|
WKŁADKA GRAMOFONOWA MC SUMIKO
Producent: SUMIKO PHONO CARTRIDGES |
|
Test
tekst MAREK DYBA |
|
No 268 16 sierpnia 2026 |
MARKA SUMIKO JEST O TYLE CIEKAWA, że gdy spojrzeć na adres jej głównej siedziby, zlokalizowanej w USA, należałoby ją nazwać amerykańską. Tyle tylko, że wkładki są... japońskie. Jak można bowiem przeczytać na firmowej stronie, „wkładki gramofonowe Sumiko są ręcznie produkowane w Japonii przez wykwalifikowanych rzemieślników z Excel Sound w Jokohamie. Stosowane w nich są wyłącznie najlepsze materiały i komponenty - wszystkie pochodzące z Japonii”. Jest to więc przykład firmy, która otwarcie mówi o tym, kto i gdzie wytwarza ich produkty, co wcale nie jest normą w świecie wkładek gramofonowych.
Dla osób, które nieco bliżej interesują nie tylko markami i modelami wkładek, ale i również tym, w jaki sposób są budowane, nazwa Excel Sound zapewne brzmi znajomo. To jeden z japońskich producentów, którzy co prawda kiedyś (nie jestem pewny, czy nadal) oferowali produkty z logiem Excel (sam ciągle taką wkładkę typu MM gdzieś, w jakiejś szufladzie, przechowuję), ale właściwie od zawsze specjalizowali się w produkcji OEM-owej (OEM – Original Equipment Manufacturer). Słowem produkowali i nadal to robią, wkładki na zamówienie innych marek. Jak wieść gminna niesie, choćby dla innej japońskiej marki, Hana. Niewykluczone więc, że posiadacie państwo ich produkt nawet o tym nie wiedząc. Nie wiem jak to jest w państwa przypadku, ale dla mnie Sumiko było zawsze symbolem relatywnie niedrogich wkładek, które na dodatek w swojej cenie miały zwykle naprawdę dużo do zaoferowania. Innymi słowy, przy rozsądnych cenach ich stosunek jakości brzmienia do kwoty, którą trzeba było zapłacić, był zawsze ponadprzeciętny, a czasem wręcz znakomity. Chyba najpopularniejszym modelem, przynajmniej w Polsce, był Blue Point począwszy od jego pierwszej wersji (wersję No 2 testowaliśmy jeszcze w 2004 roku; więcej → TUTAJ). To niedroga wkładka typu MC, która jest nadal oferowana, teraz w wersji No. 3, i to w dwóch wersjach: nisko- i wysokopoziomowej. Jej popularność wynikała nie tylko z dobrej ceny i więcej niż adekwatnego brzmienia, ale i z faktu, że za te pieniądze klient dostawał wkładkę z ruchomą cewką (MC – Moving Coil). Na dodatek, w wersji wysokopoziomowej wystarczyło ją zestawić z dobrym przedwzmacniaczem gramofonowym dla wkładek MM. A przecież takie urządzenia, przeznaczone do współpracy z kartridżami z ruchomym magnesem, także zwykle są mniej kosztowne niż ich odpowiedniki dla wkładek MC. Za relatywnie niewielką kwotę można więc było zbudować zestaw łączący przynajmniej część zalet wkładek MM i MC. Dla osób, które z winylami nie miały do tej pory do czynienia wyjaśnijmy, iż niższa cena przedwzmacniaczy gramofonowych dla wkładek typu MM wynika z prostego faktu – nie muszą one zapewniać aż tak wysokiego wzmocnienia sygnału, są więc prostsze w budowie niż ich odpowiedniki dla wkładek MC. MM-ki, ale także HO (wysokosygnałowe) MC dostarczają bowiem wielokrotnie wyższy sygnał niż LO (niskopoziomowe, a więc standardowe) MC. Proszę pamiętać, że trudnością jest nie tylko samo wzmocnienie (wielokrotnie niższego) sygnału, ale i fakt, że wzmacniane są również wszelkie szumy i zniekształcenia, które towarzyszą wzmacnianemu sygnałowi. Chcąc tego uniknąć trzeba tworzyć bardziej dopracowane konstrukcje i używać komponentów wyższej klasy, które owych szumów i zniekształceń do sygnału wprowadzają mniej. Wróćmy do Sumiko. Amerykańska marka oferuje obecnie kilkanaście rodzajów wkładek podzielonych na dwie serie. Pierwsza z nich to Oyster Series, w której znaleźć można przede wszystkim wkładki MM (choć słynna Pearl już produkowana nie jest {na szczęście mam ją w swojej szufladzie – WP}), jak i MC (wspomniany Blue Point). Druga seria otrzymała znaczącą nazwę Reference, jest więc firmową referencją, czyli najlepszym, co Sumiko ma do zaoferowania. W niej znajdziecie państwo szczytowe osiągnięcia Sumiko, czyli trzy bądź cztery modele wkładek. Cztery, jeśli osobno policzymy nisko- i wysokopoziomowego Songbirda (czyli Ptasi Śpiew), otwierającego tę serię. Linię Reference uzupełniają topowy Starling (pol. Szpak) i najnowszy, testowany przez nas, zajmujący środkową pozycję w tej serii, model Oriole. Wszystkie wkładki z tej serii korzystają z takich samych korpusów, choć w różnych kolorach, i generatorów. Główne różnice to wsporniki i igły. W podstawowym modelu, Songbird, zastosowano „podstawowy” wspornik aluminiowy i igłę eliptyczną. W topowym Starlingu wspornik wykonano z boru, a igła ma szlif Microridge. Oriole z kolei korzysta z wspornika z wzmocnionego aluminium, igły o szlifie Shibata i nowej cewki o mniejszej ilości zwojów, co przekłada się na niższą impedancję. ▓ Oriole WSZYSTKIE NAZWY WKŁADEK Sumiko są związane z ptakami, a Oriole to piękna, kolorowa wilga. Model Oriole ma budowę typu MC. Jest to model niskopoziomowy, jako że dostarcza sygnał na poziomie 0,3 mV, co nawet w tej kategorii jest wartością dość niską. W praktyce oznacza to konieczność dużego wzmocnienia sygnału, stąd, by uzyskać wysoką jakość brzmienia. Konieczne będzie zastosowanie wysokiej klasy przedwzmacniacza dla wkładek MC. Wkładkę wyposażono w „nagą” (ang. nude) igłę ze szlifem Shibata zamontowaną na wsporniku, który jest rurką z wzmacnianego aluminium. Producent sugeruje obciążenie impedancyjne wynoszące 55 Ω, czyli mnoży impedancję wewnętrzną wkładki (5,5 Ω) razy 10. W praktyce oznacza to raczej minimalne obciążenie, a ponieważ większość przedwzmacniaczy pozwalających wybrać obciążenie oferuje ustawienia zaczynające się od 100 Ω, więc w praktyce zapewne od tej wartości większość osób zacznie. Proszę nie bać się jednakże eksperymentów. Jeśli wasze urządzenie oferuje kilka ustawień obciążenia, proszę koniecznie sprawdzić wszystkie i wybrać to, które dla was, w waszym systemie zabrzmi optymalnie.
Testowana wkładka jest dość lekka, jako że jej waga wynosi ok. 7,3 g. Wraz ze średnią podatnością sprawia to, że powinna dobrze współpracować z większością ramion, poza ciężkimi i bardzo lekkimi. Jako optymalną wartość siły nacisku igły producent podaje 2 g i tak też, po kilku próbach, skończyło się w moim systemie. Ważne, aby mieściła się ona w zakresie od 1,8 do 2,2 g. Producent w modelu Oriole oprócz nagiej igły o szlifie Shibata zastosował generator o niskiej impedancji z cewkami o niższej impedancji niż pozostałe modele z serii Reference (5 Ω vs 28 Ω), wykonanymi z miedzi o wysokiej czystości. Niska waga wkładki wynika z rodzaju korpusu użytego dla Oriole (i pozostałych wkładek w serii Reference), tzw. otwartego. Generator i zawieszenie igły nie są więc, jak w większości wkładek, ukryte wewnątrz zabudowanego korpusu, ale zamontowane do górnej płytki (przykręcanej do główki ramienia). Ta ostatnia, została wykonana z stopu metali; nie znalazłem informacji dotyczącej konkretów. Ma ona piękny, to znaczy dla mnie piękny, bo to jedna z moich ulubionych barw, kolor pomarańczowy. Wybór wilgi na patrona tego modelu sugerowałby raczej kolor żółty, ale co zrobić… Otwarta konstrukcja korpusu ma, jak pisze producent, „minimalizować ryzyko podbarwień i zniekształceń spowodowanych kumulacją energii, która czasami jest przenoszona przez konwencjonalny korpus wkładki”. I dalej:
Rezonans wewnętrzny jest tłumiony w generatorze, a pozostały rezonans przemieszcza się w górę przez połączoną płytkę mocującą do główki ramienia, a następnie wzdłuż ramienia, gdzie jest rozpraszany.
Dodam, iż testowana wkładka dostarczana jest w niewielkim, drewnianym pudełku z dodatkową pomarańczową, papierową, wsuwaną nań „okładką”, na której znajdziecie nie tylko nazwę produktu i kraj pochodzenia, ale i parametry techniczne. Oprócz zabezpieczonej plastikową osłonką wkładki, wewnątrz pudełka znajdziecie kluczyk imbusowy i parę śrubek mocujących. Na szczęście (przynajmniej z mojego punktu widzenia), otwory w płytce mocującej Oriole są gwintowane, więc śrubki nie wymagają używania nakrętek. Pozłacane piny oznaczone są kolorami, co ułatwia podpięcie odpowiednich końcówek okablowania ramienia do wkładki. ▓ ODSŁUCH JAK SŁUCHALIŚMY • Wkładkę Sumiko Oriole zamontowałem w referencyjnym ramieniu J.Sikora KV12 Max pracującym w doskonałym gramofonie tego samego producenta, którego używam od wielu lat, czyli modelu J.Sikora Standard Max. Sygnał z pomocą firmowego interkonektu, wykorzystującego przewodniki Soyaton, czyli pozłacaną miedź, trafiał przez większą część odsłuchów do przedwzmacniacza gramofonowego Grandinote Celio Mk IV, ale pod koniec testu wykorzystałem również moją drugą referencję, czyli ESE Lab Nibiru MC V 5.0.
Na sam koniec testu przedwzmacniacz ESE Lab zamieniłem jeszcze na świeżo dostarczony do recenzji (tekst zostanie opublikowany we wrześniowym numerze „High Fidelity”) Euterpe Audio AA03. Z każdego z tych urządzeń sygnał wędrował z pomocą interkonektu niezbalansowanego Bastanis Imperial do wzmacniacza zintegrowanego Grandinote Shinai, który poprzez kable głośnikowe Soyaton Benchmark Mk 2 napędzał kolumny Grandinote Mach 4.
W ramach ciekawostki dodam, że te ostatnie niedawno stanęły na nóżkach Divine Acoustics Newton Diamond, które w czasie testu zrobiły na mnie równie duże wrażenie, co wcześniej na Wojtku, więc z każdym dniem zwiększa się szansa, że i u mnie zostaną na stałe jako element systemu referencyjnego; test w „High Fidelity” → TUTAJ. NIE ZAMIERZAM SIĘ PUBLICZNIE SKARŻYĆ, więc nie będę rozwlekał tematu i napiszę jedynie, że z racji wielkiego remontu kamienicy, w której mieszkam, moje możliwości odsłuchowe są i będę jeszcze przez kilka miesięcy, mocno ograniczone. Uczę się więc oceniać brzmienie i pisać o nim na innych zasadach niż do tej pory, czyli po dużo krótszych odsłuchach przeprowadzanych kiedy jest to możliwe. To dla mnie nowe doświadczenie. Jak mi wychodzi? To już państwo ocenicie. Sumiko Oriole trafiła do mnie, jak mi się wydaje, całkiem nowa. Po montażu i ustawieniu wykorzystałem więc płytę Clearaudio, która przyspiesza wygrzewanie wkładek. Korzystałem z niej już wiele razy, więc mogę potwierdzić, że faktycznie działa. Zamiast standardowych 50 godzin (to niemal standard, a jedynie nieliczni producenci podają krótszy czas), krążek ten pozwala skrócić ten proces do nawet kilkunastu godzin. Tyle właśnie dostała Oriole, zanim zabrałem się za odsłuch. Gdy zacząłem spróbowałem kilku wartości siły nacisku igły (mieszczących się w zalecanych zakresie od 1,8 do 2,2 g) i, jak już wspomniałem wcześniej, stanęło ostatecznie na rekomendowanych 2 g. Podobne próby przeprowadziłem z obciążeniem impedancyjnym, a w efekcie w Celio stanęło na 100 Ω (Nibiru samo dobiera optymalne ustawienie). Dodatkowo, po odsłuchu pierwszej strony pierwszego przygotowanego krążka (SPYRO GYRA, Fast Forward), korzystając z łatwej regulacji VTA w KV12 Max J.Sikory, obniżyłem nieco ramię, które pierwotnie było ustawione równolegle do płyty, by uzyskać nieco pełniejszy, lepiej dociążony w dolnej części pasma dźwięk. Dodam jeszcze, że korzystałem również z grafitowej maty Wojtka Padjasa. Jak już zasugerowałem, pierwszy słuchany krążek zespołu Spyro Gyra, którego często używam w testach, zabrzmiał nieco zbyt lekko, że tak to ujmę. To było płynne, spójne granie, z dużą ilością informacji podanych w klarowny, poukładany sposób. Tyle że brakowało mi nieco mocniejszej podstawy basowej i nasycenia, szczególnie w zakresie niższej średnicy i basu. Jedną z przyczyn mogło być jeszcze niewystarczające ułożenie się (wygrzanie) wkładki. Nie mogąc czekać na potwierdzenie, czy aby ten aspekt brzmienia faktycznie zmieni się wraz z kolejnymi słuchanymi płytami, skorzystałem z VTA „on-the-fly” w Sikorze i po prostu nieco obniżyłem ramię. To wystarczyło, by dźwięk lepiej się wypełnił, środek ciężkości nieco obniżył, a ja mogłem się zająć oceną innych aspektów brzmienia.
Druga strona tego krążka zabrzmiała już więc tak, jak ją znam z wielu odsłuchów. To granie wysoce energetyczne, z wysoką dynamiką, z pewnie prowadzonym tempem i rytmem i tak właśnie zagrała to Oriole. Może nie była to dynamika dorównująca najlepszym znanym mi wkładkom, ale wszystkie one kosztują dużo, dużo więcej niż Sumiko. Sama różnica nie była więc zaskoczeniem, ale jej wielkość i owszem, jako że spodziewałem się większej. |
Shibata odczytująca informacje z rowka płyty potwierdziła to, za co cenią ją liczni fani tego szlifu igły – potrafiła wejść głęboko w rowek i precyzyjnie odczytać multum informacji. To naprawdę dobra (choć cyfrowa) realizacja, więc gdy wkładka potrafi odczytać wszystko, co w niej zapisano, dostajemy bogatą w detale, ale i wyjątkowo spójną całość. Słuchałem więc zrelaksowany, acz noga samowolnie raz po raz wystukiwała rytm. Kolejna na liście odsłuchowej była płyta BRACI OLESIÓW, zatytułowana Spirit of Nadir. To nagranie ma absolutnie niepowtarzalny klimat pokazany w przeogromnej (choć stworzonej w studio) przestrzeni. Przy każdym odsłuchu z udziałem testowanego komponentu pierwszą rzeczą, na którą (niecierpliwie) czekam, jest wrażenie przeniesienia się na ową wyimaginowaną pustynię (to ta wielka przestrzeń), zobaczenia otaczających mnie diun i usłyszenie delikatnego szumu przesypującego się piasku... (Lekko fantazjuję, ale od czego jest wyobraźnia, na tej płycie wyjątkowo dobrze wspierana).
Sumiko poradziła sobie z tym zadaniem naprawdę nieźle. Nie do końca tak, jak choćby mój Air Tight PC-3, czy LeSon LS 10 Mk II, tudzież inne, sporo droższe wkładki. Te precyzyjnie rysują obrazy instrumentów i jeszcze lepiej je wypełniają nadając im w ten sposób wyższy stopień „obecności”. Niemniej jednak zagrało to na tyle dobrze, że szybko i bez oporów – które czasem pojawiają się, gdy słucham prezentacji wyraźnie niższej jakości niż ta, do której przywykłem – dałem się wciągnąć w wykreowany przez artystów świat. Oriole, korzystając z zalet tej produkcji i swoich atutów, wykreowała przejrzysty, poukładany, bogaty w informacje, przestrzenny obraz. Kontrabas Marcina był zwarty, sprężysty, szybki, podobnie jak bębny Barłomieja. W obu przypadkach pamiętałem je jako nieco „cięższe” i pełniejsze, ale – jak już się przekonałem w czasie wcześniejszych odsłuchów własnego systemu – jego granie nieco się zmieniło w tym właśnie kierunku po kolejnej wizycie Bartka Wężyka, który raz jeszcze ustawiał moje kolumny. Tym razem dodatkowo Machy 4 stanęły na nóżkach Newton Diamond firmy Divine Acoustic. To za ich sprawą system brzmi precyzyjniej, przejrzyściej, ale jednocześnie, w pewnym sensie, ciut „chudziej”. Stopki Divine Acoustics dodają obrazowi muzycznemu precyzji, eliminując drobne zniekształcenia obecne wcześniej, przez co szczególnie niskie tony, ale w pewnym stopniu również wszystko powyżej, wydaje się ciut jaśniejsze, subiektywnie – „chudsze”. Nie ma to nic wspólnego z rozjaśnieniem czy nawet odchudzeniem dźwięku jako takim, ale raczej właśnie z eliminacją zniekształceń, z oczyszczeniem dźwięku ze zbędnych, wnoszonych przez odtwarzające do komponenty (ustawione na tychże nóżkach). To właśnie te nowe elementy mojego systemu, czyli ustawienie kolumn i fotela (plus panele na telewizorze) oraz nóżki pod kolumnami sprawiły, że Oriole mogła pokazać swoje możliwości w zakresie kreacji przestrzennej, z precyzją lokalizacji i dobrym obrazowania źródeł pozornych włącznie, a także precyzji, a może bardziej nawet czystości, brzmienia instrumentów. Bo przecież nie tylko bas i bębny prezentowane były z wysoką czystością, precyzją i zwartością, bez rozwlekania, sztucznego przedłużania ani „wzmacniania” z pomocą (tak naprawdę) zniekształceń, ale także i metalowe instrumenty perkusyjne, które także brzmiały klarownie, dźwięcznie, imponując wysoką energią odpowiedzi na uderzenia i odpowiednio długimi wybrzmieniami. Raz jeszcze podkreślę, że zmiany (ich kierunek) w moim systemie, pomogły mi usłyszeć to, co Oriole ma do zaoferowania. Bo przecież to właśnie źródło, a u jego podstawy pracowała testowana wkładka, decyduje w pierwszym rzędzie o tym, co ostatecznie płynie z głośników. Już na tym etapie odsłuchów było więc dla mnie jasne, że przy całkiem wysokiej, jak na tę markę, acz umiarkowanej, jak na niskopoziomową wkładkę MC, cenie, nowa propozycja Sumiko kontynuuje tradycję ponadprzeciętnego stosunku jakości do ceny. Te same zalety testowanej wkładki Sumiko słychać było doskonale również na krążku MILTA JACKSONA (z Rayem Brownem i Cedarem Waltonem) Bags’ Bag. Bas mojego ulubionego basisty był sprężysty, zwarty i bardzo dobrze różnicowany. Jego barwa została pięknie, przekonująco oddana, a i wgląd w fakturę japońska wkładka dawała bardzo dobry. To było granie z balansem delikatnie przesuniętym w stronę strun, ale ja zdecydowanie wolę taką wersję niż zbyt ciężkie, „buczące” pudło. Ta wersja brzmiała jak wybór artysty, co zresztą jest zapewne prawdą, bo Ray był na tym nagraniu jedynie muzykiem wspierającym lidera. Na tym albumie liderem był przecież Milt Jackson i to jego wibrafon najczęściej prowadził zespół i przyciągał uwagę. Gdy to robił, nie dało się nie docenić (po raz kolejny) czystości i dźwięczności jego brzmienia, czy precyzyjnej lokalizacji na, niezbyt w tym przypadku obszernej, scenie. Bez trudu mogłem „zobaczyć” każde uderzenie pałeczki i śledzić pełne, nieskracane wybrzmienia. I choć zarówno energia, jak i dynamika tego grania były odpowiednio wysokie, całość, jak przystało na wibrafon, była przy tym dość łagodna. Nie było w brzmieniu tego instrumentu (i być nie powinno!) ostrości, agresywności, była za to płynność, spójność, a w efekcie czarująca naturalność. Jako że Oriole ma kolor (ciemno-) pomarańczowy, niemal od początku odsłuchów myślałem o tym, żeby znaleźć w mojej kolekcji płytę w odpowiednim kolorze. Chwilę to trwało, ale w końcu zlokalizowałem, chyba jedną z dwóch (jak mi się wydaje), jakie posiadam na pomarańczowym winylu, czyli drugi krążek (pierwszy jest żółty) z podwójnego albumu Paco And John Live At Montreux (druga to DŻEM Akustycznie. Suplement. Choć tym dwóm geniuszom gitary nie towarzyszył w tym występie Al Di Meola, a krążek nie jest tak znany, jak ten zarejestrowany w San Francisco, to jest kawał świetnego grania, całkiem dobra realizacja, a producentom udało się uchwycić atmosferę tego wyjątkowego wydarzenia. Nowa wkładka Sumiko zaserwowała mi duży, energetyczny spektakl. Może brzmi to dziwnie, zważywszy, że to jedynie dwie akustyczne gitary (właściwie to klasyczna i akustyczna), ale to bliskie nagranie, które daje nie tylko świetny wgląd w artyzm obu muzyków, ale i w brzmienie obu instrumentów. Stwarza także wrażenie siedzenia zaledwie dwa, może trzy metry od wykonawców, co buduje wrażenie dużej skali i rozmachu mimo, że to tylko dwa akustyczne (acz wzmacniane) instrumenty. Oriole i tym razem postawiła na wierność intencjom realizatorów nagrania wykorzystując swoje, wspominane już tyle razy, mocne strony, czyli czystość, precyzję i przejrzystość grania oraz idącą za tym dużą ilość klarownych, uporządkowanych informacji. Pokazała też, że potrafi z rowka wydobyć nawet najdrobniejsze informacje, dzięki czemu dobrze oddaje nie tylko to, co rozgrywa się w skali makro, ale i w mikro. Dzięki temu drobne kontrasty barwowe i dynamiczne wzbogacały prezentację sprawiając, iż brzmiała ona z Sumiko bardzo naturalnie. Napisałem, że to całkiem dobra realizacja, ale nie oznacza to tak do końca audiofilskiej jakości. To nie jest doskonałe nagrania, co superwierne, tudzież wysoce analityczne wkładki potrafią pokazać w sposób, który psuje przyjemność odsłuchu. Choć Oriole, jak pisałem, oferuje bardzo dobrą rozdzielczość i precyzję, nie jest wkładką bezwzględną dla nagrań, nie uwypukla drobnych błędów realizacyjnych/wydawniczych. Raczej skupia uwagę słuchacza na dobrych stronach nagrań mimo owej ponadprzeciętnej (w tej cenie) przejrzystości i czystości brzmienia. To naprawdę ciekawe, rzadko spotykane połączenie cech, które może okazać się cenne dla wielu miłośników muzyki, zwłaszcza tej niekoniecznie wydanej w superaudiofilski sposób. Ciągle na tym samym krążku Sumiko zaimponowała mi dynamiką. Wspominałem już o dynamice? Chyba więcej niż raz, ale to jedna z ważnych cech tego kartridża, podobnie jak i raczej bezpośrednie niż wycofane granie. Nie ma w nim nerwowości, czy sztucznego napinania się, ale Oriole raczej przysuwa prezentację bliżej słuchacza, niż odsuwa ją w głąb sceny. Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie mówię o agresywnym „graniu na twarz”, tylko o prezentacji porównywalnej z siedzeniem blisko sceny. Nawet jeśli wykonawcy pokazani są w dalszej perspektywie, z tą wkładką zobaczycie ich bliżej. To z kolei przekłada się na bliższy kontakt, na łatwiejsze angażowanie się w wydarzenie rozgrywające się na wyciągniecie ręki.
Tak, wolę gdy w brzmieniu gitar jest nieco więcej „pudła”, co na tej płycie słyszę, choćby, z moim LeSonem, ale wiem również, że to jest relatywnie jasne nagranie, więc to, co zaserwowała mi testowana wkładka potwierdziło tylko jej klasę. Nie dodała niczego od siebie, nie dociążyła, nie wypełniła bardziej brzmienia żadnej z gitar, ale też i ich dodatkowo nie rozjaśniła, ani nie wyostrzyła ponad to, co zapisano w rowkach winyla. Dzięki temu koncert z 1987 roku zabrzmiał naturalnie, prawdziwie i całkowicie mnie wciągnął. Zasługa leżała także po stronie jeszcze jednego elementu, który potwierdzał się z każdą koncertową płytą, a mianowicie Oriole przekonująco oddawała żywiołowe reakcje publiczności. Przekładało się to na budowanie atmosfery wydarzenia i jeszcze bardziej angażowało słuchacza (znaczy mnie). Po tym doświadczeniu na sam koniec, właściwie już dla przyjemności, sięgnąłem po stary krążek GENESIS zatytułowany Abacab. Może nie jest to ich największe dzieło, wydanie nie jest audiofilskie, ale postanowiłem je sobie odświeżyć z pomocą wkładki Sumiko. Płyta zabrzmiała właściwie dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałem na podstawie dotychczasowych doświadczeń z Oriole. Z powerem, rozmachem, z naturalnie brzmiących, absolutnie niewyostrzonym wokalem Collinsa, który i owszem, odrobinę syczał, ale brzmiało to naturalnie. Dynamika na tym krążku nie jest wybitna, ale testowana wkładka „nadrabiała” to energią i bezpośredniością przekazu, więc i na ten aspekt nie narzekałem. Rytm prowadzony był pewnie, więc kawałek za kawałkiem nieźle „bujał”. Gdy ostatni raz słuchałem tego albumu z moją wkładką Air Tight brzmiało to mniej przyjaźnie. PC-3 jednak bardziej obnaża słabości realizacji. Oriole, być może dlatego, że jej budowniczowie, inżynierowie marki Excel, specjalizują się w konstrukcjach typu MM, zabrzmiała właśnie trochę jak wkładka z ruchomym magnesem. Czyli: energetycznie, bezpośrednio, z rozmachem, nie eksponując słabszych stron realizacji, ale skupiając się bardziej na zaletach takiej muzyki. ▒ Podsumowanie W PORÓWNANIU DO REFERENCYJNYCH, dużo droższych wkładek (mój LeSon, gdyby był sprzedawany przez dystrybutorów, a nie bezpośrednio, też kosztowałby minimum dwa razy więcej niż Sumiko) Oriole nie jest aż tak rozdzielcza i pomimo moich zabiegów, nie potrafiła również dostarczyć tak dobrze dociążonego i wypełnionego dźwięku. Ale to tylko „w porównaniu”, bo jako taka, japońska (czy amerykańska) wkładka, to kolejny przykład z tej „stajni”, jak zaproponować znakomity stosunek jakości do ceny. To także trochę kameleon. Dajcie jej zagrać dobrą realizację, a igła ze szlifem Shibata wyciągnie z niej multum informacji. Zaprezentuje je w precyzyjny, poukładany, ale i spójny sposób pozwalając docenić jej klasę. Wyczaruje z niej sporo detali i subtelności, dobrze odda nawet niewielkie kontrasty tonalne i dynamiczne, więc w efekcie dostaniecie prezentację wysokiej klasy, w której właściwie niczego nie będzie brakować. I owszem, jest to wkładka, która prezentuję muzykę w nieco lżejszy sposób, niż możecie być przyzwyczajeni przez inne, niekoniecznie lepsze modele i marki. Nie dociąża i nie wypełnia bowiem dźwięku aż tak dobrze jak robią to, głównie droższe, konkurentki. Odbiera się to jednakowoż raczej jako konkretną, przemyślaną interpretację danej muzyki, a jej nie słabość. Gdy natomiast zagracie słabszą, ale zwierająca dobrą muzykę, powiedzmy rocka, czy nawet pop, płytę, usłyszycie, że przy swojej dobrej rozdzielczości i precyzji, które poznaliście wcześniej, Oriole wcale nie będzie eksponować słabszych stron nagrania, ale skieruje waszą uwagę w stronę tych mocnych. Zagra energetycznie, z bardzo dobrą dynamiką (jeśli nagranie pozwoli), pewnie poprowadzi tempo i rytm, zbuduje sporą scenę, a i z lokalizacją źródeł pozornych nie będziecie mieli problemów. Trochę wszystko co rozgrywa się na scenie przybliży, ale efektem będzie możliwość bliższego przyjrzenia się każdemu instrumentowi czy wokalowi, a po drugie łatwiej będzie dać porwać się muzyce, poczuć jej obecność tu i teraz.
Ujmując rzecz krótko: udała się Oriole firmie Sumiko, oj udała! Kilku godnych konkurentów na tym poziomie cenowym się znajdzie (choćby ze stajni Hana), ale nie ma ich wcale zbyt wielu. Jeśli więc szukacie wkładki z przedziału od sześciu do dziewięciu tysięcy złotych, to Oriole powinna znaleźć się na waszej liście potencjalnych zakupów. ‖ MD ▒ Dane techniczne (wg producenta)
Typ: MC | Dystrybucja w Polsce
HORN DISTRIBUTION |
|
System referencyjny 2026 |
|
|
ŹRÓDŁA CYFROWE |
1. Pasywny, dedykowany serwer z WIN10, Roon Core, Fidelizer Pro 7.10 • karty JCAT XE USB i JCAT NET XE recenzje › TUTAJ + zasilacz Ferrum HYPSOS SIGNATURE recenzja › TUTAJ • JCAT USB ISOLATOR, optyczny izolator LAN + zasilacz liniowy KECES P8 (mono) • przełącznik LAN: Silent Angel BONN N8 recenzja › TUTAJ + zasilacz liniowy Forester recenzja › TUTAJ 2. Przetwornik cyfrowo-analogowy: LampizatOr PACIFIC recenzja › TUTAJ + Ideon Audio 3R Master Time recenzja › TUTAJ |
|
ŹRÓDŁO ANALOGOWE |
1. Gramofon J.Sikora STANDARD w wersji MAX recenzja › TUTAJ • ramię J.Sikora KV12 • wkładka Air Tight PC-3 2. Przedwzmacniacze gramofonowe: • ESE Labs NIBIRU V 5 recenzja › TUTAJ • Grandinote CELIO Mk IV recenzja › TUTAJ |
|
WZMACNIACZ |
1. Wzmacniacz zintegrowany GrandiNote SHINAI recenzja › TUTAJ 2. Wzmacniacz zintegrowany ArtAudio SYMPHONY II (modyfikowany) 3. Przedwzmacniacz liniowy AudiaFlight FLS1 recenzja › TUTAJ |
|
KOLUMNY |
1. GrandiNote MACH4 recenzja › TUTAJ 2. Ubiq Audio MODEL ONE DUELUND EDITION recenzja › TUTAJ |
|
OKABLOWANIE |
1. Interkonekty analogowe: • Hijiri MILLION KIWAMI • Bastanis IMPERIAL x 2 recenzja › TUTAJ • Hijiri HCI-20 • TelluriumQ ULTRA BLACK • KBL Sound ZODIAC XLR 2. Interkonekty cyfrowe: • David Laboga EXPRESSION EMERALD USB x 2 recenzja › TUTAJ • David Laboga DIGITAL SOUND WAVE SAPPHIRE x 2 recenzja › TUTAJ 3. Kable głośnikowe: • LessLoss ANCHORWAVE 4. Kable zasilające: LessLoss DFPC SIGNATURE, Gigawatt LC-3 recenzja › TUTAJ |
|
ZASILANIE |
1. Kondycjoner Gigawatt PC-3 SE EVO+ recenzja › TUTAJ 2. Kabel zasilający AC Gigawatt PF-2 Mk 2 3. Dedykowana linia od skrzynki kablem Gigawatt LC-Y 4. Gniazdka ścienne Gigawatt G-044 Schuko i Furutech FT-SWS-D (R) |
|
ANTYWIBRACJA |
1. Stoliki: • Base VI • Rogoz Audio 3RP3/BBS 2. Akcesoria antywibracyjne • platformy ROGOZ-AUDIO SMO40 i CPPB16 • nóżki antywibracyjne ROGOZ AUDIO BW40MKII • nóżki antywibracyjne Franc Accessories CERAMIC DISC SLIM FOOT • nóżki antywibracyjne Graphite Audio IC-35 recenzja › TUTAJ i CIS-35 recenzja › TUTAJ |
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio















