pl | en

Wzmacniacz zintegrowany

 

Amare Musica
ENTROPY

Producent: Amare Musica

Cena (w Polsce): 34 000 zł

Kontakt:
ul. Obrońców Tobruku 27, lok. 118
01-494 Warszawa | Polska

tel.: +48606117312 | e-mail: info@amaremusica.pl

www.amaremusica.pl


Kraj pochodzenia: Polska


hoć to pierwsza recenzja produktów Amare Musica na łamach „High Fidelity”, to zapewne przynajmniej część z państwa firmę kojarzy, choćby z ostatniego Audio Show. Wówczas to owa młoda polska marka oficjalnie zadebiutowała z high-endowym zestawem lampowych monobloków Trinity, sterowanych przedwzmacniaczem De Forest. Gwoli przypomnienia tę amplifikację w czasie wystawy zestawiono z kolumnami Clockwork, także rodzimej produkcji. Niewykluczone, że część osób, odwiedzających ten właśnie pokój wystawowy, zastanawiała się: gdzie ja już tych ludzi widziałem/łam? Otóż właściwie chyba wszystkich z nich można było zobaczyć w czasie wcześniejszych edycji AS w pokoju DIY „Audiostereo”. Wszyscy bowiem byli forumowiczami, wszyscy zajmowali się od jakiegoś czasu konstruowaniem urządzeń audio różnego typu, czy to na własny użytek, czy po prostu z ciekawości, jak coś może zagrać. W końcu jednak postanowili skomercjalizować swoją działalność uznając, że po pierwsze zdobyli już odpowiednią wiedzę i doświadczenie, a po drugie mieli po prostu konkretne pomysły, które chcieli zrealizować, a potem podzielić się nimi z innymi – wielu znanych dziś na całym świecie konstruktorów tak właśnie zaczynało. System, który grał wówczas w Sobieskim pierwszego dnia spisywał się nieźle, ale mówiąc szczerze na kolana nie rzucał. Wystarczyło jednakże odwiedzić ten sam pokój w niedzielę, by usłyszeć znakomity dźwięk – pytałem i panowie twierdzili, że nic w systemie nie zmieniali, więc jedna z odwiecznych tajemnic/reguł Audio Show, zgodnie z którą w większości pokoi lepiej gra w niedzielę, nadal została niewyjaśniona. Wykonanie zarówno przedwzmacniacza, jak i monobloków także stało na niezwykle wysokim poziomie – miałem pewne skojarzenia z urządzeniami Toma Willisa (ArtAudio), jako że i on lubi błyszczące, srebrne obudowy. Fakt tak dopracowanego designu był nieco zaskakujący – ludzie zajmujący się DIY często tworzą bardzo dobrze grające konstrukcje, ale strona wizualna niekoniecznie jest ich najmocniejszą stroną. Wynika to z prostego faktu – każda konstrukcja jest tylko tymczasowa, każda jest ciągle ulepszana właściwie aż do momentu, gdy jest porzucana na rzecz następnej – nie ma więc sensu dopracowywanie jej wyglądu do najdrobniejszych szczegółów. Tymczasem Maciej Lenar i Marcin Sołowiow, bo tak nazywają się twórcy Amare Musica, w momencie gdy postanowili zaoferować owoce swojej pracy klientom uznali, że muszą one nie tylko highe-ndowo grać, ale i wyglądać. Zdaniem większości osób, z którymi o tym rozmawiałem - moim własnym także – całkowicie im się to udało.


Parę razy użyłem już określenia „high-endowy”, mocno w obecnych czasach nadużywanego. Ale ponieważ, jako miłośnik lampy, nie mogłem się oprzeć i poprosiłem o dostarczenie De Foresta i Trinity do testu (recenzja ukazała się w magazynie „Hi-Fi Choice. Edycja Polska”) i miałem okazję posłuchać tego zestawu w swoim systemie przez kilkanaście dni, mogę zapewnić, że w tym przypadku jest to absolutnie świadomie i trafnie użyte określenie. Były to znakomite urządzenia (a, o ile wiem, przedwzmacniacz od tego czasu jeszcze ulepszono), oferujące niezwykłe doznania muzyczne. Co ciekawe panowie z Amare Musica oparli swoje urządzenia na srebrze (trafa nawijane są ręcznie srebrnym drutem), co jako żywo przypomina wzmacniacz Souga firmy Kondo, który miałem okazję testować kilka miesięcy temu (czytaj TUTAJ). I choć nie postawię znaku równości między polskim wzmacniaczem a „Japończykiem” (jednak Souga to już absolutny top high-end, stratosfera, kosmos... znowu popadam w egzaltację), to jednak pewne podobieństwo w charakterze brzmienia, być może wynikające właśnie z użycia srebra, występuje. Od czasu tamtej recenzji wiele razy rozmawiałem z konstruktorami Amare Musica poznając sporo pomysłów na kolejne produkty. Kolejnym, który faktycznie trafił już do oferty, jest, także oparta o srebro, listwa sieciowa, wyglądem znakomicie pasująca do testowanego przeze mnie zestawu. Kilka miesięcy temu miałem okazję posłuchać bardzo dobrze zapowiadającego się, acz nadal niegotowego do publicznej prezentacji przetwornika cyfrowo-analogowego. Gotowy do recenzji do wrześniowego numeru „High Fidelity” był natomiast nowy wzmacniacz – tym razem to integra, oczywiście lampowa (choć może to nie aż tak oczywiste, bo w planach firmy jest także i wzmacniacz tranzystorowy), nazwana Entropy. Urządzenie to jest wierne wcześniejszym wyborom, czy też pewnej filozofii firmy. Po pierwsze to wzmacniacz lampowy oparty o lampy marki EML, pracujący w układzie single-ended, a co za tym idzie w klasie A, po drugie panowie z Amare zdecydowali się na konkretny wygląd swoich urządzeń – obudowa ze stali chirurgicznej wykończona na wysoki połysk (acz na życzenie klienta może być pokryta niemal dowolnym kolorem), duży, czytelny wyświetlacz typu LED „matrix” – i tego się trzymają. Jakość wykonania i wykończenia stoi na światowym poziomie dzięki czemu, gdy tylko wzmacniacz trafi na blat/półkę/platformę/whatever cieszy oko niebywale, gwarantując także wysoki WAF.

Kilka prostych słów…
Maciej Lenar, i Marcin Sołowiow/Amare Musica



Marek Dyba: Zaczęło się od znakomitych monobloków i przedwzmacniacza, czy integra jest dla was naturalnym rozwinięciem oferty?
Amare Musica: Po udanej wystawie Audio Show 2012 i dużym zainteresowaniu naszymi produktami wiele osób pytało nas o to, czy będziemy mieć w ofercie wzmacniacz zintegrowany. To prawda, mieliśmy w planach jego budowę. Zainteresowanie potencjalnych klientów sprawiło, że zdecydowaliśmy się znacznie szybciej zabrać do pracy, by zaprojektować i zbudować powyższe urządzenie. Poczyniliśmy wstępne założenia projektowe, wybraliśmy lampę sterującą oraz lampę mocy i zabraliśmy się za projektowanie układów elektronicznych i obudowy.

Monobloki oparliście na lampach 300XLS, ale pracujących na parametrach lampy 300B, co było ciekawym wyborem, zważywszy, że przecież mogliście wycisnąć z nich więcej mocy. Teraz zdecydowaliście się na lampę, którą wcale nie łatwo znaleźć w komercyjnych produktach.
Decyzja o wybraniu najmocniejszej lampy z oferty Emission Labs nie była przypadkowa. Jest to trioda mocy EML1605, pozwalająca uzyskać moc bliska 23 W, co jest już wystarczające do wysterowania większości kolumn dostępnych na rynku. Na lampę sterująca wybraliśmy EML20B, która świetnie spisała się w naszych wzmacniaczach Trinity sterując parą lamp EML300B-XLS. Tym sposobem kontynuując założenia z poprzednich projektów otrzymaliśmy wzmacniacz całkowicie DHT (Direct Heated Triode).

Wybór tej marki lamp też jest dość oryginalny – nawet w bardzo znanych i uznanych wzmacniaczach lampowych montuje się zwykle dość tanie lampy Electro-Harmonixa, JJ-a, bądź jednej z chińskich marek.
Emission Labs produkuje świetne lampy choć nie tanie. EML1605 łączy w sobie cechy brzmieniowe takich triod jak PX25, 300B, oraz moc 845 czy 211. Klient otrzymuje więc dźwięk najwyższej próby nie musząc zaczynać swojej przygody ze wzmacniaczem od poszukiwań lepszych zamienników. Wybierając dość kosztowne lampy zadbaliśmy o opóźnione załączanie napięć anodowych oraz miękki start zasilania włókien katod, wiedząc, że trzeba chronić możliwie najlepiej i tak już drogie lampy Emission Labs. Całością logiki zarządza sterownik z wyświetlaczem typu LED „matrix”.

Tym razem nie zdecydowaliście się na zasilanie lampowe.
Tak, zastosowaliśmy mostki krzemowe, dzięki nim mogliśmy zwiększyć pojemności filtrujące napięcie zasilania anodowego, uzyskując brzmienie, proszę mi wierzyć, nie gorsze lecz nieco inne od tego, gdybyśmy zastosowali lampy prostownicze.

Między testem monobloków i pre, a tym testem integry podsyłaliście mi sporo renderów projektów obudów – tak właśnie działacie? Projektujecie nowe urządzenia wirtualnie?
Przed złożeniem prototypu, wszystkie elementy wzmacniacza włącznie z płytkami drukowanymi i ich elementami zostają umieszczone w programie Solidworks. Możemy ujrzeć cały wzmacniacz w wersji cyfrowej 3D na monitorze. Wspomaganie komputerowe pozwala na uniknięcie błędów projektowych i precyzyjne wykonanie obudowy oraz jej elementów.

No to zdradźcie czytelnikom choć kilka szczegółów budowy Entropy…
Obudowa wykonana została z polerowanej chirurgicznej stali nierdzewnej o grubości 2 mm, natomiast osłony na transformatory wykonane są z miękkiej stali malowanej proszkowo, skutecznie chroniącymi układy elektroniczne przed wibracjami oraz zewnętrznymi zakłóceniami. Bardzo ważnym natomiast dla jakości sygnału jest układ sterowania głośnością. Użyliśmy w tej roli sprawdzony potencjometr firmy Danish Audio ConnecT (DACT). Jest to drabinka rezystorowa zbudowana z niskoszumnych i bezindukcyjnych rezystorów SMD. Specjalnie dla tego potencjometru zaprojektowaliśmy sterowanie zewnętrznym silnikiem krokowym, dzięki temu możliwe jest zdalne sterowanie głośnością. Zamianą napięcia na prąd oddawany do głośników zajmują się transformatory, których uzwojenie wtórne nawinięte jest srebrnym drutem. Technologia ich wykonania jest taka sama jak we wzmacniaczach Trinity.
Jest jeszcze kilka nowych rozwiązań. Ponieważ żarniki lamp bezpośrednio żarzonych wymagają bardzo dobrego niskoszumowego zasilania, rozwinęliśmy projekt układów źródeł prądowych sterowanych napięciowo zastosowanych w monoblokach Trinity. Mogę zdradzić, że tylko pojemność kondensatorów w zasilaczach tychże układów wynosi 160 000 μF. Również w układzie triody wstępnej zastosowaliśmy nowe rozwiązanie - obciążenie anody EML20B źródłem prądowym CCS. Pomiary i testy odsłuchowe wykazały, że jest to lepsze rozwiązanie niż obciążenie indukcyjne.
Dla podwyższenia napięcia skutecznego sygnału muzycznego wchodzącego na lampę EML20B zastosowaliśmy transformatory „step-up”. Było to koniecznie ze względu na to, iż napięcie sygnału liniowego jest za niskie, by w pełni wysterować wzmacniacz. Rozwiązanie takie ma same zalety: siatka lampy jest niemal zwarta do masy, lepiej przenoszone są niskie częstotliwości oraz galwaniczne izolujemy układ od zewnętrznych urządzeń.
Jakość dźwięku prototypu przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. W pełni otwarte i trójwymiarowe brzmienie o pięknych barwach, wypełniające pokój odsłuchowy. Angażujące słuchacza od pierwszych chwil. Mamy nadzieję, że i inni tak właśnie będą odbierać jego brzmienie. Wzmacniacz zintegrowany Entropy będzie zaprezentowany na wystawie Audio Show 2013 w tym samym pokoju 507, co rok wcześniej wzmacniacze Trinity i przedwzmacniacz De Forest – zapraszamy na odsłuch.


Nagrania użyte w teście (wybór)


  • Lee Ritenour, Rhythm sessions, Concord Records CRE 33709-02, CD/FLAC.
  • Metallica, Metallica, Warner Bros. 511831-1, 4 x LP.
  • AC/DC, Live, EPIC E2 90553, LP.
  • Kate Bush, The sensual world, Audio Fidelity AFZLP 082, 180 g LP.
  • Joseph Haydn, Les sept dernieres paroles de notre Rédempteur sur la Croix, Le Concert des Nations, Jordi Savall, Astree B00004R7PQ, CD/FLAC.
  • Gene Ammons, Boss Tenor, JVC JVCXR-0033, XRCD/FLAC.
  • Krzysztof Herdzin Trio, Almost after, Jazz Forum Records 020, CD/FLAC.
  • Harry Gregson-Williams, Kingdom of Heaven OST, Sony B00080EUN0, CD/FLAC.
  • Dead Can Dance, Spiritchaser, 4AD/Mobile Fidelity MOFI 2-002, 180 g LP.
  • Ella Fitzgerald & Louis Armstrong, Ella and Louis, Verve/Lasting Impression Music LIM UHD 045, CD/FLAC.
  • Keith Jarrett, The Köln Concert, ECM/Universal Music Japan UCCE-9011, CD/FLAC.
  • Rodrigo y Gabriela, 11:11, EMI Music Poland 5651702, CD/FLAC.
  • The Oscar Peterson Trio, Night train, VERVE/ORG ORG 029, 180 g LP.
  • Pink Floyd, Wish you were here, EMI Records Japan TOCP-53808, CD/FLAC.
  • Led Zeppelin, Led Zeppelin, Atlantic/Warner Music WPCR-11611, CD/FLAC.
Japońskie wersje płyt dostępne na


O ile wspomniane wcześniej monobloki oparto na lampach EML 300B-XLS (po dwie na kanał), o tyle w Entropy znajdujemy jedną parę lamp mocy, EML 1605 – najmocniejszą triodę w obecnej ofercie tego producenta lamp, której parametry pozwalają uzyskać moc 23 W na kanał vs 18 W w przypadku monobloków.

Lampy sterujące są dokładnie te same, to EML-e 20B, ale różnicą jest zastosowanie tym razem zasilacza półprzewodnikowego (w monoblokach siedzą prostowniki 5U4G). Na froncie urządzenia, pośrodku, znajduje się piękny, czytelny nawet z odległości kilku metrów wyświetlacz, a po jego bokach dwie gałki, w kolorze obudowy. Jedna to regulacja głośności, druga to selektor wejść. Na wyświetlaczu pokazuje się oznaczenie wybranego wejścia, oraz poziom głośności. Po uruchomianiu wzmacniacza widzimy odliczanie od 30 do zera – na szczęście po dojściu do końca nie następuje wybuch, a jedynie opóźnione załączenie napięć anodowych (które przedłuża żywotność lamp). Wzmacniacz wyposażono w urodziwy pilot zdalnego sterowania, dzięki czemu nie ma konieczności dotykania samego wzmacniacza – ujmując rzecz wprost, wykończenie (niemal) lustrzaną powierzchnią pięknie wygląda, ale każde dotknięcie gołą ręką to już mniej pięknie wyglądające odciski palców zostające na tej powierzchni. Pilot co prawda jest wykończony identycznie, ale w końcu nie jest on elementem wystroju pokoju, a po drugie wytrzeć go jest znacznie łatwiej.

Z tyłu znajdujemy trzy pary gniazd RCA, oraz zaciski głośnikowe. Te ostatnie, w testowanym egzemplarzu, były przeznaczone do współpracy z kolumnami 8-omowymi, a z tego co się dowiedziałem, trafa głośnikowe mają też odczepy 4-omowe, więc istnieje możliwość zamówienia wzmacniacza w jednej lub drugiej wersji oraz ewentualne późniejsze przelutowanie odczepów, które powinno być oczywiście wykonane przez producenta. Ponieważ w czasie testu miałem do dyspozycji nie tylko moje kolumny, ale także 4-omowe Amphiony Argon 7L, miałem okazję się przekonać, że dobór kolumn do tego wzmacniacza jest dość istotny – współpracę z 4-omowymi Amphionami trudno było nazwać idealną. A tak właśnie zestawiłem Amarę na początku - z lenistwa, żeby nie zamieniać jednych ciężkich kolumn na inne, jeszcze cięższe. Nigdy nie zaczynam słuchania testowanych urządzeń od krytycznych odsłuchów, tylko daję im trochę pograć w moim systemie. Oczywiście nawet w czasie takich niezobowiązujących odsłuchów trudno pozostać obojętnym, na to co płynie z głośników, a w zestawieniu z 4-omowymi Argonami 7L brakowało przede wszystkim otwartości, oderwania się dźwięku od kolumn. Przełączyłem się więc na moje, 8-omowe kolumny, a Entropy niemal natychmiast odwdzięczył się znacznie lepszym dźwiękiem. Rzecz nie w tym, że kolumny lub wzmacniacz są „słabe”, tylko w rzeczy, o której zawsze trzeba pamiętać budując system – jego elementy muszą być ze sobą spasowane! Skoro wzmacniacz ma odczepy 8-omowe, to jest spora szansa, że to właśnie 8-omowe kolumny zagrają z nim najlepiej. I tak właśnie było tym razem.


Do rzeczy. Od początku działalności panowie z Amare Musica śmiało stawiają na produkty z wysokiej półki. Trzeba przyznać, że to bardzo odważny ruch, ale ich dzielona amplifikacja udowadnia, że to nie żadna brawura, ale po prostu świadomość klasy własnego dzieła. Nie zmienia to faktu, że zapewne w tym kraju nie ma zbyt wielu ludzi, którzy mogą sobie na taki wzmacniacz pozwolić. Dlatego kolejnym projektem jest sporo tańsza integra i nawet jeśli – bądźmy szczerzy – trudno nazwać ją niedrogą, sprzedaje się u nas trochę wzmacniaczy kosztujących podobne pieniądze. Niestety do polskiego produktu trudniej jest przekonać polskiego klienta – paradoks, o którym już pisałem. Polski produkt musi więc być lepszy od konkurencji. Dlatego, mimo że Entropy to „tylko” integra, w założeniu krok w dół oferty w porównaniu to monobloków i pre, to jej konstruktorzy zadbali, by mniejsza forma nie oznaczała z automatu zdecydowanie gorszego dźwięku. Trafa tego wzmacniacza także są ręcznie nawijane srebrnym drutem, obudowę wykonano z równą starannością, użyto podzespołów wysokiej klasy i drogich lamp – wszystko po to, by za zdecydowanie mniejsze pieniądze zaoferować klientom dźwięk niewiele ustępujący klasą topowemu rozwiązaniu. Na ile się to udało? W zaskakująco dużym stopniu. Tzn. oczywiście od wzmacniacza w tej cenie należy tak czy owak bardzo wiele oczekiwać, ale też i ma prawo grać wyraźnie słabiej od kosztującego ponad dwa razy więcej topowego zestawu.

A tymczasem różnica, jak na mój gust, wcale nie jest tak duża. Entropy przypomina mi nieco Ayona Crossfire, czyli jeden z najlepszych przykładów na niezwykle dynamicznie, mocno grającą lampę, która, w przeciwieństwie do równie dynamicznie grających urządzeń opartych o lampy z serii KT (88, 90 czy 120) oferuje także znakomitą, dopieszczoną średnicę. Entropy zachowuje się trochę jak kameleon dostosowując się do muzyki, jaką przychodzi mu prezentować. Jedną z pierwszych płyt, jakie „poważnie” na nim odsłuchiwałem był ostatni album Lee Ritenoura Rhythm sessions. Jak już sam tytuł wskazuje jednym z ważniejszym elementów tego nagrania jest rytm, prowadzony przez perkusję, gitarę basową elektryczną, a czasem akustyczną, zwykle twardy, zwarty, dość szybki słowem taki, za jakim wiele wzmacniaczy lampowych nie przepada. Tymczasem, z moimi kolumnami, które mistrzami szybkości i konturowego basu nie są, Entropy zagrał tą płytę tak, że z zaskoczeniem na nie patrzyłem. Właśnie wtedy pojawiło się skojarzenie z Crossfirem, który kiedyś moje tuby z szerokopasmowym Fostexem „rozbujał” tak, że wraz kolegą zbieraliśmy szczęki z podłogi, bo okazało się, że są one w stanie zagrać potężnym, punktowym basem. Tak samo zaskoczył mnie teraz wzmacniacz Amare Musica. Rytm prowadzony był właściwie doskonale, timing znakomity, bas był bardzo dobrze różnicowany, barwny, żywy. Uderzenia stopy perkusji były zwartymi, mocnymi, sprężystymi kopnięciami. Przy elektrycznej gitarze basowej słychać było pięknie i szybkość ataku, i błyskawiczne wygaszanie dźwięków. Przy akustycznym basie natomiast królowały długie, wibrujące wybrzmienia. Znakomicie, barwnie, płynnie wypadała gitara Lee, a pojawiających się w kilku nagraniach Hammondów nie sposób było pomylić z jakimkolwiek innym syntezatorem. Płyta swoją drogą jest znakomita i warta polecenia także dlatego, że pojawia się na niej cała plejada gwiazd jazzu.

Skoro tak dobrze wypadał Lee Ritenour, postanowiłem sprawdzić, czy i w zdecydowanie cięższym repertuarze Amare Musica dorówna temu, co pamiętam z odsłuchów Crossfire (modeli Mk I i Mk II, „trójki” nie miałem okazji dłużej posłuchać). Na talerzu gramofonu wylądowała czarna Metallica, wydanie 4-ro płytowe. Choć to nadal nie jest doskonałe od strony technicznej audiofilskie nagranie (inne wydania to całkowita porażka), to jednak sporo mówi o możliwościach sprzętu. I tym razem Entropy mnie nie zawiódł. Co prawda chyba nie było tu aż takiego drive'u, który pokazywał Ayon (może te circa 10 W mocy więcej na korzyść tego ostatniego robi tą różnicę), ale była potęga brzmienia, była świetna kontrola nad wydarzeniami na scenie i odpowiednia ostrość gitar. Potwierdziło się także pewne prowadzenie rytmu i świetny timing. A skoro wzmacniacz pokazał, że nie sprawia mu problemu granie mocnej energetycznej muzyki, to na talerzu musiał wylądować także koncert AC/DC. Każdy, kto choć raz był na koncercie Australijczyków, wie doskonale, jakim wulkanem energii jest ta kapela. Nie da się tego przenieść do domu, nie ma takiego sprzętu, który byłby w stanie to zrobić. Można jednakże to wydarzenie oddać w pewnej skali, która w domowych warunkach zupełnie wystarczy. I nie chodzi tu wcale o samą głośność, tylko o energetyczność, żywiołowość przekazu – jeśli puszczam tą płytę, także w czasie odsłuchu, i spokojnie siedzę w fotelu, to znaczy, że coś jest nie tak. I nie ma znaczenia, czy jestem w świetnej formie, czy kompletnie padnięty po ciężkim dniu – jeśli tę płytę gra sprzęt, który sobie z nią właściwie radzi, to po prostu podrywa człowieka na nogi i wciąga do zabawy. Prawdą jest, że tranzystorom przychodzi to łatwiej – tu nie trzeba oferować wielkiego wyrafinowania, dopieszczonej średnicy – wręcz przeciwnie, w ich przypadku liczy się brutalna siła, moc, rytm, odrobina szaleństwa, a tego lampy zwykle nie potrafią. Entropy należy więc do wyjątków potrafiących zmusić kolumny do oddania gigantycznych porcji energii, a jednocześnie potrafi wykorzystać typowo lampową zaletę, jaką jest dopieszczona, świetnie artykułowana średnica, dzięki czemu czytelność wokalu Briana Johnsona była lepsza niż zwykle.

Wiedząc już, że testowanej integrze nie brakuje dynamiki, energetyczności, zmieniłem repertuar na bardziej kojarzony z lampami. Zaczęło się od pięknej płyty Kate Bush. Tu wszystko kręci się wokół niezwykłego głosu wokalistki i to jego sposób prezentacji decyduje o tym, czy płyta brzmi dobrze, czy nie. A brzmi dobrze gdy oczyma duszy widzę Kate ubraną w powłóczyste szaty, tańczącą w lesie niczym driada. Jako że żadnych telewizji muzycznych od lat nie oglądam, więc nie mam okazji odświeżyć sobie pamięci – mogę jedynie powiedzieć, że to i owszem są zapamiętane sceny z jednego z teledysków artystki, a nie moja fantazja. Natomiast gdy system potrafi dopieścić, wycyzelować niezwykle sensualny głos Kate Bush to właśnie te sceny widzę przed oczami i wiem, że jest dobrze, a właściwie znakomicie. Piękna barwa, czysto pokazana specyficzna faktura głosu, niesamowity klimat rodem z wichrowych wzgórz i groźnych uroczysk i morze emocji. Tego nie da się pokazać tak dobrze bez cudownej średnicy. To był kolejny moment, kiedy przypomniał mi się odsłuch Crossfire'a, jako że Entropy także potrafi zagrać mocno, z wykopem, ale gdy trzeba czaruje niczym SET 300B.


Fantastycznie wypadały starsze nagrania – choćby niesamowita zabawa głosami Elli i Louisa, dwa jakże rożne i jak podobne głosy kapitalnie współbrzmiące, namacalne, czyste, dźwięczne, mocne, zostały pokazane równie precyzyjnie, z taką samą starannością jak wcześniej Kate Bush. Także i trąbka Louisa Armstronga czarowała raz łagodnością brzmienia, a gdy trzeba było odpowiednią ostrością. Zresztą prezentacja właściwie wszystkich instrumentów akustycznych pokazywała „lampowe” oblicze Entropy – barwa i naturalność brzmienia, dociążenie, świetne różnicowanie, gładkość – wszystko to na poziomie naprawdę nie tak wiele ustępującym topowemu zestawowi tej marki. I choć lampa 300B potrafi to, co dzieje się na środku pasma jeszcze bardziej dopieścić, to jednak odbywa się to niewielkim, ale jednak, kosztem skrajów pasma. Wzmacniacze Amare Musica, w tym Entropia, są bardziej uniwersalne, tu nie ma preferowania którejkolwiek części pasma. Co prawda w recenzji zestawu De Forest i Trinity napisałem, że oferowały one chyba najlepszą górę pasma, jaką kiedykolwiek słyszałem, to nie oznaczało to wcale faworyzowania tej części pasma, a jedynie nadzwyczajną, genialną wręcz jej prezentację, doskonale wkomponowaną w całość przekazu. W przypadku Entropy to jedna z wyraźniejszych różnic w porównaniu do topowej amplifikacji tej marki – tu góra pasma jest bardzo dobra, co testowałem słuchając choćby płyty Krzysztofa Herdzina, ale nie jest aż tak dobra, jak w przypadku Trinity. Nie wiem na ile był to zabieg celowy, ale faktem jest, że Entropy także gra po prostu bardzo równo, więc być może celowo góry nie zrobiono aż tak efektownej, żeby nie dominowała tu reszty pasma. A tak mamy otwarte, dźwięczne wysokie tony, może minimalnie mniej dociążone. I nie ma tu aż takiego blasku. Pasmo jest jednak pięknie rozciągnięte i nie zauważyłem żadnego zaokrąglenia w górnym skraju, a to w przypadku urządzenia lampowego spore osiągnięcie. Les sept dernieres paroles... Haydna, czyli jedno z moich ulubionych nagrań, gdy przychodzi do sprawdzania, co dany sprzęt potrafi w zakresie prezentacji przestrzeni udowodniło, że Entropia to rasowa lampa.
Pokazywanie ogromnej przestrzeni, malowanie w niej trójwymiarowych, namacalnych obrazów jest domeną wysokiej klasy lamp, a ten wzmacniacz bez wątpienia do nich należy. Słuchając tego nagrania czułem się – nie, nie tylko czułem się, ale po prostu byłem malutkim człowieczkiem siedzącym w ogromnym kościele, przytłoczonym nieco jego ogromem, doświadczającym niezwykłości wyjątkowej muzyki. To było nadzwyczaj piękne przeżycie i, przynajmniej w moim przypadku, właśnie o tego typu doświadczenia chodzi, gdy zasiadam w swoim fotelu i włączam sprzęt.
Dostajemy więc, jak już mówiłem, równe pasmo od samego dołu do najwyższej góry, w którym nie ma właściwie słabszych ani mocniejszych stron – wszystkie są równie mocne. To gwarantuje, że niemal każda muzyka zabrzmi przy pomocy integry Amare Musica w sposób wyjątkowy, prawdziwy, dający ogromną przyjemność obcowania z muzyką.

Podsumowanie

Większość firm buduje swoje portfolio pnąc się od dołu oferty do góry. Firma Amare Musica odwróciła ten proces – najpierw były topowe monobloki i pre, a teraz doszła tańsza integra. Z jednej strony może tak jest łatwiej, bo, w jakimś stopniu, trzeba znaleźć sposób na rozsądną „redukcję” już dopracowanego produktu. Z drugiej strony oczekiwania tych, którzy słyszeli topowy model są ogromne i nie zadowolą się oni banalną odpowiedzią w stylu: „jest tańszy to musi grać gorzej”. Mniej kosztowny produkt robi się dla tych, którzy zachwycili się produktem droższym, nie są w stanie go zakupić i liczą, że płacąc sporo mniej dostaną zbliżoną klasę brzmienia. W tym konkretnym przypadku myślę, że się nie zawiodą. Nie jest to oczywiście najlepszy wzmacniacz świata, nie jest też tani, ale i tak oferuje bardzo dobry stosunek klasy brzmienia do poniesionych kosztów. Dorzućmy do tego wykończenie na światowym poziomie, dbałość konstruktorów o wszelkie szczegóły, w tym stosowanie faktycznie wysokiej klasy komponentów i dostajemy wyjątkowe urządzenie, które można postawić z jednym szeregu z konkurencją dużo bardziej znanych, światowych marek. A ma ono jeszcze jedną, dodatkową zaletę – zaprojektowano i wykonano je w Polsce!

Amare Musica Entropy to wzmacniacz zintegrowany pracujący w układzie single-ended w klasie A, oparty o triody bezpośrednio żarzone, oferujący moc 23 W na kanał. Lampy mocy to najmocniejsze triody w ofercie marki EML – 1605, sterowane za pomocą pary lamp 20B tej samej marki. Obudowę wykonano z 2 mm polerowanej stali chirurgicznej, co daje niemal lustrzaną powierzchnię (acz istnieje możliwość pokrycia jej niemal dowolnym kolorem). Osłony transformatorów wykonano z kolei z miękkiej stali malowanej proszkowo. Decydując się na wybór wysokiej klasy, a co za tym idzie dość kosztownych lamp, producent zadbał o opóźnione włączanie napięć anodowych oraz miękki start zasilania włókien katod, co powinno znacząco zwiększyć okres ich żywotności. Nad pracą wzmacniacza czuwa układ logiki wyposażony w wyświetlacz typu LED „matrix” umieszczony centralnie na froncie urządzenia. Jest to jeden z najczytelniejszych wyświetlaczy jakie widziałem w urządzeniach audio. Znajdują się tam również dwie gałki w kolorze obudowy – regulacja głośności i selektor wejść. Z tyłu umieszczono bardzo solidne gniazda głośnikowe WBT, trzy pary srebrnych gniazd RCA CMC wlutowanych bezpośrednio w selektor wejść, oraz równie solidne gniazdo zasilania IEC Furutecha. W egzemplarzu testowym gniazda głośnikowe przeznaczone są do współpracy z kolumnami 8 Ω, acz transformatory wyjściowe mają także odczepy 4 Ω, więc istnieje możliwość albo zamówienia od razu wzmacniacza z takimi gniazdami wyjściowymi, albo późniejsze przelutowanie odczepów (przez producenta). Transformatory Entropy są nawijane ręcznie srebrnym (!) drutem. Okablowanie wewnętrzne to wysokiej klasy srebro i miedź beztlenowa, kondensatory sprzęgające to Jenseny Copper Foil Paper Tube, a rezystory katodowe to Caddocki. W tym modelu konstruktorzy nie zdecydowali się na zasilanie lampowe – każda lampa ma osobny zasilacz krzemowy (CLC). Sterowanie głośnością powierzono potencjometrowi firmy Danish Audio ConnecT (DACT). Jest to drabinka rezystorowa zbudowana z niskoszumnych i bezindukcyjnych rezystorów SMD.

Dane techniczne (wg producenta)

  • typ układu: single-ended, czysta klasa A
  • lampy wyjściowe: 2 x EML1605
  • lampy wejściowe: 2 x EML20B
  • impedancja obciążenia: 6 Ω
  • pasmo przenoszenia (-3 dB): 5 Hz-100 kHz
  • moc wyjściowa: 2 x 23 W
  • impedancja wejściowa (1 kHz): 50 kΩ
  • stosunek sygnał/szum (pełna moc): 98 dB
  • regulacja siły głosu: potencjometr DACT
  • pilot zdalnego sterowania: tak
  • wejścia: 3x liniowe RCA
  • wyświetlacz: LED „matrix”
  • wymiary (z lampami): 430 x 425 x 310 mm
  • waga: 38 kg



system-odniesienia