pl | en

No. 221 Wrzesień 2022

Wstępniak

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia Wojciech Pacuła


No 221

1 września 2022

CENA CHCIWOŚCI
Czyli o tym, że dobre intencje nie wystarczą i że potrzebna jest również uczciwość

Mobile Fidelity Sound Lab jest specjalistycznym wydawnictwem płytowym, nakierowaną na rynek audiofilski. Została założona w 1977 roku przez BRADA MILLERA. Pierwsze krążki zawierały wysokiej jakości rejestracje… przejazdu pociągów, z dźwiękami lokomotywy parowej. W późniejszych latach wydawała nowe wersje znanych tytułów, stosując do tego swoje własne techniki. Jej czołowym hasłem jest „Oryginal Master Recording”, które informuje o tym, że remastery wykonane zostały z oryginalnych, analogowych taśm „master”. Miller zmarł w 1998 roku, a w roku 2001 firmę kupił JIM DAVIS, właściciel sieci sklepów audio Music Direct.

IE WIEM, JAK PAŃSTWO, ale ja wyjeżdżając na wakacje tracę kontakt z tzw. codziennością. Programowo nie odbieram maili, nie korzystam z internetu, nie oglądam telewizji. Jest to o wiele łatwiejsze, kiedy wyjeżdżamy za granicę, ponieważ odpada TV i w grze zostaje jedynie internet. Od jakiegoś czasu radzę sobie z tym jednak coraz lepiej. Szczególnie dobrze szło mi w tym roku, ponieważ po raz pierwszy i jedyny skorzystałem z tego dobrodziejstwa rodem z XX wieku dopiero po pięciu, czy sześciu dniach poza domem.

⸜ Płyta FRANKA SINATRY pt. Songs For Swingin' Lovers!, zremasterowana z oryginalnej taśmy-matki przez Mobile Fidelity. O tym, że źródłem była taśma „master” informował napis na górze okładki; rok 1990.

I to nie z mojej winy. Leżąc wieczorem w hotelowym łóżku dostałem wiadomość od znajomego, który pisał, żebym „luknął” do sieci, ponieważ ma tam miejsce „drama”. I że powinna mnie zainteresować. Nie broniłem się długo i kliknąłem na podesłany przez niego link, który przekierował mnie na strony „The Washington Post” (→ www.WASHINGTONPOST.com, dostęp: 25.08.2022).

Już sam link zapalił w mojej głowie wszystkie światełka alarmowe – MoFi + Records + Digital + Scandal – ale dopiero tytuł artykułu wprawił mnie w osłupienie. Brzmiał on bowiem: How a Phoenix record store owner set the audiophile world on fire , czyli, w wolnym tłumaczeniu, Jak właściciel sklepu z płytami z Phoenix podpalił audiofilski świat. Dopowiem – osłupienie wynikało nie z tego, co przeczytałem, ale z tego, że znając część tej historii nie potrafiłem dodać dwóch do dwóch i jak idiota wierzyłem na słowo.

Ponieważ od tego czasu minął już niemal miesiąc, zdążyli się w tej sprawie wypowiedzieć wszyscy zainteresowani, padły sensowne, mądre, ale i głupie i po prostu kłamliwe słowa i można na sprawę popatrzeć choć trochę bardziej obiektywnie. Rzecz dotyczy wydawnictwa Mobile Fidelity i chciwości. A było tak: MIKE ESPOSITO, właściciel wspomnianego sklepu, w jednym ze swoich postów wideo na YT poinformował, że z dobrego źródła wie, iż większość analogowych płyt MoFi z ostatnich dziesięciu lat nacinana jest z plików cyfrowych. Pomimo że wytwórnia twierdzi, że korzysta jedynie z analogowych taśm „master”.

I się zaczęło… Głos „w sprawie” zabrało wielu ludzi, w tym SHANE BUETTNER, właściciel innej audiofilskiej wytwórni, broniący MoFi, jak i były już redaktor magazynu „Stereophile”, MIKE FREMER, który zarzucił Esposito nieuctwo, brak profesjonalizmu i po prostu kłamstwo. Odezwał się jednak i ktoś, dzięki czemu sprawa nabrała nowego wymiaru – John Wood, piastujący w MoFi stanowisko wiceprezesa wykonawczego ds. rozwoju produktu (ang. executive vice president of product development).

Wood pracuje dla Mobile Fidelity od 26 lat i zna tę firmę na wylot. To w głównej mierze jemu zawdzięcza ona wzrost i prosperity. W każdym razie Wood wykonał niespodziewany ruch i zaprosił właściciela In Groove – tak brzmi nazwa sklepu Esposito – do siedziby Mobile’a, mieszczącej się w Sebastopolu. Esposito z zaproszenia skorzystał, sam kupił sobie bilet i poleciał.

Już w samochodzie, którym Woods wiózł naszego bohatera, dowiedział się on, że to prawda – Mobile Fidelity od 2011 roku większość płyt analogowych nacina z plików DSD – w latach 2011-2014 z DSD64, a w późniejszych z DSD256. Pierwszym tytułem był I Left My Heart in San Francisco Tony’ego Bennetta; pod koniec 2011 roku dotyczyło to już ponad 60% krążków. I ten odsetek z roku na rok rósł.

⸜ Pierwszy faul – płyta JOHNA LENNONA Imagine z napisem Original Master Recording, ale z masteringiem wykonanym z plików PCM i to nie oryginalnych, a zremasterowanych wcześniej pod okiem Yoko Ono; rok 2003.

Powód jest prozaiczny – wytwórni nie wypożyczają już taśm-matek do remasterów i co najwyżej pozwalają skopiować je u siebie w archiwum. Można oczywiście wykonać na miejscu analogową kopię taśmy „master”, jednak wówczas mamy do czynienia z płytą naciętą z taśmy-matki 2. generacji. A skoro nie da się naciąć płyty z oryginalnej taśmy „master”, inżynierowie MoFi doszli do wniosku, że najlepszym medium będzie DSD w poczwórnej prędkości. W taki właśnie sposób nacięto niemal wszystkie, poza jednym, tytuły z kosztownej serii „One Step”. Ostatni jej tytuł był zresztą pośrednią przyczyną wątpliwości Esposito.

Planowany na ten rok Thriller Michaela Jacksona miał bowiem być wytłoczony w liczbie 40 000 egzemplarzy. W procesie „one step” matryce zużywają się bardzo szybko i trzeba je wymieniać co 1000 tłoczeń. Oznaczałoby to, że taśma musiałaby być odtworzona 40 razy. A na to przecież żaden rozsądny właściciel się nie zgodzi. Jak to więc możliwe, żeby z jednego odtworzenia wykonać aż 40 000 płyt? – Ano niemożliwe, stąd uzasadnione podejrzenia o to, że gdzieś po drodze wykonano albo analogową kopię, albo kopię cyfrową.

Wróćmy jednak do wizyty w wytwórni. Wood umożliwił dociekliwemu właścicielowi sklepu długi wywiad z wszystkimi trzema inżynierami masterującymi płyty Mobile Fidelity, pozwolił również sfilmować całą rozmowę, jak również proces masteringu – zapis ukazał się na jego kanale 20 lipca Jedno jest pewne: płyty tej wytwórni są przygotowywane przez topowych inżynierów. Proces ten jest dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. I teraz – płyty te brzmią najczęściej obłędnie dobrze i są to często najlepsze wersje danego tytułu. Tak, dotyczy to również płyt wydawanych po 2011 roku i nacinanych z plików DSD.

Rzecz bowiem nie w tym, że wytwórnia o której mowa korzystała z plików DSD. Jak się wydaje, będzie to coraz częstsza metoda. Rzecz w tym, że nas wszystkich okłamała – tak to przynajmniej widzę. W materiałach prasowych, na swojej stronie internetowej, jak i we wkładkach do wspomnianych płyt „one step” wprost, że materiał ten jest bezpośrednią kopią z analogowej taśmy „master” 1. generacji i że mastering został wykonany w technice analogowej.

To skandal, nie ma dwóch zdań. Ale skandal nie z powodu techniki, a kłamstwa, którym firma nas przez lata karmiła. Bo dźwiękowo, powtórzę, to często Mount Everest. A firma wpadła przez swoją chciwość. Gdyby tłoczyła po 4000 sztuk płyt, można by przyjąć na wiarę, że to normalne. Chęć zysku przeważyła jednak na zdrowym rozsądkiem.

⸜ DEAD CAN DANCE Into The Labyrinth na LP. Pomysł Mobile Fidelity na to, jak wyjść z twarzą i zaproponować płyty LP masterowane z plików cyfrowych PCM, tzw. Silver Line. Na górze nie ma już napisu „Original Master Recording”, a wstążka ma kolor srebrny, nie złoty. Jak widać, producent dokładnie wiedział, że tego typu płyty muszą się odróżniać od tych nacinanych bezpośrednio z analogowych taśm „master”; rok 2010.

Po ujawnieniu skandalu SYD SCHWARTZ, szef działu promocji Mobile’a przeprosił, ale nie wprost. Z jego wypowiedzi wynika raczej, że chodzi o „niedoinformowanie”, a nie o kłamstwo. Z kolei JIM DAVIS, właściciel firmy Music Direct, jej obecnego właściciela, zamieścił na stronie internetowej obszerne wyjaśnienia (więcej → TUTAJ). Ale nawet w jego wyjaśnieniach nie pada żadne „przepraszam za wprowadzanie w błąd”, a jest to tylko próba przykrycia problemu, coś w rodzaju „crisis management”.

W każdym razie obiecano, że od tej pory wszystkie tytuły mają mieć, wedle deklaracji MoFi, wyraźnie opisany łańcuch masteringowy, zmienione zostaną również wkładki do płyt z serii „One Step”. Wytwórnia informuje, że z czasem opisane w ten sposób będą wszystkie dotychczas wydane przez MoFi płyty. Czy na pewno?

Rzuciłem okiem na nowe tytuły i rzeczywiście, dużymi literami wyjaśniono przy nich konkretne procesy. Przy płycie LP Billa Withersa Still Bill czytamy: „1/4" / 15 IPS analog copy to DSD 256 to analog console to lathe”, a przy Local Hero Marka Knopflera: „Digital clone of 3M digital master”. O ile z Withersem jest wszystko OK., o tyle z Knopflerem już nie do końca. Pomijając, że akurat ten tytuł został nagrany na cyfrowym magnetofonie JVC, a nie M3, to nie dostajemy informacji o tym, że źródłem sygnału była taśma cyfrowa, szpulowa, PCM 16 bitów, 48 kHz. „Master” brzmi lepiej, prawda? Co więcej, jestem niemal pewien, że MoFi otrzymała pliki PCM skopiowane z owej taśmy przez któregoś ze specjalistów. W związku z czym to nie jest kopia z oryginalnej taśmy, a z plików – to problem podobny do tego, z którym firma właśnie próbuje sobie poradzić.

Problem więc pozostaje. Żadnych wyjaśnień dotyczących toru nie znalazłem również przy płytach SACD. W opisie płyty The Eagles pt. One Of These Nights czytamy to, co kiedyś: „Mastered from the Original Analog Tapes”. A już przecież wiemy, że to nie jest prawda. Jeśli w ich przypadku MoFi masteruje sygnał w analogowym torze – a tak najpewniej jest – to pozyskując plik DSD musi go zamienić na analogowy, a potem z powrotem na cyfrowy. Ale informacji o tym nie ma. Właściciele odtwarzaczy SACD zostali więc potraktowani jak klienci drugiego sortu. Mam wrażenie, że Jim Davis działa w typowo korporacyjny sposób, starając się rozwodnić problem, a nie go rozwiązać. Jakby zapomniał, że audio jest małą branżą, w której wszyscy się znają.

Zacząłem od wyznania dotyczącego mojego stanu ducha. Moje oszołomienie wynikało ze zderzenia dwóch informacji. Po jednej stronie miałem moją naiwność, a po drugiej wiedzę o tym, że to się już w przeszłości zdarzyło. Naiwność polegała na tym, że uległem podobnemu złudzeniu, co inni – założyłem, że jeśli firma z tradycjami coś mówi, to mówi prawdę. Wiedza z kolei dotyczyła zaś swego rodzaju niedopowiedzenia – łagodnie mówiąc – dotyczącego remasterów płyt JOHNA LENNONA z roku 2003 (CD) i 2005 (LP).

Tak się złożyło, że przeprowadziłem wówczas wywiad z jednym z inżynierów MoFi – nie pamiętam w tej chwili z którym, musiałbym tego poszukać. W każdym razie powiedział mi on wówczas dwie ciekawe rzeczy. Jedna dotyczyła wprowadzanych wówczas do oferty płyt SACD w miejsce złotych CD. Mój rozmówca sugerował, że to nie był ich pomysł i że w jakiejś mierze wymusiła go na nich firma Sony. Druga związana była ze wspomnianymi remasterami. Otóż, pomimo naniesionego na nich napisu „Original Master Recording”, zarówno krążki CD, jak i LP, zostały wykonane z cyfrowych plików. I to nie oryginałów, a nowych remasterów cyfrowych, zatwierdzonych przez Yoko Ono.

⸜ Faul, który trwał przez 11 lat, od roku 2011. Tutaj wkładka płyty „One-Step”: powyżej oryginalna, a poniżej nowa wersja, przygotowana przez MoFi po wybuchu skandalu. Jak widać dodano „tylko” jeden element, informację o tym, że remaster wykonano z plików DSD256. Niestety wciąż nie ma informacji, jak to wygląda w przypadku płyt SACD; rok 2022.

Wywiad ukazał się tylko w języku polskim, nie został więc na świecie zauważony. Ale to wówczas zaczęło kiełkować to, co skończyło się skandalem. Jak się wydaje, nie jest to problem inżynierów wydawcy, bo oni otwarcie mówią o swojej pracy i są w niej znakomici. Problem leży po stronie właściciela. Skandal polega nie na nacinaniu płyt z plików cyfrowych, bo to norma, ale na wprowadzaniu klientów w błąd co do podstawowych właściwości produktu, który kupują. Jestem więc niezmiernie ciekaw, czy znajdą się śmiałkowie, którzy zaskarżą MoFi.

Bo uczciwość popłaca. A szkody na wizerunku mogą być nie do odrobienia. Duma i dobre samopoczucie są często ważniejsze od innych wartości, na przykład pieniędzy. Miałem to w głowie, czytając artykuł „The Washington Post”, który momentalnie skleił mi się z rzeczywistością, w której przebywałem. Wakacje spędzaliśmy bowiem w Barcelonie i Madrycie. Przepiękne miejsca, świetni ludzie, pyszna kuchnia, no i te alkohole…

Ale przez cały wyjazd jedno mnie bolało – widok rosyjskich turystów i wszechobecny w niemal każdym menu i każdym przewodniku po muzeum język rosyjski. A przecież wystarczyłby nic niekosztujący ruch, wystarczyłoby zrezygnować z języka rosyjskiego i na jego miejsce dać ukraiński. Mała rzecz, ale z drugiej strony godząca w dumę i dobre samopoczucie ludzi mordujących swoich sąsiadów. Najważniejsze jednak, że byłoby to uczciwe. Bo, powtórzę, uczciwość ma sens, a chciwość kończy się zwykle skandalem.

WOJCIECH PACUŁA
redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show