pl | en

ODTWARZACZ COMPACT DISC (MQA-CD)

S.M.S.L
PL200

Producent: FOSHAN SHUANGMUSANLIN TECHNOLOGY Co., LTD.
Cena (w czasie testu): 3299 zł

Kontakt:
Rm205, 14th Building, Zhifu Industrial Park,
Erhuan Rd, Xintan Town, Shunde District,
Foshan City, Guangdong ⸜ CHINA

www.SMSL-AUDIO.com

» MADE IN CHINA

Do testu dostarczyła firma:
MULTIMEDIA INTELLIGENT PRODUCTS


Test

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia „High Fidelity”

No 240

1 kwietnia 2024

Założona w 2009 roku firma Foshan ShuangMuSanLin Electronics (S.M.S.L) jest producentem, mającym siedzibę w przemysłowej części Chin, w prowincji Schenzen. Oferuje ładnie wykonane, skierowane do audiofilskiej części społeczeństwa produkty, takie jak: przetworniki D/A, wzmacniacze słuchawkowe i wzmacniacze mocy. Testujemy jej odtwarzacz Compact Disc PL200.

JESZCZE DWA, MOŻE TRZY LATA TEMU pisząc o odtwarzaczu płyt Compact Disc tłumaczyłbym, dlaczego to robię. Zapewne przywołałbym swoje własne doświadczenia z tym formatem, wyłącznie bardzo dobre, powiedziałbym coś o jakości dźwięku, wciąż lepszej (moim zdaniem) od tego, co dostajemy z plikami i rywalizującej często z płytami analogowymi, na pewno odniósłbym się też do wygody użytkowania, jaką format daje, a na koniec wspomniałbym o milionach płyt CD, które można w tej chwili kupić za grosze i że to będą NASZE płyty, których będziemy mogli słuchać zawsze i wszędzie, w przeciwieństwie do plików w streamingu, które dzisiaj są, a jutro może ich nie być.

Dzisiaj nie muszę już tego robić, to oczywista oczywistość. A to dlatego, że trendy powoli, ale jednak, się zmieniają. O ile jeszcze do niedawna producenci z tzw. głównego nurtu przekonywali, że „tylko streaming i nic poza tym”, o tyle teraz muszą przyznać, że trochę z tym streamoentuzjazmem przesadzili. Jak się okazuje wciąż jest wielu audiofilów, bo to o nich głównie chodzi, którzy mają mnóstwo płyt tego typu i którzy nie chcą się z tym medium rozstawać.

Nie do pogardzenia jest też aspekt finansowy – na streamingu zarabiają głównie wytwórnie, a nie artyści, a jeśli już, to tylko ci najbardziej znani (klikalni). Obok wydań LP wielu z nich naciska więc na wydanie materiału także na płycie CD. Widać to w statystykach dotyczących sprzedaży krążków CD, które pokazują, że trend zniżkowy wyhamował i być może lekko się w przyszłości odbije.

Dostrzegli to też producenci audio. I to nie tylko maleńkie manufaktury w rodzaju polskiego Ancient Audio, włoskiej Normy czy słowackiego Canora, ale i gracze średniej i ciężkiej wagi. Wystarczy wspomnieć, że transporty CD ma w swojej ofercie firma Cambridge Audio, że brytyjska firma Leema Acoustics też oferuje urządzenia tego typu i że amerykańska firma Ayre nigdy, tak naprawdę od tego formatu nie odeszła, a austriacki Ayon Audio oferuje zarówno transporty, jak i kompletne odtwarzacze. Transport Compact Disc w swojej ofercie ma też firma JBL (!).

A do tego dochodzą przecież odtwarzacze SACD Technicsa, Yamahy, Denona i Marantza, firmy w rodzaju Ruarka montują napędy CD w swoich systemach all-in-one, co sprawia, że srebrne (CD) i złotawe (SACD) dyski mają się dobrze. Powiedziałbym, że coś jest na rzeczy.

Compact Disc+

NIE WIEM, CZY PAŃSTWO pamiętają, ale format Compact Disc powstał w wyniku bardzo długiego procesu badawczo-rozwojowego i kosztował miliony milionów dolarów. Był formatem przełomowym, który kompletnie zmienił mapę muzyczną, pod każdym względem, i jednocześnie na wiele lat ją „zamroził”. Bo był tak poręczny, a wydawcy i producenci sprzętu, zarabiali na nim tak wielkie pieniądze, że – dosłownie – nie wiedziały, co z tym nagłym urodzajem robić. Zarządzający nimi ludzie myśleli, że tak będzie już zawsze, dlatego streaming tak bardzo je zaskoczył i rozłożył na łopatki ich modele prowadzenia biznesu.

Już w momencie premiery wiedziano, że parametry brzegowe sygnału cyfrowego, który można zapisać na płycie, czyli 16-bitowa głębokość i częstotliwość próbkowania 44,1 kHz, są kompromisem. Wynikał on zarówno z uzgodnień między dwoma twórcami systemu, czyli Sony i Philipsem, jak i z fizycznych ograniczeń najbardziej rozpowszechnionych cyfrowych systemów masteringowych, stereofonicznych magnetofonów kasetowych U-Matic PCM-1600/1610/1630, które pracowały właśnie z takimi parametrami.

Ale stosunkowo wcześnie, bo już 1995 roku powstał pierwszy nowy format bazujący na krążkach CD, a mianowicie HDCD – High Definition Compact Disc. Opracowany przez „Prof.” Keitha O. Johnsona i Michaela „Pflasha" Pflaumera z firmy Pacific Microsonics Inc. pozwalał na zapisanie na krążku sygnału o rozdzielczości 20 bitów. Do jego zdekodowania potrzebny był odtwarzacz z odpowiednim układem Pacific Microsonic. Z drugiej jednak strony krążki te były kompatybilne wstecz ze zwykłymi odtwarzaczami CD. Choć przedstawiony przez Sony w 1999 roku format Super Audio CD promowany był jako następca CD, to wiemy przecież, że to zupełnie inny format, różniący się od Compact Disc właściwie wszystkim, poza rozmiarami krążka.

Nic się w tej mierze nie działo aż do roku 2018, kiedy to na rynku pojawiły się płyty Ultimate HQCD z sygnałem zakodowanym w MQA. MQA to format kompresji danych opracowany przez firmę Meridian, pomyślany tak, aby przez łącza internetowe o ograniczonej przepustowości można było przesłać sygnał do 32 bitów i częstotliwości próbkowania do 384 kHz. Na początku 2018 roku MQA i Universal Music Group w materiale pt. MQA i Universal Music Group współpracują nad zaawansowanym streamingiem hi-res na życzenie ogłosiły współpracę i dostępność tytułów UMG na płytach Ultimate HQCD z sygnałem MQA; więcej tych technikach → TUTAJ.

Zwykłe odtwarzacze Compact Disc i SACD „widzą” tego typu płyty jak zwykłe CD, a te z dekoderem MQA mogą rozpakować sygnał tak, jakby był streamowany. Do tej pory niemal wszystkie odtwarzacze, jakie znałem, a które dekodowany MQA to były odtwarzacze SACD, od firm → CH PRECISION, → ESOTERIC, Luxman, Pioneer i Technics. Odtwarzacz Compact Disc tego typu miała (ma?) firma Meridian (808 V6), ma go również TEAC (VRDS-701), a i oferują je firmy chińskie. I to u nich urządzenia tego typu są najtańsze. Jednym z takich producentów jest S.M.S.L.

PL200

S.M.S.L TO PRODUCENT SPRZĘTU AUDIO z Chin. Shenzhen Shuangmusanlin Electronics Co., LTD, ponieważ tak brzmi jego pełna nazwa, wraz z osobnym brandem VMV technology (HK), produkują wzmacniacze, wzmacniacze słuchawkowe, odtwarzacze plików i przetworniki D/A. Dodatkowo, poza produkcją, firma ma własny dział badań i rozwoju (R&D) dzięki czemu – jak czytamy – „są na bieżąco z rozwojem techniki, jak i również z zapotrzebowaniem klientów, których wymaganiom starają się skutecznie sprostać”. Marka S.M.S.L. posiada swoje sieci sprzedaży w ponad 30 krajach, między innymi w Wielkiej Brytanii, Niemczech i Japonii.

Producent w materiałach prasowych dotyczących PL200 w jego opisie pytał: „Odtwarzacz CD, czy przetwornik cyfrowo-analogowy?” I zaraz odpowiadał: „Teraz już nie musimy wybierać, bo możemy mieć to, co najlepsze z obu światów”. Bo najnowszy produkt marki S.M.S.L ma być ofertą dla tych, którzy chcą mieć przetwornik cyfrowo-analogowy, ale chcą również mieć możliwość odtwarzania płyt CD na tym samym urządzeniu. A to dlatego, że PL200 posiada transport CD, wykorzystujący specjalnie opracowany system serwa P.A.S.S. (Precision Access Servo System) mający charakteryzować się „szybkim działaniem i wysoką odpornością na błędy odczytu”. Jedną ważniejszych cech urządzenia jest również obecność dekodera MQA.

PL200 jest więc odtwarzaczem Compact Disc. Tak naprawdę, jeślibyśmy byli dokładni, należałoby powiedzieć, że to odtwarzacz MQA-CD, ponieważ z kompatybilnością idziemy w dół i zaczynamy od najwyższego wspólnego mianownika; podobnie odtwarzacze z dekoderem HDCD powinny się nazywać odtwarzaczami HDCD, a nie CD, podobnie jak odtwarzacze SACD nie są odtwarzaczami SACD/CD czy CD/SACD, a po prostu SACD. Ale – niech będzie.

WYGLĄD • Urządzenie jest maleńkie, ponieważ S.M.S.L celuje w rynek urządzeń „biurkowych”. W jego ofercie odtwarzacz byłby więc uzupełnieniem wzmacniacza zintegrowanego AO200 (test → TUTAJ). Mierzy zaledwie 200 x 42 x 175 mm i waży niespełna 2 kg, jest więc maleńki. Jego wykonanie jest znakomite i być może dlatego małe rozmiary działają na jego korzyść – odtwarzacz wygląda naprawdę kozacko.

Zawdzięcza to zarówno wyjątkowo precyzyjnemu wykonaniu, obudowa wykonana jest z frezowanego aluminium, jak i wyborowi producenta dotyczącego ładowania płyty – to klasyczny odtwarzacz typu top-loader. Czyli taki, w którym płytę kładziemy od góry od razu na osi silnika, bez pośrednictwa szuflady. Krążek dociskamy małym kółeczkiem z aluminium, a całość zakrywamy dużą pokrywą, również z aluminium. Identyczny sposób ładowania płyty, choć przy użyciu innych materiałów, można znaleźć w odtwarzaczach firmy Ayon Audio, w tym w używanym przeze mnie modelu CD-35 HF Edition. Dzięki takiemu rozwiązaniu, i mówię to z własnego, wieloletniego doświadczenia, odtwarzanie płyt wykorzystuje fizyczność medium, jest bardzo sensualne.

Pokrywa i docisk są niziutkie, chodziło o zachowanie formy urządzenia, ale nie są przez to zbyt łatwe w obsłudze. Osoby o nieco grubszych palcach mogą mieć problem z ich obsługą. Przydałyby się więc moletowania na ich krawędziach albo gumowe ringi, które zapobiegałyby wysuwaniu się tych elementów z rąk. Już jednak sterowanie odtwarzaniem płyt jest wygodne i naprawdę fajne. Służą temu cztery przyciski na górnej ściance, o których producent mówi „fortepianowe”, ponieważ rzeczywiście przypominają klawisze tego instrumentu. Na stronie internetowej firmy można nawet znaleźć żarcik o tym, że w wolnym czasie przyciski o których mowa mogą służyć do nadawania alfabetem Morse’a :) Do kompletu otrzymujemy jednak również plastikowy, ale nawet poręczny, pilot zdalnego sterowania.

Pośrodku znalazła się gałka. Element to dla odtwarzaczy CD nietypowy, jednak tutaj uzasadniony. Gałka w PL200 służy bowiem zarówno do poruszania się po menu urządzenia, jak i do zmiany siły głosu zarówno na wyjściu słuchawkowym, jak i analogowym; to ostatnie możemy w menu ustawić też na wyjście stałe z napięciem 3,75 V (gniazda XLR). Gałką włączymy też zasilanie i je wyłączymy.

Po jej lewej stronie, na czarnej części frontu (cała pozostała powierzchnia jest srebrna, niestety nie ma czarnej wersji), znalazł się sporej wielkości wyświetlacz typu IPS (In-Plane Switching). Choć jego wskazania są białe, to jest to wyświetlacz kolorowy. Dostrzeżemy to, kiedy obok ładnego loga MQA zapali się niebieski lub zielony punkcik, informujący o tym, jaki to typ pliku MQA, a także kiedy wejdziemy do menu, gdzie wybór zatwierdzamy pomarańczowymi kwadracikami. Szkoda, że przy odtwarzaniu płyt CD nie wyświetla się ich logotyp, a jedynie nudne ‘PCM’. Wyświetlacz został pokryty nie akrylem, a płytką z hartowanego szkła.

FUNKCJONALNOŚĆ • PL200 jest zarówno odtwarzaczem Compact Disc, jak i odtwarzaczem płyt MQA-CD. Co więcej, urządzenie może pracować również jako przetwornik cyfrowo-analogowy. Oferuje on asynchroniczne wejście USB-C, które przyjmuje sygnał cyfrowy wysokiej rozdzielczości aż do PCM 768 kHz i DSD512 włącznie i przez które prześlemy również sygnał MQA, na przykład z serwisu Tidal. I może, wreszcie, pracować jako DAC lub odtwarzacz CD z przedwzmacniaczem; regulacja siły głosu odbywa się w domenie cyfrowej.

To nie koniec. Widoczna z tyłu antenka jest częścią odbiornika Bluetooth (5.1). To jeden z nowszych dekoderów firmy Qualcom, dzięki któremu odbierzemy sygnały zakodowane w SBC, AAC, aptX, aptX HD i LDAC, a więc wysokiej rozdzielczości (24/96). Firma pisze:

Tak szeroki i unikalny zestaw funkcji sprawia, że najnowsza propozycja będzie ciekawym kąskiem dla wszystkich, którzy chcą mieć bardzo dobry odtwarzacz CD nie rezygnując z szerokiej funkcjonalności nowoczesnego DAC-a i łączności Bluetooth z kodekami w najnowszych standardach.

I jest jeszcze coś, co okazało się wyjątkowo udanym dodatkiem – wzmacniacz słuchawkowy. Jego gniazdo umieszczono z tyłu, aby nie zaburzać czystego frontu, ale nie miałem z tym większego problemu. Sygnał wysyłany jest przez gniazdo typu TRS (duży jack) o średnicy ø 6,3 mm. Wzmacniacz ma moc 1 W na kanał przy obciążeniu 32 Ω, czyli sporo. Jego konstrukcja została oparta o autorski i opatentowany układ o akronimie PLFC (Precision Linear Feedback Circuit) zapewniający nie tylko – jak pisze producent – „niezwykle niskie zniekształcenia”, ale też „czyste, naturalne i organiczne brzmienie znane z dedykowanych, zewnętrznych wzmacniaczy słuchawkowych”. Jego podstawą jest układ scalony Texas Instruments TPA6120A2.

Na zewnątrz sygnał liniowy wyślemy zarówno gniazdami niebalansowanymi RCA, jak i zbalansowanymi XLR. Możemy też skorzystać z wyjść cyfrowych, RCA i Toslink, co ma sens – mechanika odtwarzacza jest bowiem z wysokiej półki – o czym za chwilę. Teraz powiedzmy jeszcze, że w menu możemy zmienić wiele parametrów urządzenia, jak filtr cyfrowy, oversampling, wzmocnienie dla wyjścia słuchawkowego, aktywne wyjścia itd.

TECHNIKA • Wspomnieliśmy o mechanice – nieprzypadkowo. Jej górna część otrzymała płytkę z włókna węglowego, charakterystyczną dla najnowszych transportów CD-Pro8 zaprojektowanych przez austriacką firmę StreamUnlimited Engineering. Znajdziemy go odtwarzaczach firmy Pro-Ject, która współuczestniczyła w ich powstaniu (więcej → TUTAJ), jak i Gryphona (więcej → TUTAJ) czy Ancient Audio (test → TUTAJ).

Firma ta zaprojektowała własne serwo, ale nie wykonuje mechaniki – to zbyt złożony proces, nawet jak dla takiego specjalisty. Ich fizyczną produkcją zajmuje się jedna z tajwańskich firm (ASA Tech). W ofercie Austriaków są trzy różne wersje mechaniki, jednak ta w PL200 wydaje się nieco od nich różnić. Przede wszystkim tym, że nie ma odlewanego korpusu, ma też nieco inny kształt nakładki z włókna węglowego i plastikowy, a nie metalowy talerzyk, na którym kładziemy płytę. Już jednak sanki i wózek z optyką wyglądają identycznie jak DM-3381 Pro, czyli moduł stosowany w CD- Pro8.

Co by nie mówić, to wysokiej klasy mechanika. W dodatku sterowana napisanym przez firmę oprogramowaniem, nazwanym przez nią P.A.S.S. Precision Access Servo System ma charakteryzować się „szybkim działaniem i wysoką odpornością na błędy odczytu”. Zastosowany w PL200 napęd CD osadzono na izolatorach antywibracyjnych.

Równie highendowe, nie ma co owijać w bawełnę, są użyte przez producenta kości przetwornika cyfrowo-analogowego: to topowe układy firmy Asahi Kasei Microdevices (AKM), model Verita AK4499EX. Poza urządzeniami z Chin spotykamy je w bardzo drogich produktach, a tutaj mamy aż dwie takie kości, po jednej na kanał. Jak pisaliśmy w nowościach, po raz pierwszy pokazano go na targach IPS/HIGH END 2022 w Monachium, jest więc nowym produktem. Ich cechą szczególną jest wbudowany dekoder MQA (więcej o układzie → TUTAJ). Na wyjściu pracują układy scalone OPA1611.

Sekcja cyfrowa taktowana jest przez autorski systemie zegara CK-03, który gwarantuje, jak czytamy, bardzo niski poziom jittera. A dodatkowa pętla PLL ma jeszcze bardziej obniżać tego typu zniekształcenia z sygnałów cyfrowych podawanych na wejścia S/PDIF i TOSlink. Zasilanie zapewnia maleńki układ impulsowy, ale – jak zapewnia producent – jest to układ z wysokiej półki. Szkoda, że odtwarzacz nie ma gniazda dla zewnętrznego zasilacza 12 V.

Jednym słowem – high-end w dobrym wydaniu za zupełnie nie highendowe pieniądze.

ODSŁUCH

JAK SŁUCHALIŚMY • Odtwarzacz S.M.S.L PL200 testowany był w systemie referencyjnym HIGH FIDELITY. Stanął on na górnej, węglowej półce stolika Finite Elemente Pagode Edition Mk II na swoich nóżkach. Jego brzmienie porównywane było do odtwarzacza SACD AYON AUDIO CD-35 HF EDITION oraz odtwarzacza plików Lumin T3.

PL200 połączony był z przedwzmacniaczem Ayon Audio Spheris III kablami niezbalansowanymi Crystal Cable Absolute Dream. Jedną z cech urządzeń Ayre jest zbalansowany tor sygnału i zapewne w pełni zbalansowanym systemie warto by było wypróbować również i tę opcję. System HIGH FIDELITY gra jednak lepiej połączony kablami RCA, dlatego zdecydowałem się na taki układ. Zasilanie dla PL200 dostarczał kabel Harmonix X-DC350M2R Improved-Version.

⸜ Płyty użyte w teście | wybór

COMPACT DISC
⸜ CZESŁAW NIEMEN, Niemen Aerolit, Polskie Nagrania MUZA/Polskie Nagrania | Warner Music Poland 50541 9 79358 9 3, „Polskie Nagrania catalogue selections – Limited Edition SACD Hybrid” ˻ SERIA 4 ˺, SACD/CD (1975/2024), recenzja → TUTAJ.
⸜ MICHAEL JACKSON, Thriller, Epic/Mobile Fidelity Sound Lab UDSACD 2251, seria „Original Master Recording, Ultradisc II”, SACD/CD (1982/2022).
⸜ HAPPY END (はっぴいえんど), Hapy End, URC Records/Sony Music Labels MHCL 30914, BSCD2 (1970/2023).
⸜ BILLIE EILISH, When We All Fall Asleep, Where Do We Go?, Darkroom | Interscope Records/Universal International UICS-9161, “7” mini LP”, CD (2019), więcej → TUTAJ.
⸜ BILLIE HOLIDAY, Jazz at the Philharmonic, Clef Records/UMG Recordings UCCV-9476, „David Stone Martin 10 inch Collector's Selection”, SHM-CD (1945, 1946/2013).

MQA-CD
⸜ VARIOUS, Jazz Hi-Res CD Sampler. Jazz, Universal Music LLC UCCU-40126/7, CD + MQA-CD (2018).
⸜ VARIOUS, Jazz Hi-Res CD Sampler. Rock & Pops, Universal Music LLC UCCU-40217/8, CD + MQA-CD (2018).
⸜ VARIOUS, 2L - the MQA experience, 2L-MQA-CD-2021 (2021).

»«

ZALEDWIE WCZORAJ WICIU, członek Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego, napisał na czacie grupy, że słucha właśnie nowej wersji płyty Niemen Aerolit, czyli z remasterem Damiana Lipińskiego, i że czuje się, jakby słuchał płyty LP w latach 70. Jak mówi, wprawdzie można w tej muzyce odnaleźć fascynację Mahavishnu Orchestra, ale że – o ile dobrze zrozumiałem – są to dobre skojarzenia i że jest to jedna z ciekawszych płyt CZESŁAWA NIEMENA. Też tak uważam.

Słuchana za pośrednictwem odtwarzacza PL200 zabrzmiała w dokładnie taki sam sposób, to znaczy ciemno, gęsto, nisko. Nie ma tu zbyt dużo wyższej góry, co Damian świetnie uchwycił, ale też dzieje się na tej płycie mnóstwo rzeczy, nie mamy czasu się nudzić. Również kiedy, jak w ˻ 2 ˺ Pielgrzymie mamy do czynienia z elektroniką i wokalem. Odtwarzacz z Chin wspaniale, naprawdę znakomicie to uchwycił.

Głos Niemena był duży, z wyraźnym echem w lewym kanale, z ładną głębią i opanowanym wyższym środkiem pasma, to jest rozdzielczym, ale nie jasnym. A kiedy w prawym kanale, co jakiś czas, odzywa się Mellotron, to ma on wagę, niemalże czujemy jego grawitacyjne ciążenie. Testowany odtwarzacz, choć przecież niedrogie urządzenie, pokazał te rzeczy bez wysiłku, spokojnie, jakby całe życie „robił” w high-endzie. I nawet słyszalny czasem pod spodem, pod instrumentami, przydźwięk, którego Damian – na szczęście – nie wyeliminował agresywnym „czyszczeniem”, dodaje całości smaku.

Tak więc mamy niski, gęsty dźwięk o wysokiej rozdzielczości. To także dźwięk o mocnym i gęstym basie. Mamy w audio taką zasadę, że duży sprzęt do duży dźwięk, a duży dźwięk budowany jest przez energię i głębokość niskich tonów. To dlatego sięgamy po duże, mocne wzmacniacze, cieszymy się widząc przerośnięte zasilacze i uśmiechamy się na sam widok solidnej, dużej obudowy. Cóż, PL200 jest wyjątkiem od tej reguły.

Dlatego też, kiedy na początku w ˻ 5 ˺ Beat It, utworu pochodzącego z – wszyscy wiemy, ale dla porządku – płyty Thriller MICHAELA JACKSONA uderza syntezator, trochę jak dzwony katedry, ale katedry z końca XX wieku, a więc zdekonstruowanej, to słychać go w naprawdę duży, mocny sposób. Wchodząca zaraz potem solówka Eddiego Van Halena podtrzymuje tę iluzję pełni i „katedralnego” pogłosu, bo jest masywna i po prostu – duża.

Potwierdza się przy tym to, o czym mówiłem na początku: chiński odtwarzacz tonuje wysokie tony stawiając wszystko na jednej szali, dociążając środek pasma i jego dół. Lubię to, och, jak ja to lubię! To nie jest neutralne brzmienie, żeby była jasność. Przywołany powyżej Damian Lipiński pewnie nie poznałby brzmienia przygotowanej przez siebie płyty, a to dlatego że lubi otwarte, mocne granie, które zapewniają mu aktywne kolumny APL, z których korzysta.

Dla mnie było to jednak coś, czego szukam w muzyce: emocje, flow, płynność, spójność. To elementy, które w tzw. „dźwięku cyfrowym” są niesłychanie pożądane i które – uwaga – są immanentną częścią formatów cyfrowych, tyle że zdecydowanie zbyt rzadko realizowaną. To dlatego Billie Jean, na płycie Jacksona znajdujący się pod numerem ˻ 6 ˺, „popłynął” gładko, zachowując przy tym doskonały rytm.

Niskie tony tego odtwarzacza są bowiem czymś, co przykuje uwagę słuchającego od samego początku, już od pierwszych kilku sekund. Dlatego też nie mogłem się powstrzymać, aby nie sięgnąć po jeszcze jedną, po Niemenie, płytę z lat 70. – doskonały debiut japońskiej formacji HAPPY END. Zremasterowana przez świetne studio Mixer’s Lab i wydana w 2023 na krążku BSCD 2 (Blu-Spec CD2), zabrzmiała fenomenalnie! Naprawdę i bez przesady. Była gęstość, była doskonała rozdzielczość, było też poczucie obcowania z muzyką, a wręcz muzykami w studiu w momencie „stawania się” dźwięków.

| Nasze płyty

⸜ HAPPY END (はっぴいえんど) Hapy End (はっぴいえんど)

URC Records/Sony Music Labels MHCL 30914
BSCD2 ⸜ 1970/2023

W ŚWIECIE MAŁO ZNANY, JEŚLI W OGÓLE, w Japonii zespół Happy End (jap. はっぴいえんど, Happī Endo) cieszy się statusem zespołu „kultowego”. I to bez przesady. Mimo że działał bardzo krótko, bo pomiędzy 1969 i 1972 rokiem i wydał zaledwie trzy studyjne albumy, po czym rozwiązał się 31 grudnia 1972 roku, czyli jeszcze przed ukazaniem się finalnego tytułu, noszącego tytuł Hapy End (w alfabecie łacińskim).

Powodem zakończenia działalności była niezgoda na „zamknięcie” artystów w amerykańskim sposobie widzenia ich twórczości. Finalny album nagrywany był bowiem w Los Angeles pod okiem Van Dyke’a Parksa, znanego głównie ze współpracy z Brianem Wilsonem i grupą Beach Boys, a który chciał, aby muzycy śpiewali w języku angielskim. Muzycy nie mogli się z tym zgodzić – zespół był pionierem japońskiego rocka śpiewanego po japońsku.

Przełom lat 60. i 70. to był czas, w którym przez prasę muzyczną (i nie tylko) w Japonii przetoczyła się debata znana pod nazwą Japanese-language rock controversy (日本語ロック論争, Nihongo Rokku Ronsō). Chodziło o ustalenie, czy jest szansa zaistnieć na szerokim rynku muzycznym z muzyką rockową śpiewaną w rodzimym języku – wcześniej wszystkie zachodnie gatunki muzyczne miały słowa w języku angielskim. Sukces debiutu zespołu Happy End zakończył ją dowodząc, że można i że się da. Do najsłynniejszych zespołów, które podążyły tą drogą Wikipedia zalicza zespoły rockowe Carol, RC Succession i Funny Company, a wśród muzyków grających folk wymienia Tulip, Banban, Garo i Yosui Inoue.

Hapy End jest uważany za jeden z najlepszych albumów japońskiej muzyki folk-rockowej, mimo że przyniósł muzykę zarówno z tego kręgu, jak i awangardowe rozwiązania, które posłużyły innym wykonawcom jako przewodnik i podręcznik. Julian Cope, angielski muzyk i autor książki Japrocksampler, w której opisuje powojenne losy muzyki rockowej w Kraju Kwitnącej Wiśni, zaliczył ją do najlepszych płyt zespołu, porównując jego grę do grupy Crosby, Stills, Nash & Young.

Wersja o której mowa tym razem ukazała się w 2023 roku na płycie Blu-spec CD2. URC Records (Underground Record Club), eksperymentalna wytwórnia, w której płyta się ukazała, należy obecnie do Sony Music Labels, a Blu-Spec i BSCD2 to jej opracowania (więcej → TUTAJ). Ze względu na napis na okładce płyta znana jest również pod tytułem Yudemen (ゆでめん).

To ładny box z grubą książeczką i płytą w klasycznym pudełku jewelbox. Materiał na płytę został na nowo zremasterowany przez ISAO KIKUCHI ze studia Mixer’s Lab; za transfer cyfrowy z analogowej taśmy „master” odpowiadał z kolei Tetsuia Naito z Sony Music Studios Tokyo. Studio to dysponuje magnetofonem STUDER A-820 i nagrywa materiał w DAW-ie Pro Tools HD. Oprócz podstawowych jedenastu utworów otrzymujemy również dwa dodatkowe, a właściwie dwa inne podejścia do dwóch utworów z podstawowego programu.

Powiem krótko: to jest zaje…sta płyta! Dźwiękowo, to raz, w czym przypomina mi wydawnictwa Three Blind Mice, ale przede wszystkim muzycznie. Co za gitary, co za syntezatory! Świetne wokale i mocna, dynamiczna perkusja z gęstym, niskim basem podkreślają motorykę kolejnych piosenek. Nagrania z tego krążka mają fantastyczne harmonie i niesamowity klimat. Moja córka, która przelotnie rzuciła na nie uchem powiedziała, że brzmią – jak dla mniej – bardzo nowocześnie. W tym sensie, że choć mają klimat lat 70., to nie są „stare”, że tak powiem, nie są muzealnym artefaktem o którym warto mówić, ale którego niekoniecznie trzeba słuchać. Gorąco polecam!

www.SME.co.jp

ŻEBYŚMY SIĘ JEDNAK DOBRZE zrozumieli: to nie jest dźwięk, który wszystkim się spodoba. Wiedząc, czego ludzie szukają powiedziałbym nawet, że spodoba się mniejszej mniejszości. Nie dlatego że coś w nim jest nie tak, a dlatego, że rynek audio jest, moim zdaniem, nie do końca skalibrowany. Niby wszyscy mówimy o tym samym, to jest o neutralności, czystości itp., a jednak każdy z nas myśli o czymś innym. I dobrze, to normalne, każdy z nas słyszy inaczej. Ale już interpretacja tego, co słyszymy mogłaby być, jak mi się wydaje, bardziej spójna i bardziej – a, niech będzie – po „mojemu”.

A to znaczy: nisko, gęsto i rozdzielczo, z doskonałym różnicowaniem (niektórzy mówią o nim „kontrastowanie”). Na żywo dźwięk jest jaśniejszy i bardziej dobitny. Tyle, że nie słuchamy przecież dźwięku na żywo. Nie słuchamy dźwięku w sali koncertowej, ani nawet na wolnej przestrzeni, gdzie się w specyficzny sposób robi miękki i „fizjologiczny”. A do tego dochodzi przecież zmysł wzroku, który decyduje o 80% tego, jak coś słyszymy, takie życie. Przy odsłuchu zarejestrowanego dźwięku musimy te przeszkody ominąć i najlepiej zrobić to tak, jak robi to PL200.

Bo, kiedy w ˻ 4 ˺ Tobenai Sora (飛べない空, Unflyable Sky) w lewym kanale słychać tamburyn, to jest on z testowanym odtwarzaczem zarówno wyraźny, jak i lekko wycofany. Słychać, że był dość blisko mikrofonu, ale także, że producenci nie dopuścili do dominacji jego dźwięku i że ważniejszy był dźwięk syntezatorów pod spodem, brzmienie gitar itd. To dlatego dźwięk tej płyty tak mnie zachwycił – był z jednej strony bardzo „direct”, a z drugiej „wyprodukowany”, czyli był artystyczną propozycją, a nie przypadkową rejestracją dźwięków.

Wróćmy jednak do meritum. Odtwarzacz S.M.S.L potrafi wpompować do pokoju sporo powietrza. Robi to, oczywiście, za pomocą wzmacniacza i kolumn, ale – jak to mówi firma Linn – to źródło jest u początku wszystkiego. Ale właśnie dlatego tak mi przypadło do gustu to, co słyszałem z testowanego odtwarzacza, dlatego tak dobrze słuchało mi się każdej, ale to każdej muzyki, po którą sięgałem, czy to były wspomniane płyty, czy BILLIE EILISH z When We All Fall Asleep, Where Do We Go?, ale i Jazz at the Philharmonic BILLIE HOLIDAY.

Ta druga, króciutka, trwająca zaledwie nieco ponad 23 minuty, złożona z trzech fragmentów występów z lat 1945 i 1946, zabrzmiała w skupiony i głęboki sposób. Już wcześniej słyszałem, że testowany odtwarzacz składa przekaz w takiego typu orgiami, że widzimy całość, wiemy, że jest tam mnóstwo zgięć i płaszczyzn, ale nie do końca jesteśmy w stanie powiedzieć, gdzie są i pod jakim kątem je widzimy. Najważniejsza jest idea stojąca za daną figurką.

Tutaj było podobnie. Muzyka była wszystkim i słuchałem właśnie jej, a nie dźwięków. To dlatego mówiłem wcześniej o potrzebie reorientacji dużej części środowiska audiofilskiego – z szukania detali na szukanie emocji. Z PL200 dostaniemy je z łatwością. Nie będzie to może najbardziej detaliczny dźwięk, jaki możemy dobie wymyślić, ani nawet jakoś szczególnie selektywny. Detale w tym dźwięku są, jest ich mnóstwo, ale to raczej informacje o dźwięku niż izolowane „wyspy dźwięków”. Dlatego też ogarniamy całość, a nie wgłębiamy się w mechanikę przekazu.

MQA-CD • Jedną z ciekawszych opcji, jaką oferuje testowany odtwarzacz jest dekodowanie sygnału MQA z płyt MQA-CD, czyli wyglądających jak Compact Disc, odtwarzanych na odtwarzaczach CD jako CD, ale z odpowiednim sprzętem „rozpakowywanymi” do sygnału wysokiej rozdzielczości.

Porównanie, które wykonałem przy pomocy dwóch samplerów wydanych przez japoński wytwórni oddział Universal Music wraz z firmą Memory Tech, która te płyty przygotowuje, pokazał, że wersje MQA-CD brzmią jaśniej, że więcej jest w nich energii wysokich tonów. Balans tonalny wciąż oparty był na środku pasma, ale teraz słyszałem więcej wszystkiego, że tak powiem, dlatego całość była żywsza.

Ale też lekko zamaskowane było to, o czym piałem wcześniej, czyli nasycenie niskiego środka i zagęszczenie basu. Te był wyraźniejszy i bardziej punktowy, tyle że już nie tak niski. Za każdym razem, kiedy przechodziłem z jednej wersji na drugą musiałem się przez chwilę aklimatyzować, zanim zaczynałem słuchać muzyki, a nie dźwięków. Po jakimś czasie zacząłem jednak doceniać to, co oferują płyty MQA-CD i z szacunkiem podchodzić do kolejnych tytułów. Mimo że w długich odsłuchach wolałem brzmienie „regularnych” płyt CD, to jedna płyta, a nawet kilka utworów wysłuchanych z wersji hi-res dawały mi „kopa” energetycznego, co też było bardzo fajne.

Z drugiej strony płyty CD pokazywały bliski pierwszy plan i wydawały się bardziej wypełnione. Wydaje się, że to dlatego że dynamika w skali makro była z nimi nieco niższa. Płyty MQA-CD lekko oddalały dźwięki znajdujące się na linii łączącej kolumny, jak głos JOÃO GILBERTO i jego żony Astrud z utworu The Girl from Ipanema, zamieszczonego na wspomnianym samplerze pod numerem ˻ 3 ˺, a CD pokazywały go w namacalny sposób. Mam więc wrażenie, że najbardziej na MQA-CD zyskują nagrania muzyki klasycznej, jak te grane z samplera 2L - the MQA experience, ponieważ dostajemy z nimi oddech i dużą skalę także w dalszych planach.

FILTRY CYFROWE • Odtwarzacz w teście oferuje sześć filtrów cyfrowych, opracowanych przez producenta kości D/A, firmę Asahi Kasei Microdevices (AKM). Różnice w dźwięku między nimi są całkiem wyraźne, choć nie zmieniają podstawowej struktury tego dźwięku. Różnice między nimi sprowadzają się do tego, jak głębokie jest brzmienie. Po kilku próbach ustaliłem, że „moim” filtrem jest „Super Slow”. Dawał on najgłębszy dźwięk, przy tym z mocno nasyconym środkiem pasma. Wysokie tony z kilkoma innymi filtrami są mocniejsze, ale nie mają tego wyrafinowania, co z wybranym przeze mnie.

Druga grupa filtrów, nazwana przez producenta „Sound Colour”, a która jest układem retaktującym sygnał (5,6 MHz, dwa tryby, lub 11,2896 MHz, dwa tryby), przynosi mniejsze zmiany, ale dopełniają one wybory dokonane w sekcji poprzednich filtrów. Tym razem chodzi głównie o skupienie dźwięku i o długość wybrzmień. Po kilku próbach wybrałem „Sound 4 (11M)”, a to ze względu na najbardziej „analogowe”, czyli głębokie i naturalne brzmienie. Wraz z „Super Slow” dał dźwięk, o którym pisałem powyżej.

SŁUCHAWKI • I są jeszcze słuchawki. Muszę powiedzieć, że to od nich zacząłem odsłuch tego urządzenia, ponieważ PL200 idealnie wpasował się w wielkość stoliczka stojącego po mojej prawej stronie w czasie, kiedy korzystam z laptopa.

Początkowe próby były rozczarowujące. Czy to ze słuchawkami planarnymi HiFiMAN HE-1000 v2 czy dynamicznymi Sennheiser HD-800, czy też z dokanałowymi Leema Ears Pneuma. Dźwięk był jazgotliwy i jakiś taki odpychający. Po kilku próbach odpuściłem sobie, gotowy spakować odtwarzacz i odesłać go do dystrybutora z przeprosinami, że nie będę go testował. Tak się jednak złożyło, że zostawiłem PL200 włączony przez całą noc i rano dałem mu ostatnią szansę. Mój Boże, co za zmiana! Wszystko o czym mówiłem powyżej zniknęło, a został pełny, gęsty dźwięk.

Dla pewności powtórzyłem ten eksperyment jeszcze dwa razy i jego wynik był taki sam. Okazuje się, że chiński odtwarzacz wymaga długiego „rozruchu” i że jego podzespoły muszą nabrać odpowiedniej temperatury, aby dostać to, o czym piszę. Od tamtego czasu słucham go codziennie, po kilka godzin, właśnie na słuchawkach, Jego wzmacniacz preferuje łatwiejsze obciążenie słuchawek dynamicznych i tego bym się trzymał.

Beyerdynamiki, Sennheisery, czy – jak w moim przypadku – Leema Ears to będzie dobry wybór. Wzmacniacz słuchawkowy jest w nim maleńki, ale bardzo ładny barwowo i dynamiczny, daje też duży dźwięk. Rozdzielczość nie jest tak dobra jak z w systemie referencyjnym z kolumnami, ale jakości to nie przeszkadzało. Nie widzę więc powodu, aby kupować do niego zewnętrzny wzmacniacz słuchawkowy, chyba że chcemy wydać ponad 5000 tysięcy złotych.

Podsumowanie

AŻ NIE WIEM, JAK ZACZĄĆ podsumowanie, żeby nie wyjść na podpalonego idiotę. Spróbujmy w ten sposób: PL200 jest dla mnie jednym z największych odkryć i zaskoczeń ostatnich miesięcy. Za śmieszne pieniądze dostajemy topowy transport i topowe przetworniki w znakomitej obudowie i z wysokiej klasy podzespołami oraz komponentami. A do tego jest to top-loader z wejściem USB z górnej półki i dekoderem MQA.

Jego dźwięk jest duży gęsty i niski. Jest też znakomicie dynamiczny. PL200 brzmi znakomicie przez wyjścia liniowe, ale i jego wzmacniacz słuchawkowy jest wysokiej próby. Wszystko się w nim złożyło w coś, co daje niesamowicie satysfakcjonujący przekaz, w którym nie walczymy z płytami, a się z nimi zaprzyjaźniamy. To dzięki niemu przesłuchałem ostatnio dla przyjemności, bez związku z pracą, więcej srebrnych krążków niż przez wiele poprzednich miesięcy.

Wiem, że chińskie produkty to trudny temat, zarówno jeśli chodzi o politykę, gospodarkę, prawa człowieka itd. Dopóki jednak zupełnie się nie odetniemy od produktów pochodzących z Kraju Środka, a to niemożliwe, nie bądźmy hipokrytami i przyznajmy, że to ważna część współczesnego świata. A PL200 pokazuje, co można zrobić mając środki, wiedzę i muzyczne wyczucie, którego twórcom tego odtwarzacza nie brakuje. Wręcz czuć ich pasję i zaangażowanie, kiedy kładziemy kolejną płytę, dociskamy ją krążkiem i zamykamy pokrywą, naciskając przycisk ‘Play’. Potem dzieje się magia. Od nas wyróżnienie ˻ RED FINGERPRINT ˺.

Dane techniczne (wg producenta)

Odtwarzane typy płyt: CD, CD-R/RW, MQA-CD
Zakres dynamiki: XLR – 132 dB, RCA – 127 dB
SNR: XLR – 132 dB, RCA – 127 dB
Maksymalna moc wyjściowa dla słuchawek: 1 W/ 32 Ω
Wejście USB: USB2.0, asynchroniczne
Częstotliwość próbkowania wejścia USB: PCM 44,1 – 768 kHz, DSD 2,8224 – 22,5792 MHz
Bluetooth: 5.1, obsługa SBC, AAC, aptX, aptX HD, LDAC
Pobór mocy (praca/czuwanie): 10/<0,5 W
Wymiary (szer. x wys. x gł.): 200 x 42 x 175 mm
Masa: 1,7 kg

Dystrybucja w Polsce

MULTIMEDIA INTELLIGENT PRODUCTS


ul. Działdowska 12/MIP
01-184 Warszawa ⸜ POLSKA

MIP.biz.pl

Test powstał według wytycznych przyjętych przez Association of International Audiophile Publications, międzynarodowe stowarzyszenie prasy audio dbające o standardy etyczne i zawodowe w naszej branży; HIGH FIDELITY jest jego członkiem-założycielem. Więcej o stowarzyszeniu i tworzących go tytułach → TUTAJ.

www.AIAP-online.org

  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl
  • HighFidelity.pl


System referencyjny 2024

Interkonekt: przedwzmacniacz


˻ 1 ˺ Kolumny: HARBETH M40.1 • → TEST
˻ 2 ˺ Podstawki: ACOUSTIC REVIVE (custom)
˻ 3 ˺ Przedwzmacniacz: AYON AUDIO Spheris III • → TEST
˻ 4 ˺ Odtwarzacz Super Audio CD: AYON AUDIO CD-35 HF Edition No. 01/50 • → TEST
˻ 5 ˺ Wzmacniacz mocy: SOULUTION 710
˻ 6 ˺ Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II więcej → TUTAJ
˻ 7 ˺ Filtr głośnikowy: SPEC REAL-SOUND PROCESSOR RSP-AZ9EX (prototyp) • → TEST

Okablowanie

Interkonekt: SACD → przedwzmacniacz - SILTECH Triple Crown (1 m) • → TEST
Interkonekt: przedwzmacniacz → wzmacniacz mocy -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ
Odtwarzacz plików → przedwzmacniacz -SILTECH ROYAL SINGLE CROWN • test → TUTAJ
Kable głośnikowe: SILTECH Triple Crown (2,5 m) |ARTYKUŁ|

Zasilanie

Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → odtwarzacz SACD - SILTECH Triple Crown (2 m) • → TEST
Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → wzmacniacz mocy - ACROLINK Mexcel 7N-PC9500 • → TEST
Kabel zasilający AC: listwa zasilająca AC → przedwzmacniacz - ACOUSTIC REVIVE Power Reference Triple-C (2 m) • → TEST

Kabel zasilający: gniazdko ścienne → listwa zasilająca AC - ACROLINK Mexcel 7N-PC9500 (2 m) • → TEST
Listwa zasilająca: AC Acoustic Revive RTP-4eu ULTIMATE • → TEST

Elementy antywibracyjne

⸜ Podstawki pod kolumny: ACOUSTIC REVIVE (custom)
⸜ Stolik: FINITE ELEMENTE Master Reference Pagode Edition Mk II • więcej → TUTAJ
⸜ Platforma antywibracyjna (pod listwą zasilającą AC): Graphite Audio CLASSIC 100 ULTRA • więcej → TUTAJ
⸜ Nóżki antywibracyjne (przedwzmacniacz liniowy): Pro Audio Bono PAB CERAMIC 70 UNI-FOOT • test → TUTAJ
⸜ Nóżki antywibracyjne (odtwarzacz SACD): Divine Acoustics GALILEO • test → TUTAJ
⸜ Nóżki antywibracyjne (podstawki pod kolumny): Pro Audio Bono PAB CERAMIC 60 SN • test → TUTAJ

Analog

Przedwzmacniacz gramofonowy:
  • GRANDINOTE Celio Mk IV • → TEST
  • RCM AUDIO Sensor Prelude IC • → TEST
Wkładki gramofonowe:
  • DENON DL-103 | DENON DL-103 SA • → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Destiny • test → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Zero • → TEST
  • MIYAJIMA LABORATORY Shilabe • → TEST

Docisk do płyty: PATHE WINGS Titanium PW-Ti 770 | Limited Edition


Słuchawki

Wzmacniacz słuchawkowy: Leben CS-600X • test → TUTAJ
Platforma antywibracyjna (pod wzmacniaczem): Kryna PALETTE BOARD PL-TB-Cu-TP • test → TUTAJ
Kabel zasilający (wzmacniacz): Acrolink 8N-PC8100 PERFORMANTE NERO EDIZIONE № 1/15 • więcej → TUTAJ

Słuchawki:
  • HiFiMAN HE-1000 v2 • → TEST
  • Audeze LCD-3 • → TEST
  • Sennheiser HD800
  • AKG K701 • → TEST
  • Beyerdynamic DT-990 Pro (old version) • → TEST
Kable słuchawkowe: Forza AudioWorks NOIR HYBRID HPC |MIKROTEST|