pl | en

ODTWARZACZ PLIKÓW AUDIO

SILENT ANGEL BREMEN
SL1 Plus

Producent: THUNDERDATA Co. Ltd.
Cena (w czasie testu): 3990 złotych

Kontakt: RM503, Building 18, No. 1889, Huandao
Road, Hengqin District, Zhuhai City,
Guangdong Province ⸜ CHINA

SILENTANGEL.com

» MADE IN CHINA

Do testu dostarczyła firma:
NAUTILUS Dystrybucja


Test

tekst MAREK DYBA
zdjęcia Marek Dyba

No 262

16 lutego 2026

Marka SILENT ANGEL należąca Thunderdata Co. Ltd., zawitała na międzynarodowe rynki w 2014 roku. Od początku specjalizowała się w zakresie produkcji relatywnie niedrogich urządzeń umożliwiających odtwarzanie muzyki z plików. W aktualnej ofercie ma transporty, serwery i odtwarzacze plików, zasilacze liniowe, przełączniki LAN, a nawet wysokiej klasy zewnętrzne zegary. Tym razem testujemy jedną z najnowszych propozycji, odtwarzacz plików Bremen SL1 Plus.

CZAS MIJA SZYBKO, więc nie jestem nawet do końca pewien, kiedy dokładnie testowałem pierwsze urządzenie z logiem Silent Angel. Na pewno minęło już od tego czasu ładnych kilka lat, w czasie których przez mój system przewinęło się pewnie z dziesięć modeli różnych urządzeń tego producenta. Były wśród nich serwery, transporty i odtwarzacze plików, te budżetowe i te droższe (acz i tak rozsądnie wycenione), były przełączniki LAN z topowym Bonn NX włącznie i to wspartym znakomitym zewnętrznym zegarem Genesis GX tej samej marki, a często wspomagały je również liniowe zasilacze.

Serwery, transporty i przełączniki LAN mają zapewnić odtwarzaczowi, albo przetwornikowi cyfrowo-analogowemu, „wsad” najlepszej możliwej jakości. Rolą zarówno zasilaczy, jak i zegarów oferowanych przez tego producenta, jest wsparcie tej pierwszej grupy urządzeń tak, by (w ostatecznym rozrachunku) możliwe było uzyskanie jeszcze lepszej jakości dźwięku płynącego koniec końców z głośników. Czy faktycznie to robią? Od lat każdemu pytającemu mnie potencjalnemu nabywcy jednego z tych komponentów sugeruję sprawdzenie tego we własnym systemie i podjęcie decyzji na podstawie własnej oceny.

Od siebie mogę natomiast napisać, iż w moim przypadku dwa pośród przetestowanych przeze mnie urządzeń Silent Angela, swoją drogą jedne z pierwszych jakie u siebie sprawdzałem i recenzowałem, czyli przełącznik LAN Bonn N8 wraz z wspierającym go zasilaczem liniowy Forester F1, po recenzji i konkluzji o pozytywnym wpływie ich obecności w systemie na jego brzmienie, stały się jego nieodłącznymi składnikami.

Są na rynku, nawet w ofercie Silent Angela, urządzenia jeszcze lepsze, mające jeszcze większy wpływ na brzmienie systemu opartego o pliki, ale to zawsze kwestia możliwości finansowych i decyzji co do sposobu ich wykorzystania przynoszącego największy wpływ na efekt końcowy. Nie zamierzam państwa przekonywać, że przełącznik LAN czy zasilacz sprawią, że słaby system wskoczy na wyższy poziom. Napiszę natomiast, że moim zdaniem w dobrym systemie do odtwarzania plików powinien się znaleźć dobry przełącznik i to najlepiej wsparty klasowym zasilaczem (ja preferuję liniowe), bo dopiero wtedy taki system zagra tak, jak potrafi.

Tak czy owak, chiński producent ma w swojej ofercie wszystko, by takowy system zbudować i to na kilku poziomach cenowych. Zachęcam więc do własnych prób.

Bremen SL1 Plus

SERWERY, TRANSPORTY, „daki”, kable, itd. – każdy, kto budował system audio wie doskonale, że dobór poszczególnych komponentów nie jest sprawą prostą. Nie wszyscy więc są zainteresowani złożonymi systemami. Zamiast tego wolą rozwiązania względnie proste, czyli urządzenia które (najlepiej) dobrze wyglądają, nie wymagają dyplomu z informatyki by je uruchomić, są łatwe i przyjemne w obsłudze, a przy tym oferują dobre brzmienie, które po prostu daje przyjemność z obcowania z muzyką. I najlepiej nie kosztują majątku. Taką właśnie propozycją w zamyśle jej twórców ma być odtwarzacz plików Bremen SL1 Plus (zamiennie używana jest nazwa SL1P).

Odtwarzacz w przeciwieństwie do serwera czy transportu plików, oprócz możliwości dekodowania plików muzycznych ze źródeł sieciowych, a często i lokalnych, i wysyłania ich do wejścia DAC-a, posiada własny, wbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy, a także oferuje wyjście analogowe. Słowem – może służyć jako źródło podłączone bezpośrednio dla wzmacniacza zintegrowanego czy przedwzmacniacza liniowego, tak jak odtwarzacz płyt CD, czy przedwzmacniacz gramofonowy.

W najprostszej opcji podłączamy taki odtwarzacz do domowej sieci (a dalej do internetu) za pomocą kabla bądź bezprzewodowo (Wi-Fi), a jego analogowe wyjście stosownym interkonektem do wejścia integry lub przedwzmacniacza i – gramy. Tak właśnie jest w przypadku testowanego urządzenia Silent Angel. Oczywiście do sterowania odtwarzaniem muzyki z plików potrzebna jest jeszcze aplikacja zainstalowana na urządzeniu przenośnym, czyli telefonie komórkowym, albo tablecie. Chiński producent takową oferuje, a instalacja i konfiguracja zajmują zaledwie kilka minut. Tak, bardzo ogólnie rzecz biorąc, działa Bremen SL1 P. Przejdźmy do szczegółów.

‖ WYGLĄD

STARSZE URZĄDZENIA Silent Angela charakteryzowały się porządnie, ale (przynajmniej te tańsze) dość prosto wykonanymi obudowami o niewielkich rozmiarach. Mogę się mylić, ale wydaje mi się, że większe rozmiary pojawiły się po raz pierwszy dopiero w przypadku topowego przełącznika LAN i wspierającego go zegara (a potem także dedykowanego zasilacza), słowem w urządzeniach z najwyższej półki w ofercie tej firmy. Bremen SL1 P to najtańszy i, obiektywnie rzecz biorąc, niedrogi odtwarzacz plików, a mimo tego także trafił do dużej, choć niewysokiej, obudowy.

Nie miałem do bezpośredniego porównania Bonn NX, czy Genesis GX, ale wydaje mi się, że SL1 P korzysta z dokładnie takiej samej obudowy, na co wskazuje także logika. Być może więc jest to krok, który z jednej strony podnosi prestiż tańszego urządzenia, bo wizualnie nie różni się od najdroższych, a z drugiej pozwala obniżyć koszty produkcji tych drugich. Solidność i sztywność takiej konstrukcji, której szkielet wykonano z galwanizowanej stali, a front z anodowanego aluminium, przekładają się i na estetykę, i lepsze warunki pracy dla układów elektronicznych zainstalowanych w środku. Słowem – same plusy.

Na solidnym, świetnie wykończonym czarnym froncie z zaokrąglonymi rogami umieszczono tylko nazwę modelu: SL1P (złotymi literkami). Pod przednią krawędzią urządzenia umieszczono niebieską diodę, która po włączeniu pokazuje status urządzenia, a po rozruchu gotowość do pracy. Nie ma tu żadnych zbędnych ozdobników ani jakiegokolwiek wyświetlacza. Z założenia obsługa i odczyt informacji odbywają się z pomocą firmowej aplikacji na telefonie, czy tablecie.

Na pokrywie odtwarzacza, centralnie, umieszczono z kolei charakterystyczne złote logo producenta. Mniej więcej dwie trzecie bocznych ścianek pokrywa perforacja zapewniając w ten sposób elektronice pasywną wentylację. Pasywna wentylacja jest o tyle ważna, że gwarantuje bezgłośną pracę urządzenia w przeciwieństwie do klasycznych komputerów czy laptopów, w których zwykle pracują wentylatory. Obudowę ustawiono na czterech eleganckich nóżkach antywibracyjnych. Urządzenie może być niedrogie, ale zupełnie na to nie wygląda, a tego typu nóżki są miłym dodatkiem.

Na tylnej ściance znajdują się wszystkie złącza, a tych jest sporo. Jak już wspomniałem, urządzenie może się łączyć z domową siecią przewodowo lub bezprzewodowo. Do połączenia kablem ethernetowym (wśród akcesoriów w zestawie znaleźć można kabel LAN) z przełącznikiem LAN lub routerem służy gigabitowe gniazdo LAN, a w lewym tylnym rogu urządzenia (patrząc od frontu) umieszczono antenę Wi-Fi. Obok znajdziecie zestaw czterech portów USB; dwa w wersji USB 3.0, dwa to USB 2.0.

Jedno z tych ostatnich jest oznaczone jako dedykowane wyjście audio, można więc przez nie wysyłać sygnał kablem USB do zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego. Pozostałe trzy służą do podłączenia nośników danych (USB), czyli pendrajwów, albo zewnętrznych dysków twardych. W przypadku tych drugich możliwe jest stosowanie wyłącznie tych, które mają własne zasilanie (!). Istnieje również możliwość instalacji wewnątrz urządzenia dysku SSD w standardzie M.2 z interfejsem NVMe o maksymalnej pojemności 4 TB, ale jest to jedynie opcja.

Obok portów USB znajduje się sekcja cyfrowa, czyli kolejne (obok USB) cyfrowe wyjścia. Cyfrowy sygnał można bowiem wysłać na zewnątrz odtwarzacza (do wejścia DAC-a) za pomocą kabla optycznego (Toslink) bądź koaksjalnego. Oba umożliwiają przesył sygnału PCM w rozdzielczości do 24 bitów i 192 kHz. W środkowej części tylnego panelu umieszczono natomiast wyjścia analogowe. Mimo, że urządzenie jest niedrogie, dostajemy do dyspozycji zarówno wyjście zbalansowane (XLR), jak i niezbalansowane (RCA).

Przy niedrogich urządzeniach, zwykle używanych z niedrogimi kablami ze standardowymi wtykami, może nie ma to aż tak wielkiego znaczenia, niemniej warto wspomnieć, iż gniazda w SL1P są rozstawione dość szeroko (to kolejna przewaga użycia dużo większej obudowy), co ułatwia podłączania interkonektów. W zestawie, oprócz wspomnianego kabla LAN, producent dodaje parę niezbalansowanych interkonektów analogowych a także kabel zasilający AC. Zestaw złączy uzupełnia firmowy SA-Link umożliwiający komunikację z innymi urządzeniami Silent Angel, tudzież gniazdo zasilające IEC z komorą bezpiecznika i towarzyszący im włącznik urządzenia.

‖ WEWNĄTRZ

WNĘTRZE SL1 P podzielono na kilka sekcji, a wszystkie osadzono na aluminiowej płycie będącej „podłogą” urządzenia. Osobno umieszczono impulsowy, acz, jak podaje producent, „klasy radarowej”, czyli spełniający wymagania stawiane producentom radarów, niskoszumny, wysoce stabilny zasilacz.

Szukając przysłowiowej dziury w całym, jeśli już miałbym wskazać na jakiś brak wyposażenia tego urządzenia, to byłby to brak możliwości podłączenia zewnętrznego zasilacza. Silent Angel ma przecież kilka takowych w ofercie, a za każdym razem gdy jeden z nich zastępował wbudowany zasilacz impulsowy niezależnie od półki cenowej słyszałem poprawę jakości dźwięku. Z drugiej strony, SL1 P to przecież najtańszy model, więc nie wymagajmy za wiele – jak mówiłem, to szukanie dziury w całym.

Osobną sekcją urządzenia jest transport plików. Zbudowano go na solidnej (klasy hi-fi, jak pisze producent) płycie głównej, na której zainstalowano sześciordzeniowy procesor (Dual-core Cortex-72 1.8GHz + Quad-core Cortex-A53 1.4GHz), 4 GB pamięci RAM oraz pamięć FLASH (32 GB) na autorski system operacyjny VitOS. Jak pisze producent, płytę główną i obudowę dysku (pamięci FLASH) pokryto grubą warstwą miedzi. Jej rolą jest efektywne odprowadzanie ciepła, co przekłada się na stabilność pracy i minimalizację zakłóceń. Zaawansowane ekranowanie dodatkowo redukuje zakłócenia elektromagnetyczne, a w efekcie przekłada się na wyższą jakość dźwięku.

Trzecią sekcją urządzenia jest przetwornik cyfrowo-analogowy dostarczający sygnał do wyjść analogowych. Całą sekcję DAC-a umieszczono na dedykowanej płytce, a tę w aluminiowej obudowie ekranującej. Rolą tego rozwiązania jest minimalizacja zakłóceń pochodzących z sekcji zasilania i obwodów cyfrowych, albo ujmując rzecz inaczej, skuteczna izolacja sekcji analogowej od cyfrowej, czego efektem powinna być jeszcze wyższa czystość i precyzja dźwięku. Silent Angel nie dzieli się informacją na temat producenta, ani modelu kości D/A, jaką zastosował, a wspomniana obudowa uniemożliwią (proste) sprawdzenie tej informacji.

‖ OPROGRAMOWANIE

SILENT ANGEL to jeden z tych producentów, których rozwój miałem okazję śledzić niemal od początku obecności na naszym rynku. Firma wykorzystała odpowiedni moment (przypomnę raz jeszcze, że powstała w 2014 roku) i z pomocą wiedzy i doświadczenia inżynierów firmy-matki, Thunder Data, zaoferowała wówczas jeszcze raczkującemu, acz bardzo szybko rozwijającemu się rynkowi urządzeń związanych z odtwarzaniem plików muzycznych, szereg rozwiązań, dzięki którym pliki brzmiały po prostu lepiej.

Co ważne, rozwój firmy biegł dwutorowo, bo przecież polegał nie tylko na opracowywaniu nowych i ulepszaniu starszych modeli urządzeń (czyli tzw. hardware), ale i rozwijaniu własnego systemu operacyjnego VitOS i umożliwiającej obsługę urządzeń marki aplikacji sterującej (ang. software). System bazuje na Linuxowym rdzeniu, ale został zoptymalizowany i dopracowany przez programistów chińskiej firmy tak, by zapewnić możliwie – jak czytamy – „jak najlepszą jakość brzmienia i wygodną obsługę”. Aplikacja, a w zasadzie trzy aplikacje sterujące (VitOS Manager, Orbiter i Lite), używane w zależności od używanego modelu, są dostępne bezpłatnie zarówno na urządzenia z Androidem, jak i iOS.

Rozwój systemu operacyjnego (a co za tym idzie, także i apki sterującej) wynikał nie tylko z konieczności usuwania bugów, poprawiania płynności pracy, czy zwiększania intuicyjności obsługi, ale także konieczności dodawania nowych funkcji. Dzięki temu OS-owi, Bremen umożliwia odtwarzanie plików muzycznych z podłączonych lokalnie nośników danych, z serwerów znajdujących się w domowej sieci, ale także, i to jedna z najistotniejszych ścieżek rozwoju oprogramowania, serwisów streamingowych.

Silent Angel do tej pory zintegrował w swojej aplikacji obsługę czternastu takich usług, w tym Tidala, Qobuza, czy Spotify. Dodatkowo, obsługuje renderowanie DLNA, a także radio internetowe. Wiele modeli może pracować również jako endpoint dla serwera Roona (to moja, wieloletniego użytkownika, ulubiona funkcja!).

Apka, zainstalowana na telefonie z Androidem (w moim przypadku), działała płynnie i bezproblemowo. Przyznaję również, że jest wysoce intuicyjna, co dla człowieka w moim wieku (:-)) ) jest coraz ważniejsze. Nie jest to może najlepsza aplikacja tego typu, z jaką miałem do czynienia, ale jest wystarczająco dobra, by nie narzekać. Zmienicie w niej wszystkie dostępne ustawienia, wybierzecie pliki do odtworzenia, ale i sprawdzicie ich rodzaj, rozdzielczość, tytuły, wykonawców, czas trwania, etc.

Producent na swojej stronie nie podaje zbyt wielu informacji o możliwościach testowanego urządzenia. By dowiedzieć się, co potrafi, trzeba sięgnąć do aplikacji. Tam okazuje się, że odtwarzanie DSD przez wyjście USB (maks. DSD256) odbywa się w trybie DoP, ale możliwa jest również konwersja plików w tym formacie do PCM. Maksymalna częstotliwość próbkowania dla PCM (dla wyjścia USB) wynosi 786 kHz, a długość słowa to 32 bity.

Urządzenie wyposażone jest również w cyfrową regulację głośności. Można ją całkowicie wyłączyć niezależnie dla wyjść cyfrowych i analogowych. Dzięki niej SL1P może pracować bezpośrednio z końcówką mocy, albo aktywnymi kolumnami. Możliwe jest więc zbudowanie minimalistycznego systemu, w którym podłączamy SL1P do sieci z jednej strony, a do aktywnych kolumn z drugiej i niczego więcej nie potrzeba, by odtwarzać muzykę z plików.

W ustawieniach dostępnych w aplikacji wybieramy, z których wyjść chcemy korzystać, z czego wynika, że albo korzystamy z analogowych, albo cyfrowych, albo USB. W tejże aplikacji wpisujemy również dane do logowania do serwisów streamingowych, do których mamy wykupiony dostęp. W zakładce ‘Radio internetowe’ dostępnych z kolei są setki stacji oferujących różne rodzaje muzyki i różną jakość streamów. Słowem, poza Bluetoothem (ale „apple’owcy” mogą korzystać z Airplay2), Bremen SL1P oferuje właściwie wszystko, czego od odtwarzaczy sieciowych wymaga większość użytkowników.

ODSŁUCH

JAK SŁUCHALIŚMY • Odtwarzacz plików Silent Angel Bremen SL1 P był testowany w moim systemie referencyjnym. Na początku założyłem sobie sprawdzenie go na trzy sposoby:

1) Po pierwsze, testowałem go jako w pełni samodzielne, kompletne urządzenie, które podłączyłem do przełącznika LAN tej samej marki, Bonn N8, wspartego zasilaczem Forester F1, za pomocą kabla DL Custom Audio Sapphire LAN. Za jego zasilanie odpowiadał kolejny kabel Dawida Labogi, model NA-C Connect.

2) W drugiej części testu, SL1 P odgrywał rolę tzw. endpointu dla mojego serwera Roona. W obu przypadkach sygnał analogowy wysyłałem kablem niezbalansowanym Hijiri HCI-20 RCA do wzmacniacza zintegrowanego GrandiNote Shinai. Ten z kolei, poprzez kable głośnikowe Soyaton Benchmark, napędzał kolumny GrandiNote MACH 4.

3) W najkrótszej, trzeciej części odsłuchów wykorzystałem testowane urządzenie Silent Angela jako transport (a nie odtwarzacz) plików, który kablem USB DL Custom Audio Akoya połączyłem z wejściem USB przetwornika LampizatOr Poseidon.

1) ODTWARZACZ PLIKÓW

BREMEN SL1 P jako samodzielny odtwarzacz plików wstawiony do systemu składającego się z dużo droższych urządzeń pokazał się z dobrej strony oferując przy tym brzmienie, które nazwałbym dość bezpiecznym. Nie jest to król rozdzielczości, ale informacji w jego dźwięku jest całkiem sporo, gra dość równo, ale nie ma wątpliwości, że najważniejsza w tej prezentacji jest średnica. Rzecz nie w tym, że słychać jakieś większe braki na skrajach pasma, ale raczej w tym, że niezależnie od rodzaju muzyki, ani jakości nagrań, nie ma wątpliwości, że najważniejsze jest to, co dzieje się w środku pasma.

Można co prawda powiedzieć, że taka jest natura niemal każdej muzyki, ale tu chodziło o coś więcej. Góra pasma nie było tak otwarta, tak mocno napowietrzona i dźwięczna, jak do tego przywykłem, a bas nie schodził tak nisko, nie miał takiej masy ani twardości (właściwej, a nie sztucznej), tudzież nie miał takiego „kopa”, które słyszę zwykle w swoim systemie. Plusem takiego sposobu prezentacji było natomiast to, że nawet jeśli nagranie nie było najwyższej jakości, słuchało się go z SL1P po prostu przyjemnie.

Ot choćby na płycie FMB TRIO The New York Connection. Blachy perkusji lśniły bardziej „złoto” niż zwykle, nie odpowiadały aż tak natychmiastowo i mocno na uderzenia pałeczek, ale to ciągle było dźwięczne, wystarczająco szybkie, choć właśnie bardziej złote niż srebrne granie. Kontrabas nie miał aż takiej masy, jak we wcześniejszych odsłuchach z moim serwerem i LampizatOrem, ale był wystarczająco mięsisty, naturalnie miękki i barwny by nadal słuchać go z zainteresowaniem. Jasne było, że perkusja mogłaby być ciut mocniejsza i bardziej sprężysta, ale tak naprawdę nie miało to większego znaczenia. Szukałem różnic i je znalazłem, ale nie z ich powodu straciłem przyjemności odsłuchu.

Główną rolę na tym krążku odgrywała jednakowoż elektryczna gitara, która brzmiała... dokładnie tak jak powinna. Masa, nasycenie, płynność, odrobina niezbędnej drapieżności - wszystko tam było bo... Bremen wyjątkowo dobrze, naturalnie odtwarzał średnicę i umieszczał ją na pierwszym planie na niej skupiając moją uwagę. Co więcej, umieszczał wszystkie instrumenty w jednej wspólnej przestrzeni, nieźle zachowując proporcje i odległości, a jednocześnie sprawiał, że całość brzmiała bardzo spójnie.

Na tym konkretnym nagraniu trudno było mi oceniać przestrzenność grania, bo ten aspekt pełnił tu mocno podrzędną rolę. Niemniej nawet tu, czy w gospelowym singlu z RONEM CARTEREM, RICKY DILLARDEM i NEW G zatytułowanym Sweet, Sweet Spirit dało się usłyszeć dobrą lokalizację źródeł pozornych i może niezbyt głęboką, ale całkiem szeroką scenę. Ten ostatni utwór był także kolejnym dowodem na to, jak dobrze SL1P oddaje średnicę, a w tym przypadku ludzkie głosy – ciepłe, barwne, nasycone i pięknie naturalne. To nagranie miało wysoką temperaturę emocjonalną, czego testowane urządzenie nie omieszkało ładnie pokazać.

Zmiana (przynajmniej do pewnego stopnia) klimatu na bluesowe B.B. King’s Blues Summit 100 sygnowane przez Joe Bonnamasę, któremu jednakże towarzyszy cała plejada znakomitych muzyków, których na przestrzeni wielu lat swoje kariery inspirował B.B., potwierdziła nie tylko wyjątkowo dobrze wypadające z testowanym urządzeniem gitary i wokale, ale i pewne prowadzenie tak ważnego w bluesie rytmu i tempa.

Nie jest to wybitnie audiofilska realizacja, ale Bremen dobrze poradził sobie z oddaniem nie tylko niezłej jakości nagrania, ale i – a może przede wszystkim – emocjonalnej strony bluesa. To muzyka, którą trzeba poczuć, przy której noga musi wystukiwać rytm, a głowa się kiwać. I tak właśnie serwował mi ten krążek testowany odtwarzacz. Płynnie, swobodnie, rytmicznie, w sposób zrelaksowany z jednej strony, ale z drugiej bezustannie przyciągający uwagę – tak powinien brzmieć blues.

W jego nieco bardziej „drapieżnej” odmianie, czyli choćby na krążku STEVE’a RAY’a VAUGHANA, wszystkie wymienione wyżej elementy sprawiały, że i jego popisów słuchałem z dużą atencją i przyjemnością, choć przyznaję, że wolałbym nieco więcej owej „drapieżności”, czy może po prostu surowości brzmienia gitary mistrza. To delikatne zaokrąglenie czoła ataku sprawiało, że troszkę owej ostrości i świeżości grania mi brakowało. Tyle tylko, że fakt zauważenia tej różnicy wynikał bardziej ze skupienia się na wyszukiwaniu różnic, a nie z braku satysfakcji z odsłuchu jako takiego. To było naprawdę bardzo poprawne, dobre granie, które mogło się podobać.

Trudno tego nie przypominać, ale proszę pamiętać, że mówimy o kompletnym urządzeniu za niecałe cztery tysiące złotych, które, siłą rzeczy, porównywałem do mojego zestawu, w którym sam DAC kosztuje blisko trzydzieści razy więcej. Obiektywnie rzecz biorąc, nie po raz pierwszy słuchając niedrogiej propozycji Silent Angela, musiałem przyznać, że ta chińska firma tworzy komponenty, które mogą konkurować brzmieniem ze znacząco droższymi urządzeniami.

Nie jest to highendowe granie i nawet takiego nie udaje, ale to całkiem solidne hi-fi, które wielu osobom w zupełności wystarczy. Także i dla tych, którzy traktują pliki wyłącznie jako łatwo dostępny nośnik muzyki, który ma jedynie uzupełniać fizyczne, niekoniecznie konkurując z nimi jakością brzmienia, Bremen SL1P może być świetnym rozwiązaniem. Dobrze wygląda, gra, a i obsługa jest właściwie równie łatwa, jak odtwarzacza CD.

2) ENDPOINT DLA ROONA

W DRUGIEJ CZĘŚCI TESTU testowany odtwarzacz posłużył mi jako endpoint dla mojego własnego serwera Roona. Zarówno ten ostatni, jak i SL1P były podłączone kablami ethernetowymi ze przełącznikiem LAN Bonn N8. Mój serwer odczytywał pliki z NAS-a a następnie przez sieć wysyłał je do Bremena.

W teorii dodanie kolejnego urządzenia do łańcucha przesyłu danych nie powinno właściwie spowodować żadnej, a przynajmniej znaczącej zmiany brzmienia. SL1P co prawda nie sterował już odtwarzaniem muzyki, ale nadal to jego wbudowany DAC pełnił kluczową rolę, bo nadal to sygnał z niego przez wyjście analogowe trafiał do wzmacniacza.

A jednak... A jednak różnica była. Nie była duża, gwoli jasności. Próbując ją skwantyfikować należałoby powiedzieć, że nie była warta kwoty, którą należałoby wydać na taki „customowy” serwer jak mój (oprócz komponentów komputerowych także topowe karty USB i LAN JCAT-a, zegar dla tych kart, zasilacze dla kart i zegara, zasilacz dla całego serwera, kable sieciowe dla zasilaczy, no i sam Roon) plus drugi kabel LAN tej klasy co Sapphire - wszystko to razem kosztowałoby jeszcze ze trzy, czy cztery razy więcej niż cały Silent Angel. Szukając więc optymalnej jakości brzmienia łatwiej byłoby po prostu kupić droższy model.

Niemniej, skoro już taki test wykonałem, muszę napisać, że nieco bardziej czarne tło (czyli niższy poziom szumu tła) i związana z tym ciut lepsza czytelność detali i cichsze (czarniejsze) momenty ciszy między dźwiękami, odrobinę większa soczystość barw, ciut twardsze czoło ataku, ciut dłuższe (acz nadal niedoskonałe) wybrzmienia - wszystko to razem sprawiało, że zwłaszcza nagrania wyższej jakości brzmiały po prostu lepiej.

Ot choćby muzyka HANI RANI do filmu Sentimental Value. Odrobinę czytelniejsze dźwięki fortepianu, czy smyczków, troszkę więcej powietrza wokół nich, wspomniane ciut dłuższe, ciut bardziej prawdziwe wybrzmienia - wszystko to pogłębiało emocjonalny klimat tego albumu i sprawiało, że odsłuch był bardziej wciągającym przeżyciem.

Czy warto więc kupować to urządzenie jako endpoint dla Roona? Raczej nie. Chyba że, tak jak ja, jesteście bardzo przywiązani do roonowskiej aplikacji, bo ta jest (moim zdaniem duuuuużo) lepsza niż VitOS Orbiter... Mam nadzieję, że nikt nie wziął tego argumentu na poważnie :). Jedyną racjonalną opcją jest tak naprawdę wykorzystanie SL1P jako urządzenia do grania w drugim pokoju, np. sypialni, czy biurze.

Serwer Roona potrafi obsłużyć kilka urządzeń, więc możecie mieć wypasiony serwer i DAC w systemie głównym, a w tym dodatkowy używać Bremena jako endpointa napędzającego, powiedzmy, aktywne głośniki. Dlaczego nie? To całkiem dobry pomysł na taki właśnie, to jest dodatkowy, niedrogi, całkiem dobrze grający system.

3) TRANSPORT PLIKÓW → USB

NA KONIEC zostawiłem sobie sprawdzenie, jak spisze się testowane urządzenie jako transport plików. Zamiast wyjść analogowych użyłem dedykowanego portu USB, który Akoyą połączyłem z wejściem LampizatOra Poseidon.

No i? No i podobno bit to bit, a przecież do DAC-a po USB dalej trafiały bity, w teorii te same. Różnica w jakości brzmienia była jednakże duża, nawet bardzo duża. Jasne, że LampizatOr to bardzo drogi przetwornik z bardzo wysokiej półki, ale nie zmienia to faktu, że dźwięk płynący z głośników i tak zależy w równie dużej mierze od „wsadu”, który ten (czy jakikolwiek inny) DAC otrzymuje na wejściu, jak i każdego komponentu, przez który przechodzi sygnał.

Najwyraźniej SL1P potrafi wysłać bity całkiem wysokiej jakości, a przynajmniej wystarczająco wysokiej, by dużo droższy DAC potrafił to wykorzystać do pokazania swojej przewagi. Ta sama płyta Hani Rani wypełniła się wybrzmieniami, powietrzem, dźwięki zrobiły się gęstsze, miały większą masę, a jednocześnie brzmiały czyściej i bardziej wyraziście. Scena otworzyła się i na boki i w głąb, a źródła pozorne nabrały kształtów i masy. Dużo zyskała dynamika, przede wszystkim ta w skali mikro, ale w pewnym stopniu również i w makro, a i energia przekazu jako całości była wyraźnie wyższa, choć to przecież spokojna, liryczna muzyka.

Choć już przy odsłuchu Bremena jako kompletnego odtwarzacza plików pisałem, że oferuje angażujące, niemęczące granie, z którym można spędzić wiele godzin, to jednak wysokiej klasy zewnętrzny DAC i SL1P używany jako transport wyniosły brzmienie na zupełnie inny, dużo wyższy poziom także i pod względem emocjonalnego zaangażowania słuchacza, jak i niechęci do szybkiego kończenia odsłuchów. W tym graniu było bowiem wyraźnie więcej informacji, przez co przekaz był bardziej kompletny, ergo naturalny.

Podsumowanie

TO NIE BYŁO TAK DOBRE GRANIE, jak z moim serwerem, ale już na tyle dobre, żeby brać pod uwagę to urządzenie właśnie jako transport dla dobrej klasy DAC-a. Nie z półki Poseidona, rzecz jasna, ale przecież w okolicach nawet dziesięciu tysięcy złotych można znaleźć dużo naprawdę dobrych przetworników, a szukając dla nich transportu plików można śmiało sięgnąć po SL1P.

Warto jednakże pamiętać, że w ofercie Silent Angela są również dedykowane transporty i jeśli szukacie tylko takiej funkcjonalności, to warto przyjrzeć się np. modelowi Munich M1T V2. To jedna z zalet oferty tej firmy – znajdziecie w niej urządzenia o różnych funkcjonalnościach, co pozwoli wam dobrać takie, które najlepiej pasuje do waszych potrzeb rezygnując z funkcji, których nie potrzebujecie.

Bremen SL1P został jednakże pomyślany jako niedrogi, kompletny odtwarzacz plików i jako taki spisuje się lepiej, niż sugeruje jego cena. Można na nim oprzeć zarówno niezłej klasy kompletny system audio, jak i wersję minimalistyczną, w której oprócz tego odtwarzacza znajdą się jedynie aktywne głośniki. Możliwość wykorzystania go jak dobry transport plików można sobie zostawić opcję apgrejdu na przyszłość kiedy, chcąc podnieść jakość brzmienia systemu, dodacie do niego dobrego, zewnętrznego DAC-a.

Dodatkowo, oryginalne i stale rozwijane oprogramowanie Silent Angela pozwoli wam odtwarzać pliki z lokalnych i sieciowych zasobów, tworzyć playlisty, korzystać z właściwie wszystkich popularnych (i kilku u nas mało znanych) serwisów streamingowych, a nawet skonwertować pliki DSD do PCM, czy wybrać maksymalną rozdzielczość tych ostatnich. Czegóż chcieć więcej? Nawet gdyby Bremen kosztował dwa razy więcej to, patrząc na realia rynku i tak byłby ciekawą propozycją. Posłuchajcie sami! ‖ MD

Dane techniczne (wg producenta)

System operacyjny: VitOS-1.1.9956
CPU: Dual-core Cortex-72 1.8GHz + Quad-core Cortex-A53 1,4 GHz
RAM: 4 GB
Pamięć Flash: 32 GB
Dysk wewnętrzny (opcjonalny): M.2 NVMe SSD (22 x 80 mm) max. 4 TB
Łączność: Gigabit Ethernet (1000 Mbps); Wi-Fi 2,4/5 GHz; USB 2.0 + 2 x USB 3.0 (obsługa pamięci masowych)
Wyjścia cyfrowe: TOSLINK, RCA (192 kHz/24 bity); USB Audio
Wyjścia analogowe: para XLR; para RCA (2 Vrms max.)
Obsługiwane serwisy: Spotify Connect, Tidal, DLNA, Qobuz, MQA, Airplay 2
Wymiary (szer. x wys. x gł.): 439 x 50 x 250 mm
Waga: 4 kg

Dystrybucja w Polsce

NAUTILUS DYSTRYBUCJA

ul. Malborska 24
30-646 Kraków ⸜ POLSKA

NAUTILUS.net.pl

»«

Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ.

www.AIAP-online.org



System referencyjny 2026

ŹRÓDŁA CYFROWE

1. Pasywny, dedykowany serwer z WIN10, Roon Core, Fidelizer Pro 7.10
• karty JCAT XE USB i JCAT NET XE recenzje › TUTAJ + zasilacz Ferrum HYPSOS SIGNATURE recenzja › TUTAJ
• JCAT USB ISOLATOR, optyczny izolator LAN + zasilacz liniowy KECES P8 (mono)
• przełącznik LAN: Silent Angel BONN N8 recenzja › TUTAJ + zasilacz liniowy Forester recenzja › TUTAJ

2. Przetwornik cyfrowo-analogowy: LampizatOr PACIFIC recenzja › TUTAJ + Ideon Audio 3R Master Time recenzja › TUTAJ

ŹRÓDŁO ANALOGOWE

1. Gramofon J.Sikora STANDARD w wersji MAX recenzja › TUTAJ
• ramię J.Sikora KV12
• wkładka Air Tight PC-3

2. Przedwzmacniacze gramofonowe:
• ESE Labs NIBIRU V 5 recenzja › TUTAJ
• Grandinote CELIO Mk IV recenzja › TUTAJ

WZMACNIACZ

1. Wzmacniacz zintegrowany GrandiNote SHINAI recenzja › TUTAJ

2. Wzmacniacz zintegrowany ArtAudio SYMPHONY II (modyfikowany)

3. Przedwzmacniacz liniowy AudiaFlight FLS1 recenzja › TUTAJ

KOLUMNY

1. GrandiNote MACH4 recenzja › TUTAJ

2. Ubiq Audio MODEL ONE DUELUND EDITION recenzja › TUTAJ

OKABLOWANIE

1. Interkonekty analogowe:
• Hijiri MILLION KIWAMI
• Bastanis IMPERIAL x 2 recenzja › TUTAJ
• Hijiri HCI-20
• TelluriumQ ULTRA BLACK
• KBL Sound ZODIAC XLR

2. Interkonekty cyfrowe:
• David Laboga EXPRESSION EMERALD USB x 2 recenzja › TUTAJ
• David Laboga DIGITAL SOUND WAVE SAPPHIRE x 2 recenzja › TUTAJ

3. Kable głośnikowe:
• LessLoss ANCHORWAVE

4. Kable zasilające:
LessLoss DFPC SIGNATURE, Gigawatt LC-3 recenzja › TUTAJ

ZASILANIE

1. Kondycjoner Gigawatt PC-3 SE EVO+ recenzja › TUTAJ

2. Kabel zasilający AC Gigawatt PF-2 Mk 2

3. Dedykowana linia od skrzynki kablem Gigawatt LC-Y

4. Gniazdka ścienne Gigawatt G-044 Schuko i Furutech FT-SWS-D (R)

ANTYWIBRACJA

1. Stoliki:
• Base VI
• Rogoz Audio 3RP3/BBS

2. Akcesoria antywibracyjne
• platformy ROGOZ-AUDIO SMO40 i CPPB16
• nóżki antywibracyjne ROGOZ AUDIO BW40MKII
• nóżki antywibracyjne Franc Accessories CERAMIC DISC SLIM FOOT
• nóżki antywibracyjne Graphite Audio IC-35 recenzja › TUTAJ i CIS-35 recenzja › TUTAJ

strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts

© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio