|
ODTWARZACZ PLIKÓW AUDIO IFI AUDIO
Producent: ABBINGDON MUSIC RESEARCH |
|
Test
tekst MAREK DYBA |
|
No 264 16 kwietnia 2026 |
PAMIĘTAM, ŻE GDY DOTARŁO DO MNIE od ówczesnego dystrybutora pierwsze, nieduże pudło z mnogimi urządzeniami i akcesoriami tej firmy, zacząłem się im bliżej przyglądać i nie mogłem uwierzyć, że w tak malutkich obudowach producentowi udało się „upchnąć” tak wiele funkcji. Bo przecież choćby pierwszy przedwzmacniacz gramofonowy, Ifi Phono, nie dość, że obsługiwał zarówno wkładki MM, jak i MC, to jeszcze oferował szereg ustawień i opcji, a nawet kilka krzywych korekcji (a było to zanim oferowanie czegokolwiek poza standardową RIAA stało się modne).
Podobnie rzecz się miała z innymi urządzeniami, które w metalowych, porządnie wykonanych obudowach wielkości – przepraszam za porównanie, ale inne nie przychodzi mi do głowy – dwóch paczek papierosów, mieściły tyle funkcji, ile pełnowymiarowe komponenty (i to nieliczne). A przecież każdy z tych produktów oferował również naprawdę niezłą jakość brzmienia, za te pieniądze wręcz świetną. Był to wówczas strzał w dziesiątkę, bo modne były systemy „biurkowe”, w których za odtwarzanie dźwięku odpowiadały często słuchawki. Za bardzo rozsądne pieniądze można więc było sobie sprawić cały system, łącznie z buforem lampowym, zajmujący mniej miejsca niż jeden standardowy komponent audio, i cieszyć się muzyką. Z upływem czasu, poniekąd zgodnie z obowiązującymi trendami, Ifi zaczęło coraz bardziej koncentrować się na odtwarzaniu plików muzycznych ze źródeł lokalnych i sieciowych. Ich „maluchy” uczestniczyły w wyścigu o najwyższe możliwe cyferki w rubryce: wspierane rozdzielczości plików PCM i DSD (!), często wyprzedzając w tym względzie nawet dużo droższych konkurentów. Dziś, czternaście lat później, w ofercie marki nadal znaleźć można produkty skierowane do użytkowników domowych, ale od pewnego czasu firma oferuje również propozycje dla profesjonalistów. Od jakiegoś czasu profesjonalistami są bowiem również ludzie mający po prostu laptop z oprogramowanie i słuchawki, ulokowane w ich pokoju. Portfolio uzupełnia jeszcze szereg akcesoriów i kabli. Ceny, choć może już nie szokują tak bardzo, jak na początku, przede wszystkim dlatego, że dziś obecność chińskiej konkurencji jest znacząco większa, nadal są atrakcyjne. Osoby chcące złożyć dobrze grający, acz nie zmuszający do sprzedaży nerki system, mogę sięgnąć po propozycje Ifi Audio, a wśród nich, po testowany Neo Stream 3, nominalnie odtwarzacz plików, ale też urządzenie, które może pełnić kilka różnych funkcji. ▓ Neo Stream 3 PRZYZNAJĘ, ŻE OD DOBRYCH kilku lat nie miałem styczności z nowościami Ifi Audio. Gdy paczka z testowanym urządzaniem wyruszyła do mnie zajrzałem więc z ciekawości na stronę producenta, by nieco zaktualizować swoją wiedzę o bieżącej ofercie. Jak się okazało, część urządzeń to nadal prawdziwe „maluchy”, a część nieco urosła. Jednak wciąż nadal daleko im do rozmiarów, do których my, (powiedzmy) audiofile, jesteśmy przyzwyczajeni.
Neo Stream 3 jest o tyle wyjątkowy, że przy jego niewielkich rozmiarach (214 x 151 x 41 mm) niewielkiej, czarnej, metalowej, porządnie wykonanej obudowy użytkownik może ją ustawić klasycznie, czyli poziomo albo pionowo. Przy tym pierwszym wyborze możemy od spodu nakleić dołączone w zestawie malutkie stopki, bodaj silikonowe, albo dobrać coś „porządniejszego” z szerokiej oferty dostępnej na rynku, choć nie będzie to proste, bo będą to musiały być naprawdę małe stopki. W drugiej opcji, w ustawieniu pionowym pomoże solidna, metalowa podstawka, od wewnętrznej strony zabezpieczona by nie porysować obudowy, a od spodu podklejona podkładkami, które niemal przyklejają się do podłoża zapewniając dużą stabilność. Testowany Neo Stream 3 jest wyraźnie większy niż np. pierwszy model Iphono, który nadal posiadam (jak również najstarsze : Idac, Itube, etc.), ale gdy stanął obok, choćby, także niepełnowymiarowego przecież Lumina U2X, widać było gołym okiem, że rozmiarami nadal bardzo daleko mu do klasycznych standardów. Choć... gdy postawić go pionowo, trochę rośnie w oczach :-). Tym bardziej, że w przeciwieństwie do Lumina, Ifi ma wyświetlacz, na którym zobaczymy okładkę odtwarzanej płyty. Zobaczymy z bliska, bardzo bliska, ale zobaczymy. Jako ciekawostkę dodam, że obraz na wyświetlaczu, niczym na ekranie telefonu czy tabletu, obraca się w zależności od tego, jak ustawione jest urządzenie – drobiazg, a cieszy. FUNKCJONALNOŚĆ • No dobrze, wiemy, że to małe urządzenie, ale czym właściwie jest Neo Stream 3? Nazwa sugeruje już, iż należy on do kategorii odtwarzaczy plików (streamerów), tyle że to nadal dość szerokie pojęcie, które obejmuje urządzenia czasem dość znacząco różniące się funkcjonalnością (poza podstawową - streamowaniem plików muzycznych). W tym przypadku mamy do czynienia z produktem Ifi, można więc z góry założyć, że Neo Stream oferuje multum funkcji, i tak właśnie jest. Bardziej klarownym określeniem będzie więc: odtwarzacz/transport z regulacją głośności. Określenie ‘odtwarzacz’ sugeruje obecność moduły transportu oraz przetwornika cyfrowo-analogowego na pokładzie i wyjścia analogowego, ‘transport’ natomiast wyjść cyfrowych. Pliki stremować (odtwarzać) można z domowej sieci (wykorzystując protokoły DLNA/UPnP) i to zarówno korzystając z połączenia kablowego (LAN), jak i bezprzewodowego (Wi-Fi). Urządzenie wyposażono w porty USB, z których przynajmniej jeden pozwala odczytywać pliki z podpiętego bezpośrednio do Ifi dysku USB (raczej z własnym zasilaniem). Użytkownik Neo Streama 3 może również korzystać z serwisów streamingowych takich jak Tidal, Qobuz, Spotify (i ich aplikacji do obsługi odtwarzania), z funkcji RoonReady i AirPlay, z dekodowania MQA i natywnego odtwarzania plików PCM o rozdzielczości do 32-bitów i 768kHz a także DSD do DSD512. Słowem, w zakresie funkcjonalności ma niemal wszystko, co oferują nawet topowe serwery/odtwarzacze sieciowe.
Dodatkowo, urządzenie oferuje regulację głośności, dzięki której istnieje możliwość maksymalnego uproszczenia systemu poprzez bezpośrednie połączenie z aktywnymi głośnikami, ewentualnie z końcówką mocy. Do dyspozycji dostajemy również kilka wyjść cyfrowych, w tym: optyczne (Toslink), koaksjalny (RCA) i AES/EBU (XLR), a także I2S (z gniazdem HDMI) oraz port USB oznaczony jako: „Audio”. Jak już sugerowałem wcześniej, skoro istnieje możliwość używania wyjść cyfrowych, czyli ominięcia wbudowanego przetwornika cyfrowo-analogowego i użycie zewnętrznego, to Neo Stream 3 może pełnić funkcję transportu plików. Dodam, iż wyjścia USB i SPDIF-y wsparto zegarem Femto, którego precyzja ma minimalizować jitter. Jako że mamy do czynienia z kompletnym odtwarzaczem, na tylnej ściance znajdziecie również wyjścia analogowe i to dwa. Pierwsze to klasyczna para niezbalansowanych gniazd RCA. Druga to bardziej nietypowe rozwiązanie (choć można by powiedzieć: bardziej współczesne), czyli analogowe wyjście zbalansowane, tyle że w formie gniazda 4,4 mm. Dodajmy, iż Ifi ma w ofercie kabel z odpowiednim wtykiem z jednej strony i XLR-ami z drugiej. Niestety nie jest on dołączany do zestawu, więc w czasie odsłuchów pozostało mi korzystać z niesymetrycznych wyjść RCA i jednego z moich interkonektów. O czystość sygnału poprzez eliminację zniekształceń i zakłóceń w sygnale cyfrowym dbają firmowe technologie, czyli Active Noise Cancellation (ANC) i iPurIfication. Wspominałem, iż Ifi idzie z duchem czasu, dlatego właśnie oprócz klasycznego połączenia ethernetowego (a nawet dwóch, bo obok RJ45 znajduje się gniazdo M12) można wykorzystać optyczne połączenie z domową siecią. Dodatkowo, w zestawie znajdziecie nawet „przejściówkę” z LAN-u na kabel optyczny z niezależnym zasilaniem, więc posiadanie stosownego routera/przełącznika nie jest niezbędne, by skorzystać z dodatkowej izolacji galwanicznej. Proszę tylko pamiętać by ową „przejściówkę” zasilić – zasilacz znajduje się w zestawie, podobnie jak całkiem pokaźny, „ultraniskoszumny” – jak o nim mówi producent – zasilacz wtyczkowy dla całego urządzenia. OBSŁUGA • Na przedniej ściance urządzenia znajduje się, wspomniany, niewielki kolorowy wyświetlacz TFT, na którym w czasie odtwarzania muzyki pojawia się okładka płyty, jej tytuł i wykonawca, a także format i rozdzielczość pliku. Obok (lub poniżej, w zależności od ustawienia) umieszczono wielofunkcyjne pokrętło, które standardowo obsługuje głośność, ale gdy jednym z dwóch umieszczonych niżej przycisków aktywujemy menu urządzenia, to właśnie pokrętłem możemy się po nim poruszać, a jego wciśnięcie zatwierdza wybór. Drugi przycisk to z kolei włącznik urządzenia. Na froncie znalazło się również miejsce dla wskaźnika diodowego i portu USB-C, który może służyć zarówno jako wejście (dla zewnętrznego dysku), jak i wyjście dla DACa USB. We wspomnianym menu urządzenia dostępnych jest kilka możliwości, w tym regulacja jasności wyświetlacza i prosty bądź zaawansowany układ tegoż. Istnieje także możliwość zbiorczego wyświetlenia informacji o urządzeniu, w tym zinstalowanej wersji oprogramowania (producent zapowiada możliwość wypuszczania nowszych wersji tegoż) i połączeniach sieciowych (w tym adresy IP). Wybierzemy tam również aktywne wyjście: analogowe/cyfrowe/USB oraz preferowany filtr cyfrowy: BP – Bit-Perfect, STD – Standard, MIN – Minimum Phase, slow roll-off, GTO – Gibbs Transient-Optimised z up-samplowaniem do 352,8/384 kHz. Istotny będzie również wybór stosownego trybu pracy urządzenia: AIO (all-in-one), DLNA, Tidal Connect, ROON, NAA (network audio adapter only), jako że trzeba go dostosować do tego, jak chcemy użytkować urządzenie. Dodatkową korzyścią płynącą z wyboru konkretnego trybu jest wyłączenie pozostałych. Podobnie jak w przypadku każdego komputera, mniejsza ilość aktywnych procesów pracujących w tle powinna przekładać się na mniejszą ilość zakłóceń, a w efekcie lepszy dźwięk.
TECHNIKA • A co znajdziemy wewnątrz? Jak pisze producent, sekcję przetwornika cyfrowo-analogowego opartego o wyselekcjonowaną kość Burr-Browna zaczerpnięto wprost z modelu Neo Idsd 2. Ważną cechą architektury testowanego urządzenie jest całkowicie oddzielne przetwarzanie sygnałów PCM oraz DSD, co pozwala na zachowanie sygnału w formie „bit-perfect” w całym procesie konwersji cyfrowo-analogowej. Jakby tego było mało w modelu tym zastosowano technologię K2HD, której czytelnikom „High Fidelity” przedstawiać nie trzeba; więcej → TUTAJ. Słowem, to klasyczne Ifi, w którym małe rozmiary nie przeszkodziły temu brytyjskiemu producentowi „upchnąć” mnóstwo funkcji i rozwiązań mających poprawić wygodę i łatwość obsługi z jednej, a jakość brzmienia z drugiej strony. Konstrukcję uzupełniono najnowszą generacją firmowego modułu transportu oraz chipem IoT, dzięki któremu integracja urządzenia przez Wi-Fi z domową siecią z wykorzystaniem darmowej aplikacji Ifi Nexis powinna być bezproblemowa. Całość wsparto wysokiej klasy kondensatorami polimerowymi i elektrolitycznymi ELNA Silmic II. Pozostaje więc sprawdzić, czy i tym razem Ifi potrafi pozytywnie zaskoczyć brzmieniem zwłaszcza w kontekście, jak na obecne czasy, umiarkowanej ceny. ▓ ODSŁUCH JAK SŁUCHALIŚMY • Odtwarzacz plików Ifi Neo Streamer 3 testowałem w swoim systemie referencyjnym, acz w czasie odsłuchów przewinęło się przez niego kilka innych komponentów. Moim podstawowym źródłem cyfrowym jest customowy pasywny serwer z najnowszą wersją Roona wyposażony w topową kartę USB JCAT XE Evo zasilaną przez Ferrum Hypsos. Karta wsparta jest zegarem Master OCXO Clock Upgrade JCAT-a, który także otrzymał niezależne firmowe zasilanie w postaci Optimo Nano. Dzięki niemu korzystałem z funkcji RoonReady testowanego odtwarzacza, wysyłając doń sygnał przez sieć.
Brzmienie odtwarzacza Neo Stream 3 porównywałem do uzyskiwanego z moim serwerem i przetwornikiem cyfrowo-analogowym Acuhorn Lusso (bo mój Poseidon akurat pojechał do apgrejdu), który gościł już u mnie od kilku tygodni. Do niego sygnał trafiał topowym kablem USB David Laboga Custom Audio Akoya i dalej analogowym interkonektem niesymetrycznym Soyaton Benchmark do wzmacniacza zintegrowanego Grandinote Shinai. Do Ifi sygnał trafiał kablem David Laboga Sapphire LAN poprzez Optibox i dalej kablem optycznym dołączonym w zestawie do streamera. |
Z jego wyjścia analogowego (RCA) sygnał wysyłany był do tego samego wzmacniacza takim samym interkonektem analogowym, a później – opcjonalnie – przez kabel cyfrowy RCA do zewnętrznego DAC-a (Lusso). Z Shinai do kolumn GrandiNote Mach 4 sygnał płynął kablem głośnikowym Soyaton Benchmark Mk 2. Dodatkowo, oprócz moich kolumn, użyłem dwóch par nieco (acz tylko nieco) lepiej dopasowanych cenowo do Ifi, czyli Fram Midi 150P oraz Audioform M200. PRZYZNAM SIĘ, że do odsłuchów testowanego Ifi, po pierwsze, przystępowałem dość późno (nie miałem wiele czasu do terminu oddania tekstu i to akurat nie moja wina), a po drugie właściwie ciągle jeszcze w trakcie testów przetwornika Acuhorn Lusso (co można uznać za moją winę, bo zupełnie się z tym nie spieszyłem, a i Lampizatora akurat wtedy pojechał po nowy „silnik”). Ten ostatni mnie oczarował, choć nie trzeba wydawać na niego majątku (no chyba, że ktoś do niego wrzuci jakieś super-duper lampy, to koszt może się pewnie nawet podwoić).
Tak czasem bywa, że do systemu trafia urządzenie, które nie próbuje nawet udawać najlepszego na świecie, nie dorównuje nawet własnemu referencyjnemu, a mimo to słucha się go z nieschodzącym z ust uśmiechem i zupełnie nie ma się ochoty z nim rozstawać. Tak właśnie było z Lusso, który na dodatek (bez lamp) rozmiarami przypomina Ifi. Wszystko to sprawiło, że Neo Stream 3 miał na początku trochę pod górę, że tak to ujmę. Lusso (ciągle powtarzam: bez lamp, ale to ważne) kosztuje jakieś dwa razy więcej niż testowane urządzenie i na dodatek to wyłącznie DAC, więc porównanie było z gatunku: jabłka do pomarańczy, ale ostatecznie chodzi przecież o dźwięk płynący z głośników. A ten był inny, a skoro inny niż ten, który tak bardzo mnie cieszył od dobrych dwóch tygodni, to musi gorszy, nieprawdaż? Doświadczenie uczy, że niekoniecznie. Nie zrażając się więc trudnym początkiem kontynuowałem słuchanie, a właściwie pisałem wszystko, co czytaliście państwo powyżej, a w tym czasie Neo Streamer 3 pomału „dojrzewał”. Tak naprawdę nie wiedziałem, czy i ile to urządzenie grało przed przyjazdem do mnie, więc nie mogłem wykluczyć, że potrzebuje trochę czasu na wygrzanie się i rozwinięcie skrzydeł. Aaa, zanim przejdę do brzmienia dodam, że po kilku godzinach dokonałem istotnej (jak się okazało) zmiany, a mianowicie zamiast filtra „BitPerfect” ustawionego odruchowo na początku, wybrałem „Minimum phase, slow roll-off”, który najczęściej w DAC-ach weń wyposażonych najbardziej mi pasuje. Czy to Ifi potrzebowało się „dotrzeć”, czy może to ja potrzebowałem czasu na akomodację do jego brzmienia, czy nastąpił reset oczekiwań, a może to inny filtr cyfrowy dał wyraźną, pozytywną zmianę – na ten moment nie znałem odpowiedzi. Faktem natomiast jest, że po kilku godzinach grania i tylko drobnej zmianie filtra brzmienie stało się na tyle interesujące, że co i rusz odrywałem się od pisania, by posłuchać coraz to dłuższych fragmentów muzyki. Gdy w końcu przyszło do albumu BETRANDA RENAUDINA Acoustic Mop porzuciłem laptopa i zasiadłem do normalnych odsłuchów. Tak, była to prezentacja, w której najważniejsza była średnica, ale przecież blachy okładane pałeczkami przez Betranda, były też całkiem nieźle różnicowane, miały sporo energii, trochę blasku i przyciągały uwagę. Na dole pasma również działo się sporo, nawet jeśli stopa perkusji nie do końca „kopała” tak mocno, jak powinna. Ifi nie próbowało niczego na siłę wzmocnić, nie udawało urządzenia za kilkadziesiąt tysięcy, ale swoją robotę wykonywało naprawdę dobrze. Ważniejsza była spójność obu skrajów pasma z średnicą, bardziej jej wspomaganie, niż efektowne cykanie blach, czy mocne uderzenia pałeczek w bębny. Kolejny album, Peregrine PETERA ERSKINA, ALANA PASQUA i SCOTTA COLLEY’a powtórzył podobny schemat. Delikatnie ciepła, nasycona, gładka średnica i wsparcie czytelnych, dźwięcznych, ale odrobinę wycofanych blach, jak i sprężystych, odpowiednio szybkich, ale nie wychodzących przed szereg bębnów, i nieco miękkich, ale wspartych dużym body, strun kontrabasu, razem tworzyły relaksującą całość. To fortepian grał tu „pierwsze skrzypce” przez większość czasu, to jego brzmienie było najpełniejsze, najlepiej zróżnicowane. Nawet gdy to bas przejmował prowadzenie był dość delikatny, a i perkusja brzmiała (bo tak miało być) „jazzowo”. Najważniejsze w tym wszystkim było to, że wszystkie trzy instrumenty tworzyły spójną, płynną całość, razem opowiadając kolejne muzyczne historie. Łatwo było przy tym graniu wyłączyć analitykę, usiąść wygodnie i dać się porwać opowieści. Analityka podpowiadała, że rozdzielczość tego dźwięku nie była taka, do jakiej przywykłem, ani nawet taka, jaką oferował Lusso. Prezentacja nie była też tak przejrzysta i klarowna jak z urządzeniami odniesienia, ale nie dało się zaprzeczyć, że to po prostu dobre, przyjemne granie. Słuchając albumu VEGA TRAILS Tremors in the Static, a później choćby GODARDA z Trace of Grace, słowem nagrań, w których przestrzeń i akustyka otoczenia muzyków gra dużą rolę (oba nagrane w dużych przestrzeniach, odpowiednio w kościele St Thomas' w Stamford Hill i w Opactwie Noirlac), odkryłem kolejną mocną stronę testowanego urządzenia. Otóż Neo Stream 3 bardzo pozytywnie mnie zaskoczył rozbudowując scenę daleko za linią kolumn i przysyłając do mnie odbicia dźwięków od przeszkód znajdujących się (pozornie) wiele metrów za ścianami mojego pokoju. Udanie w ten sposób odtwarzał ogromne wnętrza lokalizacji, gdzie dokonano nagrań, wypełnione powietrzem, w których muzyka swobodnie wędrowała odbijając się od wszelakich przeszkód. Co więcej, lokalizacja źródeł pozornych była naprawdę niezła, a dzięki temu siedząc przed urządzeniem za niewiele ponad cztery tysiące złotych w systemie, czułem się chwilami, jakbym został teleportowany do miejsc, gdzie zrealizowano te nagrania. Zwykle to dopiero dużo droższe źródła potrafią to zrobić. OK, powtórzę gwoli jasności: nie był to dźwięk superwyrafinowany, nie imponował bogactwem drobnych szczegółów i subtelności, makrodynamika była dobra, ale kontrasty na poziomie mikro, dynamiczne i tonalne, nie były oddane tak dobrze, jak to ma miejsce ze sprzętem odniesienia. A jednak barwa np. klarnetu, czy saksofonu na krążku Vega Trails (czy fani science-fiction wiedzą, skąd wzięła się nazwa tego duetu?) była naprawdę piękna i naturalna, podobnie zresztą jak granego smyczkiem, czy szarpanego basu. Jak na swoją cenę, odtwarzacz Ifi oferował zaskakująco dużo, a to co oferował tworzyło pewną, spójną całość, ze słuchania której czerpałem sporo przyjemności. To nie było „audiofilskie” granie, ale czy zawsze i wszędzie go potrzebujemy? Nie samym akustycznym jazzem człowiek żyje, a i inni, potencjalni nabywcy Neo Stream 3, nie muszą wcale słuchać akurat takiej muzyki. Sięgnąłem więc po niekoniecznie audiofilskie nagrania JOHNA MCLAUGHLINA z wielu jego występów na Montreux Jazz Festival, m.in. z Mahavishnu Orchestra. Zrobiło się więc bardziej elektrycznie, bardziej energetycznie, słowem tym razem Ifi musiało mi zaserwować granie z większym „powerem”. Jak zaznaczyłem, nie są to do końca audiofilskie nagrania, ale fakty są takie, że często właśnie niezbyt drogie urządzenia, takie jak Ifi, pozwalają z nich czerpać więcej przyjemności niż te superwyrafinowane, bo nie eksponują tak ich słabości, jak droższe komponenty.
Neo Stream 3 zaserwował mi wszystko, czego mogłem się po mistrzu gitary i jego zespole spodziewać. Było więc sporo energii, i to nie tylko w średnicy, ale i na dole pasma. Była odpowiednia dawka drapieżności gitary, gdy była potrzebna, ale bez przekraczania granicy agresywności. Był dobry drive i niezła dynamika, a rytmiczny, dość mocny, choć nadal nieco zaokrąglony, ale mieszczący się w akceptowalnych granicach, elektryczny bas sprawiał, że wszystko było jak trzeba i to właściwie bez żadnych irytujących elementów, które droższy, wierniejszy nagraniom sprzęt z tymi niedoskonałymi nagraniami serwuje. A co się stanie, pomyślałem na tym etapie, jeśli skorzystam z wyjścia cyfrowego i zewnętrznego DAC-a? Sprawdźmy korzystając z Lusso, który, bez lamp, kosztuje 3300 euro, słowem nie jest to kosmicznie drogi przetwornik. Za to kabel cyfrowy to „tylko” tani studyjny produkt, który przeleżał w szufladzie z dziesięć lat. Ciekawostka pierwsza, w nagraniu o sześć lat młodszym (z 1984 roku, a poprzednie było z ‘78) z zewnętrznym przetwornikiem wyraźniej słychać było szum (zakładam, że taśmy). Nie był irytujący czy przeszkadzający, ale, zwłaszcza w chwilach ciszy, słychać go było wyraźnie. Jasne było również od razu, iż dźwięk z zewnętrznym „dakiem” mocno się otworzył. Ot choćby saksofon, który wchodzi na początku utworu „Nostalgia”, zagrał bardziej otwartym, mocniejszym, mającym już lekko zarysowaną fakturę, a nie tylko naturalną barwę, dźwiękiem. No to może rock z wokalem? Proszę bardzo: gramy LED ZEPPELIN. Troszkę brakowało mi energii i wykopu, znanych ze swojego systemu, ale bez porównywania do zestawu transport/DAC kosztujących razem jakieś trzydzieści razy więcej, znowu słuchałem tej dobrze mi znanej muzyki z przyjemnością. Wokal Planta zabrzmiał bardzo dobrze. Był mocny, zadziorny, energetyczny, znajoma barwa, były też manieryzmy, właściwie wszystko czego oczekiwałem tam było, nawet jeśli troszkę „spłycone”. Podobnie odebrałem gitarę Page’a - dobra gęstość i nasycenie, ale i odpowiednia drapieżność i drive, czy niezłe oddanie przesterów. Bonham i Jones robili swoje, choć, podobnie jak wcześniej, do dociążenia i energii niskich tonów można się było przeczepić, ale tylko można, bo równie dobrze (zapominając o porównaniach) można było przyjąć to granie, jako pewną, spójną interpretację nagrań legendy rocka i po prostu dać się porwać tej muzyce. Kolejne utwory i płyty (i ich późniejszy odsłuch bez Lusso) potwierdziły, że jako transport Neo Stream 3 oferuje użytkownikowi wyraźną potencjalną ścieżkę rozwoju. Jako kompletny odtwarzacz testowany Ifi Audio grał lepiej, niż można się spodziewać, zważywszy na jego cenę. To dobre, solidne, niemęczące i dające sporo frajdy granie. Jeśli jednak po jakimś czasie właściciel będzie chciał uzyskać dźwięk wyższej klasy, to inwestycja w dobry (co nie znaczy kosmicznie drogi) zewnętrzny przetwornik cyfrowo-analogowy będzie opcją równoważną zmianie całego odtwarzacza na droższy. Jako transport testowany Ifi spisuje się bowiem równie dobrze. ▒ Podsumowanie PO KILKU LATACH PRZERWY miałem okazję znowu przyjrzeć się jednemu z produktów Ifi i potwierdzić, że firma nadal kroczy wyznaczoną właściwie niemal na początku jej istnienia ścieżką. Neo Stream 3 potwierdza, że „w niewielkim ciele” można zawrzeć „wielkiego ducha”. W tym przypadku „duch” to bogata, spełniająca oczekiwania chyba każdego miłośnika plików audio, funkcjonalność połączona z łatwością użytkowania i niskimi wymaganiami dotyczącymi fizycznej przestrzeni (co dodatkowo ułatwiają dwie opcje ustawienia: poziomo i pionowo).
Możecie z nim słuchać plików w niemal każdym możliwym formacie z gęstymi PCM i DSD włącznie, zdekodujecie MQA, posłuchacie muzyki z lokalnych i sieciowych nośników z najpopularniejszymi serwisami streamingowymi włącznie. Do dyspozycji dostajecie kilka możliwości połączeń: bezprzewodowe i przewodowe (nie tylko LAN, ale i optyk), wyjścia cyfrowe pozwalające korzystać z zewnętrznego DAC-a, a nawet regulację głośności, co pozwala sparować to urządzenie z aktywnymi głośnikami. No i, co przecież powinno być najważniejsze, dostajecie dobry dźwięk. Nieefekciarski, spójny, z centralną rolą średnicy, ale dobrym wsparcie obu skrajów pasma. W tej cenie to bardzo, bardzo dużo! ‖ MD ▒ Dane techniczne (wg producenta)
Wejścia cyfrowe: Wi-Fi, Ethernet (RJ45, M12-X, optyczne), Bluetooth 5.4, 2 x USB-A, USB-C (na przednim panelu) | Dystrybucja (Słowacja, Czechy, Polska)
21Distribution
Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ. |
|
System referencyjny 2026 |
|
|
ŹRÓDŁA CYFROWE |
1. Pasywny, dedykowany serwer z WIN10, Roon Core, Fidelizer Pro 7.10 • karty JCAT XE USB i JCAT NET XE recenzje › TUTAJ + zasilacz Ferrum HYPSOS SIGNATURE recenzja › TUTAJ • JCAT USB ISOLATOR, optyczny izolator LAN + zasilacz liniowy KECES P8 (mono) • przełącznik LAN: Silent Angel BONN N8 recenzja › TUTAJ + zasilacz liniowy Forester recenzja › TUTAJ 2. Przetwornik cyfrowo-analogowy: LampizatOr PACIFIC recenzja › TUTAJ + Ideon Audio 3R Master Time recenzja › TUTAJ |
|
ŹRÓDŁO ANALOGOWE |
1. Gramofon J.Sikora STANDARD w wersji MAX recenzja › TUTAJ • ramię J.Sikora KV12 • wkładka Air Tight PC-3 2. Przedwzmacniacze gramofonowe: • ESE Labs NIBIRU V 5 recenzja › TUTAJ • Grandinote CELIO Mk IV recenzja › TUTAJ |
|
WZMACNIACZ |
1. Wzmacniacz zintegrowany GrandiNote SHINAI recenzja › TUTAJ 2. Wzmacniacz zintegrowany ArtAudio SYMPHONY II (modyfikowany) 3. Przedwzmacniacz liniowy AudiaFlight FLS1 recenzja › TUTAJ |
|
KOLUMNY |
1. GrandiNote MACH4 recenzja › TUTAJ 2. Ubiq Audio MODEL ONE DUELUND EDITION recenzja › TUTAJ |
|
OKABLOWANIE |
1. Interkonekty analogowe: • Hijiri MILLION KIWAMI • Bastanis IMPERIAL x 2 recenzja › TUTAJ • Hijiri HCI-20 • TelluriumQ ULTRA BLACK • KBL Sound ZODIAC XLR 2. Interkonekty cyfrowe: • David Laboga EXPRESSION EMERALD USB x 2 recenzja › TUTAJ • David Laboga DIGITAL SOUND WAVE SAPPHIRE x 2 recenzja › TUTAJ 3. Kable głośnikowe: • LessLoss ANCHORWAVE 4. Kable zasilające: LessLoss DFPC SIGNATURE, Gigawatt LC-3 recenzja › TUTAJ |
|
ZASILANIE |
1. Kondycjoner Gigawatt PC-3 SE EVO+ recenzja › TUTAJ 2. Kabel zasilający AC Gigawatt PF-2 Mk 2 3. Dedykowana linia od skrzynki kablem Gigawatt LC-Y 4. Gniazdka ścienne Gigawatt G-044 Schuko i Furutech FT-SWS-D (R) |
|
ANTYWIBRACJA |
1. Stoliki: • Base VI • Rogoz Audio 3RP3/BBS 2. Akcesoria antywibracyjne • platformy ROGOZ-AUDIO SMO40 i CPPB16 • nóżki antywibracyjne ROGOZ AUDIO BW40MKII • nóżki antywibracyjne Franc Accessories CERAMIC DISC SLIM FOOT • nóżki antywibracyjne Graphite Audio IC-35 recenzja › TUTAJ i CIS-35 recenzja › TUTAJ |
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio

















