|
Gramofon TECHDAS
Producent: STELLA Inc. |
|
Test
tekst WOJCIECH PACUŁA |
|
No 261 1 stycznia 2026 |
LUDZIE ODCHODZĄ, ich dzieła trwają, można by powiedzieć, wpisując się w nurt popsychologii i popsocjologii, gdyby nie to, że to zazwyczaj nie jest prawda. Trwają dzieła nielicznych. I nawet jeśli każdy z nas chciałby, aby nasze dziedzictwo było „trwalsze niż ze spiżu”, że sięgnę po kolejny znany cytat, pozostaną nieliczne okruchy, po latach zwykle nie do poznania. Ale – pozostaną.
Temat „dziedzictwa” w audio jest szczególnie ciekawy, ponieważ rzadko kiedy potrafimy przypasować konkretne rozwiązania do nazwisk, choć rozwiązania znamy i szanujemy. Kiedy pogrzebiemy przez chwilę w internetach, odnajdziemy tropy wiodące do tego „pierwszego” – zastosowania lub użycia, patentu lub pomysłu. Często również będziemy mogli podać konkretne nazwisko. Ale trzeba będzie się trochę natrudzić i wiedzieć, czego szukamy. Ale – można. Znajdziemy wówczas, na przykład, informację o tym, że kolumny z obudową zamkniętą, w której przetwornik jest zawieszony na „poduszce powietrznej”, to pomysł Edgara Villchura (więcej → TUTAJ) i że ten sam człowiek wprowadził na audiofilskie salony koncept odprzęgniętej podstawy gramofonu, który twórczo rozwinęła firma Linn. Czy pamiętamy, że w 1967 roku pierwszy patent na miękką kopułkę uzyskał w Bill Hecht? Albo, że gramofon z napędem bezpośrednim we współczesnym wydaniu to spuścizna pana Shuichi Obata, inżyniera Matsushita. Takich przykładów jest wiele. Nie wszystkie rozwiązania, które dzisiaj przyjmujemy za oczywiste, da się wyprowadzić z konkretnego produktu i przypisać do konkretnej osoby. Zwykle to skojarzenia bazujące na tym, jak często jakaś firma po nie sięgała, kto je rozpropagował albo też kto je doszlifował. Niech przykładem na to będą kolumny elektrostatyczne. Patent na tego typu przetwornik w 1929 roku uzyskał Edward W. Kellogg, ale pierwszym naprawdę udanym komercyjnym głośnikiem elektrostatycznym o pełnym zakresie częstotliwości był Quad ESL-57, wprowadzony na rynek przez Petera Walkera i jego firmę Acoustical Manufacturing Co. Ltd. w 1957 roku. Z podobnym przypadkiem mamy do czynienia w przypadku testowanego przez nas gramofonu i technologii służącej do przysysania płyty LP do talerza. Trudno wskazać pierwszy przykład jej zastosowania, ale przecież nie da się zaprzeczyć, że do najsławniejszych przykładów tego typu produktów, można zaliczyć te, które wyszły spod ręki pana Hideaki Nishikawa, najpierw w gramofonach noszących logo Micro Seiki, a teraz TechDAS. I to właśnie jest spuścizna, z którą będziemy go kojarzyli. ▌ Air Force IV ROZWIĄZANIE, O KTÓRYM MOWA, z angielska zwane hold-down system, znajdziemy we wszystkich gramofonach firmy TechDAS. Jak wspomnieliśmy, to „spadek” po firmie Micro Seiki. Mowa o konstrukcji masowej z napędem paskowym, jednosilnikowej, ze wspomnianym systemem przysysania płyty; z testowaną „czwórką” można stosować aż trzy ramiona. Oferta TechDASa została podzielona na poziomy, z początkowo zaprezentowanymi modelami I, II oraz III (lub → ONE, → TWO, → THREE – te dwie formy zapisu są stosowane zamiennie), a następnie z ich lepszymi wariantami → PREMIUM i aż trzema dodatkowymi: topowym Zero (tylko jedna forma zapisu) oraz dwoma tańszymi – IV i V. Logika była żelazna, ponieważ każdy model w dół kosztował mniej więcej połowę mniej niż model „senioralny”. Model III wyznaczył formę, na której zbudowano dwa tańsze gramofony. Producent pisze o nim:
Nowy standard w dziedzinie dźwięku analogowego. Dzięki innowacyjnym technologiom „powietrznym” firmy TechDAS ten gramofon realizuje naszą wizję doskonałej reprodukcji analogowej. (…) Wierzymy, że dźwięk analogowy musi ewoluować poza swoje dotychczasowe formy, a to po ponad 30 latach ery cyfrowej.
Nasze dążenie do uzyskania doskonałego dźwięku analogowego pozwala na przesunięcie granic stosunku sygnału do szumu, czerpiąc inspirację z postępów we współczesnym cyfrowym audio. Technologie TechDAS zapewniają najnowocześniejszy dźwięk analogowy, redefiniując jakość dźwięku dzięki precyzji i innowacyjności. ⸜ Air Force IV, → TECHDAS.jp Uważam za interesujące połączenie w jednym zdaniu określeń „analogowy” i „cyfrowy”. Samo z siebie może aż tak ciekawe nie jest, tak współcześnie reklamują swoje produkty firmy oferujące odtwarzacze plików i przetworniki D/A. Nabiera ono rumieńców w użytym tutaj kontekście „cyfrowej precyzji”. Mówi to bowiem producent kojarzony z analogiem. Nie chodzi w tym przypadku o dźwięk, ten ma być „analogowy”, a o precyzję z jaką urządzenie ma pracować. A tę najwyższą wciąż kojarzy cię z „cyfrą”. Widać to, prawda? – W przypadku tej firmy skojarzenie jest wywrócone na drugą stronę, patrzymy na nie od podszewki. To niespotykane połączenie analogu i cyfry jest zresztą „zapisane” w nazwie firmy: „DAS” w TechDAS oznacza „Digital Analog Supremacy”, co można przetłumaczyć jako „wyższość połączenia cyfry i analogu. Ma to podkreślać „dążenie do idealnego odtwarzania dźwięku poprzez połączenie cyfrowej precyzji z analogowym ciepłem”, jak mówi producent. W gramofonach tego producenta cyfrowość to część sterowania silnikiem. Jest on zasilany z zewnętrznego wzmacniacza pracującego w klasie AB, wytwarzającego sinusoidę. Nad jej precyzją czuwa układ mikroprocesorowy z zegarem taktującym, podobnym jak w odtwarzaczach CD, SACD czy plików. Kiedy zdejmiemy talerz, zobaczymy na spodzie czujnik – to część systemu stabilizacji obrotów. Jest on o tyle istotny, że stosowany w tym modelu pasek napędowy jest sztywny, wymaga więc precyzyjnego naciągu – jej ustalenie jest częścią procedury startowej. A robi się to właśnie dzięki wspomnianemu układowi.
Testowany gramofon Air Force IV jest zaskakująco kompaktowy. Jego wymiary wynoszą 420,5 mm (szer.) × 368 mm (gł.) × 168 (wys.) (bez podstaw ramion), a waga 34,4 kg. To, mniej więcej, tyle co średniej wielkości wzmacniacz zintegrowany. Dochodzi do tego jeszcze zewnętrzna pompa wytwarzająca podciśnienie pod płytą gramofonową, ale stawia się ją osobno, zazwyczaj na dolnej półce, albo wręcz za systemem. Solidna, ważąca 9 kg, ustawiona na odsprzęgniętych nóżkach otrzymała aluminiową obudowę o wymiarach 350 × 270 × 160 mm. Jak mówiliśmy, to gramofon masowy, nieodprzęgany. „Masowy”, czyli taki, który wykorzystuje duża masę do tłumienia drgań, a „nieodprzęgany”, to taki, w którym podstawa stanowi sztywną strukturę, a ramię z talerzem nie są oddzielone od silnika materiałem stratnym lub sprężystym. Bo sam gramofon stoi na trzech nóżkach z elementem odprzęgającym całość od podłoża. Ciekawe, ale model Three nie miał ich na wyposażeniu, a jedynie w opcji, za którą trzeba było dodatkowo zapłacić. Gramofon Air Force IV wykorzystuje całkiem ciężki, ważący 8,9 kg, jednoczęściowy talerz wykonany z litego stopu aluminium i magnezu A5056, podczas gdy model Air Force V Premium, wyposażono w podwójny talerz, z talerzem głównym i pomocniczym. Jak czytamy w materiałach firmowych, w IV uzyskano dzięki temu „poprawę jakości dźwięku”, definiowaną przez „szersze pasmo przenoszonych częstotliwości” i „zauważalnie wyższą dynamikę”. I dalej:
W połączeniu z naszym systemem łożysk powietrznych, talerz o wadze 9 kg zapewnia wyjątkowo niski poziom szumów. Jego stożkowy trzpień amortyzuje kołysania płyty LP z niecentrycznym środkiem. Na talerzu umieszczono specjalną cienką podkładkę wykonaną z materiału tłumiącego i antystatycznego, która chroni płyty.
⸜ Air Force IV, dokument PDF, → TECHDAS.jp Talerz w gramofonach firmy Techdas podzielony jest, patrząc od góry, na dwie części: środkową i zewnętrzną. Ta pierwsza ma średnicę labelu płyty LP i to tam znalazły się wyloty systemu pneumatycznego, który przysysa tę część winylu do właściwego talerza. Zewnętrzny okrąg jest oddzielony silikonową uszczelką; druga znajduje się na obwodzie płyty. Ta część jest wyłożona pianką. Winyl jest więc na sztywno mocowany pośrodku, a po bokach styka się z talerzem przez element stratny. Dodajmy, że trzpień nie jest stały, a ruchomy i ma stożkowy przekrój. Dzięki temu dopasujemy do niego płyty z różnymi średnicami otworów. ▲ Przyssawka
‖ Zdjęcie od tylnej strony gramofonu – wychodzą z niego dwie rurki, zasysająca i doprowadzająca powietrze, a także kabel z zasilaniem silnika. PRZYSSAWKA, INACZEJ „HOLD-DOWN SYSTEM”, to system dociskowy płyty LP w gramofonie, zazwyczaj próżniowy. Działa on poprzez wytworzenie podciśnienia pod płytą winylową, które zasysa ją (dociska) mocno i idealnie płasko do talerza. Eliminuje to wypaczenia płyt, stabilizuje je mechanicznie, zapobiega niepożądanym wibracjom i rezonansom oraz zapewnia, że – przynajmniej w teorii – igła śledzi rowki z większą precyzją.
‖ Zdjęcie tylnej ścianki pompy i zasilacza w jednym. Historycznie system ten jest znany z gramofonów firm SOTA (USA), Continuum Caliburn (USA), Walker Audio (USA), Rockport Technologies (USA), Luxman (Japonia), Sony (Japonia, w modelach profesjonalnych), a współcześnie duńskiego Bergmanna, szwedzkiej firmy SAT (Swedish Analog Technologies), amerykańskiej Basis Audio i – będącego tematem tego testu – japońskiego producenta TechDAS. ● TO WSZYTKO RZECZY ZNANE z wyższych modeli, podobnie jak wygodny „pulpit sterowniczy” z przyciskami zmieniającymi obroty, włączającą przysysanie i pokazują precyzyjnie wybraną prędkość. Różnica jest jednak widoczna gołym okiem: silnik w modelu IV został przykręcony do podstawy, podczas gdy w modelu III był stawiany osobno. W testowanym gramofonie „wisi” na dwóch solidnych elementach z metalu. Jego obudowę wykonano ze stopu aluminium A5052 (duża zawartość chromu i magnezu); całość waży 4,1 kg. Producent mówi, że to 2-fazowy 4-biegunowy silnik synchroniczny prądu przemiennego, który jest oddzielony i izolowany od podstawy, podobnie jak w wyższych modelach. Pasek napędowy ma szerokość 4 mm i również on jest taki sam jak w modelach wyższej klasy. Wykonany z polerowanego włókna poliestrowego ma zapewnić „stabilną rotację” i „szybko rozpędza ciężki talerz do prędkości znamionowej”. Jak dalej czytamy, „napędzając talerz za pomocą odseparowanego silnika, osiąga wyjątkowo wysoki stosunek sygnału do szumu”. I, dodajmy, bardzo niski wow&flutter, poniżej 0,03%.
Wraz z gramofonem otrzymujemy jedną podstawę ramienia gramofonowego pasującą zarówno do tylnej prawej, jak i przedniej prawej pozycji (z otworem dla wybranego ramienia gramofonowego). Możemy też dokupić dodatkowe podstawy, choć trzeba pamiętać, że do tylnej lewej pozycji wymagana jest inna wersja niż do dwóch pozostałych. Ciekawe, ale w zestawie nie otrzymujemy docisku, jeśli chcemy z niego skorzystać, będziemy go musieli kupić osobno. To fantastycznie wykonane narzędzie, bo tak to widzę, do odtwarzania płyt LP. Przyssawka płyty działa fenomenalnie, choć nie posłuchamy z nią płyt o średnicach 10 i 7”. Wygląd jest bardzo techniczny, ale widać w nim ducha twórcy, a właściwie jego serce. Ta powinny być wykonane wszystkie produkty klasy high-end. ▌ ODSŁUCH JAK SŁUCHALIŚMY • Gramofon TechDAS Air Force IV stanął dokładnie w tym samym miejscu, w którym stał model Three Premium, a wcześniej One i Two. Podobnie, jak w przypadku tego ostatniego, skorzystałem z ramienia Kuzma 4Point 9, ale z inną wkładką – tam był to model Madake japońskiej firmy Miyajima Laboratory, a teraz – Destiny; więcej → TUTAJ.
Sygnał z gramofonu doprowadzony był do przedwzmacniacza RCM Audio Sensor Prelude IC, z którym się nie rozstaję od wielu lat, interkonektem Furutecha. Z nich sygnał trafiał do przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris Evo, a następnie do wzmacniacza mocy Soulution 710. Kolumny – Harbeth M40.1, a okablowanie – Siltech Triple Crown oraz zasilające Acoustic Revive Absolute Power Cable-K. Płyty przed odtworzeniem myte były w myjce ultradźwiękowej → Audiodesksysteme Gläss Vinyl-Cleaner.
» PŁYTY UŻYTE W TEŚCIE ⸜ wybór
⸜ KITTY, DAISY & LEWIS, Kitty, Daisy & Lewis, Sunday Best SBEST25, 180 g LP ⸜ 2008. MAM NADZIEJĘ, ŻE CZYTAJĄC w opisie technicznym tego gramofonu o „cyfrowej precyzji” nie przenieśliście państwo tego na dźwięk. Choć to może się łatwo skleić w głowie, nie róbcie tego, proszę. To dwie różne rzeczy, powiązane z sobą, ale inaczej. Producent zwraca uwagę na to, że precyzja obrotów, którą osiąga, między innymi, dzięki cyfrowemu systemowi sterowania, przekłada się na jeszcze lepszy, jeszcze bardziej analogowy dźwięk. I tak rzeczywiście jest. |
Wszystkie gramofony tego producenta, poza modelem Two (już nieprodukowanym…), grają niebywale nisko. W tym sensie, że niezależnie od tego, z jakim ramieniem je połączymy, po jaką wkładkę sięgniemy, elementem przebijającym się przez kosmos dźwięków będzie pełnia i wspaniała umiejętność pozostania po wypełnionej stronie spektrum. Można to rozjaśniać, wyostrzać, konturować – to zależy od państwa wyborów. Ale niezależnie od tego, jakie one będą i jaką barwę osiągniecie, podstawą pozostanie wypełnienie. Tak, wymiennie używam różnych określeń na opis tego samego fenomenu. Począwszy od testu modelu Air Force One w 2014 roku wszystkie inne konstrukcje porównuję – jeśli chodzi o emocje – do tego, co wówczas usłyszałem. Model IV nie ma tego wszystkiego w równie dopracowanym stopniu, ale wcale mu tak znowu nie jest daleko do tego punktu odniesienia, jak można by się spodziewać. Głównie dlatego, że gra w nasycony i niski sposób.
Płyta KITTY, DAISY & LEWIS Kitty, Daisy & Lewis, nagrana na zapleczu wydawcy, na vintage’owych urządzeniach, w tym wiekowych magnetofonach stereo, z naciętym na miejscu, na jeszcze starszej maszynie lakierze zabrzmiała olśniewająco. W tym sensie, że wszystkie zniekształcenia wprowadzane przez mikrofony i resztę systemu były czytelne, ale właśnie jako zniekształcenia systemu, a nie dźwięku. To trudne do wytłumaczenia dopóki się tego nie usłyszy. A polega to na tym, że wiemy co jest muzyką, a co nie. Nie jesteśmy rozpraszani problemami nagrania i naszego systemu, a odnosimy to, co słyszymy do doświadczenia obcowania z muzyką na żywo, nie do innych odtworzeń. Tym bardziej, że natychmiastowość tego dźwięku, jego absolutna nie-mechaniczność były z modelem IV po prostu wspaniałe. Jakby zdjąć z przekazu niby-przezroczysty filtr, pod którym jest to samo, ale nie takie samo. Przy czym japoński gramofon z ramieniem Kuzmy i wkładką Miyajima Labs gra ciepło. Ciepło, ale nie zbyt ciepło. A może, zresztą, tak po prostu – naturalnie. I podstawa, i ramię do romantycznych same z siebie nie należą, a sama wkładka aż tak tego nie zmienia. Z przekazu przebija jednak organiczność i brak rozjaśnień, o wyostrzeniach nie wspomniawszy. Ciekawe, ale choć zacząłem od tego elementu, to ostatnie, poza przestrzenią, do której zaraz dojdziemy, co by mogło zwrócić na siebie uwagę. Ponieważ test miał miejsce w tygodniu poprzedzającym święta Bożego Narodzenia, aby wprowadzić się w ich nastój, posłuchałem ˻ A-1 ˺ White Christmas w wykonaniu BINGA CROSBY’ego. Utwór nagrany przez niego 19 marca 1947, a więc sporo przed świętami, jest tą wersją, którą znamy najlepiej. W tym samym roku Crosby nagrał pilotażowo swój występ radiowy na taśmie, po czym zainwestował w ten wynalazek. Dzięki niemu – i jego pieniądzom – firma Ampex skonstruowała swój pierwszy magnetofon szpulowy, czym zmieniła historię muzyki; więcej → TUTAJ. Ale wciąż jesteśmy jeszcze w świecie lakierów jako nagrań master, a wiec masterów trzeszczących. Ta wersja, ponowne nagranie hitu z 1942 roku, powstała właśnie jako rejestracja na lakierze. Trzaski, które pozostały z lakieru były pokazane przez japoński gramofon bez jakiegoś szczególnego stłumienia. To znaczy nie były męczące, ani nie zwracałem na nie jakiejś specjalnej uwagi, ale – były. Sam gramofon bardzo ładnie gasi tego typu zakłócenia, nie dopuszczając do rozwinięcia się trzasku w strzał. Ale trzeba też powiedzieć, że droższe, cięższe modele tej firmy robią to jeszcze lepiej. Ważniejsze jest jednak to, że to elementy wtórne, wydzielone z muzyki. Cudowny głos Crosby’ego, doskonale uchwycony w ˻ A-4 ˺ Blue Skyes, wyjątkowo głęboki i namacalny, tak został pokazany. Pomogło w tym również to że akurat ten model TechDASa lekko dopala przełom średnicy i basu, kładąc nacisk na zakres między 400 i 600 Hz. Daje to gęstość i pełnię, której wszyscy słuchający muzyki poszukują, nawet jeśli tego nie wiedzą i na razie gonią za „detalem”. Ale też modyfikuje sygnał, żeby była jasność. A detaliczny Air Force IV nie jest. Jak dobrze, że nie jest! Jest za to wybitnie rozdzielczy. To coś, co słyszę również w gramofonach firmy J.Sikora, również masowych, również sterowanych mikroprocesorowo, a co w konstrukcjach firmy z Tokio jest doprowadzone na niezwykle wysoki poziom. To rozdzielczość, dzięki której gitara WESA MONTGOMERY’ego w utworze w ˻ A-2 ˺ If You Could See Me Now z płyty zatytułowanej Smokin’ At The Half Note, nagranej wraz z WYNTON KELLY TRIO, a której pierwsza strona jest nagraniem „live”, zabrzmiała wybitnie gęsto, wybitnie namacalnie i z wybitnym charakterem własnym. Łojąca w prawym kanale perkusja Philly’ego Joe Jonesa łoiła zaciekle. Było w niej mnóstwo ataku blachy, nerwu. Ale nie była ostra. Podobnie i kontrabas Paula Chambersa, przecież niezbyt mocny i niezbyt klarowny, był w tym odtworzeniu czytelny i rytmiczny. Miał też nieco dopaloną część pasma przypadającą na „pudło”. To jest cecha własna tego gramofonu i – tak to słyszę – tego zestawu. Ale to fajna cecha, dobra cecha, cecha niebywale przyjemna. Bo nie przedłużając wybrzmienia otrzymałem wreszcie, rzadko z tą płytą słyszaną, podstawę basową. A wciąż dźwięk był otwarty i żywy. Ciepły? – Tak. Słodki? – No, a jakżeby inaczej! Ale też nie był zbyt ciepły i za słodki, nie zalewał nas falą karmelu, nie zamykał w miłej przestrzeni „kocykowej”. Co jakiś czas odzywał się bowiem któryś z instrumentów z intensywnością i namacalnością brzmienia na żywo. W czym pomaga mu wybitna, powtarzam: wybitna dynamika. Co fajnie można było określić nie tylko z płytami, od których zacząłem, ale z krążkami zarejestrowanymi przy pomocy cyfrowych magnetofonów szpulowych z końca lat 70. i początku 80., które były pod tym względem niesamowite. Na przykład, nagrany jeszcze na prototypowym magnetofonie firmy 3M, album FLIM AND THE BB’S z 1978 roku, czy jedna z najbardziej znanych realizacji tego typu, dokonana już na pełnoprawnym, kompletnym systemie tej firmy, czyli The Nightfly DONALDA FAGENA (drugą byłoby The Visitors ABBY). Obydwie zagrały nisko i gęsto, tak te płyty na LP brzmią, ale i z doskonałym atakiem dźwięku. Słychać to szczególnie dobrze z pierwszą z przywołanych płyt. Uderzenie dużego bębna to był strzał z wypełnieniem, a werbla tylko suchy strzał. „Czwórka” pokazała tę cechę rejestracji cyfrowych znakomicie, bo nie hamowała ataku, ani go nie zaokrąglała; więcej o 3M Digital Audio Mastering System w tym samym numerze HIGH FIDELITY. Perfekcyjne oddanie czoła ataku elementów perkusji to cecha wspólna wszystkich gramofonów tej firmy, wraz z wychodzeniem na wyższy poziom coraz wyraźniejsza. Ale nawet najbardziej przystępny cenowo z tych, które testowałem (nie znam tylko modelu V Premium), jest pod tym względem lepszy niż duża część innych konstrukcji, zwykle znacznie droższych.
Jakoś nie wspomniałem jeszcze o przestrzeni. Przyszło mi to do głowy, jak tylko puściłem płytę duetu RUDŹ & PAUSZEK pod tytułem Panta Rhei. Chwilę musiałem pomyśleć, dlaczego tak się stało. Nie jest to bowiem tak oczywiste, jak można by zakładać. To znaczy nie jest tak, że siadamy przed kolumnami, a gramofon holografizuje przestrzeń. Jeśli dobrze interpretuję to, co słyszę, to mój brak uwagi skupionej na tym aspekcie odtworzenia był wynikiem tego, że stopiła się ona z moim pokojem, stała się z mim jednym i nie zwracała na siebie uwagi. Było głębiej na płycie – było też głębiej na scenie, było blisko, jak z Montgomerym – gitara była na wyciągniecie ręki. A z płytą R&P wszystko było głęboko i szeroko, ale pierwszy raz usłyszałem, że tak to zostało zrobione. Bo o to chyba chodziło twórcom tej płyty, o jak najlepsze otoczenie nas przez dźwięki, nawet jeśli dobiegają z przodu. Otoczenie to polegałoby na niemal fizycznym nacisku na powietrze, jakby było ono grubą membraną, sprężynującym obiektem o sporej masie, a nie molekułami w których zawieszone są drobiny kurzu. To była masa. Od razu słychać też było, że gramofon doskonale schodzi na basie, że ten bas jest niski, pełny i szybki. Z Fagenem i BB’s też to było odczuwalne, ale systemy cyfrowe z tego okresu nie wypełniają niskich dźwięków tak, jak najlepsze realizacje analogowe i współczesne cyfrowe. Płyta Panta Rhei jest świetnie nagrana i to z nią było to czytelne. Kupcie ją sobie państwo, będziecie oczarowani. A zaraz potem, jeśli budżet na to pozwoli, sięgnijcie po jedno z nowszych nagrań TSUYOSHI YAMAMOTO TRIO, Blues For K, w wydaniu Audionautes Recordings. Jest tak, że nowe wydawnictwa tego pianisty nudzą mnie. Są, moim zdaniem, wtórne i mało w nich produkcji, to znaczy skrótów, edycji, z różnych podejść. A to zawsze dobrze muzyce robi. Ale akurat ta płyta jest inna. Także i ona jest wtórna, ale wtórnością zamierzoną, w pewien sposób przemyślaną. Jest retro w wyrazie, ale też ma w sobie energię którą pamiętamy z nagrań tego muzyka dokonanych najpierw dla TBM, a potem dla wytwórni First Impression Music pana Winstona Ma. Ja grałem ją z test presu wydania 1-Step, ale i sama płyta 1-Step jest doskonała. A Air Force IV zagrał ją z werwą, nasyceniem, gęstym basem i znakomicie rozświetloną, naturalną górą pasma. ▲ Mikrotest ACOUSTIC REVIVE PS-DBLP Cena: 1150 euro
DOCISK DO PŁYT firmy Acoustic Revive został wykonany z duraluminium i mosiądzu, różnych metali wybranych ze względu na ich wyjątkowe właściwości rezonansowe. Po spodem ma „precyzyjnie zaprojektowane”, jak czytamy, geometryczne rowki, które – jak zapewnia producent – „rozpraszają drgania na całej powierzchni”. Takie same rowki znajdziemy w jego podkładkach RKI-5005. Od spodu wklejono trzy „rezonatory” z dymnego kwarcu. Wewnątrz znajduje się „firmowa” mieszanka minerałów. Docisk PS-DBLP był przeze mnie testowany zarówno z gramofonem Air Force IV, jak i Rega P8. Trzpień tego pierwszego jest stożkowaty i węższy niż zwykle, dlatego docisk nie był idealnie centryczny. A jednak dzięki doskonałemu sterowaniu nie odbiło się to negatywnie na dźwięku. Generalnie jednak PS-DBLP powinien być stosowany z trzpieniami o standardowej średnicy. Co powiedziawszy dodam, że w obydwu przypadkach docisk ten dźwięk zmieniał. Wprowadza on do przekazu porządek. Jeśli dany gramofon już oferuje uporządkowany dźwięk, to z Acoustic Revive będzie on jeszcze większy. Choć bez niego niczego mi w obydwu gramofonach nie brakowało, to jego postawienie na płycie wyraźnie korygowało separację instrumentów stronę większej wyrazistości. Ale i gęstości. Choć wydawałoby się, że te dwa elementy się wykluczają, tym razem tak nie było. I to bez wsłuchiwania się czy intensywnego poszukiwania.
Zmiana polegała na lepszym rozseparowaniu instrumentów po to, aby były jeszcze bardziej obłe, jeszcze bardziej „widoczne”. A przy tym wysokie tony wydawały się bardziej rozdzielcze, bo bogate wewnętrznie, jakieś takie żywe. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że cosik z nim ociepla przekaz, ale tak nie jest. On go ubogaca, a przez to wydaje się on jeszcze bardziej naturalny. Wibrafon i blachy na płycie Jazz At The Panwshop, również Audionautes Recordings, również w wersji 1-Step i też z testowego tłoczenia, zagrały z nim czyściej, wyraźniej, ale równocześnie w mniej narzucający się sposób. To, ponownie, wyższa rozdzielczość, ale również dynamika. Docisk poprawia i jedno, i drugie. I robi to w bardzo organiczny sposób, co z dociskami wcale nie jest takie pewne. To bardzo fajny gadżet, który pięknie wygląda, jest zaprojektowany z pasją i pasuje do każdego systemu i gramofonu. I wyprodukowano tylko 100 sztuk! ● ▌ Podsumowanie GRAMOFONY FIRMY TECHDAS nigdy nie były i raczej nie będą tanie. Nawet podstawowy w jej ofercie model V Premium kosztuje przecież 76 000 złotych. Powodem tego stanu rzeczy są zastosowane technologie, z przysysaniem płyty na czele, materiały i rozwiązania techniczne. To wszystko kosztuje, szczególnie w takim wydaniu. A jednak Air Force IV wydaje się szczególnie dobrze wyceniony. Tym bardziej, że znakomicie brzmi. Jego dźwięk łączy w sobie dociążenie z separacją, ciepło z rozdzielczością, dynamikę z wewnętrznym spokojem. To granie zawodowe, w tym sensie, że puszczamy kolejne płyty i choć wiemy, że gramofon gra je po swojemu, to jednak mamy wgląd we wszystkie szczegóły. „IV” nie dyskryminuje tych gorzej nagranych. Słychać, słychać to momentalnie, to jasne. Nie jest to jednak krzyk rozpaczy, a łaskawe spojrzenie.
To wspaniałe narzędzie muzyczne, potwierdzające wybory pana Hideaki Nishikawy i wprowadzające nas w świat dźwięku wysokiej klasy. No i wszystkie powyginane płyty, na których góry-i-doliny powodowały zniekształcenia dźwięku wreszcie zagrają jak trzeba. Bardzo, bardzo dobry gramofon. W dodatku o superkompaktowej budowie. ● ▌ Dane techniczne (wg producenta)
‖ PODSTAWA Dystrybucja w Polsce
RCM
Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiohile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ. |
|
System referencyjny 2026 |
|
![]() ① Kolumny: HARBETH M40.1 • → TEST ② Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom) ③ Odtwarzacz plików & zegar taktujący SFORZATO DSP-05 EX & PMC-05 EX → TEST & dysk NAS/przełącznik LAN LUMIN L2 • → TUTAJ ④ Przedwzmacniacz: AYON AUDIO Spheris EVO • → TEST ⑤ Odtwarzacz Super Audio CD: AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50 • → TEST ⑥ Wzmacniacz mocy: SOULUTION 710 ⑦ Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II więcej → TUTAJ ⑧ Pasywny układ korygujący SPEC Real-Sound Processor RSP-W1EX • → TEST |
|
|
Okablowanie Interkonekt: SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) • → TESTInterkonekt: przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ Odtwarzacz plików → przedwzmacniacz -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ Kable głośnikowe: SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUĹ| Kabel LAN & filtr LAN: ACOUSTIC REVIVE LAN Quadrant Triple-C, RLI-1GB-TRIPLE-C • test → TUTAJ Kabel USB: ACOUSTIC REVIVE USB-1.5 PL Triple-C • test → TUTAJ |
|
Zasilanie Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) • → TESTKabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST Kabel zasilający: gniazdko ścienne → listwa zasilająca AC - ACROLINK Mexcel 7N-PC9500 (2 m) • → TEST Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu ULTIMATE • → TEST |
|
Elementy antywibracyjne Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom)Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II • więcej → TUTAJ Platforma antywibracyjna (pod listwę zasilającą AC): Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA • więcej → TUTAJ Nóżki antywibracyjne (przedwzmacniacz liniowy): Pro Audio Bono PAB CERAMIC 70 UNI-FOOT • test → TUTAJ Nóżki antywibracyjne (odtwarzacz SACD): Divine Acoustics GALILEO • test → TUTAJ Stopy antywibracyjne CARBIDE AUDIO Carbide Base ⸜ przedwzmacniacz & zasilacz przedwzmacniacza • test → TUTAJ |
|
Analog Przedwzmacniacz gramofonowy:
Docisk do płyty: PATHE WINGS Titanium PW-Ti 770 | Limited Edition |
|
Słuchawki Wzmacniacz słuchawkowy: Leben CS-600X • test → TUTAJPlatforma antywibracyjna (pod wzmacniaczem): Kryna PALETTE BOARD PL-TB-Cu-TP • test → TUTAJ Kabel zasilający (wzmacniacz): Acrolink 8N-PC8100 PERFORMANTE NERO EDIZIONE № 1/15 • więcej → TUTAJ Słuchawki:
|
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 HighFidelity, design by PikselStudio,
serwisy internetowe: indecity




























