|
KRAKOWSKIE TOWARZYSTWO SONICZNE GEORHE MCHAEL
Faith jest debiutanckim solowym albumem George’a Michaela wydanym w 1987 roku płyty. Album, zawierający hity takie jak Father Figure i Monkey, ugruntował jego pozycję jako solisty, sprzedając się w ponad 25 milionach egzemplarzy i zdobywając liczne nagrody, w tym Grammy. 20 lutego ukazała się jego najnowsza reedycja. |
|
KTS
wysłuchał i spisał WOJCIECH PACUŁA |
|
No 264 1 kwietnia 2026 |
ALBUM «FAITH» GEORGE’A MICHAELA został wydany 30 października 1987 roku w Stanach Zjednoczonych oraz 2 listopada 1987 roku w Wielkiej Brytanii. Zawierał on muzykę pop z wpływami R&B, funku i soulu i wraz z dwoma innymi albumami, wydanymi miesiąc po miesiącu, Bad Michaela Jacksona (Epic Records, 31 sierpnia) oraz Music For The Masses Depeche Mode (Mute, 28 września) zamknął pewną erę w muzyce lat 80.
Symboliczne było to, że wszystkie trzy, przywołane wyżej, płyty zostały nagrane na szpulowych, cyfrowych magnetofonach Mitsubishi X-850, co również było ostatnim etapem dominacji tej technologii w wielkoformatowej muzyce dużych studiów; więcej → TUTAJ. Za rogiem czaiły się już bowiem systemy rejestracji komputerowej RADAR i ProTools, a także taśmowy rejestrator ADAT, które zrewolucjonizowały sposób nagrania muzyki i go zdemokratyzowały; więcej → TUTAJ. ▓ Nagranie MÓWI SIĘ O Faith „debiutancki album”, a przecież artysta miał za sobą sześcioletnią karierę w duecie Wham!, która wywindowała go do komercyjnej stratosfery. Wham!, przypomnijmy, był duetem popowym działającym w latach 1981–1986. Został założony przez George'a Michaela i Andrew Ridgeleya i szybko stał się jednym z najpopularniejszych wykonawców lat 80., sprzedając 20 milionów albumów dzięki hitom takim jak Last Christmas, Wake Me Up Before You Go-Go oraz Careless Whisper. A jednak to właśnie Faith był dla Georgiosa Kyriacosa Panayiotou (gr. Γεώργιος Κυριάκος Παναγιώτου), dziecka imigrantów z Cypru, pierwszym – jak często podkreślał – „prawdziwym” wejściem w świat muzyki. Choć już w czasach Wham! podpisywał się pod większością kompozycji, był również współproducentem albumów duetu, dopiero na tej płycie mógł zrealizować wszystkie swoje pomysły.
To był również moment, w którym w pełni został zrealizowany jego perfekcjonizm. Oprócz gry na różnych instrumentach na tej płycie, Michael napisał i wyprodukował wszystkie utwory z wyjątkiem jednego, Look at Your Hands, którego współautorem jest David Austin. Wspomagał się swoimi przyjaciółmi jeszcze z czasów duetu, ale i nowymi, znakomitymi nazwiskami. Aby zrozumieć, jaką wagę miało to wydawnictwo, przywołajmy postać Johna Altmana, który zaaranżował jazzowy, kończący płytę utwór Kissing A Fool. Kawałek ten został wydany przez Columbia Records w listopadzie 1988 roku jako siódmy i ostatni singiel z Faith. Poproszony o „ogarnięcie” go Atlman znany jest z tego, że w 1978 roku zaaranżował piosenkę Always Look on the Bright Side of Life do filmu Monty Pythona Life of Brian. Zaaranżował również i wyprodukował nominowaną do Oscara muzykę do filmu Jamesa Camerona Titanic, a w 2020 roku zaaranżował i dyrygował częścią ścieżki dźwiękowej Hansa Zimmera do filmu o Jamesie Bondzie No Time to Die. To dzięki niemu utwór Os so quite Björk brzmi tak, a nie inaczej. Z ciekawostek dodajmy, że kuzyn Johna Altmana, Simon Phillips, przez wiele lat był perkusistą zespołu Toto, grał również z Judas Priest, Brianem Eno i Jeffem Beckiem.
George Micheal przygotował swój debiut w dwóch studiach: londyńskim SARM West oraz duńskich Puk Recording Studios. SARM West Studios zostały założone przez producenta Trevora Horna (SARM – Sound and Recorded Mobile). Nagrywali w nich: Tina Turner, Frankie Goes to Hollywood, Tom Jones, Paul McCartney, Seal, Propaganda, Grace Jones, ABC, Lisa Stansfield, Pet Shop Boys, Mike Oldfield, Marc Almond, Genesis, t.A.T.u. Supergrupa Band Aid nagrała tam singiel charytatywny z 1984 roku Do They Know It's Christmas?, Queen część utworów z albumu News of the World, Seal większość swoich albumów, a Bob Marley & The Wailers położyli ślady do albumu Exodus. Zarejestrowano tam większość żywych instrumentów oraz wokali zaproszonych gości na płytę Michaela. I byłby to kolejny album wysokobudżetowy, gdyby nie – już przywołany – perfekcjonizm muzyka. Żywe instrumenty były mu bowiem potrzebne głównie do ustalenia kierunku. Nie chciał, aby na płycie odbiły się indywidualne cechy muzyków, ponieważ miał to inaczej zaplanowane. Kiedy miał już nagrane ślady, przeniósł się do ulokowanego pośród „niczego”, jak go opisują muzycy, studia Puk. Założone pod koniec lat 70. przez Johna „Puka” Quista ulokowane było na wsi w pobliżu miejscowości Gjerlev, niedaleko Randers w północnej Jutlandii. Studio, założone pod koniec lat 70.,było znakomicie wyposażonym miejscem, z bardzo dużą reżyserką – gdzie Michael nagrał większość linii basu i perkusji – oraz studiem, którego podłoga była wyżej niż reżyserka. Nagrywali w nim w tym tacy artyści, jak Judas Priest, Depeche Mode, Elton John, Gary Moore i – właśnie – George Michael. Ten ostatni wykorzystał je jako kolejny instrument. Płyta Faith została dosłownie skonstruowana w nim ze śladów, fragmentów śladów, sampli, detali. Było to możliwe dzięki temu, że można było przegrywać ślady bez dodawania do nich szumów i zniekształceń – to był główny powód powstania pierwszych rejestratorów cyfrowych. Także montaż mógł być wykonany szybko i precyzyjnie. Do nagrania zaprosił znakomitych muzyków sesyjnych, po czym na większości ich śladów nagrał własne – zagrane na syntezatorach, sequencerach i maszynie perkusyjnej LinnDrum. Tylko w ten sposób, jak mówił, mógł uzyskać brzmienie, o które mu chodziło. Jego perfekcjonizm objawił się, na przykład, w poprawianiu słów, sylab, a nawet pojedynczych głosek w już nagranym materiale. Pozwoliła mu na to technika cyfrowa – wspomniany magnetofon Mitsubishi. Poprosił o wstawienie do sali nagraniowej sterownika do magnetofonu i poprawki robił samodzielnie. ▓ Wydanie ALBUM GEORGE’A MICHAELA został wydany na płycie LP, która wciąż była w tym czasie formatem „docelowym”. Ciekawe, ale właśnie w 1987 roku sprzedaż płyt CD dogoniła sprzedaż winyli, a trend ten odkręci się dopiero w 2022 roku, kiedy to w USA sprzedaż płyt winylowych ponownie przewyższyła sprzedaż płyt CD (41 mln winyli vs 33 mln CD). Jak mówiliśmy, album został nagrany na magnetofonach cyfrowych, dwóch maszynach Mitsubishi X-850. Były to sporej wielkości magnetofony szpulowe ze stałą głowicą, oferujące 32 ścieżki z sygnałem o parametrach 16 bitów i 44,1 lub 48 kHz. Do kompletu był sprzedawany magnetofon masteringowy, stereofoniczny, X-80, a następnie X-86 – ten drugi o takich samych parametrach sygnału. W takim torze, z analogową konsolą, nagrano dwa przywołane na początku albumy, to jest Bad i Music for the Masses. Często materiał był następnie masteringowany i nagrywany na magnetofon cyfrowy Sony PCM-1600.
W przypadku Faith nie wiemy, z jakiego magnetofonu masteringowego skorzystano – analogowego czy cyfrowego. Nie ma o tym żadnych informacji. Najnowsza reedycja tej płyty bazuje na remasterze z 2010 roku autorstwa Matta Coltona. Był to remaster cyfrowy, zapewne 24/96. Sygnał zgrano więc zapewne z taśmy analogowej (lub cyfrowej) i zdigitalizowano i poddano obróbce. Winyl został więc wykonany przy pomocy plików granych ze stacji DAW. Reedycja powstała przy udziale George'a Michaela, a jej celem było – jak wówczas pisano – „zachowanie dynamiki oryginalnego nagrania cyfrowego”. Lakiery dla płyt LP w nowej reedycji – osobno wersja pojedyncza i podwójne – zostały nacięte w studiach Abbey Road przez Johna Webbera w technice half-speed. Płyty wytłoczono na podwójnym czarnym winylu, podwójnym czerwonym (z rozpryskami), pojedynczym czarnym oraz na picture-discu; jest również ekskluzywna, numerowana (3000 sztuk) wersja na białym winylu z rozpryskami oraz – uwaga – Blu-ray High Fidelity Pure Audio z Dolby Atmos i stereo. I, oczywiście, płyta CD. ▲ Bio-winyl JEDNĄ Z CECH nowych reedycji płyt Faith jest to, że nie jest to znany nam wcześniej winyl, a jego odmiana o nazwie bio-winyl. Jest to ekologiczna alternatywa dla tradycyjnego PVC, produkowana z surowców odnawialnych, takich jak biomasa, odpady roślinne czy zużyte oleje kuchenne, a nie z ropy naftowej. Zmniejsza emisję dwutlenku węgla o około 38%. Tłocznie zapewniają, że zachowuje on „trwałość i jakość dźwięku identyczną jak standardowe płyty winylowe” (więcej → TUTAJ).
W przeciwieństwie do tzw. eko-winylu, który często powstaje po prostu z przetworzonych resztek starego PVC, bio-winyl opiera się na wymianie kopalnego etylenu na bio-etylen pochodzenia roślinnego oraz wykorzystaniu chloru pochodzącego z wody morskiej. Posiada certyfikat ISCC PLUS (International Sustainability & Carbon Certification), który gwarantuje identyfikowalność i odpowiedzialność łańcucha dostaw. Bio-vinyl został przyjęty przez największe tłocznie płyt, w tym Record Industry i Optimal Media, jako materiał docelowy. ● ▓ ODSŁUCH PLAN NA TO SPOTKANIE był obszerny i bogaty. Punkt pierwszy, czyli przyjęcie w poczet członków Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego nowego członka, przebiegł gładko i uśmiechami na ustach – Tomek Hatylak, dziennikarz radiowy, otrzymał z certyfikat № 29. Punkt drugi, czyli odsłuch oryginalnego wydania płyty i porównanie go z trzema nowymi wersjami i polskim wydaniem z 1988 roku wydawał się równie łatwy i przyjemny. Jak zwykle wszystko poszło nie tak, jak to sobie wymyśliłem. Poszło – jak się okazało – znacznie lepiej. Pomyślałem to spotkanie jako okazję do dłuższego posłuchania muzyki i do porównań – miało być wszystko, za co kochamy audio. A w kolejnej części chciałem się, wraz z uczestnikami, przyjrzeć innym płytom nagranym na magnetofonach Mitsubishi. A to wspomniane krążki Jacksona i Depeche Mode, a to The Modern Jazz Quartet i Reunion At Budokan (Atlantic, Pablo, 1981), a to Joe Henderson i State Of The Tenor: Live At The Village Vanguard, Volume 2 (Blue Note, 1985), a to – wreszcie – Patricia Barber z Café Blue (Premonition 1994).
Moje plany posypały się już po fazie inicjalnej, to jest po odsłuchu strony A z oryginalnego wydania płyty Faith. Posypały się, ponieważ wzbudziła ona tak wiele emocji, pobudziła do tak zaciętych dyskusji, że moglibyśmy tak rozmawiać do północy. Musiałem więc w pewnym momencie zakończyć tę część i przejść do porównania utworów ze strony B – oryginalne wydanie (tym razem egzemplarz dla radiowych DJ-ów „Not for sale”) vs podwójny album na czarnym winylu, a następnie na podwójnym kolorowym. Na nic więcej nie starczyło nam czasu. Z czasem się rozkręcaliśmy, a w czasie spotkania były tańce, śpiewy, modlitwy i załamywanie rąk (zapis tej części w galerii). I deptanie świętości, jaką dla mnie i kilku innych uczestników spotkania jest omawiany album. Ale o to właśnie w muzyce chodzi, o emocje. I ‖ WYDANIE ORYGINALNE TOMEK HATYLAK ⸜ Radio 357, KTS • Ja się, kochani, wyrywam do odpowiedzi, ponieważ to jest dla mnie niezwykle emocjonalne i intelektualnie istotny album. I chyba po raz pierwszy mam wrażenie, że mi „dostaje” do waszych rycerskich zbroi, ponieważ mówimy tu o muzyce, którą znam, uwielbiam i której słucham nie tylko dla dźwięku. Patrzę więc na to, co robi w tym miejscu z wami i myślę sobie tak: to jest przepiękna muzyka i wspaniale się tego słucha. Nie wiem, co przed nami, ponieważ znam nowy remaster tylko z CD, chociaż mam płytę na oryginalnym winylu. Mam jednak wrażenie, że tu, z pierwszym wydaniem, słychać niedostatki lat 80. i że to, co te remastery wydobędą – obiecuję wam – to znacznie więcej informacji, ciepła i siły R&B. Druga myśl jest taka, że między Father Figure i One More Try jest jedna fundamentalna różnica – syntetyczny i żywy bas. Gdybym miał powiedzieć, która z płyt jest tak dobrze skomponowana, że od „strona pierwsza, utwór pierwszy” – jak mawiał Piotr Kaczkowski – aż do ostatniego dźwięku brzmi doskonale, to byłby to chyba właśnie Faith jako pierwsza płyta w historii muzyki popowej. Kropka.
RYSIEK B. ⸜ KTS • Ja z kolei wcale się nie wyrywam, ponieważ zrobiło mi się smutno. To wspomnienia mojej młodości i bardzo żałuję, że te czterdzieści lat minęły i mnie to trochę zdołowało. Druga rzecz to dźwięk – mnie się to kojarzy z realizacją płyt Jarka Śmietany w Radiu Kraków. To dla mnie synonim nieudanego podejścia do rejestracji. Znajduję tu pełną analogię. Muszę powiedzieć, że dawno nie słyszałem tak płasko zrealizowanego nagrania. Może moja wyobraźnia jest już zupełnie gdzie indziej, dlatego jestem zawiedzony. Oczywiste jest – to czysty, rytmiczny i muzykalny album, ale moja dusza nie śpiewa razem z tą muzyką. Może dlatego, że minęło tyle lat i mnie to już nie „kręci”. Nie podobało mi się to, co słyszałem... JAREK WASZCZYSZYN ⸜ Ancient Audio, KTS • Chyba powinienem mówić na końcu, żeby nie popsuć wam frajdy. TOMEK FOLTA ⸜ TF Audio Consulting, KTS • Jarku nie da się niczego zepsuć, co byś nie powiedział – ja się świetnie bawiłem. JAREK • Aaa, to dobrze, bo już się bałem… Bałem się, bo to – moim zdaniem dramat, jeśli chodzi o dźwięk. Pierwsza sprawa to płaskość tej płyty i brak wyrazu oraz emocji. Co przypomina mi sytuację lokalu ze stripteasem, w którym na scenę wychodzą szatniarki wywijają biustonoszami i wołają SEX! SEX! SEX! A faceci na sali pytają: ALE GDZIE? ALE GDZIE? ALE GDZIE? Być może to jest efekt sposobu nagrania tej płyty. Jeśli się męczy materiał, dogrywa kolejne fragmenty, połowę kasuje i tak się ją składa, to znika coś, co jest jedną z piękniejszych stron muzyki, to jest dialog między muzykami. Dobrzy muzycy się napędzają wzajemnie. WOJCIECH PACUŁA • Muszę ci Jarku przerwać, zanim zabrniemy dalej: płyt, o których mówisz – nie ma, to wyobraźnia i myślenie życzeniowe. Nie ma takich nagrań muzyki rockowej, popowej i elektronicznej, które byłyby nagrywane w sposób, o którym mówisz. Tego typu muzyka jest konstruowana w studiu. Bardzo rzadko gra wspólnie dwóch muzyków, o trzech nie wspominając, a o wokalu – zapomnijcie. To, o czym mówisz, to jest energia, to wynik dobrej produkcji, a nie „dialogu między muzykami”. Nawet największe bluenotowe płyty to wielokrotne montaże. RYSIEK B. • Ale to słychać, Blue Note gra beznadziejnie! To porażka – prawdziwa muzyka jest na płytach Verve. WOJCIECH PACUŁA • Verve w niczym się nie różni od Blue Note’a jeśli chodzi o montaż, może nawet mocniej ingerowali w nagrany materiał. RYSIEK B. • Ale tam jest prawdziwa muzyka, nie to co na BN, no ludzie… TOMEK FOLTA • To i Michael, i Blue Note dla ciebie to paździerz? To czego ty słuchasz? RYSIEK B. • Słucham tylko dobrej muzyki, ta nie jest… JAREK • Niech będzie to robione tak czy siak, ale liczy się efekt. Można składać muzykę z kawałków i osiągnąć dobry efekt – ale to nie jest ten przypadek. Słuchaliśmy Michaela Jacksona w tym samym miejscu, choć na nieco innym systemie, i przecież grało to znakomicie. A Thriller jest mocno wyprodukowana płytą! Z kolei dzisiejszy odsłuch to jest jakaś porażka. Ta muzyka nie ma rytmu, nie ma przestrzeni – po prostu nie ma emocji. RYSIEK B. • Całkowicie się z tobą Jarku zgadzam – pomyślałem o dyskotece w Klubie Perspektywy na AGH. JAREK • Dokładnie – płyty Jacksona były zrealizowane o wiele lepiej. Albo, kiedy puszczam taki kawałek jak I Feel Love George’a Morodera, który napisał dla Donny Summer, to na czym bym tego nie słuchał, to przechodzą mnie ciarki.
TOMEK HATYLAK • Nie wiem, jaki jest zamysł autorów tego spotkania, ale – moim zdaniem – ważne jest to, co z tego zrobili teraz. To, że to nie jest najlepiej zrealizowana płyta, to jest dość oczywiste. WOJCIECH PACUŁA + TOMEK L. ⸜ KTS + cohortes • (chórem) Nieeee, to nie jest tak (każdy osobno dodawał coś o zajebistości, fantastyczności itp. – w szumie głosów trudno wyłapać dokładnie kto i co). JAREK • Bawię się teraz współczesną kopią syntezatora Mooga. TOMEK L. • No to już pogadaliśmy, puśćmy napisy: „pół godziny później…” JAREK • Kochany, bas z tego urządzenia, słuchanego na słuchawkach jest niebywale lepszy niż to, co jest tutaj. To mi się nie skleja, jak Bolek z Lolkiem, jak Żwirko z Muchomorkiem… |
JANUSZ TUCHOWSKI AudioEmotions ⸜ KTS • Przysłuchuję się wam już od dwóch lat, rycerz numer – nie pamiętam… Ale do rzeczy. Chciałem zauważyć, że gość nagrywał tę płytę ponad rok. Cały ten czas siedział w studiu i kombinował. To wszystko było dopieszczone na dziesiątą stronę. Jest na tej płycie utwór Kissing to the Fool, gdzie w jednym podejściu nagrał wokal – to nie do wiary, żeby nagrywać rok płytę i nagrać wokal do całego kawałka za jednym razem. Michael był po prostu geniuszem. Dorastałem w tych czasach i ta płyta oraz True Blue Madonny to były dwa pierwsze winyle, które sobie kupiłem. Słuchałem ich na gramofonie Artur Unitry. I od pierwszych odsłuchów Faith brzmiał dla mnie w jasny sposób. Jestem więc zdziwiony tą realizacją tutaj ponieważ tutaj zagrało to w bardzo ciemny sposób. Poza tym –zgadzam się w Wojtkiem – pod względem produkcyjnym i realizacyjnym to jest, moim zdaniem rewelacyjna płyta. Nie bardzo rozumiem, jak może się nie podobać… Zauważcie, że większość utworów to perkusja elektroniczna i to ona może trochę męczyć. WICIU ⸜ KTS • Pierwszy raz słyszę tę płytę, choć mam ich w domu tysiące. Gromkie brawa i cmokania… WICIU • Nigdy nie byłem wielkim fanem George’a Michaela, więc znam te utwory tylko z radia, a i to słuchane „trzecim uchem”. Pierwszy raz słucham go na dobrym systemie i skupiłem się na jego wokalu. Muszę przyznać, że to był fenomenalny, po prostu zjawiskowy wokalista. I niezwykle soulowy. Podoba mi się sposób frazowania, swoboda.
Wydaje mi się, że poszczególne nagrania są zrobione w różny sposób, więc i płyta jest różnorodna, i dźwięk różny, w zależności od utworu. Nie podobał mi się Faith ze względu na przebasowienie. Tu, gdzie siedzę basu było za dużo. Był przewalony i zastanawiałem się, czy coś jest „nie halo” w systemie, czy to problem płyty. Ale muzycznie – fajnie, kupię ją sobie. TOMEK L. • Przygotowałem się do tego spotkania o tyle, że przed przyjazdem przesłuchałem tę płytę z CD w wersji Blu-spec 2. Spodziewałem się więc, że przy odsłuchu oryginalnego tłoczenia wyskoczę z butów i że to będzie sztos. A dostałem dźwięk matowy i płaski. Jestem trochę zdegustowany. U mnie ta płyta gra w bardziej przestrzenny sposób, z bardziej intymnym wokalem. Natomiast słychać, że nagrano ją w różny sposób, z wokalem bliższym i dalszym. Ale czekam na remaster, ponieważ chciałbym usłyszeć, jak to tam zagra. Winyl już teraz pokazał większą scenę i głębię niż na mojej płycie CD. Z reedycji powinno to więc zagrać jeszcze lepiej. Niestety pierwsze wydanie oklapło i nie wciągnęło nas w historię, którą opowiada ta płyta. Emocji w tej muzyce jest bardzo dużo, szczególnie kiedy znamy historię Michaela. I to było, ale akurat w tej wersji nie bardzo mi się to podobało. Kastracja. MARCIN B. ⸜ KTS • Chciałem się zgodzić w 100% z Tomkiem. Też mam wersję CD BSCD2, która brzmi zupełnie inaczej niż to tutaj. Nastawiłem się na coś szczególnego, na spektakl i tego nie było. W porównaniu do CD ten winyl brzmiał, jakby swoje lata świetności miał za sobą i był odsłuchany kilkaset razy. Tak brzmią płyty DJ-skie, których mam sporo. Od razu wiadomo, co było topem, ponieważ kiedy się włączy maksisingiel z jakimś hitem, to jego dźwięk jest „zmęczony”. Bas jest ciężki do słuchania itd. Muzycznie – super, to jedna z moich ulubionych płyt. TOMEK L. • A tobie Tomku to się podobało? – To ostatecznie twój system… TOMEK FOLTA • Tak, muszę powiedzieć, że bardzo mi się to podobało. A najbardziej to, że posłuchaliśmy dużo muzyki bez przerywania i to jest dla mnie fantastyczne. Oby częściej… Co do dźwięku – byłem zachwycony. Wiem, jak u mnie gra winyl i że jest przebasowany, dociążony i że w tym pokoju zawsze będzie tak brzmiał. Fantastycznie bawiłem się słuchając tu z wami pierwszej strony Faith, bo first pressy mają w sobie magię. To zawsze odsłuch przez pryzmat epoki, z której dana muzyka pochodzi. I nawet najlepsze wznowienia nie potrafią tego powtórzyć. Dla mnie to jest zjawisko. Kiedy zacząłem na nowo kolekcjonować płyty, to większość są to reedycje. Natomiast trzymanie w ręku kawałka historii to magia.
TOMEK L. • Rzeczywiście jest tak, że first press to przeżycie i trzeba do tego inaczej podchodzić. Moja krótka przygoda z winylem pokazała mi, że jeśli to było wydanie Mobile Fidelity czy Analogue Productions to te płyty świetnie brzmiały, ale tylko pierwsze tłoczenia miały powietrze, dynamikę, które mi się podobały. WOJCIECH PACUŁA • Przeżywam tę płytę przy każdym odsłuchu, ponieważ kupiłem jej polską wersję w 1988 roku, kiedy tylko Polskie Nagrania ją u nas wydały. Jest ona wypalona w mojej głowie. Uważam George’a Michaela za wizjonera i to, jak tę płytę przygotował jest dla mnie jakimś takim odpryskiem geniuszu. To dla mnie ważny album. Razem z Bad i Music for the Masses. To odtworzenie też mi się podobało. Uważam tę płytę za wybitnie zrealizowany kawał popowej muzyki. W tym pomieszczeniu nie grało to tak dobrze, jak poprzednio, przy odsłuchu płyt Crystal Disc. Moim zdaniem nowe wzmacniacze w tym systemie każą robić coś kolumnom, czego te nie potrafią, jakby doszły do ściany. To dlatego płyta wydaje się przebasowana. Znam ją z różnych pomieszczeń, ponieważ swego czasu jeżdżąc z kolumnami Pylon Jade 20 HF Edition po Polsce puszczałem ją w wielu salonach audio. Dla mnie to był za każdym razem pokaz możliwości magnetofonu Mitsubishi X-850, który dzisiaj kosztowałby około 650 000 USD, a w studiu były zazwyczaj dwa. Myślę, że to tu było słychać – dla mnie to było – mimo wszystko – ultraplastyczne granie. TOMEK L. + RYSIEK B. • No, co ty mówisz, tu zupełnie nie było przestrzeni… TOMEK FOLTA • Eee, no nie przesadzajcie już, to nie jest jazz czy klasyka i ta konkretna muzyka gra bardzo plastycznie i przestrzennie. WOJCIECH PACUŁA • Ten magnetofon nie gra jasno, a jeśli coś brzmi jasno, to jest wybór artystyczny. TOMEK HATYLAK. • Myślę, że jest bardzo duża spójność między balladami na tym LP i na kolejnych, głównie Older. WOJCIECH • Jak dla mnie – zagrało to zajebście, ze wszystkimi ograniczeniami wynikającymi z czasów, tego egzemplarza LP, setupu i pomieszczenia. II ‖ ORYGINAŁ vs DWUPŁYTOWY LP (czarny) TOMEK L. • Porównanie pierwszego wydania i nowego pokazało przewagę tej nowej wersji. George jest bardziej uwodzicielski, lepiej go słychać. TOMEK FOLTA • Nie wiedzieliśmy, że będzie coming out :) TOMEK L. • śmiech Bas jest trochę lepszy, natomiast wciąż dominuje nad wokalem. Ale – dobra robota, to naprawdę dobra wersja.
MARCIN • Kanapa na której razem siedzimy powoduje, że identycznie słyszę to tak, jak Tomek :) Bas jeszcze trochę męczy, jednak poprawa jest tak ogromna, że z przyjemnością można wysłuchać muzyki nawet do trzech utworów… Wysłuchaliśmy dwóch, ale widzę, że przy trzecim zacząłbym się rozglądać za pilotem. TOMEK HATYLAK • Mam takie poczucie, że moje przepowiednie się spełniają. Potencjał tego remasteru jest taki, jaki słyszałem u siebie w domu na CD. Jest pięknie i mnie to przypomina wydobywanie jakości z oryginału. Ta muzyka przecież tam była, tylko teraz słyszymy ją lepiej. Z reguły jestem przeciwnikiem remasterów, ale w tym przypadku to jest duża poprawa. RYSIEK B. • Zabrzmię jak stary dziad, ale muszę to powiedzieć: to wciąż niehomogeniczny dźwięk. Jest bardzo dużo na dole, potem wysoka średnica i nic więcej. TOMEK L. • Ale ty Ryśku wychodzisz od jazzu i chciałbyś, żeby wszystko tak grało, a to jest inna muzyka. RYSIEK B. • Po prostu chciałbym słyszeć wszystko, a tego tutaj nie było. I chciałbym, żeby był jeszcze pierwszy plan i drugi. Natomiast bardzo dobry był tym razem wokal. Ale nic więcej – ani miks, ani aranżacja na mnie nie działają. A może te wzmacniacze tak tu grają, nie znam ich i pierwszy raz je tutaj słyszę. JAREK • Pierwsza rzecz w tym nowym wydaniu jest taka, że jest ono o wiele bardziej efektowne. O ile przy oryginale, gdyby nie powaga sytuacji, pewnie bym przysnął, o tyle tutaj miałem ochotę trochę się poruszać i potańczyć. Dodano trochę niskiego dołu, dodano wyższej średnicy. Ale jeśli czegoś dodajemy, to czegoś innego jest mniej. Sam głos George’a Michaela jest tu więc mniej wypełniony – efektowny, ale mniej interesujący. Ale patrząc na fenomen 25 milionów płyt oraz mając na myśli ludzi, którzy nie są audiofilami i chcą się po prostu pobawić, trzeba powiedzieć, że nowa wersja jest o wiele lepsza, nie ma o czym mówić. JANUSZ • Zgodzę się z Jarkiem, że nowa wersja jest efekciarska, że wyciągnęła smaczki, że zrobiła się fajną przestrzeń i że mamy poczucie obcowania z czymś fajnym.
Zabrakło mi jednak w tym spoiwa, które połączyłoby wszystkie pasma w całość – to, o czym mówił Rysiek. Trochę to było sztuczne, jakieś zbyt cyfrowe. No i dół trochę za mocny. Zabrakło mi też środka pasma. Mam więc dylemat. Najbardziej podobała mi się wersja oryginalna od Wojtka, czyli DJ-ska. Miała swoje ograniczenia, ale była spójna dźwiękowo. WICIU • Mnie ta wersja się podoba. Natomiast nie podoba mi się aranżacja utworów, które słuchaliśmy. To coś w rodzaju wczesnego techno – nie nazwę tego muzyką. To coś dla głuchych, którzy muszą odczuwać muzykę za pomocą fali dźwiękowej. Ale siedzę w ostatnim rzędzie i wiem, że tutaj dudni. Generalnie to był przerost basu, jakby ktoś walił gumiakiem po ścianie. JAREK • Problem nie jest w tym, że ten bas jest sztuczny, a w tym, że jest monotonnie zagrany. WICIU • To mogłoby być monotonnie zagrane, nie przeszkadza mi to, ale jakby zagrała gitara basowa, a nie syntezator, to brzmiałoby to o wiele lepiej. Ale wokal brzmiał ładnie, chórek ładnie – tyle że bas zawalił wszystko. TOMEK L. • A może by to zdemiksować i dograć żywy bas, wtedy brzmiałoby to super. JAREK • Pytanie o to, na ile by to było legalnie do przeprowadzenia? TOMEK HATYLAK • To jest absolutnie niemożliwe do przeprowadzenia. TOMEK L. • To zróbmy to tylko dla siebie, wytłoczymy gdzieś na lewo i się podzielimy kopiami :) Mamy w KTS-ie perkusistę i basistę, na pewno nam pomogą… WOJTEK • Ale to beze mnie – mnie bardzo podoba się pierwsza wersja, oryginał i nie chcę w nim niczego zmieniać :) TOMEK L. • Tomku, broń honoru! TOMEK FOLTA • Ale czyjego? – Nie ma tu niczego do obrony, to zagrało jak zagrało. Ale prawdą jest, że wersja Wojtka gra lepiej niż moja. Niestety żadna z tych pierwszych wersji – podobnie jak polska – nie wrzuciła mnie w środek historii i nie czuję tego „ferstpresowego” dreszczyku emocji. Dlatego ta zremasterowana wersja bardzo mi się spodobała. Wszystko tam było mocniejsze, były większe plany, więcej smaczków. To brzmiało płasko, prawda, ale tak wtedy grano. TOMEK HATYLAK • Mam poczucie, że ta muzyka wtedy tak brzmiała, tak miała brzmieć. I po latach wciąż ma w sobie mnóstwo do pokazania, że każdy remaster wydobywa coś jeszcze, coś dobrego. RYSIEK B. • Ale co wy mówicie, to przecież źle wszystko brzmiało, jakie „wydobywa”, ludzie! TOMEK FOLTA • Kiedy wczujemy się w estetykę muzyki i tych czasów, w estetykę tego rodzaju grania, wtedy odbierzemy to inaczej. TOMEK HATYLAK • No dokładnie, nie możemy tego słuchać, jak współczesnej muzyki. To jest, historycznie rzecz biorąc, muzeum. Byłem kiedyś przewodnikiem w skansenie w Sanoku, z którego pochodzę. I mam wrażenie, że mówiąc o Faith mówimy o skansenie – między tym, co teraz i tym, co wtedy jest mega, mega wielka przestrzeń Dlatego nie możemy przykrawać tej płyty do naszych współczesnych wyobrażeń o dźwięku. To ahistoryczne myślenie, błędne. Lata 70. to było apogeum muzyki analogowej. Lata 80. to kompletnie inna estetyka. I może mi się to nie podobać, ale… JAREK • Ale jest przecież Vangelis z lat 80., którego wciąż słuchamy i który brzmi doskonale – a to nie gra. TOMEK HATYLAK • Ale to zupełnie inna muzyka. Wyrastała z innego pnia. Mówimy o dwóch różnych gatunkach zwierząt. Jedne są doskonale rozwinięte, a drugie dopiero przychodzą na świat.
JAREK • Czekajcie – po co my to robimy… WOJCIECH • Żeby się napić. III ‖ ORYGINAŁ vs DWUPŁYTOWY LP (kolor) TOMEK HATYLAK • Z czułością mówię, że nie widzę żadnej różnicy między czarnym i burgundowym winylem i że jest tu mnóstwo dobrej muzyki. WICIU • Zmieniłem miejsce, przeszedłem z trzeciego rzędu do pierwszego i muszę powiedzieć, że zmiana na plus jest ogromna – tam z tyłu to była katastrofa. Trzeba brać poprawkę na to, gdzie ktoś siedzi. Odszczekuję to, co wcześniej mówiłem złego o tej płycie. Teraz to zagrało bardzo fajnie. Ale nie widzę różnicy między wersją czarną i kolorową. RYSIEK B. • Nie wiem, czego się najedliście, bo słyszę bardzo dużą różnicę między czarną i kolorową reedycją – na korzyść czarnej. Mógłbym powiedzieć, że mi się podobało na czerwonej, gdybym wcześniej nie słyszał wersji czarnej. Ta czarna „kręci”, a czerwona jest jakaś taka zmatowiona.
WOJCIECH • Tyle lat się znamy i piękne w tym jest to, że właściwie nigdy się nie zgadzamy. TOMEK FOLTA • A ja akurat z Ryśkiem się zgodzę. Ze trzy razy w ciągu tych dwudziestu dwóch lat już się zgodziliśmy. JAREK • Słuchaliśmy w tym pokoju mnóstwo porównań płyt winylowych nie zawsze były one jakoś szczególnie duże. A dzisiaj co płyta, to wkraczamy w nową estetykę. Zmiany są naprawdę duże i choć nie odmiałkuję tego, co mówiłem o oryginale, to te dwie wersje, zwłaszcza czarna wersja, zabrzmiała dobrze. Z całą powagą muszę powiedzieć, że teraz to jest muzyka R&B. Burgund – nie gra. Choć platery są na niej czarne, to jednak nie gra. JANUSZ • Po dogłębnej, szerokiej, wieloczynnikowej analizie przeprowadzonej przez mojego przedmówcę, chciałbym dodać, że czarna zabrzmiała lepiej od czerwonej i mówiłem to z rzędu trzeciego. TOMEK L. • Z jednej strony czarna płyta zabrzmiała bardziej dynamicznie i nie tak jasno, ale z drugiej bas bardziej podobał mi się z tej czerwonej. Dlatego, że mniej mnie drażnił. Wokal – kwestia estetyki. Zagrało to trochę niżej, przez co przyjemniej. Ale jeśli miałbym wybierać, to tylko czarna. TOMEK FOLTA • Miałem unikać hiperbolizowania, ale w tym przypadku jestem zmuszony – różnica między czarną płytą i płytą bordową jest dla mnie ogromna. Objawia się głównie w rozdzielczości. Wersja kolorowa jest bardziej jednostajna i matowa. Zabrakło na niej barw i różnicowania. Jakby zasłonić to kotarą. Było zdecydowanie mniej detali. WOJCIECH • Stworzyliście spójną opowieść na temat tej płyty, ja ją rozumiem, ale się z nią nie zgadzam. Jestem zakochany w oryginalnej płycie i jej reedycje nie są dla mnie niczym ekscytującym. Wydaje mi się, że obydwie te dwupłytowe wersje grają bardzo dobrze. Ale to oryginał brzmi w zróżnicowany sposób. Wydaje mi się, że ten jednostajny bas, który tu słyszymy nie jest basem z tej płyty, że to jakaś kombinacja systemu i pomieszczenia. To dlatego nowe wersje zabrzmiały przyjemniej – mają po prostu mniej dynamiczny niski zakres. Czarna płyta wydała mi się dość nudna, mam więc odwrotnie niż wy. Moim zdaniem nie ma na niej zbyt wiele góry i dołu, jest taka bardziej „okrągła”. A przez to łatwiejsza do zaakceptowania. Kiedy jest pełne pasmo wszystko musi być dobrze zrobione. Trzeba powiedzieć, że to są ładne płyty, obydwie nowe wersje, dobrze się tego słucha. I pierwszy raz podobała mi się płyta kolorowa. Była bardziej podobna do oryginału. Mniej dynamiczna, ale wszystkiego było na niej więcej niż na czarnej wersji. Zabrakło mi w tym jednak witalności dzikości, nerwu. Ale, jak mówię, jestem zakochany w oryginale, a zakochanie zmienia perspektywę.
TOMASZ HATYLAK • Na moje uszy, z wami, na tym sprzęcie słyszałem znacznie mniej informacji na oryginale niż na reedycjach. Na nich było o wiele więcej wszystkiego, w przestrzeni, w detalach. WOJCIECH • I dobrze, nie musimy się zgadzać. Ale zgadzamy się co do jednego: to piękna muzyka. TOMASZ HATYLAK • Amen. ‖ KTS ‖ SYSTEM ODSŁUCHOWY • Transrotor Alto TMD – gramofon |
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio






























