pl | en

WZMACNIACZ MOCY • stereo/mono

CIRCLE LABS
M500 (x 2)

Producent: CIRCLE LABS
Cena (w czasie testu): 59 000 złotych/szt.

Kontakt: contact@circlelabs.eu

www.CIRCLELABS.eu

» MADE IN POLAND

Do testu dostarczyła firma: → CIRCLE LABS


Test

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia: „High Fidelity”, Circle Labs

No 267

1 lipca 2026

˻ TEST PREMIEROWY ˼

CIRCLE LABS jest krakowską firmą powstałą w 2007 roku. Założona została przez KRZYSZTOFA WILCZYŃSKIEGO, konstruktora i pomysłodawcę. Za projekt plastyczny odpowiada w niej KRZYSZTOF LICHOŃ. Firma specjalizuje się w systemach wzmacniających audio, czyli przedwzmacniaczach, wzmacniaczach mocy i wzmacniaczach zintegrowanych. Testujemy jej najnowszy produkt, wzmacniacz mocy M500.

SWÓJ RAJD PO ŚWIECIE AUDIO krakowska (a właściwie – nowohucka) firma Circle Labs zaczęła od wzmacniaczy zintegrowanych, modeli A100 i A200. Jest jednak tak, że wraz ze wzrostem mocy, komplikacji układu, a także po prostu ambicji dotyczących dźwięku, firmy przechodzą z platformy zintegrowanej na dzieloną. Czyli zamiast jednego urządzenia, w którym mamy przedwzmacniacz i wzmacniacz mocy, czasem również i DAC, a i odtwarzacz plików, decydują się na rozdzielenie sekcji niskonapięciowej (przedwzmacniacz liniowy) oraz prądowej (wzmacniacz mocy, końcówka mocy). Tak też było w przypadku Circle Labs.

Już bowiem rok po A200, czyli w 2021, do sprzedaży trafia dzielony system złożony z przedwzmacniacza P300 i stereofonicznego wzmacniacza mocy M200, które testowaliśmy → TUTAJ. Marek Dyba testował ten sam system, ale z M200 w roli monobloków; więcej → TUTAJ. Jak mówił wówczas szef firmy, zestaw ten był dla nich „przełomem”, ponieważ dzięki szerszej ofercie zbudowali sieć dystrybucyjną w Europie i poza nią.

Kolejna odsłona tego procesu, procesu – przypomnijmy – polegającego na wzroście, miała miejsce we wrześniu 2025 roku. To wówczas pojawiła się informacja o dwóch nowych urządzeniach: wzmacniaczu zintegrowanym AS100 oraz o topowym wzmacniaczu mocy M500. Obydwa były opracowane wspólnie, przy czym AS100 był reinkarnacją pierwszego w historii firmy A100, a M500 były wyrazem chęci, tak to czytam, domknięcia oferty od góry oferty, swego rodzaju deklaracją.

»«

Kilka prostych słów…

KRZYSZTOF: WILCZYŃSKI & LICHOŃ
właściciele, konstruktorzy

PIERWOTNIE PRACE NAD M500 zostały zakończone w połowie 2024 roku, choć sam projekt rozpoczęliśmy jeszcze w 2023 roku na prośbę naszych dystrybutorów głównie z Azji. Niestety, tuż po zestrojeniu ostatecznej wersji i jednomyślnym stwierdzeniu „to jest to", producent kluczowych dla brzmienia M500 tranzystorów sterujących – amerykańska firma NTE – praktycznie z dnia na dzień zakończył działalność. Była to jedna z najstarszych firm produkujących półprzewodniki, a jej tranzystory stanowiły kluczowy element kształtujący brzmienie M500.

Sytuacja była szczególnie frustrująca, ponieważ nie mieliśmy możliwości zgromadzenia odpowiednich zapasów produkcyjnych. Kiedyś już o tym wspominałem, że w podzespołach dla audio już jakiś czas temu nastały złe czasy. Dla nas w praktyce oznaczało to konieczność rozpoczęcia prac niemal od początku.

W poszukiwaniu odpowiednich zamienników przetestowaliśmy w roli tranzystorów sterujących praktycznie wszystkie dostępne odpowiedniki renomowanych producentów. To była mrówcza praca na wiele miesięcy. Minął prawie rok zanim ostatecznie zdecydowaliśmy się wykorzystać najnowsze, znakomite tranzystory wejściowe JFET firmy Burr-Brown, a w stopniu końcowym tranzystory firmy Sanken. Zdobyte podczas tych prac doświadczenia znalazły odzwierciedlenie również we wzmacniaczu AS100, który także wykorzystuje tranzystory Sanken oraz Burr-Brown.

I może jeszcze o regulacji wzmocnienia (gain), który jak zwykle zrobiliśmy po swojemu. Regulacja wzmocnienia (czułości) w modelu M500 realizowana jest za pomocą ujemnego sprzężenia zwrotnego obejmującego lampowy stopień wejściowy. Pętla sprzężenia zwrotnego została poprowadzona bezpośrednio pomiędzy wyjściem a wejściem układu, co stanowi najbardziej korzystny sposób jej realizacji.

Układ sprzężenia zwrotnego można całkowicie ominąć, wybierając pozycję 0 dB. Dostępne są również ustawienia -3 dB oraz -8 dB, przy czym pozycja -8 dB odpowiada najmniejszemu wzmocnieniu i największej głębokości sprzężenia zwrotnego. Rozwiązanie to, prócz zmiany wzmocnienia, daje możliwość dopasowania brzmienia do kolumn lub preferencji słuchacza. To samo rozwiązanie jest już obecnie w końcówkach M200. Nasi klienci pokochali to rozwiązanie.

W trakcie tych prac powstały dziesiątki prototypów przyszłego flagowca M500. Jeden z nich okazał się szczególny — w miejsce lampowego stopnia wzmocnienia napięciowego zastosowaliśmy zmodyfikowany półprzewodnikowy układ z przedwzmacniacza liniowego Circle Labs P300. Tak powstała wersja robocza, nazwana S500. ‖ KL

»«

M500

W MATERIAŁACH PRASOWYCH, dotyczących M500 można było przeczytać, że M500 ma być najwyższym modelem w ofercie firmy Circle Labs i że „łączy [on] w sobie zdobyte przez lata doświadczenie w budowie wzmacniaczy, nowe technologie oraz własne opracowane od podstaw układy”; więcej → TUTAJ. Za jakiś czas ma do niego dołączyć topowy przedwzmacniacz liniowy, na który przyjdzie nam jednak jeszcze poczekać.

Urządzenie ma wygląd wypracowany na samym początku przez Circle Labs. Najważniejszą rolę pełni w nim szklana, gruba ścianka przednia z charakterystycznym logotypem oraz mosiężnym elementem na którym umieszczono przycisk standby (mechaniczny wyłącznik jest przy gnieździe IEC). Wraz z górną ścianką tworzy on rysunek nawiązujący do wyglądu starych odbiorników radiowych z lat 30. XX wieku, z liniami wprost z Art Deco.

Przy dolnej krawędzi umieszczono podłużną kontrolkę w białym kolorze, informującą o włączeniu zasilania. Początkowo miga, wzmacniacz ma wówczas odłączone wyjście, by po jakimś czasie zapalić się na stałe. W ten sposób unikamy trzasków i stuków w kolumnach, a także chronimy kolumny przed uszkodzeniem.

FUNKCJONALNOŚĆ • Jest to naprawdę duży, choć wciąż kompaktowy wzmacniacz, przynajmniej kiedy porównamy go do produktów firmy Boulder czy Constellation. Wzmacniacz ma wymiary 430 na 360 na 230 mm i waży 31 kg. Ustawiono go na trzech mosiężnych nóżkach z gumowymi ringami (nie ślizga się!). Najbliżej mu z tymi wymiarami do wzmacniaczy firmy Accuphase.

M500 jest nominalnie wzmacniaczem stereofonicznym. Jego sekcja wejściowa pracuje w trybie zbalansowanym, w klasie A, a wyjściowa w klasycznym układzie push-pull, w klasie AB. Można go jednak użyć jako monoblok. Nie trzeba niczego przełączać, sygnał podłączamy do trzeciego z wejść – i gotowe. Końcówka pracuje wówczas w trybie zbridżowanym i jest wówczas układem w pełni zbalansowanym. W trybie stereofonicznym moc M500 wynosi 180 W przy obciążeniu 8 i 340 W przy 4 Ω. Kiedy użyjemy dwóch wzmacniaczy, po jednym na kanał, otrzymamy robiące wrażenie 600 W przy 8 i aż 1,2 kW przy 4 Ω (!).

Na tylnej ściance wzmacniacza znajdziemy klasyczny zestaw wejść wyjść plus coś jeszcze. Klasyka obejmuje złocone wejścia zbalansowane XLR (Neutrik) i niezbalansowane RCA (CMC, Charming Music Conductor), a także dwie pary złoconych wyjść głośnikowych, pojedynczych (WBT WBT-0703 Cu). Te ostatnie należą do serii Nextgen i mają zredukowaną ilość metalu. Ale jest też jeszcze jedno wejście, tylko XLR, przeznaczone do połączenia wzmacniacza w formie monobloku. W tym trybie musimy więc skorzystać z kabla zbalansowanego, nie ma wejścia RCA.

To „coś jeszcze”, o którym mówiłem to również przełącznik wzmocnienia. Od strony użytkowej działa on podobnie do przełącznika czułości, czyli pozwala nam dopasować głośność wzmacniacza do naszego systemu (napięcia wyjściowego przedwzmacniacza i czułości kolumn). Czułość zmienia się przez włączanie w tor sygnału oporników tłumiących sygnał. Konstruktorzy Circle Labs doszli jednak do wniosku, że jest to wadliwy wybór, ponieważ ogranicza przepływ energii i pogarsza dźwięk.

Zamiast tego wybrali metodę lepszą dźwiękowo, choć w świecie audio bardziej podejrzaną – zmienne ujemne sprzężenie zwrotne sekcji wejściowej. Sprzężenie, właściwie zaaplikowane, jest niezwykle pomocne. Można jednak z niego zrezygnować, wiele firm tak robi, ale kosztem pewnych ustępstw, czy to technicznych, czy dźwiękowych. W M500 mamy okazję sami tego posłuchać, ponieważ przełącznik „gain”, a właściwie dwa – po jednym na kanał – ma położenia „0”, „-3 dB” oraz „-8 dB”. Można więc nie tylko ustalić optymalne wzmocnienie układu, ale i posłuchać, w jaki sposób sprzężenie zwrotne wpływa na dźwięk.

TECHNIKA • Jak w materiałach prasowych towarzyszących jego premierze pisał producent, sercem M500 jest „precyzyjnie dobrana trioda ECC88/6922, pracującą w układzie SRPP, który zapewnia unikalną jakość dźwięku”. I dalej:

Stopień wstępny z jedną lampą, jednym rezystorem i najwyższej klasy kondensatorem sygnałowym Mundorf Silver Gold Oil, łączy krótki tor sygnałowy z doskonałymi parametrami, minimalizując straty i zniekształcenia.

Firma informowała również o „innowacyjnej konstrukcji stopni prądowych”, co ma zbliżać M500 do topologii wzmacniaczy SE, gwarantując „niezrównaną detaliczność, naturalną barwę dźwięku i jednocześnie pełną kontrolę nad niskimi tonami”, typową dla tego typu wzmacniaczy. Wstępne stopnie sekcji prądowej wykorzystują najnowsze ultraniskoszumne tranzystory J-FET Burr-Brown, a na wyjściu zastosowano wysokoprądowe tranzystory bipolarne Sanken, co – jak czytamy dalej – „zapewnia dynamiczny, czysty dźwięk z niespotykaną kontrolą nad głośnikami”.

M500 jest konstrukcją dual-mono z osobnymi torami zasilania dla każdego kanału, wspierana przez układ DC-blocker i transformatory toroidalne o łącznej mocy 1200 W. Układ tego typu ma gwarantować stabilność i niezawodność pracy układu. W sekcji lampowego stopnia wstępnego zastosowano ekranowany transformator na rdzeniu EI, co „dodatkowo podnosi jakość sygnału”. Sekcja wyjściowa ma z kolei transformator toroidalny. W zasilaczu pracują również kondensatory o łącznej pojemności 440 000 µF. Są tam teżtrzy, duże prostowniki. Cały zasilacz został zmontowany na osobnej płycie z aluminium usztywniającej tę sekcję.

Układ wejściowy został zmontowany na płytce przykręconej pionowo do tylnej ścianki – chodziło o skrócenie połączeń. Jego podstawą są dwie podwójne triody ECC88, po jednej na kanał. Są to rosyjskie lampy Electro-Harmonix. Ciekawostka – jako wzorce napięcia zastosowano w nich akumulatorki, dające najbardziej stabilne napięcie.

Lampy są sprzęgnięte z sekcją tranzystorową przez kondensatory Mundorf Supreme Classic SilverGold Oil. Bardzo ciekawy kondensator, z okładzinami wykonanymi ze stopu srebra i złota, jest w ofercie tego niemieckiego producenta od lat. Czytamy o nim:

99% srebra + 1% złota = 100% muzyki. Zastosowanie tego materiału przewodzącego można ująć w tym prostym wzorze. Ultra czyste złoto (zazwyczaj 99,99%) zmienia strukturę krystaliczną srebra i maksymalizuje jego i tak już bardzo dobrą przewodność elektryczną. Instrumenty i głosy ujawniają całą gamę żywych barw akustycznych, a ich charakter zostaje uwydatniony i można go doświadczyć we wszystkich niuansach.

⸜ → www.MUNDORF.com, dostęp: 11.06.2026.

Widoczny bok Mundorf Mcap Classic z metalizowanymi, polipropylenowymi okładzinami, został użyty w zasilaniu lamp. Takie rozróżnienie daje wgląd w metodologię producenta. Najwyraźniej ostateczne testy są prowadzone na słuch, ponieważ konwencjonalne pomiary nie uzasadniają stosowania podzespołów o różnej budowie, a identycznych parametrach, w takim czy innym miejscu układu.

ODSŁUCH

JAK SŁUCHALIŚMY • Wzmacniacz zintegrowany M500 odsłuchiwany był w systemie HIGH FIDELITY. Porównywany był do systemu złożonego z przedwzmacniacza Ayon Audio Spheris Evo i końcówki mocy Soulution 710. Z przedwzmacniaczem monobloki były połączone przez kabel zbalansowany Acoustic Revive Triple-C.

M500 testowałem w formie monobloków, ale osobny odsłuch poświęciłem również porównaniu wersji mono i stereo. Wzmacniacze w czasie testu stanęły na platformach Acoustic Revive RST-38H, a te na ziemi (przez podkładki Acoustic Revive RKI-5005). Testowane wzmacniacze były zasilane przez kable Acoustic Revive Absolute Power K. Z kolumnami Harbeth M40.1 łączyły go kable Crystal Cable Art Series Da Vinci. Dodajmy, że do kolumn podłączone były filtry głośnikowe SPEC RSP-901EX, o których producent pisze „Real-Sound Processor”.

» PŁYTY UŻYTE W TEŚCIE ⸜ wybór

• JULIE LONDON, Julie is her name. Vol. 1, Liberty Records/EMI Music Japan TOCJ-90014, HQCD ⸜ 1955/2008.
• THE CURE, Staring At The Sea. The Singles, Fiction Records 829239/2, CD ⸜ 1986.
• JEAN MICHAEL-JARRE, Oxygene 8, Disques Records | Epic EPC 664074 5, Maxi-CD ⸜ 1997.
• PET SHOP BOYS, Super, x2 Recordings Limited/Sony Music Labels (Japan) SICX-41, CD ⸜ 2016.

• DAVE GRUSIN, Out Of The Shadows, GRP GRP D-9511, CD ⸜ 1982.
• YES, 90125, ATCO Records/Warner Music Japan WPCR-15914, SACD/CD ⸜ 1983/2014.
• MILES DAVIS, Birth of the Cool, Capitol Jazz/Universal Classics & Jazz UCGQ-9101 02, seria: 100. rocznica urodzin Milesa Davisa – SACD Selection, SACD/CD 1957/2026.
• GLENN GOULD, Bach: The Goldberg Variations, Sony BMG Music/Sony Classical/Zenph Studios 9703350-2, seria: Zenph Re-Performance, SACD/CD ⸜ 2007 ‖ więcej → TUTAJ.

»«

JEDNA Z BARDZIEJ POCZYTNYCH KSIĄŻEK dotyczących przyjścia na świat dziecka nosi tytuł Czego się spodziewać, kiedy się ciebie spodziewają. Napisana przez Davida Javerbauma jest satyrycznym przewodnikiem po ciąży dla rodziców. W codziennym życiu odnosi się to do zasady, że kiedy wkraczasz w nieznane, najlepszą strategią jest gotowość na absolutnie wszystko. Tak miałem ze wzmacniaczami M500.

Niby znam markę niemal od początku, niby testowałem większość jej produktów, niby testowałem jej wzmacniacz mocy M200, a jednak był to dla mnie skok w nieznane. Tak mi się przynajmniej wydawało. Po kilku płytach okazało się jednak, że nie do końca i że wzmacniacz, o którym chciałem państwu opowiedzieć, ma wiele wspólnego z modelem AS100, czyli otwierającym ofertę tego producenta.

Można powiedzieć, że powinienem to wiedzieć od samego początku, ostatecznie dzielą one tę samą technologię, w czym różnią się od poprzedniej generacji wzmacniaczy tej firmy. Takie mechaniczne przekładanie dźwięku jednego produktu na drugi, tylko dlatego, że ich układ jest podobny jest jednak obarczony dużym ryzykiem. Wiemy przecież, że w audio nawet zmiana jednego kondensatora potrafi pchnąć dźwięk w innym kierunku, nie mówiąc już o tym, że mówimy jednak o innym urządzeniu.

Rozumiejąc to, mimo wszystko nie wiedziałem jednak czego się spodziewać. Może to i dobrze, może to mi na dobre wyszło. To, co usłyszałem słuchając ˻ 1 ˺ Cry Me a River, utworu otwierającego płytę JULIE LONDON zatytułowaną Julie is Her name. Vol 1, wydaną oryginalnie w 1955 roku, a wznowioną w 2008 na krążku HQCD, było bowiem zaskakujące.

Dźwięk monobloków M500, bo tej konfiguracji słuchałem jako podstawowej, przypominał to, co znam z małych wzmacniaczy lampowych SET. Chodzi mi o barwę, dynamikę obrazowanie – a generalnie o „vibe”. Był to spokojny wewnętrznie, pozbawiony nerwowości, gładki, płynny, ciepły przekaz. Pozostając przy półprzewodnikach można by powiedzieć, że podobnie brzmią wzmacniacze japońskiej firmy Aura i amerykańskiego Dana D’Agostino, to ta sama „rodzina”, ten sam sposób myślenia o muzyce i tym, jak ma ona brzmieć.

Mówiąc o „małym wzmacniaczu” mam na myśli to, że Circle Labs nie „pompuje” dźwięku. Wzmacniacze typu SET, te dobre, potrafią zagrać z rozmachem i doskonałą dynamiką, która przeczy ich mocy wyjściowej, a to przez umiejętne zarządzanie zniekształceniami i łagodnym wchodzeniem w przesterowanie, Daje to efekt znany z nasycenia taśmy w magnetofonie szpulowym, swego rodzaju naturalną „kompresję”. Kocham tego typu dźwięk, ten kierunek.

A to dlatego, że daje on dźwięk absolutnie „ludzki”. Wokal London był dość jasny, taki jest w tej wersji – oryginalna płyta LP pokazuje go o wiele ciemniej – ale jednak bardzo stylowy. Słychać było wybory realizatorów dźwięku, jak również charakter lampowych systemów, na których płyta powstała. A to szum, tutaj wyraźny, a jednak z M500 pod spodem, pod muzyką, coś jak tło, a nie wymuszenie uwagi. Ale to sposób, w jaki M500 przekazał magię tego nagrania, magię towarzyszącej piosenkarce gitary Barney’a Kessela, było wyjątkowo smakowite.

»«
 

Nasze płyty

JOACHIM MENCEL
Etno Machina

Home Records 4446293
Compact Disc ⸜ 2026

PRZEDSTAWIAJĄC JOACHIMA MENTZELA przy okazji recenzjo płyty Brooklyn Eye pisałem, że gra on na fortepianie oraz na lirze korbowej, dodając: „instrumencie w jazzie – egzotycznym”; więcej → TUTAJ. Sześć lat później nic się nie zmieniło: zarówno status liry korbowej, jak i samego muzyka. A jednak… W tym przypadku mówimy o czymś kompletnie innym. Na nowej płycie Etno Machina instrument, o którym mowa jest jej osią, wokół wszystko inne się kręci.

Joachim Mencel, przypomnijmy, jest pianistą i kompozytorem. Jest również prekursorem wykonywania współczesnego jazzu na lirze korbowej. Absolwent Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach, ma również profesurę na Akademii Muzycznej w Krakowie. Grał w zespołach Janusza Muniaka, nagrywając z nim płytę Contemplation, na której znajdziecie państwo logo naszego magazynu (więcej → TUTAJ), jak również z Andrzejem Cudzichem, Nigelem Kennedy i Bradem Terry.

Współpracował z Lee Konitzem, Dino Saluzzim, Richardem Galliano, Eddie Hendersonem, Charlie Mariano, Terry Clarkem, a także Zbigniewem Namysłowskim i Jarosławem Śmietaną. Pisał i aranżował piosenki dla Ewy Bem (wszystkie piosenki na albumie Kakadu), Mieczysława Szcześniaka, Anny Marii Jopek, zespołów New Life i El Greco.

Jak czytamy w materiałach prasowych, jego najnowsza płyta jest „syntezą koncepcji realizowanych poprzez ekspresję wyrażaną grą na lirze korbowej”. Materiał na płytę nagrano w… No właśnie – nie mamy tej informacji. Wiadomo natomiast, że miks i master powstał w studiu MAQ Records, a ich autorem jest Mateusz Otremba. Sesja została nagrana cyfrowo, w stacji DAW, klasyczną współcześnie metodą overdubbingu, czyli warstwa po warstwie. Było to konieczne, ponieważ – i tutaj prawdziwe zaskoczenie – „wszystkie dźwięki, które się pojawiają, pochodzą wyłącznie z liry korbowej”. W wielu miejscach są przetworzone elektronicznie.

Trwająca 43 minuty i 45 sekund płyta zawiera dwanaście utworów. Zostały one napisane, zaaranżowane, a płyta wyprodukowana, przez samego muzyka – to prawdziwie solowa, autorska propozycja. Zazwyczaj brak zewnętrznego krytyka w postaci, chociażby, producenta, jest dla materiału muzycznego niekorzystny. W tym przypadku, jak pokazał odsłuch, wszystko ułożyło się znakomicie. Nie widzę innej możliwości, jak tylko: wiedza, doświadczenie i samokontrola. I jeszcze o instrumencie – został on zbudowany przez lutnika, pana Stanisława Nogaja. Jak o sobie pisze, jest kontynuatorem tradycji, którą zapoczątkował jego mistrz Stanisław Wyżykowski w 1967 roku (więcej → TUTAJ).

O tym, że wszystkie ślady na płycie Joachima Mencela Etno Machina zostały wygenerowane za pomocą liry (korbowej) dowiedziałem się po kilkukrotnym wysłuchaniu tego materiału. Tak, kilkukrotnym. Słysząc: „lira korbowa”, „album solowy” i łącząc te dwa elementy możemy albo podskoczyć z zachwytu, jeśli jesteśmy fanami tego typu brzmienia i muzyki, albo od razu przełączyć się na coś innego. Nie róbmy an jednego, ani drugiego. Recenzowana płyta ma w sobie coś szczególnego, co nie wiąże jej ani z gettoizacją instrumentów tradycyjnych, ani też nie jest nudna.

Ach, jak wiele tu kolorów, dynamicznych, barwowych, jak wiele zmian nastrojów! To przy tym bardzo uważnie, czujnie nagrany i wyprodukowany album, który wymyka się kategoriom, niezależnie czy podejdziemy do niego od strony muzyki tradycyjnej, jazzowej czy elektronicznej. Doskonale się go słucha, jest też fajnie nagrany. Gęsty wewnętrznie, ale bardzo selektywny, oferuje szeroką i głęboką panoramę stereoskopii. Ma w sobie jakiś pierwiastek dobra, który każe go słuchać nie tylko kupieniu, ale i wracać do niego co jakiś czas. Nie jako „odskocznia” od tego, co słuchamy na co dzień, ale jako kolejna płyta z naszej półeczki „ulubione”.

» Jakość dźwięku: 9/10

www.HOMERECORDS.be

»«

PODOBNIE DO PŁYTY Julie London odebrałem dźwięk Oxygene 8, utworu pochodzącego z jednej z moich ulubionych płyt JEANA MICHAELA-JARRE’a Oxygene 7-12. Na maksisinglu, z którego go puszczałem ma postać czterech miksów. Pierwszy z nich, ˻ 1 ˺ Oxygene 8 (Club Mix), rozpoczyna się od niskich uderzeń (pchnięć) w stereoskopowej panoramie, do których zaraz dołącza dźwięk tuż przede mną, a właściwie lewitujący trochę przed i trochę nade mną.

Polski wzmacniacz pokazał to wszystko treściwie i mocno, mocno i treściwie. Powtarzam, ponieważ była to energia wypełniona informacją, wibracjami, a nie puste „stuknięcia”, czy podrasowane atakiem wystrzały. To co feruje M500, nie tylko zresztą w wersji mono, o czym za chwilę, to jest duża moc, nie ma co do tego wątpliwości. Jest to jednak moc pod kontrolą. Jest to pewnego rodzaju miękkość i ciepło, dokładnie to, co znam ze wzmacniaczy z lampą 300B na końcu i za co są one cenione. Dzięki możliwościom prądowym kawałek Jarre’a był dynamiczny, wręcz skoczny – to miks klubowy – wciąż jednak z melodią, z generowanym niskim basem.

Z równą gracją wybrzmiały kolejne kawałki ze zbioru singli zespołu THE CURE, zatytułowanego Staring At The Sea. Była w tym gotycka melancholia, były też powidoki punkowej rewolucji, były też jednak i barwy. I to mnie zaskoczyło chyba najbardziej. Czyli to, jak fajnie, jak dobrze monobloki Circle Labs nasyciły kolorystykę tych nagrań. Robią to doskonale, ponieważ z równym zaangażowaniem wysycają to, co przed nami, na osi, w pierwszym planie, jak i to, co dalej jak ten charakterystyczny bas w ˻ 1 ˺ 10.15 Saturday Night. A kiedy w 2:15, a potem 3:15 tuż przed nami odzywa się gitara elektryczna, to jest ona surowa niemal drażniąca, to i ona ma w sobie coś z teatru, z przedstawienia.

Polski wzmacniacz pokazuje nagrania właśnie w taki sposób – jak przemyślane przedstawienia. Ich barwa jest ciemna, dynamika wysoka, a stereoskopia naturalna. Są miękkie wewnętrznie, a przez to niezwykle ujmujące i ułatwiające długie odsłuchy. Selektywność tych urządzeń też jest wysoka, co daje wrażenie natychmiastowości i bogactwa. Obok wewnętrznego ciepła jest też doskonała definicja, czyli coś, co – powracam do głównej myśli, ale tak to już jest – jest znane raczej ze wzmacniaczy SET niż z tranzystorów.

Także różnicowanie jest wyjątkowe. To są piękne urządzenia, dlatego pokazują kolejne nagrania w ich własnym „decorum”, nie wrzucają wszystkiego na tę samą scenę, w tych samych kostiumach. Słuchany zaraz potem MILES DAVIS, z pierwszej w historii reedycji na płycie SACD płyty Birth of the Cool, miał doskonałą plastykę, scena była duża, wręcz obszerna. A jednak to jej głębia zrobiła na mnie największe wrażenie Wzmacniacze z łatwością różnicowały to, co blisko mnie i to, co dalej. Jasne uderzenia w werble i kotły perkusji nie przybliżały ich do mnie, bo znacznie bliżej były instrumenty solowe. To było doskonałe.

No i ta skala… Wzmacniacze dysponują potężną mocą, co dobrze słychać. Na przykład w swobodzie i delikatnych szczegółach, podawanych mimochodem smaczkach, bez ich eksponowania. Bas jest niski, miękki i bardzo dobrze kontrolowany. Atak jest bardziej zaokrąglony niż w moim Soulution 710, ale to podobny kierunek. Jasna perkusja elektroniczna w ˻ 3 ˺ Twenty-Something PET SHOP BOYS miała jasny charakter, a w wokalu słychać był wyraźny zakres kilku kHz. A jednak było to spójne i gładkie, płynęło, parło do przodu, nabijało rytm.

MONO vs STEREO • Jedną z właściwości funkcjonalnych i technicznych wzmacniaczy M500 jest możliwość korzystania z nich jak ze wzmacniacza stereofonicznego lub z monobloków. Powyższy test dotyczył odsłuchu tej drugiej konfiguracji, czyli z dwoma M500 w systemie. Przejście na wersję stereo przyniosło zaś ciekawe wyniki.

W ogólnych ramach to dźwięk tożsamy z tym, co dają monobloki. To jest z rozmachem, gęsty, nasycony barwowo. Nie ma w nim popisywania się uderzeniem basu, bo ten jest naturalnie miękki, a przecież różnicowany. Mimo to odmienność tych dwóch propozycji jest doskonale czytelna. Dzieje się tak przede wszystkim przez różnicę w obrazowaniu. Wersja stereo podaje dźwięk dalej od nas, przede wszystkim pierwszy plan. Głębokość sceny nie jest przez to większa, w monoblokach jest nawet lepiej zaznaczana. Widać to tak, jakbyśmy z dwoma M500 patrzyli na wydarzenia z większej perspektywy.

Różni się też, choć mniej, barwa. Wciąż jest raczej ciepła, raczej ciemna, ale w wersji z pojedynczym wzmacniaczem jest mocniej otwarta na środku pasma. Wysoka góra jest z kolei szybciej rolowana i słychać to tak, jakby wszystko nabierało plastyki. Monobloki są bardziej jednoznaczne w pokazywaniu brył, w oddawaniu dynamiki instrumentów. Z kolei ogólna dynamika wydaje się jednak podobna, taki paradoks.

To, co daje wersja mono daje się streścić w jednym słowie: namacalność. Dźwięk jest z nią bardziej rozdzielczy, przez co lepiej „widać” instrumenty, a wydarzenia są bardziej jednoznaczne. Mimo że przecież to wersja stereo wydaje się grać wyraźniej, mocniej akcentuje atak dźwięku. W bardziej jednoznaczny sposób konturuje też bas, co świetnie wyszło z, przywołanym powyżej, kawałkiem The Cure.

Podsumowanie

NIEZALEŻNIE OD TEGO, w jakiej konfiguracji użyjemy tych wzmacniaczy, dostaniemy pełnokrwisty, gęsty i nasycony dźwięk. Dźwięk żywy i wibrujący emocjami, nie dla tych, którzy przysypiają podczas słuchania muzyki. To będzie ciepłe brzmienie, nie miejmy co do tego wątpliwości. Jest to ciepło pochodzenia wewnętrznego, czuli mowa o różnicowaniu i selektywności, a nie narzucane z zewnątrz przez podbarwienia.

Z dwoma wzmacniaczami w trybie mono dostajemy coś jeszcze, co jest wyjątkowe: absolutny wewnętrzny spokój i namacalny dźwięk. Te dwie rzeczy powodują, że mechanika odtworzenia zostaje zawieszona, a my zanurzamy się w muzyce, tak naprawdę. Dźwięk nas wówczas otacza – w wersji stereo jest przed nami – i owija. Jest głęboki i niski na basie, który ma też doskonałą definicję. No i scena jest z w tej wersji głębsza.

Świetnie więc, że możemy zacząć od stereofonicznej końcówki, a potem dokupić drugą i realnie przejść na nowy poziom. Już jednak pojedynczy wzmacniacz daje tyle radości ze słuchania muzyki, jak rzadko który inny wzmacniacz w tej cenie. Gratulacje! Nagroda ˻ GOLD ‖ FINGERPRINT ˺ należy się jak mało któremu urządzeniu za te pieniądze. ‖ WP

Dane techniczne (wg producenta)

Nominalna moc wyjściowa:
• tryb stereo - 180 W/8 Ω, 340 W/4 Ω
• tryb mono - 600 W/8 Ω, 1200 W/4 Ω
Pasmo przenoszenia: 2 Hz-800 kHz (- 3dB)
Czułość: 0,85V (pełna moc)
Wzmocnienie: 35 dB (gain „0”), 32 dB („-3”), 27 dB („-8”)
Impedancja wejściowa: 47 kΩ

Pobór mocy:
• standby <0,1 W
• włączony 100 W
• max. 1400 W
Wymiary (szer. x wys. x gł.): 430 x 360 x 230 mm
Waga: 31 kg

| Dystrybucja w Polsce

NAUTILUS Dystrybucja

ul. Malborska 24
30-646 Kraków ⸜ POLSKA

NAUTILUS.net.pl

»«

Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ.

www.AIAP-online.org

  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl


System referencyjny 2026



Kolumny: HARBETH M40.1 • → TEST
Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom)
Odtwarzacz plików & zegar taktujący SFORZATO DSP-05 EX & PMC-05 EX → TEST & dysk NAS/przełącznik LAN LUMIN L2 • → TUTAJ
Przedwzmacniacz: AYON AUDIO Spheris EVO • → TEST
Odtwarzacz Super Audio CD: AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50 • → TEST
Wzmacniacz mocy: SOULUTION 710
Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II więcej → TUTAJ
Pasywny układ korygujący SPEC Real-Sound Processor RSP-W1EX • → TEST

Okablowanie

Interkonekt: SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) • → TEST
Interkonekt: przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ
Odtwarzacz plików → przedwzmacniacz -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ
Kable głośnikowe: SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUŁ|
Kabel LAN & filtr LAN: ACOUSTIC REVIVE LAN Quadrant Triple-C, RLI-1GB-TRIPLE-C • test → TUTAJ
Kabel USB: ACOUSTIC REVIVE USB-1.5 PL Triple-C • test → TUTAJ

Zasilanie

Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) • → TEST
Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST
Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST

Kabel zasilający: gniazdko ścienne → listwa zasilająca AC - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2,5 m)
Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu FINAL • → TEST

Elementy antywibracyjne

Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom)
Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II • więcej → TUTAJ
Platforma antywibracyjna (pod listwę zasilającą AC): Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA • więcej → TUTAJ
Nóżki antywibracyjne (odtwarzacz SACD): Divine Acoustics GALILEO • test → TUTAJ
Stopy antywibracyjne CARBIDE AUDIO Carbide Base ⸜ przedwzmacniacz & zasilacz przedwzmacniacza • test → TUTAJ

Analog

Gramofon
  • REGA P8
Przedwzmacniacz gramofonowy:
  • RCM AUDIO Sensor Prelude IC • → TEST
Wkładki gramofonowe:
  • DENON DL-103 | DENON DL-103 SA • → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Destiny • test → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Zero • → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Shilabe • → TEST



Słuchawki

  • Magnetostatyczne ⸜ HiFiMAN HE-1000 v2 • → TEST
  • Dynamiczne ⸜ FINAL DX6000 → TEST
  • Dynamiczne ⸜ Sennheiser HD800
  • Dynamiczne ⸜ AKG K701 • → TEST
  • Dynamiczne ⸜ Beyerdynamic DT-990 Pro (old version) • → TEST
  • Douszne (IEM) ⸜ LIME EARS Anima słuchawki IEM → TEST
  • Douszne • bezprzewodowe ⸜ FINAL ZE8000 JIBUN DUMMY HEAD → TEST
Kable słuchawkowe: Forza AudioWorks NOIR HYBRID HPC |MIKROTEST|

strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts

© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio