|
KOLUMNY GŁOŚNIKOWE • podłogowe KROMA ATELIER
Producent: KROMA ATELIER |
|
Test
tekst WOJCIECH PACUŁA |
|
No 264 16 kwietnia 2026 |
JEDNYM Z WYDARZEŃ zeszłorocznej wystawy Audio Video Show w Warszawie była prezentacja, mierzących 200 cm wysokości i ważących 123 kg każda, kolumn Maribel hiszpańskiej firmy Kroma Atelier. Ekscytację budziła głównie ich cena, niemal dwa miliony złotych, to zrozumiałe. Wielu zwiedzających opuszczających pokój dzielony przez Hiszpanów z Grekami z firmy Ypsilon było jednak pod autentycznie wielkim wrażeniem dźwięku tego flagowego zestawu; relacje z wystawy → TUTAJ i → TUTAJ.
Kolumny wyglądają znakomicie. Być może bierze się to stąd, że ich twórcy czują się zarówno technikami, jak i artystami. Co oddają też nazwy modeli, nawiązujące do tytułów oper, ich bohaterek lub wykonawczyń kluczowych arii. Jest jednak i tak, że rzut oka na eleganckie konstrukcje tej firmy, z dobrze dobranymi proporcjami, czystymi liniami i dopieszczonymi detalami, pozwala zakładać, że dizajn i dźwięk są dla tej firmy równie ważne. I dobrze, przy cenach zaczynających się tuż poniżej stu tysięcy złotych za parę nie powinniśmy na nic narzekać. Klienci mają zresztą w czym wybierać. Oferta dzieli się na trzy serie: podstawową Classic, z pięcioma modelami, środkową Signature, z czterema kolumnami, oraz Reference, serię flagową, również z czterema głośnikami; w dwóch pierwszych seriach znajdziemy zarówno modele podstawkowe, jak i podłogowe, w Reference – tylko te drugie. Razem mamy więc aż trzynaście konstrukcji, co – jak na butikowego producenta – jest zawrotną liczbą. Konstrukcje Kroma Atelier mają wysoką skuteczność i często poleca się je do wzmacniaczy o niskiej mocy (lampowych), a do ich produkcji wykorzystuje się wysokiej klasy komponenty marek Mundorf i Duelund. Jej kolumny charakteryzują się konstrukcją obudowy typu „Silent Cavity” – inspirowaną technologią tłumików – która, jak zapewnia producent, pozwala kontrolować przepływ powietrza i wyeliminować elementy metalowe z konstrukcji. Wszystkie kolumny Kroma Atelier są produkowane ręcznie w hiszpańskiej Granadzie. ▓ Thaïs CHOĆ TRUDNO W TO UWIERZYĆ, kosztujące ponad sto tysięcy złotych (za parę) kolumny Thaïs są dopiero drugim modelem od dołu podstawowej serii Classic. Znajdziemy w niej jednak dużą część rozwiązań, które firma aplikuje również w swoich najdroższych modelach. Thaïs to kolumny podłogowe z trzema przetwornikami o budowie dwuipółdrożnej. Ich obudowa jest wentylowana wylotem bas-refleksu na tylnej ściance. Wylot tunelu jest wykonany z drewna świerkowego i ma częstotliwość rezonansową 34 Hz. Producent mówi, że kontrolowane przenoszenie niskich częstotliwości rozciąga się do 30 Hz. Jeden z głośników nisko-niskotonowych pracuje od góry do 250 Hz i jest odcięty zwrotnicą 2. rzędu, a drugi kończy pracę przy 2,2 kHz. Wysokie tony odtwarza przetwornik AMT (Air Motion Transformer), który działa jak harmonijka, ściskając i rozprężając dźwięk. Tego typu głośniki to częsty wybór highendowych producentów w ostatnich latach. Przypomnijmy tylko kilka: Monitor Audio, Owl Audio, Esprit, Burmester, FinkTeam czy Audiovector. Te, które stosuje Kroma Atelier są produkowane przez niemiecką firmę Mundorf, która dostarcza również elementy do zwrotnicy oraz zaciski. Poniżej głośnika wysokotonowego, wpuszczonego nieco w głąb obudowy, znalazły się dwa, wyglądające identycznie, przetworniki nisko-średniotonowe o średnicy ø 160 mm, z membranami wykonanymi z kompozytu z włókien papierowych. Mają one bardzo charakterystyczne zawieszenie. Zamiast gładkiego półwałka jest ono nieregularne, jakby „wykipiało”. To charakterystyczne, nieregularne zawieszenie górne zastosowanych tu przetworników Purifi Audio nosi nazwę firmową Neutral Surround Geometry. Ma ono celu – jak zapewnia ten duński producent – „radykalne zmniejszenie zniekształceń harmonicznych”, zwłaszcza w zakresie średniotonowym, przy zachowaniu dużej liniowości wychylenia, a także eliminację jego rezonansów własnych. Przetworniki zostały zamontowane na ściance, która jest pochylona do tyłu. Zazwyczaj jest to zabieg mający poprawić wyrównanie fazowe głośników, ale pomaga również z minimalizacji fal stojących wewnątrz obudowy. A właśnie – obudowa. Nie wiem, czy zwróciliście państwo na to uwagę, ale nigdzie w tych kolumnach – ani żadnych innych tej firmy – nie widać śrub. Powierzchnie są gładkie nie tylko z boków czy z tyłu, ale i z przodu, nie widać również mocowania samych przetworników. To nie tylko doskonały zabieg dizajnerski (choć moje Harbethy z szeregami wkrętów też wyglądają świetnie), ale i techniczny. Producentowi chodziło bowiem o wyeliminowanie z jego kolumn metalowych elementów, które – jak mówi – „zakłócają dźwięk”.
Wygląd kolumn jest więc ściśle powiązany z ich konstrukcją. Również na poziomie materiałów, z których została wykonana. Kroma Atelier sięgnęła po nietypowy materiał, noszący nazwę Krion. Jest on produkowany w Hiszpanii przez grupę Porcelanosa. Producent o swoich staraniach dotyczących wytłumienia obudowy pisze:
W rezultacie tych zabiegów powstała obudowa, której właściwości akustyczne są bliższe kamieniu lub kompozytowym strukturom mineralnym niż drewnu. Pod względem brzmienia przekłada się to na niezwykle niską ingerencję obudowy, co pozwala przetwornikom pracować przy minimalnych zakłóceniach mechanicznych.
Krion to kompozyt na bazie minerałów, wybrany – jak mówi producent – ze względu na swoje właściwości mechaniczne, nieprzewodzące i niemagnetyczne. Jest on gęsty, nieporowaty i jest podobny do Corianu, który również kiedyś był stosowany w audio (na przykład w kolumnach Chario Belong Type S). Krion, podobnie jak Corian, jest powszechnie stosowany w budownictwie, między innymi do produkcji płytek kuchennych i łazienkowych. Sztywny, mający niskie rezonanse własne, kompozyt na bazie wypełniacza mineralnego nie jest niczym nowym w audio. Przypomnijmy, że swoje własne żywice epoksydowe oraz wypełniacze stosują takie firmy jak Wilson Audio, Egglestonworks, Focal, Hansen Audio, a ostatnio nawet Monitor Audio we flagowych kolumnach Hyphn. Swoje własne modele tego typu ma też polski Pylon Audio. Mimo to nie jest powszechnie stosowanym materiałem, ponieważ to bardzo trudne w wykonaniu konstrukcje. I, jak się okazuje, sama sztywność i wysoka stratność żywic nie gwarantuje sukcesu. Być może dlatego Kroma Audio łączy moduły obudowy nie wkrętami, a mocowaniami z masy termoplastycznej. Można również znaleźć informację o tym, że do dodatkowego wytłumienia wykorzystuje też drewno, jednak nie znalazłem jej potwierdzenia w oficjalnych materiałach. Wiadomo jednak, że zamiast zwykłych kolców producent wykorzystuje stopy specjalistycznego producenta, firmy IsoAcoustics. Co zbliża go do giganta, firmy JBL, która model Gaia I tej firmy stosuje w kolumnach z serii Summit, na przykład w testowanym przez nas modelu Ama; test → TUTAJ. Kolumny w teście są niewielkie i zgrabne, wysokie na 100, szerokie na 23 i 34,7 cm głębokie. Ponieważ są zamontowane na specjalnej podstawie, mówiąc o ich głębokości mówimy również o niej. Każda z nich waży 33 kg. To kolumny, które mają być przyjazne dla wzmacniaczy lampowych. Sugeruje to ich dość wysoka skuteczność, 90 dB, ale już impedancja minimalna 3,6, a znamionowa na poziomie 4 Ω, każą szukać urządzeń o wydajności prądowej wyższej niż przeciętna. Dzięki kompozytowej obudowie kolumny można łatwo lakierować. Model Thaïs jest dostępny standardowo w kilku, świetnie wyglądających, kolorach. Oprócz białego ze srebrnym bokami (White Krion), który testujemy, dostaniemy także biały z drewnianymi okleinami po bokach, z płatami włókna węglowego, jak i w pełni polakierowane na kolory inspirowane samochodami Martin Aston: czerwonym niebieski, zielony i stalowy. Za lakiery „Premium” trzeba jednak dopłacić. Z tyłu wyfrezowano nazwę modelu oraz firmy i to tam umieszczono, dość wysoko, pojedyncze zaciski głośnikowe. Jak mówiliśmy, pochodzą one z firmy Mundorf i mają miedziane styki oraz nakrętki z polimeru. Na koniec dopowiedzmy, że nazwa kolumn została zaczerpnięta ze świata opery. Thaïs to trzyaktowa opera francuskiego kompozytora Jules’a Masseneta z 1894 roku, oparta na powieści Anatole’a France’a. Opowiada dramatyczną historię miłosną mnicha Atanaela, który próbuje nawrócić piękną aleksandryjską kurtyzanę Thaïs, by ostatecznie samemu ulec jej urokowi. Dzieło to, zaliczane do nurtu orientalnego, charakteryzuje się liryzmem i zawiera słynną miniaturę skrzypcową: Medytację. Opera Bałtycka przy okazji jej inscenizacji w 2019 roku dodawała: „Thaïs to opowieść o namiętnościach, które targają ludźmi, ale też o zagrożeniach wynikających z nadmiernej religijnej fascynacji”. ▓ ODSŁUCH JAK SŁUCHALIŚMY • Kolumny Kroma Atelier Thaïs stanęły niemal w tym samym miejscu, w którym od początku, to jest od 2011 roku, stoją kolumny Harbeth M40.1, czyli w polu półbliskim, choć rozstawiłem je nieco szerzej. Oznacza to, że znalazły się w odległości 250 cm od miejsca odsłuchowego oraz 254 cm od siebie (licząc od środka przedniej ścianki). Od tylnej ściany miały 78 cm, licząc od środka ich tylnej ścianki (górnego blatu). W czasie testu kolumny były skręcone tak, że osie przetworników krzyżowały się dokładnie na mojej głowie.
Dystans między kolumnami oraz ich poziomowanie ustaliłem za pomocą urządzenia Bosch PLR 50 C. Więcej o ustawianiu kolumn w artykule Mikrodostrajanie, czyli ustawiamy głośniki, HF № 177, 1 stycznia 2019, → HIGHFIDELITY.pl, dostęp: 31.03.2026. O akustyce pomieszczenia odsłuchowego HF więcej w artykule Pomieszczenie odsłuchowe „High Fidelity”…, HF № 189, 1 stycznia 2020, → HIGHFIDELITY.pl, dostęp: 31.03.2026. » PŁYTY UŻYTE W TEŚCIE ⸜ wybór
• STAN GETZ/JOÃO GILBERTO, Getz/Gilberto, Verve/Lasting Impression Music LIM K2HD 036, K2HD Mastering, „24 Gold Direct-from-Master Edition UDM”, Master CD-R ⸜ 1964/2009. UMÓWMY SIĘ: KOLUMNY THAÏS ani nie wyglądają, ani też ich budowa nie sugeruje, że trzeba za nie dać ponad sto tysięcy złotych, dokładnie sto jedenaście. Są świetnie zbudowane, ładne, każdy ich detal jest dopracowany. Jednak i zastosowane przetworniki, i ich rozmiary nie przekonują do błyskawicznego przelewu na konto sprzedawcy. Prawdziwa wartość tych kolumn jest ukryta w detalach, których nie widzimy, a konkretnie w czasie poświęconym na ich zestrojenie. To czas jest bowiem w audio najdroższym komponentem budowy każdego produktu. Piszę o tym, ponieważ to kolumny o doskonałym dźwięku. Naprawdę doskonałym. W dodatku niezwykle przypominającym to, co na co dzień słyszę ze swoimi Harbethami M40.1. Nie sądzę, aby zachodziła tu jakaś zależność, że Javier Millan, właściciel i główny konstruktor firmy inspirował się konstrukcjami BBC. Ale znam to z wielu innych testów: pewne ścieżki dochodzenia do założonych rezultatów są wspólne dla wielu projektantów audio. Chodzi o myślenie o dźwięku i o tym, co powoduje, że słuchając muzyki mamy ciarki na plecach – kiedy trzeba – lub kiedy rozpływamy się w niebycie zatopieni w fali, która ma elektromechaniczne źródło, ale która zdaje się być podłączona bezpośrednio do naszego systemu nerwowego. Tak miałem bowiem z kolumnami Kroma Atelier. W tym sensie, że niezależnie od słuchanej akurat płyty czy nośnika hiszpańskie konstrukcje pozostawały wierne wizji konstruktora. A ta jest niezwykle spójna i łatwa do wskazania. To dźwięk wręcz doskonale przyjemny i opanowany. Przyjemny, ponieważ jest w nim sama słodycz, samo lejące się, ścielące nasycenie pomieszczenia dźwiękiem, a opanowany, ponieważ wszystko to ma za sobą jakąś taką żelazną sprężynę, która pilnuje, aby dźwięk był precyzyjny i rozdzielczy. Opanowany również dlatego, że nie słyszę, aby któryś z aspektów dźwięku pozostawiono bez kontroli.
Jak mówię, to coś w rodzaju myślenia „BBC” o dźwięku, nawet jeśli nie to było celem. Myślenia, którego kulminacją, jak dla mnie, są kolumny Harbetha M40.1 z których korzystam na co dzień. Ciekawe, ale w nowych konstrukcjach, serii XD2, z przetwornikami Radial 4, ekipa tej brytyjskiej marki poszła w kierunku otwarcia i mocniejszego ataku. To wciąż wspaniały przekaz, ale inny niż kiedyś. Z kolei Millan wybrał przeciwny kierunek, przynajmniej w testowanych kolumnach Thaïs, bliższy temu, co Harbeth oferował kiedyś. Na pierwszy rzut oka są to kolumny grające w ciepły sposób. Może nawet – bardzo ciepły. Wokal João Gilberto z klasyka wydanego w 1964 roku wraz ze Stanem Getzem, płyty Getz/Gilberto, był więc hipnotyzujący, miękki miękkością jedwabiu, podobnie jak jego gitara. Jego wokal został pokazany z dużym wolumenem, ale bez zamazania detali. I byłaby to kolejna „ciepłolubna” konstrukcja, gdyby nie to, że i wokal, i gitara były podane w wyjątkowo dokładny sposób. |
Ciepło o którym mówię nie wynikało z zatarcia krawędzi, bo te znakomicie różnicują i barwy, i miejsce, i dynamikę. Jest ono częścią rozdzielczości. W tym dźwięku jest mnóstwo informacji, ale wszystkich. Czyli również tych mówiących o detalach, które podświadomie budują w naszej głowie obraz muzyczny. Bo kiedy rozpoczyna się koncert w sztokholmskim klubie Panwshop, to czujemy się jakbyśmy tam byli, jakby perkusista rozstawił się niedaleko przed nami. Podobnie miałem z kolumnami Harbeth M40.5 XD2, które kiedyś stały w tym samym miejscu, co Kromy, żeby była jasność. Tam również uderzenia stopy perkusji wydawały się pochodzić z mojego pokoju, a nie z nagrania. W angielskich monitorach było to jednak bardziej intensywne przez mocniejszy, lepiej definiowany atak. Tutaj całość się cofnęła w scenie i była bardziej zdystansowana. Nie emocjonalnie, ale fizycznie – wykonawcy stali dalej ode mnie, przez co napięcie pomiędzy nimi i mną było mniej natychmiastowe.
Hiszpańskie konstrukcje robią coś innego. Mianowicie nasycają przestrzeń gęstym dywanem dźwięku, tkają grubą osnowę na którą nakładają niesamowitą ilość detali. Do nas dociera to razem, a nie detale najpierw, a osnowa później. Być może właśnie dlatego kolumny zupełnie znikają pomieszczenia – naprawdę, jakby ich nie było – a jednocześnie pozostawiają w nim gęsty, ściśliwy, wewnętrznie naelektryzowany przekaz. Z nagraniami w rodzaju ˻ 1 ˺ Jazz At The Pawnshop ARNE DOMNÉRUSA da to przekaz intensywny, ale z dystansem. Z kolei w ˻ 1 ˺ My Ideal, utworze pochodzącym z płyty WALTERA SMITHA III Twio Vol. 2, przekaz był na wyciągnięcie ręki, był „tu i teraz”. Obydwa wydarzenia były wiarygodne, choć każdy inaczej. W czym doskonale zostały pokazane różnice w nagraniu i masteringu tych materiałów. Ale nie przez wypunktowanie ich jako problemów, a przez podanie ich jako rozwiązania. Chodzi mi o to, że kolumny z Hiszpanii starają się pogłębić dźwięk, w każdym wymiarze: barwowym, dynamicznym i różnicowania. Nie rozdzielają mikrowydarzeń na osobne eksplozje dźwięku, a łączą je. W pewien sposób zaciera się w ten sposób czoło ataku, a i krawędzie instrumentów. Tak nie jest, przynajmniej nie do końca, częściowo to złudzenie, ale złudzenie całkiem mocne. To znaczy narzucające nam taki, a nie inny, sposób patrzenia. Dlatego też płyty nagrane z mocną kompresją i mające zaistnieć głównie przez słuchawki lub w samochodach, niech to będzie ˻ 3 ˺ Notre-Dame MORRISSEY’a, utwór inspirowany pożarem paryskiej katedry, oparty na mocnym bicie i z syntezatorowym podem, zagrają w stonowany sposób. Kawałek ten zabrzmiał w gęsty sposób, nawet dociążony. Ale nie zlał się w jedną „gulę”, jak można by oczekiwać po „ciepłych” kolumnach. Podobnie było zresztą z, granym zaraz potem, ˻ 1 ˺ Opening Night zespołu ARCTIC MONKEYS. ▲ Mikrorecenzja ALEKSANDRA KRYŃSKA QUINTET wydawnictwo własne, Compact Disc
Something Holy? JEST DEBIUTANCKIM albumem skrzypaczki Aleksandry Kryńskiej; jest ona również autorką wszystkich, zamieszczonych na nim, utworów. W skład dobranego przez nią zespołu weszli: grający na trąbce Piotr Damasiewicz, gitarzysta Szymon Mika, Michał Aftyka na kontrabasie oraz Bartosz Szablowski na perkusji. Płyta zawiera muzykę jazzową, w dużej mierze improwizowaną, w której obok akustycznych dźwięków instrumentów również przetworzony elektronicznie skrzypce i gitarę elektryczną. Jak pisał wydawca, debiutancki album Aleksandry Kryńskiej „ bada koncepcję chaosu jako katalizatora tworzenia muzyki”. Sama Kryńska o albumie mówi: Bardzo późno zdecydowałam się na przekierowanie swojej uwagi na inną muzykę. Na klasyce byłam bardzo skoncentrowana. Ale w którymś momencie zaczęło mnie przytłaczać wiele rzeczy z nią związanych, jak na przykład to, że musiałam po prostu wykonywać nuty, które ktoś kiedyś zapisał. Zaczęła się też zwiększać moja świadomość, że mam coś do powiedzenia, a jakoś długo nie chciałam w to uwierzyć.Płyta została nagrana została w marcu 2024 roku, jednak jej premiera czekała „na właściwy moment”. Grafikę do albumu stworzył Mat Kubaj. Jak w wywiadzie dla Polskiego Radia mówiła skrzypaczka, okładka płyty powstała jako pierwsza, nawet wcześniej niż muzyka. To ważne, ponieważ grafika jest znakomita i momentalnie odsyła do japońskich płyt muzyków jazzowych, muzyki tradycyjnej i New age. Jak we wspomnianym wywiadzie mówi artystka, „utwory są kontrastujące i uderzam w nich w kolorystykę, ale zostałam przy czerni i bieli, bo to też dobrze opisywało ten screenshot z momentu, w którym powstawała muzyka”.
Materiał został nagrany w łódzkim Tonn Studio przez Macieja Stanieckiego. Nie wiadomo, czy analogowo, czy cyfrowo – studio ma wielośladowego Studera – wiadomo jednak, że przy pomocy znakomitego analogowego stołu mikserskiego SONY/MCI. Miks wykonał Michał Aftyka, a mastering Tadeusz Mieczkowski. Płyta została wydana na nośniku cyfrowym, Compact Disc, jest również dostępna w serwisach streamingowych – na Tidalu w postaci plików FLAC 24/44,1. Fizyczne wydawnictwo jest wyjątkowo wysmakowane. To wprawdzie tylko digipack, ale trzyczęściowy, z nielakierowanym papierem i z książeczką w której zamieszczono grafiki. Dźwięk jest bardzo przyjemny, ale i ciekawy. Mowa o szybkim, dokładnym brzmieniu. Zanurzone jest ono w ciepłym „halo”, które daje głębię i naturalne „wejście”. Pasmo nie jest jakoś szczególnie mocno rozbudowane o dół, to nie jest tego typu granie. Chodzi w nim bardziej o nasycenie środka pasma, mającego duży wolumen, niż o wypuszczenie o dołu gęstego „dywanu”. To przy tym wyjątkowo ciekawa muzycznie płyta. Rzadko zdarza się, aby idiom jazzowy, skostniały i w dużej mierze muzealny, był tak fajnie odświeżany. Przypomina mi to działania zespołu EABS i ich wywijasy, zarówno z instrumentami akustycznymi , jak i elektronicznymi. Płyta kwintetu Kryńskiej nie nudzi, nie zamula. Jest świeża, miejscami wręcz dowcipna. Tak grany jazz ma sens, a w takim wykonaniu i z takim dźwiękiem – tym bardziej.
Od nas wyróżnienie ˻ RED ˺ FINGERPRINT właśnie za doskonałą muzykę połączoną z uważnym, dobrym dźwiękiem. ● » Jakość dźwięku: 8/10
NIE DOSTANIEMY z tymi kolumnami precyzyjnego rysunku instrumentów, ponieważ to nie jest tego typu brzmienie. Zapewne w droższych konstrukcjach tej firmy otrzymamy jeszcze więcej dobra, o którym mówię, właśnie z większą selektywnością. O to zresztą w nich chodzi – to kolumny rozdzielcze, ale nie do końca selektywne. Grają większymi planami, a nie detalami. Te są, jest ich mnóstwo, ale docierają od nas w jakiegoś rodzaju „otoczce”, a nie samodzielnie. Dlatego też z Thaïsami otrzymujemy duży, gęsty i ładnie skalowany dźwięk. Skalowany, ponieważ każdą z płyt pokazuje inaczej, a gęsty i duży, ponieważ każda będzie wydarzeniem, atrakcją, a nie podkładem. Ale też nie będzie to dźwięk natarczywy czy jednostajnie naciskający na nas. Kolumny grają wysoko w górze i bardzo nisko w dole, jak na kolumny tej wielkości i z przetwornikami tych rozmiarów, ale stwierdzimy to dopiero wtedy, kiedy będziemy chcieli analizować dźwięk.
Skalowanie, o którym mówię, dotyczy również poziomu, z którym słuchamy muzyki. Płyty są nagrywane, miksowane i masterowane przy określonym poziomie SPL (ciśnienia dźwięku) i przy takim też powinny być odtwarzane. Tylko wówczas poziomy, barwy i inne elementy są pokazywane w poprawnych proporcjach; więcej w artykule Jak głośno? → TUTAJ. Życie jest jednak inne, bo raz, że nie znamy tych wartości, a dwa, słuchamy w różny sposób, czasem cicho, czasem głośno. Z kolumnami Kroma Atelier nie będzie to miało jakiegoś szczególnego znaczenia, ponieważ zachowują one większość swoich zalet nawet przy bardzo cichym słuchaniu. Balans tonalny i szczegółowość nie zmieniają się zbytnio przy podkręcaniu czy ściszaniu głośności. Ale jest w tym haczyk: kolumny te potrzebują wydajnego wzmacniacza. Nie musi być mocny watowo, ale jego zasilacz musi mu umożliwiać grę z szybkimi impulsami. Wówczas dostaniemy to, o czym pisałem. Kolumny same z siebie są niezwykle „przezroczyste” na płyty. A mimo to nadają im swój własny „vibe”, jakby imprimatur. To przekaz, który nigdy nie jest też nieprzyjemny. Dźwięk, który otrzymujemy jest oparty na niskiej średnicy z niskim basem, co świetnie wyszło, dla przykładu, z utworem ˻ 4 ˺ Sucker For Love ROBYN, pochodzącym z jej nowej płyty Sexistencial. ▓ Podsumowanie SŁUCHAŁEM Z HISZPAŃSKIMI KOLUMNAMI nagrań z klubów jazzowych, stadionów, z małych i dużych studiów – doskonała reedycja płyty ‘Round About Midnight MILES DAVIS QUINTET na krążku SACD i w wydaniu 7-inch – i za każdym razem otrzymywałem duży, gęsty dźwięk, który wciągał opowieścią. Był to dźwięk, który powodował, że te zgrabne, niemal kompaktowe kolumny grały tak, jakby były o wiele większymi konstrukcjami. Było w tym dźwięku mnóstwo informacji, dynamika była wysoka, a jednak nie były to elementy, które by zwracały na siebie uwagę. Kiedy coś zagrało mocniej, jak organy Hammonda w ˻ 2 ˺ Delphii, utworze z płyty Red Clay FREDDIEGO HUBBARDA, to zostało to pokazane mocniej. Ale nie samo z siebie, nic nie było „wypchane” do przodu. Nigdy nie będzie to zbyt mocne, detale nigdy nie zostaną wyrzucone z miksu tylko po to, aby zrobiły nas wrażenie. Myślę, że to ostatnie co o tych kolumnach można powiedzieć, to znaczy że są efekciarskie. Są one doskonałym przeciwieństwem tego określenia. Grają w niezwykle wyważony, przemyślany opanowany i skupiony sposób. Otrzymujemy więc nie paczki informacji, które musimy sobie poukładać w głowie, a w pełni uporządkowany i w pewien sposób „skończony” dźwięk – można by powiedzieć – „master”. Myślę, że Javierowi Millanowi chodziło o stworzenie kolumn, które by nie męczyły w długich odsłuchach, ale też nie nudziły. Nie będą to więc ultradynamiczne konstrukcje w rodzaju wspomnianych Harbethów M40.5 XD2 (test → TUTAJ) czy ultraprecyzyjne jak YG Acoustics Vantage 3 (test → TUTAJ), a raczej brzmienie, które proponują kolumny Fink Team Borg (test → TUTAJ).
Możemy jednak z nimi zagrać dowolny kawałek z dowolnego albumu z dowolnego nośnika, a otrzymamy feerię barw i wybitną gładkość. To było wybitne połączenie tych dwóch elementów. A do tego – spokój, niemalże „święty spokój”. ‖ WP ▒ Dane techniczne (wg producenta)
Konstrukcja: wolnostojąca, dwuipółdrożna, bas-refleks | Dystrybucja (Słowacja, Czechy, Polska)
DREAMAUDIO
Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ. |
|
System referencyjny 2026 |
|
![]() ① Kolumny: HARBETH M40.1 • → TEST ② Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom) ③ Odtwarzacz plików & zegar taktujący SFORZATO DSP-05 EX & PMC-05 EX → TEST & dysk NAS/przełącznik LAN LUMIN L2 • → TUTAJ ④ Przedwzmacniacz: AYON AUDIO Spheris EVO • → TEST ⑤ Odtwarzacz Super Audio CD: AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50 • → TEST ⑥ Wzmacniacz mocy: SOULUTION 710 ⑦ Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II więcej → TUTAJ ⑧ Pasywny układ korygujący SPEC Real-Sound Processor RSP-W1EX • → TEST |
|
|
Okablowanie Interkonekt: SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) • → TESTInterkonekt: przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ Odtwarzacz plików → przedwzmacniacz -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ Kable głośnikowe: SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUĹ| Kabel LAN & filtr LAN: ACOUSTIC REVIVE LAN Quadrant Triple-C, RLI-1GB-TRIPLE-C • test → TUTAJ Kabel USB: ACOUSTIC REVIVE USB-1.5 PL Triple-C • test → TUTAJ |
|
Zasilanie Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) • → TESTKabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST Kabel zasilający: gniazdko ścienne → listwa zasilająca AC - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2,5 m) Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu FINAL • → TEST |
|
Elementy antywibracyjne Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom)Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II • więcej → TUTAJ Platforma antywibracyjna (pod listwę zasilającą AC): Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA • więcej → TUTAJ Nóżki antywibracyjne (odtwarzacz SACD): Divine Acoustics GALILEO • test → TUTAJ Stopy antywibracyjne CARBIDE AUDIO Carbide Base ⸜ przedwzmacniacz & zasilacz przedwzmacniacza • test → TUTAJ |
|
Analog Przedwzmacniacz gramofonowy:
Docisk do płyty: PATHE WINGS Titanium PW-Ti 770 | Limited Edition |
|
Słuchawki
|
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio


























