⌈ Lublin – miasto na prawach powiatu w południowo-wschodniej Polsce. Jest jednym z największych miast we wschodniej Polsce, liczącym ok. 340 tysięcy mieszkańców (stan na 2024 rok) i stanowi ważne centrum kulturalne, naukowe oraz administracyjne regionu będąc stolicą województwa lubelskiego. Jest jednym z najstarszych miast w Polsce – według Kadłubka i Długosza do założenia miasta doszło już w 810 roku. Jest siedzibą firmy J.Sikora. ⌋
MIAŁEM TO WSZYSTKO POUKŁADANE i zaplanowane – na tyle, na ile da się zaplanować wywiad. Z Januszem Sikorą, założycielem i do niedawna szefem firmy J.Sikora, znamy się od wielu lat, szanuję jego pracę, a on docenia moją, przekazując mi do recenzji swoje produkty zawsze jako jednemu z pierwszych.
Do Lublina pojechałem z przygotowanymi pytaniami i scenariuszem spotkania, które miało być czymś w rodzaju podsumowania działalności Janusza w firmie. Podkreśleniu wagi spotkania miała również służyć okładka tego wydania „High Fidelity”, ze zdjęciem przygotowana w technice cyjanotypii przez artystę, pana Marcina Juchę z ostatniesztuki.art. To akurat się udało przeprowadzić według oryginalnego konceptu.
‖ Janusz Sikora, a za nim logotyp nazwy firmy
Jak można się było domyśleć, nic z mojego planu nie wyszło. Rozmowa meandrowała bowiem między wydarzeniami odległymi nieraz o dwadzieścia lat, zahaczała o ludzi, produkty i spotkania, które wiele łączyło z Januszem, ale niekoniecznie w sposób, który sobie wymyśliłem. Historia jest bowiem czymś żywym, co się staje za każdym razem od nowa, bo bazuje na pamięci. A ta kreuje swoje własne światy, nagle otwierające przed nami okna, o których nie mieliśmy pojęcia i prowokujące do zupełnie innych, niż zaplanowane, pytań.
Była to prawdziwa podróż w przeszłość, w czasy pierwocin audio w Polsce, w przestrzenie zdominowane przez pierwsze w naszym kraju pismo tego typu, gdański „Magazyn Hi-Fi”, przeżywana wraz z dwoma innymi załogantami – Robertem Sikorą oraz Adamem Niezbeckim. To oni są bowiem ludźmi stojącymi obecnie za firmą J.Sikora, z nestorem w roli doradczej. Jest to, moim zdaniem, jedna z lepszych i bardziej udanych sukcesji w polskim audio. Tych jest wciąż niewiele, a jeśli się zdarzą, to często nic z tego nie wychodzi. Przykład J.Sikora wydaje mi się modelowy.
Z Januszem Sikorą, Robertem Sikorą oraz Adamem Niezbeckim rozmawia Wojciech Pacuła.
»«
‖ PREHISTORIA
WOJCIECH PACUŁA • Na początku audio było twoim hobby, prawda?
JANUSZ SIKORA • Tak, konstruowanie sprzętu było moim hobby, moją ucieczką w muzykę. Po latach grania i muzykowania, kiedy stwierdziłem, że nie jestem wirtuozem i nic z tego nie będzie, a musiałem sobie znaleźć przestrzeń związaną z muzyką, zacząłem myśleć o sprzęcie do słuchania. Mój ojciec budował estradowe wzmacniacze lampowe, przy których mu pomagałem, dlatego coś o tym wiedziałem. No i zawsze słychać było u nas w domu muzykę.
Również i moje dzieci słuchały więc muzyki, czy tego chciały czy nie chciały, mimo że mieszkaliśmy w bloku. Mój najmłodszy syn, teraz metr dziewięćdziesiąt, jeżdżąc jeszcze w wózku, kiedy tylko słyszał rytmiczne utwory, od razu zaczynał ruszać w rytm rękami – może dlatego został muzykiem… Zresztą Robert też gra (Robert Sikora – średnie dziecko Janusza Sikory, starszy syn – red.). Ale i on, zanim zaczął naparzać z bratem w bandzie, miał swój własny system audio. Miały je wszystkie moje dzieci, w tym córka Iza.
WP • A jak to jest oddać firmę?
JANUSZ • Dla mnie to nie jest „oddanie”. To coś zupełnie naturalnego, jak obrót płyty na talerzu gramofonu. Jeszcze w czasie studiów Robert dorabiał sobie u mnie, robiąc balustrady – bo to była moja pierwsza firma – montując je i projektując. Ja, w międzyczasie, w drugiej połowie naszego warsztatu, składałem sobie wzmacniacze.
‖ Janusz Sikora i jego topowe gramofony, Reference i Standard Max
To był dobry okres, jeśli chodzi o finanse, dobrze sobie radziliśmy, jednak stres związany z tą pracą, zarówno ciążący Robertowi, jak i mnie, sprawił, że zacząłem się zastanawiać nad alternatywą – nie chciałem, żebyśmy pracowali w taki sposób. W efekcie tej zmiany perspektywy, w 2014 roku postanowiliśmy po raz pierwszy zaprezentować swój gramofon na wystawie Audio Show w Warszawie.
ROBERT SIKORA • Co ciekawe, ja też tam byłem, jako młody chłopak, nie zdając sobie sprawy, że to jest moja przyszłość. Po prostu pojechałem z tatą na imprezę.
‖ BURDJAK & SIKORA » 1995-1997
WP • Pierwsze były jednak wzmacniacz lampowe Burdjak & Sikora, pamiętam ich testy w „Magazynie Hi-Fi”.
JANUSZ • Tak było. Olega Burdjaka poznałem w lubelskim Melomanie. Spotkaliśmy się tam i po kilku rozmowach postanowiliśmy zrobić coś razem. Miałem możliwości produkcyjne, więc obudowy nieźle wyglądały, a i dźwięk był naprawdę dobry. Pamiętam, że kiedy zawiozłem swój wzmacniacz do Gdańska, do Grześka Swinarskiego (były redaktor naczelny „Magazynu Hi-Fi” – red.), wszystkim bardzo się spodobał, ludzie byli zdziwieni, że w Polsce coś takiego powstało.
ROBERT • Wtedy byłem jeszcze całkowicie nieświadomy niczego. Byliśmy wówczas na wystawie w Warszawie, na jej pierwszej edycji, właśnie ze wzmacniaczami. Po prostu byłem na miejscu, bez świadomości tego, co tam robię. Ale pamiętam, że wszyscy podkreślali, że te wzmacniacze grały bardzo dobrze – a grały z kolumnami Focal Utopia, które miały wtedy polską premierę.
JANUSZ • Z Marcinem Lewą, z firmy Amar Audio, przedstawicielem Focala w Polsce, poznałem się właśnie w gdańskim towarzystwie. Marcin znakomicie sobie radził i nawet otrzymał od producenta Utopie w złotym kolorze, w uznaniu „zasług”. Sam miałem model PointSource 5.1, a i „Magazyn Hi-Fi” je sobie kupił.
ROBERT • To był, pewnie pamiętacie, absolutny szał. Ja również je wtedy kupiłem i sprzedałem dopiero ze cztery lata temu. W magazynie mamy też moje stare kolumny Zollera, też wielki hit tamtych czasów. Przywieźliśmy je z wystawy we Frankfurcie.
WP • Jesteśmy jednak przy wzmacniaczach Burdjak & Sikora – jak to się skończyło?
‖ Wzmacniacz mocy Burdjak & Sikora na charakterystycznych triodach mocy 6s33s, tak zwanych „diabełkach” • zdj. J.Sikora
JANUSZ • Historia tych wzmacniaczy umarła śmiercią naturalną. Po pierwszej wystawie, o której mówiłem, kilka miesięcy później dostaję informację, że Manfred Zoller chciałby się z nami pokazać w Stanach Zjednoczonych, gdzie ma już swojego przedstawiciela. Wymagałoby to jednak przygotowania kilkunastu egzemplarzy wzmacniaczy i konieczność podróży do USA. Okazało się to niemożliwe do zorganizowania i nasze drogi z Burdjakiem się rozeszły – tak zakończyła się historia marki.
WP • A przez cały ten czas twoim podstawowym zajęciem jest produkcja balustrad?
JANUSZ • Oczywiście, firma cały czas pracuje, a wzmacniacze są moim hobby, do których – swoją drogą – dokładałem. Trwało to trzy lata, gdzieś od 1995 do 1997 roku.
ROBERT • Pamiętam te czasy i oprócz fajnych sprzętów znacznie ważniejsze wydaje mi się, z perspektywy czasu, to z jakimi ludźmi się wówczas poznaliśmy. To wtedy pojawił się też Adam (Adam Niezbecki, jeden z filarów J.Sikora – red.). Nie wiedziałem jeszcze, że dwadzieścia lat później poproszę go, aby zaczął z nami pracować…
WP • Co wtedy Adamie robiłeś?
ADAM NIEZBECKI • Pracowałem wtedy w wydawnictwie. Zresztą całe życie przepracowałem w wydawnictwach, kończąc jako redaktor naczelny. Po drodze przeszedłem wszystkie szczeble na produkcji, przygotowalni itp. A znaliśmy się z Januszem stąd, że kupiłem od niego parę monobloków i to ta właśnie, moja para pracowała z kolumnami GLD na wystawie Audio Show 1997.
Wszystkim im się bardzo podobały. Janusz na takiej parze gra do dzisiaj – to para, która pierwotnie została wykonana dla Marka Sawickiego (Marek Sawicki – dziennikarz audio i inżynier dźwięku, absolwent Inżynierii Dźwięku na Politechnice Gdańskiej, jeden z recenzentów w „Magazynie Hi-Fi” – red.).
ROBERT • Widzisz Wojtku – tak wyglądało moje dzieciństwo: w naszym domu wciąż byli nowi ludzie, ludzie niesamowicie ciekawi, i muzyka…
JANUSZ • Tak, wszystko się jakoś z sobą łączy. Tak mi się przypomniało – Marcin Lewa, o którym wspomniałem, przywiózł wtedy na targi, prosto z Francji, parę kolumn JMLab Utopia, na której to parze do dzisiaj gra nasz krajan, Tomek Zeliszewski (perkusista Budki Suflera – red.).
WP • Kończy się historia Burdjak & Sikora i co dalej?
JANUSZ • Od razu wziąłem się z powrotem za swoją podstawową firmę. Nie mogłem jednak wytrzymać i zaraz potem zająłem się tranzystorami – zacząłem budować wzmacniacze tranzystorowe. To było absolutne hobby i zrobiliśmy chyba tylko z dziesięć sztuk tych wzmacniaczy.
ADAM • Sam wtedy sobie taki kupiłem i mam go do dziś.
JANUSZ • Na jednym z nich, w wersji monoblokowej z chromowaną płytą, do dziś w jednym z systemów gra Julek Soja z firmy Soyaton.
‖ Wystawa Audio Show 2014 – pierwsza w historii prezentacja gramofonów J.Sikora • zdj. J.Sikora
ROBERT • Te wzmacniacze nie były sygnowane, nie miały nazwy, miały też różnego typu wykończenie – w blachach chromowanych, z mosiądzu, z różnymi elementami. Pojawiają się one na rynku wtórnym i teraz, kiedy marka J.Sikora stała się znana, są opisywane jako wzmacniacze „tego” Sikory :)
JANUSZ • Bawiłem się tranzystorami do momentu, w którym zaczął się boom w budowlance – nie mogłem sobie wtedy już pozwolić na rozpraszanie, mieliśmy pracy więcej niż mogliśmy wykonać. To wtedy zaczęliśmy budowę budynku, w którym jesteśmy i w którym działa teraz fabryczka gramofonów. W 2000 roku wbiliśmy pierwszą łopatę, a rok później już się wprowadzaliśmy.
Przez pięć, sześć lat tylko słuchałem muzyki, nie miałem nic wspólnego z rynkiem audio. No, chyba że jakiś audiofil budował dom i kupił ode mnie barierki. Dzisiaj może je sprzedać jako barierki od „tego” Sikory hehehe… Ale dla siebie przerabiałem i odtwarzacze CD, i gramofony, i wzmacniacze. Spotykaliśmy się u mnie ze znajomymi, słuchaliśmy płyt i to była największa przyjemność. W 2014 roku, kiedy świat związany z budowlanką zaczął się zmieniać, pokazaliśmy swój gramofon i znowu wszystko stanęło na głowie.
‖ J.SIKORA Pt. 1: Standard – Reference – Initial » 2014-2016
WOJTEK • Jak do tego doszło? Przecież nie wzięło się to znikąd prawda?
JANUSZ • To prawda, wszystko zaczęło się trochę wcześniej, znowu od ludzi wokół mnie. W Świdniku mieliśmy przyjaciela, który miał gramofon czeskiej firmy Aura. Nie był dobrze ustawiony, dlatego zawsze woleliśmy u niego słuchać płyt CD, z fajnego modelu Marantza. Nota bene, do dzisiaj stoi u niego mój wzmacniacz tranzystorowy.
Darek kupił jednak w końcu wkładkę firmy ZYX i poprosił mnie o pomoc w ustawieniu. Ustawiłem i zagrało to tak, że nas wyrwało z butów. A grał na kolumnach Snell Acoustics Type A – wspaniałe! U niego grało to lepiej niż u nas wszystkich. Tak zaczęły się poszukiwania i próby odpowiedzi dlaczego u niego „gra”, a u nas nie.
W tym samym czasie zaczęły się moje problemy zdrowotne z sercem i żeby odbić się trochę od tego, trochę odstresować, postanowiłem kupić sobie drogi gramofon. Wydałem na niego wtedy 38 000 złotych, co było naprawdę sporą kwotą. Ale… Kiedy go włączyłem, nie mogłem uwierzyć, że tyle na niego wydałem, a to dalej „nie gra”. Zastanowiłem się wtedy, co w takim gramofonie stanowi o tym, że jeden jest tak dobry, jak u Darka, a inny, chociaż droższy, już nie.
Już wtedy wiedziałem, że nie chcę w gramofonie drewna. Jak się można domyśleć, jestem specjalistą od metalu i to jest dla mnie docelowy materiał. A drewno wygina się, zmienia w czasie, jest niestabilne – nie miałem żadnych wątpliwości, że muszę coś z tym zrobić. Najpierw zacząłem poprawiać mój gramofon, zmieniać elementy, usztywniać go itp., ale ostatecznie poddałem się i zrobiłem swój własny. Wykorzystałem w nim łożysko i silnik z kupionego przeze mnie gramofonu, bo te elementy akurat były w nim fajne, jak i ramię Jelco. Tak się zaczęła firma J.Sikora, z frustracji.
‖ Audio Show 2014 po raz kolejny • zdj. J.Sikora
ROBERT • Tak też to pamiętam – pierwszy prototyp gramofonu J.Sikora bazował na istniejącej konstrukcji, w której tata powymieniał większość modułów, przede wszystkim plintę i podstawę ramienia. Diagnoza brzmiała: problemem jest drewno.
JANUSZ • To prawda, moim zdaniem drewno w produkcie, w którym liczy się każdy ułamek milimetra jest błędem. Przecież nie ma dwóch takich samych kawałków drewna, a więc powtarzalności, poza tym to materiał, który stale pracuje i zmienia się w czasie. Dlatego zarówno jeśli chodzi o podstawy, jak i ramiona drewno jest dla mnie niewiarygodne.
WOJTEK • Przerabianie czegoś, a firma to jednak dwie różne sprawy. Jak powstała marka J.Sikora?
JANUSZ • To była po prostu praca „u podstaw”. Kiedy się za coś biorę, to rozbieram to na części pierwsze i schodzę do samych fundamentów. Wyszedłem od pomysłów, które kiedyś zaobserwowałem w innych konstrukcjach typu mass loader. Wydawały mi się one bardzo dobre, a potem je zmieniłem tak, jak mnie to się wydawało korzystne. Ale i tak najważniejsze były materiały.
Dojście do pierwszego działającego urządzenia, z którego byłbym zadowolony kosztowało mnie rok pracy, prób i eksperymentów. Zużyłem do tego setki kilogramów materiałów, które nadawały się już tylko do przetopu. A udało mi się to tylko dlatego, że dysponowałem maszynami, miałem dostęp do materiałów i ludzi, którzy z tym materiałem potrafili pracować.
ROBERT • Z perspektywy czasu widzę, że w samej konstrukcji najważniejszy był dobór materiałów. Tata jest skromny i nie powie tego, ale naprawdę zna się na metalu i jego wiedza okazała się bezcenna. Przecież właśnie tym się zajmował przez całe życie, obróbką metali. Zastąpienie drewna nie było tylko zwykłą wymianą jednego materiału przez inny, a wejściem w zupełnie inne rejony.
WOJTEK • Kiedy w takim razie był gotowy pierwszy gramofon, który można nazwać gramofonem J.Sikora?
JANUSZ • Zacząłem go robić w 2007 roku, a w 2009 był gotowy, a ludzie mogli go zobaczyć i posłuchać. Kilka pierwszych egzemplarzy powstało dla przyjaciół, również dla przyjaciela ze Świdnika, o którym mówiłem, tego od Aury. I to oni mnie pchnęli w kierunku firmy. Z tego pierwszego modelu wyewoluował model Standard, a na targi w 2014 roku, kiedy pokazaliśmy się po raz pierwszy oficjalnie, przygotowałem model Reference.
Ten, który był na targach, również był przygotowany dla znajomego. I to właśnie on, Lechu, namówił mnie, żeby się wystawić w Warszawie. Sam zaproponował, żebym wziął jego egzemplarz. W dodatku sfinansował całą tę imprezę, wraz z reklamami itp. I to dzięki niemu marka w tamtym czasie miała szanse pokazać się szerszej publiczności.
ROBERT • Tak, to ważne – firmę w pewien sposób wykreowali, wymusili na tacie jego przyjaciele, którzy kupili wcześniej od niego gramofony i którzy wierzyli, że jest w nich potencjał.
JANUSZ • W Warszawie wynajęliśmy pokój w Sobieskim, wystawialiśmy się z moimi kolumnami Goodmansa, z moim wzmacniaczem i dwoma gramofonami – i tak się zaczęło. Ludzie jeszcze kilka lat później przychodzili i mówili, że to była magia.
WOJTEK • Już wtedy byłeś przekonany, że to jest twoja przyszłość, czy to ciągle była praca „na boku”, przy okazji podstawowej działalności?
ROBERT • Wtrącę się, ponieważ na wystawie byłem już z tatą i dobrze to pamiętam. Wciąż się tego uczyłem, ale w mojej głowie było już jasne, że trzeba w to wejść na 100%, że czas na półśrodki już minął. Ludzie byli naprawdę zafascynowani dźwiękiem, siedzieliśmy z nimi godzinami i widziałem, że mamy w ręku coś wyjątkowego. I podobało mi się to…
Myśleć sobie, że zmienimy działalność firmy, w dodatku firmy przynoszącej dobre pieniądze, a realne zmiany to jednak dwie różne rzeczy. W tamtym czasie nikt z nas nie planował jeszcze pełnoskalowej produkcji. Zakładaliśmy, że może 20% to będą gramofony, a reszta dalej balustrady. Nikt z nas nie myślał, że da się wejść do high-endu i z tego żyć. To wciąż były czasy, w których w Polsce – poza nielicznymi przypadkami, jak Ancient Audio – firmy tego typu nie były zdolne się przebić na tyle, aby była to ich podstawowa działalność.
Dzisiaj jest inaczej – ścieżki zostały przetarte, jest sporo highendowych polskich firm znanych na świecie, więc jest łatwiej. Ale wtedy – to był dość szalony pomysł.
‖ Wystawa Audio Video Show 2016 i spotkanie Janusza Sikory z nieodżałowanym Wallym Malewiczem • zdj. J.Sikora
JANUSZ • Dla mnie to wciąż był jeszcze sposób na odstresowanie się na odejście od problemów firmy.
ROBERT • Zauważyłem ciekawą rzecz. Większość ludzi, których wówczas poznałem, a którzy produkowali coś w audio, wciąż robili to głównie po to, aby się lepiej poczuć, aby zaistnieć w tej branży, ale jako oni, jako konstruktorzy, nie jako firma. I im ta duma wystarcza. Mało kto wtedy w ogóle wierzył, że można się sprofesjonalizować. A, tak naprawdę, niewielu chciało to robić.
Do tego potrzebne są bowiem duże pieniądze. W polskim high-endzie nikt, ale to nikt nie myślał wtedy takimi kategoriami. To były osobiste projekty, a nie firmy, co prowadziło – nieuchronnie – do wygaszania działalności po jakimś czasie. Dzisiaj każdy, kto myśli o firmie wychodzi od innych podstaw – konstrukcja jest ważna, dźwięk – również, ale jeśli to ma zaistnieć, to musi to być produkt, a nie idea.
JANUSZ • Prawdę mówiąc, byłem wtedy trochę niepewny i wcale nie byłem gotowy startować z pełnoskalową firmą. Po doświadczeniach ze wzmacniaczami Burdjak & Sikora, w tych pionierskich dla polskiego audio czasach, nie wierzyłem w to, że polski produkt ma szansę się przebić gdzieś w Europie, nie mówiąc o Stanach Zjednoczonych. Azja była wtedy poza naszym wyobrażeniem.
Wiedziałem jednak, że nie jest sztuką mieć dobry towar, bo takich producentów było w Polsce mnóstwo. To truizm, nudzę, ale sztuką jest go sprzedać. Trzeba zainwestować duże pieniądze, czas i wysiłek i wtedy może, ale bardzo „może”, uda się. Wtedy, w 2014 roku, wciąż tłukliśmy te balustrady i to one pracowały na nasze gramofony.
ROBERT • To był też moment, w którym zacząłem przejmować część obowiązków od taty w działalności „balustradowej”, żeby miał więcej czasu dla gramofonów. To, że w przyszłości udało mi się zbudować na świecie strukturę pod nazwą „J.Sikora” było wynikiem zebranego przeze mnie wówczas doświadczenia i tego, że wcześniej, na rynku lokalnym, zrobiłem to samo z naszą podstawową wówczas działalnością. Pewne wzorce były już wypracowane i – to najważniejsze – mieliśmy już wówczas odpowiednich ludzi.
Powiem wręcz, chociaż to może kontrowersyjne, że to ludzie budują firmę, a nie produkt. Produkt jest fundamentem. W high-endzie jest jednak mnóstwo dobrych urządzeń. Ale to osobowości w firmie powodują, że coś z tego wychodzi. Na przykład coś takiego, że po dziesięciu latach człowiek na drugim końcu świata, czy to w Kalifornii, czy Singapurze, zainwestuje tysiące dolarów na gramofon z Polski. Czyli nieznany produkt, nieznanej firmy z mgławicowo kojarzonego miejsca na mapie. Ta zmiana jest dla mnie zmianą fundamentalną, a jest wynikiem pracy wszystkich ludzi w firmie. Produkt sam z siebie do tego nie prowadzi.