pl | en

MUZYKA ⸜ seria „Oto płyta” № 8

JUSTYNA STECZKOWSKA
Dziewczyna szamana

Wydawca:
POMATON EMI

Data wydania: 1996
Nośnik: COMPACT DISC, LP

→ WARNERMUSIC.pl

POLSKA


MUZYKA

tekst WOJCIECH PACUŁA
zdjęcia Wojciech Pacuła | mat. prasowe


No 220

1 sierpnia 2021

„Oto płyta” to seria poświęcona wyjątkowym polskim albumom muzycznym, z szczególną uwagą zwróconą na ich brzmienie i sposób wydania. W ósmym odcinku tego cyklu prezentujemy debiut Justyny Steczkowskiej, przygotowany przez topowych muzyków tamtych czasów.

ŁYTA JUSTYNY STECZKOWSKIEJ zatytułowana Dziewczyna szamana ma w polskiej wersji Wikipedii swój własny wpis. A to dlatego, że swego czasu był to jeden z najbardziej komentowanych, ocenianych i przywoływanych polskich albumów. Wykrojono z niego aż pięć singli, a dzięki sprzedaży ponad 100 000 egzemplarzy pokrył się platyną; do dzisiaj sprzedano ponad 350 000 krążków.

Płyta zdobyła pięć nagród Akademii Fonograficznej Fryderyki w kategoriach: Wokalistka roku, Fonograficzny debiut roku, Piosenka roku (Oko za oko, słowo za słowo), Płyta roku – pop, Producent muzyczny, Aranżer roku (Grzegorz Ciechowski). Osobną statuetkę otrzymali realizatorzy teledysku Oko za oko…. Płytę wydał Pomaton EMI.

Producent

KUPUJĄC ALBUM MUZYCZNY, czy też słuchając go w streamingu, jest on „podpisany” na dwa sposoby: przez wykonawcę(-ów) oraz tytuł. Czasem zwraca się uwagę na wydawcę, a wyjątkowo dociekliwi zwrócą uwagę na to, kto daną płytę nagrał. To perspektywa odbiorcy. Od drugiej jednak strony, czyli z perspektywy wydawcy, najważniejszą osobą jest zupełnie ktoś inny – producent.

RICHARD JAMES BURGESS, autor monografii The History of Music Production , w swoim opracowaniu pisze:

Produkcja muzyczna jest czymś odmiennym od – choć jest z nimi powiązana – przemysłu muzycznego, przemysłu nagraniowego i techniki nagraniowej. Produkcja muzyczna istnieje ze względu na technikę nagraniową; stała się ona zawodem pod wpływem przemysłu nagraniowego i jest powiązana z szeroko rozumianą branżą muzyczną. Producenci współuczestniczą w relacjach: kreatywnych, muzycznych, technicznych, socjoekonomicznych, biznesowych – zarówno pomiędzy dwoma partnerami, jak i między biznesem i odbiorcą – wraz ze współtwórcami, właścicielami oraz użytkownikami zarejestrowanej muzyki.

⸜ RICHARD JAMES BURGESS, The History of Music Production, s. XIII, Oxford University Press, Nowy Jork 2014.

Jak widać, zakres działania producenta jest niezwykle szeroki, a co więcej – zmieniał się w czasie. Początkowo zawód ten nie był wyodrębniony spośród innych, obecnych w studiu nagraniowym, ponieważ jego rolę pełniło wielu różnych ludzi. Z czasem zaczęło się to zmieniać i coraz częściej producent stawał się pośrednikiem między artystami i wydawcą. Po tym, jak został również doradcą w zakresie doboru repertuaru, negocjowania z jego wydawcami, jego rola znacząco wzrosła.

Przez długi czas producent nie mógł dotykać – literalnie – urządzeń nagrywających. Tym zajmował się personel studia, w tym inżynierowie realizatorzy oraz technicy. Co więcej, jak w swojej autobiografii wspomina AL SCHMITT, człowiek nagrywający TOTO, Ray’a Charlesa, Dianę Krall czy Sinatrę – żeby zatrzymać się przy kilku z brzegu – problemem było to, że producenci nie otrzymywali wynagrodzenia w zależności od sprzedaży, jak wszyscy inni, w płytę zaangażowani.

Do lat 60. byli to bowiem niemal wyłącznie producenci „firmowi” (ang. staff producers), czyli zatrudniani na etatach przez wydawnictwa. Na niezależnych producentów, których wypłata zależała będzie od nakładów płyt, czas przyjdzie dopiero w latach 70., kiedy to coraz częściej w tej roli będą występowali również sami muzycy. Schmitt mówi, że w latach 1962-1966, kiedy to był producentem wytwórni RCA, zarabiał rocznie 17 500 dolarów plus 5000 dolarów w formie bonusu. I że było to znacznie mniej niż wcześniej zarabiał jako inżynier dźwięku.

W 1967 roku, zajmując się jedenastoma artystami, doszedł do 22 000 dolarów i właśnie wtedy powiedział swojemu szefowi, że ma dość siedzenia po szesnaście godzin w pracy i że prosi o zmniejszenie liczby artystów, którymi się opiekował. Ponieważ jednak nie został wysłuchany, odszedł w połowie nagrywania albumu After Bathing at Baxter’s zespołu JEFFERSON AIRPLANE. Kiedy jego członkowie dowiedzieli się o tym, zatrudnili go jako „wolnego strzelca” i za dokończenie produkcji albumu otrzymał czek na 50 000 dolarów oraz procent od sprzedaży.

Jak widać, z czasem waga producenta rosła i ostatecznie stał się on chyba najważniejszą, często nawet ważniejszą od samych artystów, osobą pracującą nad daną płytą. W latach 70. stał się partnerem realizatora, instruując go zarówno podczas nagrania, jak i miksu. Na pewno wiedzą państwo, że jest coś takiego, jak „dźwięk własny” wielu wytwórni – na przykład ECM. I to mimo iż płyty tej ostatniej nagrywane są w różnych miejscach, przez wielu różnych ludzi, na zmieniającym się technologicznie sprzęcie. Jest to zasługa właśnie producenta, w tym przypadku szefa firmy, Manfreda Eicherta, który jest podpisany na niemal wszystkich jej krążkach, a na zdjęciach widoczny jest za stołem mikserskim, tuż obok realizatora dźwięku (więcej TUTAJ).

Z czasem producenci zaczęli też grać na rożnych instrumentach, co przyspieszyło w momencie upowszechnienia się syntezatorów, a później samplerów – podczas nagrań coraz częściej pełnił on rolę dodatkowego muzyka. Często zresztą sam był muzykiem, żeby wspomnieć FRANKA ZAPPĘ, który w połowie lat 60. przejął od swojego przyjaciela studio, zmienił jego nazwę na Studio Z i od tej pory realizował i produkował swoje albumy. Współcześnie w tym kontekście warto wymienić nazwisko MAXA MARTINA, który wykreował takie gwiazdy, jak: Britney Spears, Ariana Grande, Katy Perry i Taylor Swift.

VIRGIL MOOREFIELD uważa, że na tym etapie producent był już najważniejszą osobą w czasie nagrywania albumu, a studio stało się dla niego „instrumentem muzycznym”. W swoim opracowaniu z 2005 roku, zatytułowanym The Producer as Composer przywołuje grupę PINK FLOYD, która podczas pracy nad albumem The Dark Side of The Moon była całkowicie zanurzona w proces jego produkcji. SAMANTHA BENNETT mówi, że dla niej był to klasyczny przykład, charakterystycznego dla lat 70., „artysty świadomego procesu produkcyjnego” (ang. production-aware artist).

W Polsce, ze względu na specyficzne ukształtowanie rynku, w tym rynku muzycznego, w czasach PRL-u, czyli do 1990 roku, niezależnych producentów nie było. Na płytach nie byli w ogóle wymieniani, a czasem pisano o nich „kierownik produkcji”, czym zaznaczano ich podległość wobec wydawnictwa. Było to więc odbicie stanu branży muzycznej w USA, ale z lat 1950-1970. W latach 90. niewiele się w tym względzie zmieniło. Niezwykłym wydarzeniem było więc pojawienie się w tej roli GRZEGORZA CIECHOWSKIEGO.

Założyciel, tekściarz i kompozytor zespołu REPUBLIKA, występujący później solowo jako OBYWATEL G.C., z czasem wziął w swoje ręce nie tylko proces muzyczny, ale również realizację oraz produkcję. W roku 1996, w którym ukazał się debiut Justyny Steczkowskiej, na którym grał, do którego – pod pseudonimem Ewa Omernik – napisał wszystkie teksty i który również produkował, było to rewolucją. Tym bardziej, że Ciechowski robił to doskonale. Początkowo wcale jednak nie było pewne, czy w ogóle do tej współpracy dojdzie.

Artystka

MACIEJ CHMIEL, DZIENNIKARZ MUZYCZNY, współpracownik redakcji rozrywki Telewizji Polskiej, swego czasu mówił:

Po występie w Opolu Justyna znalazła się na równi pochyłej. Wiedzieliśmy, że jeżeli nie pojawi się ktoś, kto w sposób profesjonalny się nią zajmie to ona gdzieś zniknie. Takich dziewczyn, które były ciekawe, śpiewały w Metrze, wygrywały debiuty opolskie, mieliśmy już wiele. Polska jest krajem zmarnowanych talentów, nie chcieliśmy żeby Justyna była kolejnym.

www.POLSKIERADIO.pl, dostęp: 5.07.2020.

Autorzy Trójkowej (PRIII) audycji z 2010 roku mówią wręcz o „brutalnej rozmowie”, która odbyła się w kawiarni opolskiego amfiteatru. Rzecz w tym, że choć młoda wokalistka – miała wówczas dwadzieścia trzy lata – znana już była ze swojego czterooktawowego głosu, zaliczyła właśnie nieudany występ na 31. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, jak również niezbyt udany wyjazd do Dublina, gdzie reprezentowała Polskę na 40. Konkursie Piosenki Eurowizji. Wprawdzie w 1994 roku oczarowała jurorów w programie telewizyjnym (TVP2) Szansa na sukces, brawurowo wykonując Boskie Buenos Maanamu, to jednak jej kariera stanęła pod znakiem zapytania.

Spotkanie, zorganizowane przez Macieja Chmiela oraz producenta muzycznego Tomasza Kopcia, miało na celu „rozmówienie się” ze Steczkowską i namówienie jej do zrobienia ważnego kroku, który był jednak krokiem w nieznane. Panowie zaproponowali jej bowiem współpracę z Ciechowskim. Jak czytamy w wielu wywiadach – początkowo nie była to łatwa sytuacja dla żadnej ze stron i artyści nie mogli się do siebie przekonać. Jak mówiła, nie przepadała za Republiką i uważała, że Grzegorz Ciechowski jako producent się nie sprawdzi.

Artystka nie odebrała formalnego wykształcenia muzycznego, ponieważ po ukończeniu Państwowej Szkoły Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego tylko przez rok studiowała wiolinistykę na Akademii Muzycznej w Gdańsku, nie dostała się również do Teatru Muzycznego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni, na Wydział Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, ani na Wydział Wokalno-Aktorski Akademii Muzycznej w Gdańsku. Nikt nie ma jednak wątpliwości co do tego, że jest jedną z najważniejszych polskich wokalistek.

Jako piosenkarka zaczynała w kapelach rockowych: Wańka Wstańka, 1984 i Agressiva 69, a więc poruszała się w ciężkich, mrocznych brzmieniach. Pod swoim nazwiskiem nagrała 12 albumów studyjnych, cztery z innymi wykonawcami, jest też autorką ścieżki muzycznej do filmu Na koniec świata w reżyserii Magdaleny Łazarkiewicz i Joanny Żółkowskiej (1999). Wikipedia wylicza jej trofea: sześć statuetek Fryderyka, dwa Wiktory, nagroda Superjedynki i Bursztynowego Słowika, a także Brązowy Medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”. Jest bohaterką filmu dokumentalnego Jacka Taszakowskiego i Leszka Molskiego Justyna, opowiadającym i o jej życiu i drodze artystycznej.

Nie zapominając o talencie Steczkowskiej, jej ambicjach i o wielu ludziach, którzy jej w późniejszym okresie pomagali, trzeba jasno powiedzieć, że kariera artystki została ufundowana na współpracy z Grzegorzem Ciechowskim, który wyprodukował jej dwie pierwsze płyty, na których też zagrał, skomponował część materiału oraz napisał wszystkie teksty – oprócz Dziewczyny szamana był to, wydany w 1997 roku, album Naga. Co więcej, te dwie płyty wydają się, zarówno piszącemu te słowa, jak i większości komentatorów, jej najlepszymi artystycznie dokonaniami. Powstanie Dziewczyny… jest więc ściśle związane z liderem Republiki i nie da się herstory oddzielić zarówno od historii zespołu, jak i od samego Ciechowskiego.

Nagranie

LATA 1994-1996 BYŁY DLA LIDERA REPUBLIKI niezwykle trudne. Z jednej strony były to sukcesy artystyczne. 15 maja 1995 ukazała się płyta Republika marzeń, którą muzyk nagrał z reaktywowanym w 1990 roku zespołem. Intensywnie wspólnie koncertują, w tym w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie. Także sam Ciechowski odnosi sukcesy – w 1995 jako GRZEGORZ Z CIECHOWA nagrał album OjDADAna, zawierający oparte na elektronicznych rytmach stylizacje polskich piosenek ludowych, za którego otrzymał Fryderyka. Co więcej, jest osobą, do której zwracają się wydawcy z prośbą o produkcję nagrań ich podopiecznych.

Zaczyna się jeszcze w 1991 roku od singla Mona Mur Warsaw, a rok później ukazuje się wyprodukowany przez niego album zespołu Atrakcyjny Kazimierz i Cyganie (Prawdziwa miłość, Polton 1992). Pełnię jego talentu poznaliśmy jednak dopiero w roku 1994. Nagrywany latem w Izabelinie pod Warszawą album Gemini KASI KOWALSKIEJ rodził się w bólach – tak o jego powstaniu mówią autorzy wpisu na stronie Polskiego Radia. I dalej:

21-letnia wokalistka nie czuła chemii ani ze swoją menedżerką, ani z towarzyszącym jej w studiu zespołem. Prace wskoczyły na właściwy tor, kiedy do akcji wkroczył Grzegorz Ciechowski, zatrudniony w roli producenta. – On przyszedł i wydobył ze mnie to, co najciekawsze – twierdziła z przekonaniem Kowalska.

Ostatecznie debiutancka płyta wokalistki pokryła się podwójną platyną i wywindowała jej autorkę na szczyt popularności. Szczególnym wkładem, jaki Ciechowski wniósł do kariery Kasi, było przekonanie jej do pisania autorskich tekstów piosenek. – Równie dobrze sam mógłby napisać zdecydowanie lepsze teksty i kazać mi je zaśpiewać, ale tego nie chciał. Na pewno wiele mu zawdzięczam – mówiła Kowalska.

Producent i akuszer karier, www.POLSKIERADIO.pl, dostęp: 5.07.2020.

W tym czasie przechodzi jednak Ciechowski wyjątkowo trudny czas w życiu osobistym. Jak pisze autor biografii zespołu Republika, LESZEK GNOIŃSKI, „Grzegorz zakochał się w Ani Wędrowskiej, fance zespołu”, która jeździła za zespołem już od początku lat osiemdziesiątych. Była jedną z tych fanek, jak mówi Gnoiński, które zawsze kręciły się przy Grzegorzu, pomagały mu w opiece nad małym dzieckiem. Gdy Ciechowski związał się z Małgosią Potocką i przeprowadził do Warszawy, Anna była niemal na każde ich zawołanie: pomagała im w wychowywaniu córki, Weroniki, a potem zaczęła zajmować się domem, gotowała, sprzątała. W pewnym momencie zamieszkała z nimi.

Para zaczęła romansować, jednak kiedy w 1993 roku Wędrowska otrzymuje Zieloną Kartę, wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych. Jak mówi, chciała zniknąć, by dać Grzegorzowi przestrzeń do podjęcia najlepszej decyzji, nawet gdyby to miało oznaczać ich koniec. Pamiętacie państwo, że Republika wyjechała z koncertami do USA? – Jak się okazało, muzyk był zdeterminowany i przed wyjazdem za Ocean skontaktował się z nią. Po przylocie do USA pojechali wspólnie do Cricket Clubu, gdzie zespół miał koncertować:

„Grzegorz zapytał mnie, czy zostanę jego żoną. Totalnie się tego nie spodziewałam i powiedziałam, że muszę się zastanowić. (...) Zgodziłam się jeszcze tego samego wieczoru”. Kilkanaście dni później w Nowym Jorku wzięli nawet ślub buddyjski.

⸜ LESZEK GNOIŃSKI, Republika. Nieustanne tango, Warszawa 2016, s. 505.

W sierpniu 1994 roku, już w Polsce, wzięli oficjalny ślub, a po kilku miesiącach urodziła im się córka Helena. Zamieszkali w Kazimierzu Dolnym, gdzie w garażu muzyk budował swoje nowe studio nagraniowe – Studio GC. Nowe miejsce do nagrywania powstawało od zera.

Małgorzata Potocka, wcześniejsza partnerka Ciechowskiego, zdradę i rozstanie przeżyła w furii. Po powrocie ze Stanów pojechali do znajomych pod Warszawę, gdzie mieli sobie wszystko wyjaśnić. Po rozmowie Potocka wróciła na ulicę Puzonistów, do ich wspólnego domu, w którym muzyk miał swoje wymuskane studio nagrań. Następnego dnia wrócił do domu i on i zobaczył koniec swojego dotychczasowego życia: dom był zdewastowany. Dwa dni później to samo spotkało studio, z którego nic nie zostało. Zostawił w nim komputer z muzyką, wielośladowe taśmy-matki, nagrania wideo, cały osprzęt. Część instrumentów ocalała tylko dlatego, że nie wróciły z koncertów.

Okazało się, że jego partnerka pozbyła się wszystkich instrumentów, poza fortepianem, jak również urządzeń do nagrywania i archiwum. Gnoiński przytacza wypowiedź LESZKA KAMIŃSKIEGO, jednego z najważniejszych polskich realizatorów dźwięku i producentów, który mówił, że wiele lat później widział ten sprzęt w podwarszawskim studiu należącym do zespołu Popkultura, któremu Potocka wówczas pomagała. „Wygnanie” Ciechowskiego było więc wielostopniowe, bo trzeba pamiętać, że płyty Republiki produkowała w tym czasie M. M. Potocka Production, firma należąca do Małgorzaty Potockiej.

Dla Ciechowskiego musiał to być cios. Studio było dla niego synonimem wolności i to tam się realizował. Było jego marzeniem. Jak wspominał Paweł Kuczyński, basista, współzałożyciel Republiki, na początku drogi dla lidera grupy „ideałem byłoby, gdyby miał taką pozycję jak Niemen – mieszkał w Warszawie i pracował we własnym studiu”. Próba rekonstrukcji studia w trudnych warunkach Kazimierza Dolnego była więc swego rodzaju powstaniem z popiołów.

I waśnie z nim związana jest pewna zagadka. W książeczce do płyty Compact Disc Justyny Steczkowskiej czytamy: „nagrań dokonano między 13 listopada 1995 a 5 stycznia 1996 w studiu Hendrix w Lublinie”. Miałoby to sens. Począwszy od 1991 republiki „nadwornym” realizatorem dźwięku zespołu jest, już wspomniany, Leszek Kamiński. Jego wpływ na polską muzykę jest trudny do przecenienia, choć skalę jego talentu dobrze podsumowują Nagrody Muzyczne „Fryderyk”, kiedy jeszcze były najważniejszymi polskimi nagrodami muzycznymi – czternaście nominacji i sześć statuetek. Jeśliby pracował z wykonawcami zagranicznymi obok Fryderyków stałyby również, jestem tego pewien, nagrody Grammy.

W każdym razie, kiedy Ciechowski poprosił go o nagranie płyty Republika marzeń. Kamiński, niespodziewanie, odmówił. Jak później tłumaczył, miał „masę zamówień”, a płyty miał poumawiane z rocznym wyprzedzeniem. Nie mógł, jak mówi, stawiać Ciechowskiego przed innymi. Mimo że byli przecież przyjaciółmi. Muzyk odebrał to bardzo osobiście i przed ponad rok się do Kamińskiego nie odzywał. Nagrania dokonał więc PAWEŁ SKURA w pobliskim studiu Hendrix w Lublinie – nagrywała tam, między innymi Budka Suflera. Ponieważ chcieli powrócić do korzeni, materiał został zarejestrowany na 16-ścieżkowym magnetofonie analogowym, mimo że cyfrowe programy do nagrywania, jak Cubase i Pro Tools, były coraz szerzej dostępne.

Jak mówię, nagranie płyty Steczkowskiej w Lublinie miałoby więc sens. Tyle tylko, że co innego mówi artystka. Jak wspominała w programie radiowej „Trójki”, wydana w 1996 roku Dziewczyna szamana powstawała w przydomowym studiu Ciechowskiego w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą: „Mieszkałam po prostu u niego w domu, razem z jego rodziną. Grzegorz rano chodził do sklepu i przynosił świeże pieczywo, ser, masło. To były cudowne chwile” (www.POLSKIERADIO.pl).

Kiedy indziej zaś mówiła:

Miałam okazję zobaczyć jego życie prywatne, ponieważ kiedy mieszkałam w Kazimierzu Dolnym, powstawała płyta 'Dziewczyna Szamana'. Grzegorz widząc, że mieszkam sama w starym pensjonacie, zaprosił mnie do siebie, żebym zamieszkała z jego rodziną. On produkował na dole moje piosenki, ja na górze z jego Anią i z dziećmi bawiliśmy się, gotowałyśmy, a kiedy on wychodził na górę, na łono rodziny, ja schodziłam na dół pracować. Tak się wymienialiśmy. Pamiętam, że zawsze rano wstawał najwcześniej ze wszystkich, szedł do piekarni po świeży chleb i zawsze na śniadaniu było wszystko super świeże. Wszyscy siadaliśmy przy stole i jedliśmy śniadanie. Przypominało mi to o rodzinie, której mi wtedy brakowało, bo była bardzo daleko.

Steczkowska wzruszyła się wspominając Ciechowskiego: Dał mi rodzinę, której nie byłoi, PARTY.pl 21 grudnia 2014, dostęp: 6.07.2022.

Wydaje się, że odpowiedź na to pytanie leży w sposobie organizacji pracy, którą Ciechowski wypracował jeszcze w studiu na Puszkarskiej w Warszawie, a który kontynuował w Kazimierzu Dolnym. Muzyk w Kazimierzu pracował nad dźwiękami, loopami i sekwencjami przy pomocy programów na komputerze Atari – być może chodzi o program Cubase. Była to Mb>faza przednagraniowa i przedprodukcyjna. Leszek Biolik wspomina:

To nie było studio, to był garaż. (…) Najpierw szedłeś te trzy czy pięć kilometrów na piechotę, a potem siedziałeś siedem godzin na jakimś zydelku i czekałeś, aż twój kolega ułoży kilkusekundową sekwencję na komputerze Atari. To nie była dobra praca.

⸜ LESZEK GNOIŃSKI, ibidem, s. 514.

Wprawdzie basista mówi o powstawianiu płyty Republiki, jednak zapewne podobnie wyglądała praca nad płytą Steczkowskiej. Przy Dziewczynie… preprodukcja polegała na wspólnej pracy Ciechowskiego, Steczkowskiej oraz JACKA KRÓLIKA, wówczas gitarzysty zespołu Chłopcy z Placu Broni, który specjalnie po to przyjechał na jakiś czas do Kazimierza.

To wówczas okazało się, że piosenkarka nie chce pisać tekstów. Grzegorz powiedział, że on to zrobi. Aby nie przyćmić Steczkowskiej do reszty, przybrał pseudonim Ewa Omernik – Omernik było panieńskim nazwiskiem jego mamy. Media nie wiedziały o prawdziwej tożsamości tekściarza aż do aż do 5 kwietnia 1997 roku. Na rozdaniu Fryderyków, kiedy artystka kolejny raz wychodziła po swoją statuetkę – zdobyła aż cztery – wzięła Ciechowskiego za rękę i obwieściła światu, że Omernik to właśnie on.

W każdym razie, wspomniana trójka zamykała się po śniadaniu w garażu i przygotowywała utwory. I dopiero, gdy mieli gotowe wszystkie piosenki pojechali do studia Hendrix. Bo prawdą jest, że to tam ostatecznie płyta powstała. Niestety nie wiadomo, jak została nagrana, to jest cyfrowo czy analogowo. Jeśli miałbym obstawiać, to powiedziałbym, że skorzystano z tego samego, analogowego magnetofonu wielośladowego, co przy płycie Republika marzeń i z analogowego stołu mikserskiego (więcej o studiu w felietonach Andrzeja Poniatowskiego TUTAJ i TUTAJ).

Andrzej wspomina o magnetofonach M3, z kolei Sławek GUADKY Gładyszewski w wywiadzie dla portalu realizator.pl mówił o 24-śladowym magnetofonie Studera, ale i o Pro Toolsie:

Już następnego dnia zwiedzaliśmy jeden z najlepszych wtedy (’95 rok) obiektów studyjnych mieszczący się w budynku Radio Lublin – STUDIO HENDRIX… No i tu szczęka mi opadła! Olbrzymi stół (Amek HENDRIX), STUDER 24ch magnetofon, ProTools TDM, Lexicon 300, Lexicon 480L, zaadaptowana reżyserka, olbrzymie GENELEC’i itp… ZWARIOWAŁEM DOSZCZĘTNIE!

⸜ JAKUB KRZYWAK, Sławek Gładyszewski – dźwięk, REALIZATOR.pl 30.12.2009, dostęp: 7.07.2022.

Wiemy już JAK i GDZIE. Żeby jednak móc cokolwiek nagrać, trzeba mieć do tego zespół. Zadanie jego skompletowania dostał Jacek Królik. Jak pisze Gnoiński, wymarzył sobie współpracę z ANDRZEJEM SMOLIKIEM (klawiszowiec: solo, Wilki, Myslovitz, Maria Peszek). I z nim zagrał. Na płycie można zresztą usłyszeć same znakomitości, jakby to była płyta artystki grającej od wielu lat, z którą wszyscy chcą nagrywać płyty.

Oprócz Królika i Smolika – kiedy meldowali się wspólnie w Grand Hotelu recepcjonistka myślała, że żartują – zagrał na niej również ZBIGNIEW WEGEHAUPT. Był to jeden z najciekawszych polskich kontrabasistów jazzowych, który w latach 80. współpracował ze Stanisławem Sojką przy płytach z serii „Polish Jazz” Blublula i Sojka Sings Ellington. W roku 1992 wraz z Ciechowskim nagrał płytę Obywatel świata. Kontrabasistę w części utworów wymieniał na basie Biolik, a na trąbce grał ANTONI ZIUT GRALAK. Ciechowski zagrał na instrumentach klawiszowych i flecie, programował również perkusję elektroniczną. W chórkach zaśpiewała zaś MAGDALENA STECZKOWSKA, siostra Justyny.

Zespół był zaopiekowany także od strony prowadzenia, ponieważ managerem został JERZY TOLAK, pod którego skrzydłami była również, między innymi, Republika, prywatnie posiadacz jednej z największych w Polsce kolekcji związanych z zespołem The Beatles. Z kolei zdjęcia na okładkę i w czasie sesji wykonał ANDRZEJ ŚWIETLIK, jeden z najważniejszych współcześnie polski fotografików, wykładowca, współtwórca awangardowo-anarchistycznej grupy artystycznej Łódź Kaliska.

Jednym słowem – Steczkowska otrzymała grupę marzeń.

Wydania

NA PYTANIE AUTORKI WYWIADU dla portalu natemat.pl, Weronika, córka Ciechowskiego ze związku z Małgorzatą Potocką, odpowiada, że miał on duszę osoby, która się nieustannie rozwija i że „był strasznym gadżeciarzem”. „Gadżeciarz” w tym kontekście mówi z jednej strony o potrzebie posiadania najnowszych „gażdżetów”, czyli , a z drugiej o swego rodzaju pedantyzmie.

Dzięki temu połączeniu płyta Steczkowskiej została doskonale wydana. Nośnikiem numer jeden był wówczas Compact Disc – i to jest oryginalny nośnik Dziewczyny szamana. Szklany master został wykonany w austriackiej tłoczni DADC i tam również wytłoczono samą płytę (59031 1 01401 2 1).

Oprócz zwykłego wydania ukazała się jednak również „Limitowana edycja”, z dodatkowym, tekturowym „boxem” oraz dodatkową płytką (POM CD 091). Był to jeden z pierwszych w Polsce, rzadko spotykanych poza Japonią, singiel cyfrowy o średnicy 3”. Znalazł się na nim remiks utworu tytułowego oraz, nagrana przez inny skład i w innym miejscu, Moja intymność. Zupełnym odlotem był natomiast Mini Disc, jeden z kilku, którymi może się pochwalić polska fonografia. I była też kaseta magnetofonowa (POM 091).

Bardzo dziwne, ale przez dwadzieścia lat nie ukazało się ani jedno wznowienie płyty, nie został też wykonany jej remaster. Wprawdzie w 2003 roku, w ramach serii „Złota kolekcja”, wydawca zebrał największe przeboje piosenkarki i wydał na płycie Moja intymność, to trudno mówić o jakiejś nowej jakości.

Pojawienie się więc na rynku wersji winylowej, w grubych okładkach, było dużym wydarzeniem. Krążek został wytłoczony na czerwonym winylu z okazji 25-lecia debiutu. Ale jest jeszcze jedna wersja – dla sklepu Winylownia.pl powstało zaledwie 200 egzemplarzy w pięknym, bordowym kolorze. W informacjach prasowych pisano, że dźwięk został na nowo zmasterowany, jednak na płycie nie ma o tym żadnej informacji. Przyjmijmy więc, że to jest dokładnie ten sam materiał, co na wersji CD z 1996 roku.

DŹWIĘK

DZIENNIKARZE, ALE I ZWYKLI słuchacze przez lata podkreślali świetny dźwięk omawianej płyty. Słuchana po wielu latach płyta Justyny Steczkowskiej zaskakuje dojrzałością i złożonym wyrazem artystycznym. Grzegorz Ciechowski był doskonałym muzykiem, ale jako producent okazał się po prostu wybitny. Zbudował muzyczną całość, mającą wewnętrzną spójność zarówno w ramach poszczególnych utworów, jak i w ramach całej płyty. Ale też jej dźwięk przypomina, że powstała ona w konkretnym czasie, ponieważ – wbrew medialnej „legendzie” – nie jest ona dźwiękowo jakaś wyjątkowa. Produkcyjnie – majstersztyk, sonicznie – dobry, wysoki poziom. Ale i problemy.

Otwierający album utwór tytułowy ma nisko osadzone brzmienie i cofnięty wyższy środek. Brzmi przez to w dość głuchy sposób. Odróżnia się od współczesnej mu produkcji brakiem rozjaśnień i wyostrzeń, a także „tłustym” brzmieniem. Dźwięk otwiera dość wysoko głos wokalistki i gitara akustyczna, na której gra Jacek Królik. Dostajemy dużą przestrzeń, ale raczej za kolumnami, a także nisko snujący się bas. Snuje się, ponieważ na samym dole nie ma zbyt dobrej definicji i zwarcia. Bardzo ładnie rozwiązano sprawę stereofonii, ponieważ dźwięki są rozłożone w panoramie i choć uwagę skupia głos Steczkowskiej, ustawiony dość daleko w miksie, to jednak nie jest on dominantą.

Elektroniczny bit w Czy to mi… jest podbity świetnie prowadzonym kontrabasem Zbigniewa Wegehaputa. Ma on bardzo ładną barwę i definicję. Podobnie, jak w piosence tytułowej, tak i tutaj panorama została wykorzystana w przemyślany sposób, ponieważ rozrzucono w niej trąbkę Antoniego Ziuta Gralaka, a klawisze, na których zagrał Andrzej Smolik. Trąbka ma nałożony spory pogłos, szczególnie w solo, które wchodzi tuż przed połową trzeciej minuty.

Świetnie brzmi gitara otwierająca Tatuuj mnie. Ma otwartą, kąśliwą barwę. Ale ważniejsze jest, że po raz pierwszy na tej płycie, w połowie pierwszej minuty, pojawia się mocniejsza góra, a to za sprawą blach elektronicznej perkusji. Wcześniej były one starannie ukryte i wmiksowane w inne plany. Wokal ma podobną barwę, jak wcześniej, to jest oparty jest na środku pasma, głównie poniżej 1 kHz. Nie jest zbyt duży, ale całkiem czytelny.

I znowu bas jest, moim zdaniem, najważniejszy – mowa o Nie kochani. Na trip-hopowym podkładzie loopów perkusji naniesiono gitarę akustyczną i trąbkę. Świetna jest tu przestrzeń, mająca dobrą głębię, ale przede wszystkim wymiar wszerz. Bas jest niski, ale, podobnie, jak w utworze tę płytę otwierającym, nie ma zbyt dobrej definicji.

Lepiej jest z kontrabasem otwierającym Oko za oko. Coś niedobrego stało się tu jednak z wokalem, który jest stłumiony i matowy. Brzmienie otwierane jest przez flet, na którym gra Ciechowski, ale nawet zsamplowane trzaski płyty winylowej są raczej sugerowane niż realizowane. Bo to w ogóle tak nagrana płyta – bez wyższej góry, z mocnym środkiem o basem. Nawet kiedy wchodzi mocna, przesterowana gitara, jak w Mytych duszach, to pełni ona rolę tła, a nie instrumentu prowadzącego.

I znowu – doskonała Grawitacja z mocnym kontrabasem ma wycofaną górę i wyższy środek. Daje to efekt głębi i plastyki, podobny do tego, jak odbieramy brzmienie wzmacniaczy lampowych. Układa się przez to wszystko pięknie, gładko, płynnie. Minusem jest uspokojenie dynamiki. Chociaż, co jakiś czas, jak w Boskim Buenos…, dzięki ostrym gitarom oraz świetnym klawiszom, tempo przyspiesza, podobnie jak tętno słuchającego.

To w ogóle bardzo klimatyczny album. Co we Wrogu mój podkreślają szerokie plany, z chórkami i klawiszami. Wokal jest tu bliżej niż wcześniej, jak w świetnie zaśpiewanym refrenie, kiedy to pod głosem jest gitara elektryczna, ale rozłożona między dwa kanały, z jaśniejszym klawiszem pod spodem, wszystko to składa się na gęsty, wielowarstwowy przekaz. Jest on, co zaskakujące, czytelny. Pomimo że to nie jest płyta o rozdzielczym, ani tym bardziej selektywnym dźwięku.

Co jakiś czas jej brzmienie jest otwierane, ale chyba nigdzie aż tak bardzo, jak w Ukołysze mnie sitowie, gdzie wokal na bardzo długim pogłosie ma jasną górę, a barwę podbija brzmienie owadów. Także otwierająca utwór W Kazimierzu Dolnym gitara akustyczna pełni podobną rolę. Nawet tutaj słychać jednak dopalony, niski bas, który wraz z gęstym, nisko ustawionym wokalem tworzą raczej ciepłe, raczej ciemne niż otwarte brzmienie.

Słychać mocną pracę kompresorów, bo nawet Karuzela z Madonnami, dynamit, ma uspokojony puls. To akurat utwór, który skupia przekaz na osi i nawet gitara klasyczna, rozłożona po kanałach, nie zmienia tego odbioru. Dobrym podsumowaniem dźwiękowym całego albumu jest, zamykająca go, akustyczna wersja utworu tytułowego. To tylko gitara akustyczna i głos, ale jest tu gęstość, ciepło, gładkość. Nawet tu nie ma jednak otwartej góry i dynamiki.

⸜ CD SINGLE 3” Dodana w limitowanej edycji płyty Dziewczyna szamana trzycalowa płytka z dwoma utworami nie zmienia tego odbioru, przynajmniej jeśli chodzi o remiks (astro dance mix) tytułowego utworu. Dlatego z taką ciekawością wysłuchałem Mojej intymnosci, utworu nagranego przez innych muzyków, nagranego przez kogoś innego i przez kogoś innego wyprodukowanego.

Głos Steczkowskiej jest tu bardziej otwarty i jaśniejszy. Całość też jest ustawiona wyżej. Ale z drugiej strony bas ma konturowe, zbyt twarde – jak na mój gust – brzmienie i właściwie nie ma w nim niskiego dołu – jest wyższy i średni. Także panorama jest węższa niż na albumie. Płytka nie wnosi więc do albumu nowego brzmienia, choć sam utwór jest bardzo fajny.

⸜ LONG PLAY Odsłuch wersji winylowej był sporym rozczarowaniem. Słychać było, że mamy do czynienia z tym samym masteringiem, dostosowanym jedynie do innego nośnika. Zachowano ciemną barwę i ciepło, co jest fajne. Jednocześnie jednak rozdzielczość i selektywność są niższe niż na płycie CD. Nie ma też niskiego basu. Fajne jest to, że jego puls został zachowany, nie zgaszono go, jednak płyta CD daje znacznie niższe zejście.

Generalnie, płyta LP ma zbyt małą klarowność, wszystko słychać w stłumiony sposób. Płyta CD też do pewnego stopnia tak brzmiała, ale tam słychać to było jak zabieg producenta, a tutaj jak błąd. Na plus można zaliczyć brak ostrości, ale to jedyna zaleta, którą mogę wskazać. Mogę się mylić, ale winyl słychać tak, jakby został nacięty z plików 16/44,1, a być może wręcz z kopii płyty CD.

Podsumowanie

Dziewczyna szamana JUSTYNY STECZKOWSKIEJ jest jedną z najlepiej wyprodukowanych płyt w polskiej historii fonografii – przynajmniej jeśli chodzi o muzykę tego typu, to jest łączącą elementy rocka, popu i muzyki dance. Może zresztą te kwantyfikatory nie są potrzebne i wystarczy powiedzieć, że jest „jedną z najlepszych” w ogóle. Zawdzięcza to niezwykłym ludziom, którzy do jej powstania doprowadzili, na czele z Grzegorzem Ciechowskim, który miał pomysł i na płytę, i na artystkę, oraz z Justyną Steczkowską, która ten pomysł fantastycznie zrealizowała.

Płyta ta powstała według najlepszych światowych wzorców. Na początku byli czujni managerowie opiekujący się piosenkarką znaleźli dla niej odpowiedniego producenta, a ten znalazł odpowiednich muzyków. Niczego nie zostawiono przypadkowi, bo przecież i grafika ANDRZEJA ŚWIETLIKA należy do topowych przykładów tego typu. Bez niej płyta nie byłaby tą samą płytą.

Wydany rok później krążek Naga powstał według podobnej formuły i choć świetny muzycznie, równie dobrze wyprodukowany, nie miał tej samej siły oddziaływania, co debiut. Nawet on jest jednak przykładem znakomitej pracy całej grupy ludzi, co zaowocowało statusem Złotej Płyty za 100 000 sprzedanych egzemplarzy. Czego nie da się powiedzieć o kolejnych płytach Steczkowskiej.

Już na albumie z 2000 roku, zatytułowanym Dzień i Noc daje się wyczuć brak ręki Ciechowskiego. Wprawdzie teksty napisały wspólnie Edyta Bartosiewicz i Kasia Kowalska, a więc najgorętsze wówczas nazwiska w polskie muzyce, to jednak nie miały siły przebicia Ewy Omernik, a produkcja, za którą był odpowiedzialny Paweł Steczkowski, brat wokalistki, nie ma nic wspólnego z maestrią Ciechowskiego. Wydaje się, że zamknięcie się w rodzinnym gronie było błędem. Do 2022 roku Justyna Steczkowska wydała kolejno szesnaście solowych płyt, jednak nie miały one klasy Szamanki… i jedynie Alkimja z 2002 roku otrzymała jeszcze Fryderyka.

Niektórzy świadkowie tych wydarzeń już nie żyją. Grzegorz Ciechowski zmarł nagle 22 grudnia 2001 w Warszawie w wyniku komplikacji po operacji serca. Został pochowany 4 stycznia 2002 na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Miał 44 lata. 14 stycznia 2012 roku, w wieku 57 lat, odszedł Zbigniew Wegehaupt. Z kolei 16 listopada 2016 roku opuścił nas Paweł Skura, realizator dźwięku na płycie Dziewczyna szamana. Miał 55 lat. Zakończę banalnie, ale nie ma co się silić na oryginalność: pozostała po nich muzyka. I to muzyka znakomita.

Bibliografia

⸜ Hasło: ‘GRZEGORZ CIECHOWSKI’, w: CULTURE.pl, listopad 2010, autor: Maciej Sienkiewicz.
⸜ Hasło: ‘LESZEK KAMIŃSKI’, w: pl.WIKIPEDIA.org, dostęp: 5.07.2020.

⸜ BARBARA KACZMARCZYK, Weronika Ciechowska-Weiss: Tata miał duszę osoby, która się nieustannie rozwija. Był strasznym gadżeciarzem, NATEMAT.pl 14 września 2015, dostęp: 5.07.2020.
⸜ DARIUSZ DUDZIŃSKI, Kronika szorstkiej przyjaźni, www.DWUTYGODNIK.com 03/2017, dostęp: 5.07.2020.
⸜ JAKUB KRZYWAK, Sławek Gładyszewski – dźwięk, REALIZATOR.pl 30.12.2009, dostęp: 7.07.2022.
⸜ MARCIN KUSY, Piosenka prawdę ci powie III – Justyna Steczkowska „Dziewczyna szamana”, „Audycje Kulturalne – w dobrym tonie”, AUDYCJEKULTURALNE.pl 21 czerwca 2020, dostęp: 5.07.2020.

Ciechowski jako akuszer karier Kasi Kowalskiej i Justyny Steczkowskiej, www.POLSKIERADIO.pl, 23.12.2021, dostęp: 5.07.2020.
Producent i akuszer karier, www.POLSKIERADIO.pl, dostęp: 5.07.2020.
Steczkowska wzruszyła się wspominając Ciechowskiego: Dał mi rodzinę, której nie było, PARTY.pl 21 grudnia 2014, dostęp: 5.07.2020.

⸜ LESZEK GNOIŃSKI, Republika. Nieustanne tango, Warszawa 2016.
⸜ RICHARD JAMES BURGESS, The history of music production, s. XIII, Oxford University Press, Nowy Jork 2014.
⸜ VIRGIL MOOREFIELD, The Producer as Composer, MIT Press, Cambridge, Londyn 2005.
⸜ HOWARD MASSEY, Behind The Glass Volume II. Top record Producers Tell How They Craft The Hits, Backbeat Books, San Francisco 2009.
⸜ HOWARD MASSEY, Behind The Glass. Top record Producers Tell How They Craft The Hits, Backbeat Books, San Francisco 2000.
⸜ MICHAEL JARRETT, Pressed for All Time), Chapell Hill: The University of Northern California Press 2016.
⸜ SAMANTHA BENNETT, Modern Records, Maverick Methods. Technology and Process in Popular Music Record Production 1978-2000), Bloomsbury Academic, Londyn-Nowy Jork 2019.

Seria „Oto płyta…”

˻ 1 ˺ STAN GETZ, Stan Getz w Polsce), Polskie Nagrania „Muza” ⸜ 1960 • czytaj TUTAJ.
˻ 2 ˺ PORTER BAND, Helicopter)s, Pronit ⸜ 1980 • czytaj TUTAJ.
˻ 3 ˺ VARIUS MANX, The Beginning), Polskie Nagrania „Muza” ⸜ 1991• czytaj TUTAJ.
˻ 4 ˺ KOMEDA QUINTET, Astigmatic), Polskie Nagrania „Muza” ⸜ 1996 • czytaj TUTAJ.
˻ 5 ˺ 2 PLUS 1, Blue Lights Of Pasadena (Disco Version), Maxi-SP, Autobahn Musik Produktion GmbH/Express JAPAN ⸜ 1981 • czytaj TUTAJ.
˻ 6 ˺ HELMUT NADOLSKI, Meditation/Medytacje, Veriton Records SXV-786 ⸜ 1974 • czytaj TUTAJ.
˻ 7 ˺ ABRAXAS, 99, Metal Mind Productions MMP CD 0102 | MMP CD 0103 ⸜ 1999 • czytaj TUTAJ.