ODSŁUCHY KOLUMN OWL AUDIO zacząłem z 37-watowym wzmacniaczem Shinai, czyli tranzystorem pracującym w klasie A. Mam go już od wielu lat i ledwie w dwóch, czy trzech przypadkach zdarzyło się, że jego moc nie była wystarczająca do optymalnego wysterowania testowanych kolumn. Charakter brzmienia to oczywiście osobna kwestia. To wzmacniacz, który łączy rozdzielczość i przejrzystość z nasyceniem i wybitną, niemal lampową naturalnością.
Można powiedzieć, że jego granie jest nieco ciepłe i za to właśnie tak bardzo go lubię. Doskonale zgrywa się to z kolumnami tego samego producenta, modelem Mach4 (także z Mach2, które testowałem, a pewnie i wieloma innymi), niezwykle dynamicznymi, szybkimi i kipiącymi energią. Dlatego właśnie ten wzmacniacz i kolumny Grandinote tak doskonale się uzupełniają i dlatego włoska integra najlepiej zgrywa się z kolumnami o podobnym charakterze, choć i z innymi radzi sobie bardzo dobrze.
‖ Groove 18 & Shinai
Grove 18, co szybko stało się jasne, oferują nieco inny zestaw zalet. Dlatego też uznałem, że później będę je musiał sprawdzić również z dzieloną amplifikacją Circle Labs. Zacznijmy jednakże od włoskiej integry. Z nią polskie kolumny zagrały pełnym, gęstym dźwiękiem, w którym najważniejszą rolę grała odrobinę ciepła, ale naturalnie ciepła (!) średnica wsparta solidną podstawą basową. A przynajmniej takie było pierwsze wrażenie, gdy zacząłem odsłuchy od dwóch koncertów akustycznych, najpierw RONA CARTERA Foursight: Stockholm 1, a potem Live in Marciac August 5th 2014 AHMADA JAMALA.
Oba albumy to bardzo dobre realizacje, a muzycy, ich zespoły oraz publiczności, sądząc po reakcjach, doskonale się bawią. Na krążku Cartera ważną rolę gra oczywiście kontrabas, który z Grove 18 zabrzmiał zaskakująco dobrze. Choć Marcin Oleś na niedawnym spotkaniu z Lirogonami (kolumnami i ich twórcami – to był zresztą przedsmak jednego z pokoi, jakie będzie można odwiedzić na warszawskim AVS 2026; polskie elektrostaty i gramofon plus elektronika Vinni Rossi – będzie ciekawie!) w Lublinie, w siedzibie J.Sikora, udowadniał nam (grając dla nas na żywo), że choć to właściwie cicho grający instrument, to wiele nagrań pokazuje go inaczej.
Oczywiście to kwestia sposobu realizacji i konkretnych wyborów ich twórców, ale na większości, zwłaszcza gdy liderem zespołu jest kontrabasista, jest to duży, potężnie brzmiący instrument. Zaskakujące w przypadku testowanych, przypomnę raz jeszcze – co najwyżej średniej wielkości podstawkowych kolumn, było to właśnie, jak przekonująco oddały brzmienie dużego, mającego pasującą do jego wielkości masę i głęboko, barwnie brzmiącego instrumentu Rona Cartera.
Co ważne, zrobiły to bez sztucznego pompowania basu przez bas-refleks, którego w ogóle, przynajmniej w takim ustawieniu, jak u mnie, nie było niemal słychać, czy podbijania średniego bądź wyższego basu, by zamaskować braki na dole, co zdarza się mi słyszeć nierzadko w tańszych monitorach. I owszem, body instrumentu, czyli jego pudło rezonansowe, było duże i ciężkie, ale jego udział w dźwięku nie był przesadzony. Moje kolumny lepiej oddają szybkie impulsy – jak szarpnięcia strun – ale pamiętajmy, że kosztują cztery, czy pięć razy więcej, a ich konstrukcja, w tym brak zwrotnicy, predestynuje je do takiego grania.
Kontekst ceny w porównaniach był istotny o tyle, że rozdzielczością, czy wiernością oddania barwy i faktury dźwięku, a także umiejętnością różnicowania drobnych kontrastów dynamicznych i tonalnych, Grove 18, choć zaskakująco dobre w tym zakresie, nie dorównywały Machom 4. Z drugiej jednakże strony, dawno nie słyszałem kolumn podstawkowych (a właściwie żadnych) z przedziału nawet i do piętnastu tysięcy złotych, które robiłyby to tak dobrze, jak testowana para. Już na tym etapie odsłuchów jasne było, że konstruktorom należą się brawa, tym bardziej, że to przecież ciągle bardzo młoda marka.
Album Jamala zabrzmiał z kolumnami Owl Audio równie ciekawie. Tu rolę największego instrumentu na scenie przejął fortepian mistrza, choć kontrabasista również dostawał sporo czasu na popisy. Zarówno na tej, jak i na poprzedniej płycie, te wielkie, nisko schodzące instrumenty pokazywały z jednej strony spore możliwości w zakresie niskiego basu i jego wypełnienia, z drugiej sugerowały również, że nie był to bas wybitnie konturowy. Nie oznacza to bynajmniej, że był, za przeproszeniem, rozlazły, a jedynie, że nie miał zwartości i równie skumulowanej energii, jakie znam z Machów 4. W naturze bas akustyczny nie jest twardy, czy sztywny, ale raczej soczysty i barwny, i tak właśnie został zaprezentowany przez testowane podstawkowce sprawiając, że słuchałem popisów mistrzów kontrabasu i fortepianu z dużą przyjemnością.
Na zdecydowany plus testowanych kolumn zaliczyłbym również dobre oddanie barwy instrumentów i naturalny flow muzyki. Dźwięk fortepianu był bowiem pełny, nasycony, a przy tym odpowiednio dźwięczny. Polskie kolumny dobrze oddawały długie, pełne wybrzmienia, a gdy pracował pedał podtrzymujący dźwięki, potrafiły i ten element oddać bez zarzutu. Nawet jeśli na tym etapie odsłuchów nie zmieniła się moja początkowa ocena mówiąca o kluczowej roli średnicy i mocnej podstawy basowej w brzmieniu Grove 18, efektem czego był dość nisko osadzony środek ciężkości prezentacji, to jej spójność nie budziła u mnie żadnych zastrzeżeń.
Śledząc poczynania perkusisty ciągle na tym samym krążku, a później na kilku kolejnych, choćby Almost After TRIA KRZYSZTOFA HERDZINA, z jednej strony potwierdziłem wcześniejsze obserwacje mówiące, że Grove 18 skupiają się bardziej na gęstości i wypełnieniu niskich dźwięków, niż na ich konturowaniu i jakiejś szczególnej szybkości impulsów. Z drugiej, pierwszy raz przysłuchując się bliżej górnej części pasa, ją odebrałem podobnie. Była bowiem nasycona, barwna i dźwięczna, ale przy tym dość delikatna. Z blach nie sypały się bowiem skry jak z moimi kolumnami, nawet przy mocnych uderzeniach pałeczek, a raczej złotawe, nieco łagodniejsze niż do tego przywykłem, dźwięki.
Testowane kolumny we wszystkich słuchanych nagraniach budowały pierwszy plan dość blisko mnie, acz uniknęły wypychania go do przodu. Wrażenie jego bliskości potęgowały raczej wielkość i zaskakująca namacalność źródeł pozornych. Jako że kolumny zostały ustawione dość daleko zarówno od ściany za nimi, jak i ścian bocznych, kreowana przez nie scena była naprawdę duża, ale i, co ważne, różnicowana. Rzecz w różnicach w zależności od nagrania, bo gdy posłuchałem kolejnego akustycznego koncertu z albumu Starkers in Tokyo, na którym zagrali we dwóch wokalista DAVID COVERDALE i gitarzysta ADRIAN VANDERBERG, to w przeciwieństwie do wcześniej słuchanych płyt, scena mocno się skurczyła.
„Zobaczyłem” obu członków Whitesnake (w mojej wyobraźni) wyłuskanych z otaczających ich ciemności punktowymi reflektorami. Panowie znaleźli się blisko siebie, z Coverdalem nieco z przodu, Vanderbergiem za nim, choć gitarę nagrano na tyle blisko, że jej dźwięk wydał się ciut większy niż powinien być, a przez to bliższy. Testowane kolumny ładnie taki układ pokazały, podobnie jak i pogłos wirtualnie powiększający przede wszystkim głębię sceny. Jej szerokość pozostała niewielka, nawet węższa niż rozstaw kolumn, tak jakby po bokach dźwięk nie miał się od czego odbijać (w tokijskim klubie, gdzie zrealizowano nagranie), tworząc wrażenie wspomnianej „ciemności” wszędzie poza punktowo oświetlonymi muzykami.
Na początku zasugerowałem, że kolumny Owl Audio wyjątkowo dobrze reprodukują średnicę, więc takie nagrania, z charyzmatycznym wokalem i towarzyszącą mu gitarą akustyczną, służyły im może nawet jeszcze bardziej niż wcześniejsze. Wokal był mocny, obecny, barwa głosu oddana bez zarzutu, a i ekspresji w głosie Coverdale’a nie brakowało. W brzmieniu gitary, jak wspomniałem, nagranej dość blisko, było sporo pudła, przez co brzmiała dość ciepło i gęsto. Brakowało mi odrobinę więcej przejrzystości i otwartości moich kolumn, ale przy tak dużej różnicy cenowej, trudno było oczekiwać, że Grove 18 wszystko zrobią równie dobrze.
Na koniec odsłuchów ze wzmacniaczem Shinai, dość późnym wieczorem, więc już poniekąd trochę bardziej w ramach relaksu niż pracy, zagrałem dawno nie słuchany album grupy YES, Fragile. Zasadniczo to album rockowy, choć są na nim również fragmenty o zupełnie innym charakterze. Skupmy się jednakowoż właśnie na typowo rockowych kawałkach. Wiedząc już, że Grove 18 z Shinai potrafią zaserwować pełną, gęstą średnicę i równie nasycony dół pasma, spodziewałem się, że rock zabrzmi na nich przekonująco. Nie myliłem się - dostałem z tymi niewielkimi kolumnami całkiem energetyczne granie ze sporym rozmachem, z dobrze prowadzonym tempem i rytmem, a nawet z solidnymi „kopnięciami” basu (jak na kolumny tej wielkości). Energia skupiona była w średnicy i w niskim zakresie, a nieco bardziej oszczędnie dozowana w górnym.
Potwierdziło się więc to, co słyszałem wcześniej, czyli nieco oszczędny, absolutnie nieagresywny sposób prezentacji tonów wysokich. W rocku to zwykle zaleta (chyba że ktoś się chce umartwiać absolutną wiernością odtworzenie nawet słabego materiału), o ile oczywiście mocne uderzenia w blachy perkusji nie są zbyt mocno gaszone, a z Grove 18 nie były. Choć krążek Yes, jak na ten gatunek muzyczny, jest naprawdę niezłą realizacją, to i na nim gdzieniegdzie występują drobne szorstkości i jaskrawości w górnej części pasma, a odrobinę złagodzony charakter wysokich tonów testowanych kolumn dobrze sobie z tym radził. Głośniki nadal potrafiły oddać energię popisów perkusisty, ale jednocześnie nie eksponowały owych chropowatości, które potrafią być irytujące i psuć przyjemność odsłuchu.
‖ Groove 18 & P300 + M200
Na potrzeby kolejnych odsłuchów zamieniłem Shinai na zestaw składający się z P300 + M200 marki Circle Labs (połączonych interkonektami zbalansowanymi KBL Sound Himalaya mk2 - reszta systemu bez zmian). Do dyspozycji miałem więc zdecydowanie wyższą moc i nieco (acz nadal nieprzesadnie) bardziej neutralny charakter brzmienia. Zmiana charakteru dźwięku płynącego teraz z Grove 18 była jednakże nieco mniejsza niż się spodziewałem. To nadal było dość gęste i delikatnie ciepłe granie, acz oba skraje pasma nieco się zmieniły, a przez to i odbiór całości prezentacji.
Na górze pojawiło się bowiem nieco więcej iskierek i blasku, choć nadal była to ich nieco łagodniejsza wersja niż z moimi kolumnami. Na dole z kolei poprawiła się zwartość niskich tonów. To nadal był przede wszystkim gęsty, mięsisty, barwny bas, ale jednak trochę bardziej sprężysty, a to kreowało wrażenie, że jest on nieco szybszy. Słychać to było zarówno na krążku McBride’a (w brzmieniu jego kontrabasu), jak i na koncertowym krążku zespołu STEVE’a GADDA w jego perkusyjnych popisach. Właściwie niezależnie od rodzaju muzyki, prezentacja była nieco żwawsza, poziom energii nieco wyższy, poprawił się także drive muzyki.
Z drugiej strony, w porównaniu do prezentacji z Shinai, choćby wokale wypadały nieco mniej ekspresyjnie, nie elektryzowały mnie aż tak bardzo jak z włoską integrą. Wszystkie te zmiany nie były duże, nie zmieniały dramatycznie charakteru prezentacji testowanych kolumn, ale pokazywały, że potrafią one oddać różnice wynikające z zastosowania innych komponentów w torze przed nimi. To pokazało, że nie narzucają swojego własnego charakteru systemowi, a przynajmniej, że robią to w rozsądnym stopniu (bo każde kolumny to robią). Zmiana wzmacniacza, ale i źródła (bo na ostatnie kilka godzin odsłuchów Lampizatora zastąpił DAC Destination Audio) jest z Grove 18 wyraźnie słyszalny, a to dobrze świadczy o ich możliwościach w zakresie różnicowania.
W tym właśnie zestawieniu, z dzieloną amplifikacją Circle Labs, sięgnąłem również po jedną z moich ulubionych ścieżek filmowych autorstwa ALANA SILVESTRI, z filmu The Abyss. Podobnie jak i inny soundtrack tego kompozytora, do filmu Predator, Głębia służy mi często do oceny dynamiki testowanych komponentów. Grove 18 po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyły bardzo dobrze oddając nawet największe skoki dynamiki, intensywność (w odpowiednich fragmentach, rzecz jasna) i skalę tej muzyki, no i, a może przede wszystkim, jej wyjątkowy klimat, który sprawia, że słucha się tej płyty od deski do deski.
Na koniec wspomnę o jeszcze jednym aspekcie prezentacji, który dotąd pomijałem, bo w przypadku dobrych monitorów wydaje mi się on oczywisty, ale chyba jednak powinienem go podkreślić. Otóż testowane kolumny łatwo i całkowicie znikają z pomieszczenia. Oczywiście to będzie zależało od ich ustawienia w pokoju i akustyki tego ostatniego, ale po włożeniu minimum pracy powinniście państwo uzyskać taki efekt w większości pomieszczeń.
A to ważne, bo to dlatego zwłaszcza cały szereg nagrań koncertowych, ale i klimatyczne ścieżki filmowe z dobrze mi znanych filmów, brzmiały z propozycją Owl Audio tak dobrze, tak łatwo angażując mnie w rozgrywające się przede mną wydarzenia. Muzyka, która rozgrywa się przed nami, jest bardziej prawdziwa i wciągająca niż dochodząca z (nieodrywająca się od ) choćby i najlepszych kolumn.
▒ Podsumowanie
DZIESIĘĆ TYSIĘCY ZŁOTYCH to w audiofilskim świecie dóbr luksusowych niedużo, choć to przecież niemała kwota, a by te kolumny pokazały swoje możliwości potrzebne będą jeszcze dobre podstawki. Dla nie-audiofilów cena Grove 18 będzie więc należeć do kategorii „szalonych”, ale ci, którzy szukają brzmienia wysokiej klasy za umiarkowaną cenę, zwłaszcza posiadacze niezbyt dużych pokoi odsłuchowych, albo trudnych akustycznie (gdzie niemal zawsze monitory sprawdzają się lepiej niż podłogówki) sięgną po nie chętnie. Gdy już wygrzeją swoją parę, odsłuchają kilkadziesiąt ulubionych albumów, zaczną doceniać, że kupili produkt nie tylko tak dobry, ale i o tak dobrym stosunku jakości do ceny.
To bowiem kolumny oferujące dojrzałe, wyrafinowane brzmienie. Jak to (dobre!) monitory, potrafią zbudować dużą scenę, ustawić na niej spore, namacalne źródła pozorne, a następnie zniknąć z pomieszczenia czarując naturalnym, płynnym, spójnym i przestrzennym brzmieniem. Tak, to dźwięk osadzony dość nisko, ale to przekłada się na „obecność” muzyki. Tak, góra pasa jest dość łagodna, ale nie będzie przeszkadzać w docenianiu dobrych realizacji, a za to pozwoli wam słuchać tych mniej doskonałych, których słabości nie zostaną wyeksponowane.
Proponuję dodać pokój z kolumnami Owl Audio do obowiązkowych na najbliższym AVS, bo warto się przekonać, że za rozsądną cenę można w Polsce zrobić świetnie wyglądające i brzmiące kolumny. ‖ MD
▒ Dane techniczne (wg producenta)
Układ: dwudrożny, pasywny, bas-refleks
Czułość napięciowa: 87 dB przy 2,83 V/1 m
Moc znamionowa: 80 W
Impedancja nominalna: 4 Ω
Pasmo przenoszenia:
- dolna granica pasma: 65 Hz przy -3 dB, 42 Hz przy -6 dB, 32 Hz przy -10 dB
- górna granica pasma: 18 kHz przy -3 dB
Wymiary (szer. × wys. × gł.): 230 × 400 × 320 mm
Waga: 11,5 kg/szt.