma 4Point9 i wkładką My Sonic Lab Eminent Ex (komplet: ok. 150 000 zł).

Odsłuch został przeprowadzony w dwóch seriach. W pierwszej porównywane było brzmienie płyt HP i oryginału winylowego, a w drugiej wersji HP i wcześniejszych lub późniejszych płyt Compact Disc.

DŹWIĘK


I | GERSHWIN, Great Scenes from Gershwin's Porgy & Bess

wyk. Leontyne Price, William Warfield, dyr. Skitch Henderson
Data wydania: 1963

Wydania:
Long Play: RCA Victor SB 6552 (1963)
Compact Disc: RCA Victor Gold Seal GD85234 (1988)
„High Performance”: RCA Red Seal/BMG Classics 09026-63312-2 (1999)

| TECHNIKA

Long Play | W tym samym roku ukazały się wersje monofoniczna i stereofoniczna, ta druga z okładkami typu gatefold i pojedynczą. Wznawiane były później jeszcze kilkukrotnie. W Wielkiej Brytanii płyta została wytoczona w technice Dynagroove, zmniejszającej szumy i poprawiającej dynamikę.

Compact Disc | Pierwsza cyfrowa wersja, na płycie Compact Disc, ukazała się dopiero w 1988 roku w ramach serii „Gold Seal” (5234-2-RG). Na okładce umieszczono oryginalne zdjęcie, ale z innym niż na LP liternictwem. W książeczce znajdziemy informację o tym, że starano się zmniejszyć szumy, ale delikatnie. Remaster „High Performance” pochodzi z roku 1999.

| MUZYKA

Long Play vs „High Performance” | Różnice między oryginalnym tłoczeniem w wersji Dynagroove i wersją „High Performance” na płycie Compact Disc są fascynujące. Jeśli chodzi o formaty, jestem agnostykiem, znam ich wady i zalety, nie biorę udziału w „walkach formatowych”. A tego typu płyty tylko mnie w tym utwierdzają. Bo zarówno krążek LP, jak i płyta CD brzmią świetnie i każda z tych wersji ma coś innego do zaoferowania.

Na płycie CD balans tonalny został położony niżej, naprawdę nisko, przez co wszystko jest gęste, pełne życia, kipi nerwem. Winylowy krążek jest znacznie lżejszy, co słychać zarówno przy instrumentach smyczkowych, jak i głosach. Wokal Leontyny Price jest na czarnej płycie pokazany dość daleko, bez namacalności, jaką oferuje CD. Na CD uzyskano to przez nieco większą kompresję – takie życie, ale i przez dowartościowanie niskiej średnicy i dołu.

Jasne jest, że czarna płyta oferuje brzmienie gładsze i wyraźniej wielowymiarowe. Zaletą winylu w tej wersji jest też bardzo cichy szum przesuwu i jedynie delikatne, słabe trzaski. Wersja HP przybliża wydarzenia z pierwszego planu, czyli wszystkie wokale, mocniej też pokazuje blachy perkusji. Co z jednej strony jest czymś dobrym, bo to bardziej wiarygodne granie. Ale nie można zapomnieć o brzmieniu LP, bo to ono jest bardziej zdystansowane, jak w czasie występu scenicznego – a to ostatecznie musical – a przez to bardziej relaksujące.

Co by jednak nie mówić, wersja CD z serii „High Performance” jest bardzo dobra.

„High Performance” vs Compact Disc | Ciekawie przedstawia się więc jej porównanie z pierwszym cyfrowym wydaniem tego materiału w serii „Gold Seal”. Jest ono bardzo miękkie, gładkie i naturalne. Brakuje mu rozdzielczości, ma stępioną górę, jest też dość głuche. Pod tym względem nowszy remaster jest bezkonkurencyjny, czasem słucha się tych płyt jak dwóch różnych nagrań.

Tym bardziej, że wersja HP jest mocniej skompresowana – całe 3 dB, jeśli nie więcej. Wychodzą dzięki temu na pierwszy plan różne elementy, które w starszej wersji są maskowane. Ale jest też i problem – wokale, mimo mniejszej ilości informacji, mimo że są trochę „zadymione” mają z wersją „Gold Seal” ładniejszą barwę, są przyjemniejsze.

Która wersja jest więc lepsza? – Trudne pytanie i nie mam na nie jednoznacznej odpowiedzi. Bliżej nagrania winylowego jest starsza wersja „Gold Seal”, obydwie pokazują wokal Leontyny Price dalej, lekko zza mgły. Ale to wersja „High Performance” oczyszcza wszystko, przywraca dynamikę i energię, które w wersji analogowej i pierwszym wydaniu CD są zgaszone.

Jakość dźwięku:
• oryginał:7/10
• reedycja HP:7/10

II | TCHAIKOVSKY & SIBELIUS, Violin Concertos • DWOŘÁK , Romance

wyk. Itzhak Perlman/Erich Leinsdorf, Boston Symphony, dyr. Erich Leinsdorf
Data wydania: 1967

Wydania:
Long Play: RCA Victor Red Seal LSC-3014 (1967)
„High Performance”: RCA Red Seal/BMG Classics 5163344, CD (2000)

| TECHNIKA

Long Play | Płyta ukazała się w Wielkiej Brytanii w roku 1967, a w USA rok później. Wersja UK została wytłoczona w technice Dynagroove. Kolejna reedycja ukazała się dopiero w roku 1975. Na wyklejce płyty oraz na grubej, tekturowej okładce znajdziemy logo „His Master’s Voice”. Za nagranie odpowiadał Anthony Salvatore.

Compact Disc | Wersja z serii „High Performance” jest pierwszym wydaniem cyfrowym tej płyty. Na okładce nie ma logotypu „His Master’s Voice”. Ciekawostka – na krążku naniesiono za to logotyp K2 Super Coding, zarezerwowany dla płyt tłoczonych przez JVC w Yokohamie, pomimo że czytamy, iż płyta została wyprodukowana w USA. Za remastering odpowiada pan Hsi-Ling Chang. W 2015 roku ukazało się wznowienie tej płyty w ramach boxu „Itzhak Perlman: The Complete Warner Recordings”, pod numerem 19.

| MUZYKA

Long Play vs „High Performance” | To płyta, której cyfrowa reedycja jest wyjątkowo udana. Słychać to samo, co we wszystkich płytach tej serii, to jest nieco większą kompresję, dzięki której główny instrument – skrzypce – są mocniejsze i bliżej nas. Tracimy nieco pogłosu, którym im towarzyszy na winylu, ale za to zyskujemy lepszą perspektywę, to naprawdę instrument prowadzący. Dźwięk na CD jest gęsty i treściwy, ma też mocno wybudowany dół. Akurat w tym przypadku wydaje się on nieco zbyt mocny, winylowy oryginał ma dźwięk lżejszy, ale przez to bardziej naturalny.

Wersja CD zachwyca za to czystością brzmienia. To udany transfer, wykonany z czułością i głęboką wiedzą o technologii. Jego wadą jest zbytnie dociążenie, a rzeczą po prostu inną – przybliżenie skrzypiec do słuchacza.

Jakość dźwięku:
• oryginał:7-8/10
• reedycja HP:7/10

III | COPLAND, Billy The Kid Suite | Appalachian Spring

wyk. The Philadelphia Orchestra, dyr. Eugene Ormandy
Data wydania: 1970

Wydania:
Long Play: RCA Red Seal LSB-4018 (1970)
„High Performance”: RCA Red Seal/BMG Classics 63467-2, CD (1999)

| TECHNIKA

Long Play | Oryginalne, winylowe wydanie ukazało się w 1970 roku i nie miało na okładce logotypu „His Master’s Voice”, a jedynie napis „Red Seal”. Płytę wydano równocześnie w kilku krajach – w Wielkiej Brytanii w „regularnej” wersji, a nie Dynagroove. Dodajmy, że płyta miała cieniutką, giętką okładkę. W wersji winylowej została wznowiona tylko raz, w 1983 roku w Kanadzie w ramach serii „Legendary Performers”, pod numerem 2.

Compact Disc | Pierwsza cyfrowa wersja tej płyty pochodzi z 1990 roku i wydana została w ramach serii „RCA Victor Gold Seal”. W 1999 roku ukazała się reedycja „High Performance”. Najrzadsza wersja to ta, którą wydało JVC na płycie XRCD24 z serii „XRCD24 RCA Red Seal Ultimate Remastering Edition” w roku 2013.

| MUZYKA

Long Play vs „High Performance” | Pewnym zaskoczeniem jest to, że na cyfrowej reedycji zamieniono miejscami utwory – pierwszym jest Appalachian Spring, a drugim Billy The Kid Suite. Drugie zaskoczenie wiąże się z poziomem siły głosu – po raz pierwszy słyszę, że zarówno winyl, jak i CD mają bardzo zbliżoną głośność. I wreszcie po raz pierwszy w tym teście słychać też, że winyl jest po prostu lepszy.

Nie, żeby CD było złe – słychać wszystko to, co już wcześniej opisaliśmy, to jest pogłębienie dźwięku, ładną dynamikę, czystość. Ale też to bardziej głuchy dźwięk, bardziej zduszony, mniej w nim życia. Winyl jest fantastyczny – otwarty, nośny, rozdzielczy, niesamowicie żywy. Szum przesuwu jest nieco wyższy niż na płytach wytłoczonych w technice Dynagroove, ale i tak nie przeszkadza. Jego obecność – a to przecież zniekształcenie, nie zapominajmy o tym! – wynagradza nam fantastyczna dynamika, której zabrakło w wersji CD.

Jakość dźwięku:
• oryginał:8/10
• reedycja HP:6/10

IV | Tomita, Snowflakes Are Dancing

Data wydania: 1974

Wydania:
Long Play: RCA Red Seal ARL1-0488 (1974)
Compact Disc: RCA Red Seal/RCA Japan RD 84587 (1974)
„High Performance”: RCA Red Seal/BMG Classics 63588 2, CD (2000)

| TECHNIKA

Long Play | Tomita może się pochwalić wieloma wydaniami swojej płyty, co więcej – były to reedycje zarówno stereofoniczne, jak i kwadrofoniczne, czasem pod zmienionym tytułem. Dla przykładu, we Włoszech płyta wyszła pod tytułem Debussy Sound 2000. Wersje kwadrofoniczne ukazały się w serii „Quadradisc” i zakodowane była w formacie CD4. Najlepsza jest ta wydana w Niemczech przez Teldec w technice „Half Speed”. Równie ceniona jest też kwadrofoniczna wersja japońska, która ukazała się ze zmienioną okładką – zamiast stylizowanej twarzy Tomity umieszczono na niej twarz kompozytora.

Compact Disc | Pierwsza wersja cyfrowa została wydana już w 1983 roku. Krążek został wytłoczony w Japonii, a potem sprzedawany był z okładkami drukowanymi w poszczególnych krajach. Zamiast klasycznego logotypu RCA Red Seal umieszczono na niej nowe, „laserowe” logo RCA. Z 1991 roku pochodzi wersja CD zakodowana w Dolby Surround, bazująca na oryginalnym, kwadrofonicznym wydaniu.

W 2006 roku wydano w Japonii wersję zremasterowaną w 24 bitach, która ukazała się zarówno w pudełku jewelbox, jak i jako tzw. „paper sleeve”, czyli mini LP. To edycja ze zmienioną okładką, powtarzającą oryginalną edycję z Japonii, i bez dodatkowego, bonusowego utworu. Ale krążek został wytłoczony w tłoczni JVC na maszynach K2 Laser Cutting. W 2015 roku wydano ją jeszcze raz, w serii „1000 Great Recordings”, choć krążek powstał w zwykłej tłoczni.

Dodajmy, że można znaleźć również wydania na kasetach Compact Disc z Dolby Surround oraz na taśmach 8-ścieżkowych.

| MUZYKA

Long Play vs „High Performance” | Płyta Tomity jest pierwszą w tej grupie, która jest bardzo podobna w obydwu wydaniach – oryginale winylowym i reedycji „High Performance”, co pokazuje ludzi zaangażowanych w cyfrową reedycję z jak najlepszej strony. Płyta winylowa ma więcej rozmachu, mocniej schodzi w stronę basu, ale z kolei ów bas jest szybciej podcięty. W zależności od utworu raz wydaje się, że to winyl jest mocniej skompresowany, a raz CD – najwyraźniej potraktowano poszczególne utwory nieco inaczej.

Najważniejsze jest to, że zachowano tonalność płyty winylowej, ten szczególny dźwięk instrumentów elektronicznych, aurę, coś w rodzaju „otoczki”, która jest po prostu naszą reakcją emocjonalną na przekaz. To wszystko jest też i na płycie LP, i CD. Dodajmy, że w wersji cyfrowej otrzymujemy solidniejsze, bardziej namacalne źródła dźwięku – to naprawdę brzmi bardzo dobrze!

„High Performance” vs Compact Disc | Wersja z 1983 roku jest naprawdę niezła. Jej zaletami są: gładkość, płynność, ciepło. Ma jednak problemy z selektywnością i przejrzystością, które w wersji HP zostały rozwiązane. Jest też o jakieś 2 dB cichsza, co sugeruje mocniejszą kompresję w wersji HP. Być może dlatego dźwięk starszej wersji jest spokojniejszy, mniej wychodzi w naszą stronę. Głębokość „sceny” i to, jak nas otacza to rzeczy, które w wersji HP są znacznie lepsze.

Wersja najnowsza, z 2015 roku, przypomina tonalnie remaster „High Performance”. Dźwięk jest bowiem dość ekspansywny i „do przodu” Różnią się przede wszystkim nasyceniem – japońska edycja jest gęstsza i gładsza. Ale traci sporo z definicji, czyli tego, co mi się tak bardzo podobało w HP.

Podsumowując: wersja CD z 1983 roku jest gładka i miękka, spodoba się wszystkim, którzy uważają, że cyfra to błąd. Także wersja z 2015 roku jest nasycona i całkiem gładka, ale ma lepiej definiowane plany, dźwięki itp. jest z tych trzech najgłośniejsza. Ale to wersja HP stanowi „złoty środek”. Przydałoby jej się wypełnienie najnowszej wersji i trochę miękkości najstarszej. Ale to ona jest najbardziej otwarta i przynosi najwięcej informacji.

Jakość dźwięku:
• oryginał:8/10
• reedycja HP:8/10

V | VLADIMIR HOROWITZ, Horowitz at the Met

Scarlatti, Chopin, Liszt, Rachmaninoff
Data wydania: 1982

Wydania:
Long Play: RCA Red Seal CRL1-2633 | Teldec ARC1-4585, LP (1982)
„High Performance”: RCA Red Seal/BMG Classics 63314 2 (1999)

| TECHNIKA

Long Play | Oryginalne, amerykańskie wydanie ukazało się z tłoczoną okładką i złoconymi literami. W niektórych krajach zamiast zdjęcia Horovitza na pierwszej stronie jego zdjęcie umieszczono z tyłu. W Niemczech krążek został wytłoczony na grubym winylu, w technice „Half Speed” przez firmę Teldec. Na folii naniesiono naklejkę mówiącą, że to „Audiophile Pressing”. W wersji tej niewielkie zdjęcie z wydania amerykańskiego zajmuje całą powierzchnię okładki.

Ważniejszy jest jednak sposób rejestracji materiału. Płyta ukazała się z logotypem Red Seal Digital, powtórzonym także na wyklejce. Materiał ten został bowiem zarejestrowany w domenie cyfrowej na sprzęcie firmy Soundstream z parametrami: 16 bitów i 50 kHz. To jedna z najlepszych metod rejestracji z tamtych lat, z której korzystał przede wszystkim Telarc. Pozwalała na cyfrowy miks i cyfrową edycję (więcej w artykule pt. Cyfra w świecie winylu. Koń trojański czy konieczność?, HF | No. 155).

Compact Disc | Pierwsze wydanie cyfrowe pochodzi już z 1982 roku i ukazało się w serii „RCA Gold Seal”. W 2009 roku płyta znalazła się w 70-płytowym pudle „Vladimir Horovitz: Complete Oryginal Jacket Collection”.

| MUZYKA

Long Play vs „High Performance” | Rok 1982 to oficjalna europejska premiera formatu Compact Disc, który na niemal trzydzieści lat zdusił winyl. Ale to też okres, w którym firmy płytowe stosowały najciekawsze rozwiązania mające na celu zminimalizowanie problemów tego formatu.

Tłoczenie firmy Teldec jest bezbłędne! Niemal nie ma trzasków, a szumy przesuwu są pomijalne. Pomimo że przecież to tylko fortepian, a więc średni poziom siły głosu jest dość niski. Połączenie maestrii inżynierów z firmy Soundstream i technologii Teldec dało fantastyczny rezultat!

To naturalne, czyste brzmienie, w którym pierwiastek emocjonalny jest świetnie zrównoważony intelektualnym, nie ma między nimi walki. Wersja winylowa prezentuje instrument w pewnym oddaleniu i nie jest on mocno skupiony, raczej lekko „rozfokusowany”. Może to być wpływ akustyki sali koncertowej, ale też problem samego nośnika (winylu), o czym rzadko się mówi.

Płyta CD z serii „High Performance” jest pod tym względem o wiele lepsza, to znaczy skupia dźwięk dokładnie przed nami pokazując prawdziwy fortepian w dużej przestrzeni. Bardzo ciekawe jest to, że średni poziom siły głosu na płycie CD jest niższy niż na LP. Całość ma postawiony niżej punkt ciężkości, ale to nie są duże różnice – na tyle jednak ważne, że dopełniają dźwięk fortepianu. Dlatego też płyta CD brzmi fantastycznie!

Ale nie dlatego, że LP brzmi źle, to też świetny transfer, a po prostu dlatego, że na CD udało się inżynierom pokazać wykonawcę w intymnej sytuacji, sam na sam z fortepianem. Jeśli chcemy poczuć nieco mocniej charakter wnętrza, w którym materiał został nagrany, musimy sięgnąć po winyl. Obydwa wybory będą słuszne.

„High Performance” vs Compact Disc | Reedycja Compact Disc z 1982 roku wcale nie jest taka zła… Jej problemem jest to, że wersja HP jest o wiele lepsza :) Wydanie z 1982 roku jest jaśniejsze i bardziej dobitne, jest też głośniejsze o jakieś 1-1,5 dB. Pomimo to czujemy, jakby pomiędzy instrumentem, a nami wisiał koc, który nie przepuszcza wszystkich dźwięków. Co jest tym dziwniejsze, że przecież słychać mocniejszy atak i mocniej wyprowadzono średnicę, szczególnie jej wyższą część. Ale wystarczy kilka chwil, żeby się zorientować, że wydanie HP jest rozdzielcze i po prostu znakomite. Jest też gładkie, aksamitne, a przy tym znacznie bardziej naturalne, niż wersja z roku 1982. W tym przypadku nie było dla HP żadnej konkurencji.

Jakość dźwięku:
• oryginał:8-9/10
• reedycja HP:8-9/10

VI | VLADIMIR HOROWITZ, Rachmaninoff: Piano Concerto 3

Eugene Ormandy, New York Philharmonic
Data wydania: 1978

Wydania: Long Play: RCA Red Seal LSC-, LP | Teldec ARC1-4585 (1978) „High Performance”: RCA Red Seal/BMG Classics 63314 2 (1999)

| TECHNIKA

Long Play | To było dla RCA wydanie prestiżowe, dlatego postarano się, aby robiło wrażenie. Okładkę wydrukowano na grubej tekturze ze srebrnymi, tłoczonymi literami i logotypami. Wraz z płytą melomani otrzymywali 12-stronicową książeczkę. Ciekawe, ale ze względu na problemy techniczne część zamieszczonego na krążku materiału zarejestrowano później, już po koncercie. Płytę wydano w niemal wszystkich krajach, w których RCA miało swoje oddziały. Wydania te różnią się logotypami i kolorem liter. W 1979 roku krążek ukazał się w Jugosławii (Jugoton), a rok później w Hiszpanii.

Compact Disc | Pierwsze wydanie cyfrowe pochodzi z 1987 roku. W 1993 roku ukazało się w serii „Gold Seal”, a w 2016 roku japoński oddział Sony Music wydaje wersję BSCD2 w ramach serii „Best 100 Classic” z remasterem bazującym na wydaniu HP z 2000 roku. Zdecydowano się wówczas na zmianę okładki – sięgnięto po zdjęcie, które w winylowym oryginale zdobiło tył płyty.

| MUZYKA

Long Play vs „High Performance” | Wszystkie egzemplarze tej płyty, jakie znam, mają problemy z szumem i trzaskami. Część „winy” ponosi za to dość niski średni poziom siły dźwięku. Ale jest chyba coś jeszcze, co pokazuje cyfrowy remaster i płyta CD. Chodzi o to, że na winylowym oryginale pasmo przenoszenia wydaje się węższe, jakby odcięto dół i przycięto wysokie tony. Słychać to szczególnie dobrze na fortepianie. Na winylu jest on dalej i jest mniejszy. Na CD jest bliżej i jest solidniejszy, masywniejszy.

Być może dlatego wersja cyfrowa HP podobała mi się bardziej, mocniej angażowałem się w muzykę. Nawet perspektywa, dzięki której winyl potrafi być tak oszałamiający, była lepsza z CD. A to dlatego, że choć fortepian był duży, mocny, to orkiestra zachowała świetny dystans, była rozłożona szeroko i miała głębię. A przede wszystkim płyta CD brzmiała naturalniej, mniej było na niej słychać zabiegów inżyniera dźwięku.

„High Performance” vs BDCD2 | To przypadek, w którym nowsza cyfrowa wersja jest lepsza od starszej, chociaż obydwie są dość podobne tonalnie i dynamicznie, mają też niemal ten sam średni poziom dźwięku. „Wyższość” wersji BSCD2 nad HP polega na głębszym i bardziej naturalnym oddaniu brzmienia fortepianu. Wersja HP jest bardzo ładna, ale brakuje jej wysycenia, rozdzielczości BSCD2 – niewiele, ale jednak. Ma przez to większą „wagę” – dosłownie i w przenośni. Choć wersja HP jest bardzo dobra, to jednoznacznie wolę najnowszą, na płycie BSCD2. Obydwie są jednak – uwaga! – lepsze niż wersja LP.

Jakość dźwięku:
• oryginał:6-7/10
• reedycja HP:7-8/10


DWA SŁOWA NA KONIEC

Seria „High Performance” jest jedna z ciekawszych inicjatyw związanych z podjętymi na Zachodzie reedycjami muzyki klasycznej. Chociaż sam proces tłoczenia płyt jest ten sam, to jej siłą jest remastering. Jak starałem się wykazać, wynik różni się z płyty na płytę. Ale z drugiej strony średni poziom dźwięku jest bardzo dobry, naprawdę satysfakcjonujący. A w kilku przypadkach wersja cyfrowa brzmi lepiej niż analogowy oryginał! Genialnie brzmią płyty zarejestrowane cyfrowo na magnetofonie Soundstream – to kolejne potwierdzenie maestrii tej techniki i aż szkoda, że musiała ustąpić pomysłowi Sony.

„High Performance” po osiemnastu i dziewiętnastu latach wciąż robi duże wrażenie. Tak się dzieje tylko wtedy, kiedy właściwi ludzie znajdą się we właściwym miejscu i czasie i będą mieli do dyspozycji właściwe narzędzia.