268 Sierpień 2026
- 01 sierpnia
- TEST Z OKŁADKI: YPSILON Phaeton Neo ⸜ wzmacniacz zintegrowany
- TEST: AUDIO RESURGENCE AR6A Kraken Evolution ⸜ wzmacniacz zintegrowany
- TEST: ELECTRIC AUDIO TAE 150 DV ⸜ wzmacniacz zintegrowany
- TEST: LUMIN N1 ⸜ przełącznik LAN
- TEST: SHANLING SCD3.3 ⸜ odtwarzacz SACD/MQA-CD
- TEST: SILENT ANGEL Munich M1 v2 ⸜ odtwarzacz plików audio
- TEST: VINNIEROSSI Brama Integrated Amplifier ⸜ wzmacniacz zintegrowany
- 16 sierpnia
- TEST: DESTINATION AUDIO DAC ⸜ przetwornik cyfrowo-analogowy
- TEST: OPHIDIAN Skye ⸜ kolumny głośnikowe • podłogowe
- TEST: PYLON Opal 30 Mk II ⸜ kolumny głośnikowe • podłogowe
- TEST: SENNHEISER HD 480 Pro ⸜ słuchawki dynamiczne • wokółuszne
- TEST: SUMIKO Oriole ⸜ wkładka gramofonowa MC
|
Wstępniak
tekst WOJCIECH PACUŁA |
![]() |
No 268 1 sierpnia 2026 |
|
ESTETYZACJA
NIE MOGŁEM TEGO WSTĘPNIAKA poświęcić niczemu innemu. W tym samym numerze znalazły się bowiem wzmacniacze o tak różnym sposobie myślenia o dizajnie, o tak odmiennym rozumieniu tego, czym on jest w audio i czemu służy, że aż trudno uwierzyć, że wszystkie należą do tej samej, wąskiej i wyspecjalizowanej, grupy urządzeń audiofilskich.
‖ Wzmacniacz C 3030 firmy NAD jest przykładem racjonalnego, dobrego wzornictwa mającego swoje korzenie w produktach firmy Braun • zdj. mat. pras. NAD Gdyby audio pełniło taką samą rolę, jak przez całą drugą połowę XX wieku, czyli było produktem zbliżonym do AGD, obecnym w niemal każdym mieszkaniu i to obecnym w prominentny sposób, wtedy – zgoda, w tak szerokim spektrum produktów, odbiorców i nurtów jest miejsce zarówno na urządzenia jak spod igły, że tak powiem, czyli estetyzujące, mające na celu uatrakcyjnienie sobą przestrzeni, jak i na graty z piekła rodem, ze sterczącymi kablami i obudową maźniętą niezidentyfikowaną farbą. Wszystkie znalazłyby swoich odbiorców i kontekst, w którym byłyby na miejscu. A może jednak się mylę? Może jednak było tak, że urządzenia audio przeznaczone dla audiofilów zawsze przypominały urządzenia laboratoryjne, przeznaczone do wsunięcia w szafę? Wtedy te nieliczne, naprawdę dizajnerskie kreacje, jak te firmy Braun, dla przykładu, apelowałyby do tych, którzy niekoniecznie szukają najlepszego dźwięku, ale jednak chcieliby mieć jego namiastkę, ale w opakowaniu, które pasowałoby do ich wypieszczonych pomieszczeń, prawda?
‖ Wzmacniacz Audio Resurgence AR6A Kraken Evolution to przykład sentymentalnego powrotu do czasów „prawdziwego audio” Zadaję te pytania, ponieważ w tym samym numerze „High Fidelity”, niemal obok siebie, stanęły trzy wzmacniacze o całkowicie odmiennych projektach plastycznych, odwołujące się do trzech, całkowicie różnych typów myślenia o audio: Audio Resurgence AR6A Kraken Evolution, Electric Audio TAE 150 DV i Vinnierossi Brama Integrated Amplifier. Pierwszy rodem wprost z lat 80. ubiegłego wieku, nawet jeśli powstał w latach 90., apelujący do technicznej strony sceny audiofilskiej, a dwa kolejne realizujące współczesną potrzebę estetycznego, ładnego produktu, choć każdy inaczej. Jak to więc jest, czego naprawdę potrzebujemy i co nas kręci? Żeby spróbować odpowiedzieć na to pytanie odwołam się do obrazu, który już kiedyś przywoływałem, pochodzącego z powieści Buddenbrookowie Tomasza Manna. Ta, opublikowana w 1901 roku, powieść noblisty opisuje upadek zamożnej rodziny kupieckiej z Lubeki. To, co nas interesuje to fakt, że w reprezentacyjnej kamienicy rodziny Buddenbrooków przy Mengstraße w Lubece, dzieła sztuki oraz wystrój wnętrz pełnią funkcję symboliczną i to funkcję szczególnie ważną. Odzwierciedlają one potęgę finansową rodu, a w późniejszych etapach – jego stopniowy schyłek i ucieczkę kolejnych pokoleń w świat czystej estetyki. Jedną z najważniejszych scen powieści jest śmierć Thomasa Buddenbrooka, mówiąca o końcu całej familii. Przy głowie seniora rodu znajduje się rzeźba Chrystus (Chrystus Błogosławiący): marmurowa figura przedstawiająca zmartwychwstałego Jezusa z rozpostartymi rękami. W książce występuje jako symboliczna kopia oryginału znajdującego się w kopenhaskiej katedrze. Nie znalazła się tam przypadkiem. Autorem oryginału jest bowiem Bertel Thorvaldsen, jeden z czołowych przedstawicieli klasycyzmu. Jest ona symbolicznym pożegnaniem z ziemskim padołem, że tak powiem, ale i próbą wpisania się w świat arystokracji, wielkich rodów, które żyły wśród sztuki.
‖ Okładka magazynu „Hi-Fi News & Record Review” z marca 1982 roku na której umieszczono, wtedy ikoniczną, serię firmy Mission Jeśliby ktoś chciał zobaczyć którąś z rzeźb Duńczyka w Polsce, ma okazję zrobić to, na przykład, w Warszawie i Krakowie (ale też w Oleśnicy!). W Krakowie, na Wawelu, w Kaplicy Potockich, obok dwóch popiersi, znajduje się bowiem bardzo podobna rzeźba Chrystusa błogosławiącego, po lewej stronie od wejścia do niej (naprawdę wspaniała). A kiedy po wejściu do Katedry skręcimy nie w prawo, a w lewo, w Kaplicy Świętej Trójcy znajdą państwo pomnik Włodzimierza Potockiego. Przedstawia ona zmarłego żołnierza wspartego na Geniuszu Śmierci. A Warszawa? No cóż: pomniki księcia Józefa Poniatowskiego oraz Mikołaja Kopernika (obydwie powojenne kopie). Piszę o tym dlatego, że zmiany w audio, które widzę, a które polegają na dążeniu do estetyzacji urządzeń, mają wiele wspólnego z tą potrzebą bycia kimś lepszym. „Ładne” oznacza zwykle właśnie to, „lepsze”, a przynajmniej tak sobie to większość z nas wyobraża. W tym sensie, że jeśli coś jest nijakie albo budzące obawy, jest odrzucane. Dlatego też autorzy projektu plastycznego dla firm Electric Audio i Vinnierossi zadbali o to, aby wszystko się w nich „zgadzało”. W przypadku tej pierwszej chodziło tylko o przednią ściankę (co jest znaczące), reszta jest klasycznie „brutalistyczna”, a w drugiej o całą bryłę. Sposoby te pełnią jednak różne cele i powstały z myślą o trochę innych odbiorcach. Najbliższa klasycznego dla audio „narzędzia”, czyli „czarnej skrzynki” mającej po prostu dobrze grać, jest wzmacniacz niemieckiego producenta. Jego przednia ścianka jest ładnie zaprojektowana, ale też jest po prostu, do bólu, funkcjonalna. To jest odmiana urządzenia przemysłowego. Jest w tym jednak pewne przełamanie. Zamiast wyskalowanej gałki siły głosu mamy podświetlaną linijkę, która informuje nas o tym, gdzie jesteśmy z poziomem głośności Ani to precyzyjne, ani poręczne. Ale – ładne.
‖ W 1992 roku firma Primare zaprezentowała doskonale wyglądającą serię „200”, która nie znalazła naśladowców • zdj. mat. pras. Primare Paradoksalnie to wzmacniacz z USA jest bliżej audiofilskich korzeni ponieważ znajdziemy w nim lampy 300B. Mimo to, nawet patrząc tylko na to, co na zewnątrz, jest doskonałym przykładem wspaniale zaprojektowanego produktu. Odpowiedzialne za dizajn studio projektowe z Montrealu zrobiło świetną robotę. Producentowi wyraźnie chodziło o dotarcie do innej grupy odbiorców – odbiorców, którzy może nawet tego typu produktu nie potrzebują. Tak więc dwa różne podejścia do estetyzacji audio, a ten sam zamysł: zmienić sposób myślenia o tej klasie urządzeń. |
Nie znaczy to jednak, że tak właśnie będzie wyglądało audio perfekcjonistyczne, a przynajmniej nie całe. Jest oczywiście tak, że również urządzenia z niższych i średnich przedziałów cenowych, niech mi będzie wolno przywołać kolumny LS50 KEF-a i elektronikę Arcama z serii Radia, będą powoli grawitowały ku temu co ładne, co gładkie, co przyjemne. I to one, powoli, zaczną wyznaczać kierunki dla dużej części rynku. Do tego przyzwyczaili nas producenci w rodzaju Apple, a teraz i inni. Tego wymagamy też od urządzeń audio. Ale nie zawsze i nie wszędzie. Próby estetyzacji produktów audio nie spotykały się w przeszłości ze zbyt dobrym odzewem. Tak, audiofile cmokali nad produktami firmy Bang & Olufsen. Tak, przedwzmacniacz i wzmacniacz mocy Mission 776 i 777 zachwycały rzeźbiarskimi ściankami przednimi. Jednak nic z tego nie przedostało się do głównego nurtu. Ludzie woleli kupować wzmacniacze NAD-a i Krella. Nawet znakomita seria 200 firmy Primare, odwołująca się bezpośrednio do wzmacniacza Kraken firmy Alchemist, nie miała kontynuatorów nie tylko wśród innych producentów, ale i w samym Primare. Mówimy więc o czymś przypominającym niezdecydowanie, oscylację pomiędzy wyobrażonymi (bo o to chyba chodzi) „ładnym” i „rzetelnym”. Tak chyba należy rozumieć skłonność audiofilów do wybierania urządzeń o powierzchowności rodem z podręcznika DIY. Raz ustalony pozostał z nami do dziś. Dlatego też z takim entuzjazmem przyjęto w zeszłym roku powrót, wspomnianego, wzmacniacza zintegrowanego Kraken. Może już nie w młotkowanym szarym lakierze, ale wciąż z tym charakterystycznym kształtem przedniej ścianki i radiatorów. Czyli, że i w tej mierze nie u wszystkich akcenty się przesunęły w kierunku „ładne”.
‖ Wzmacniacz Electric Audio jest przykładem współczesnego racjonalnego podejścia do dizajnu, ale z pewnym przełamaniem Wróćmy do Boddenbrooków i Thorvaldsena. Wielu ludziom sztuka wokół nich jest potrzebna do życia – lepszego niż bez niej. Jest ona związana supłem nie do rozplątania z władzą, bo i z pieniędzmi. W tym ujęciu sztuka jest zarówno symbolicznym nośnikiem pozycji posiadacza, jak i narzędziem, które tę władzę podtrzymuje. Chrystus miał zaświadczać o pozycji zmarłego, miał być również swego rodzaju przepustką do wyższych sfer. W audio jest podobnie, mimo że tego nie widzimy w ten sposób. Żeby bowiem przygotować produkt audio wysokiej klasy, czyli dobrze grający, a w dodatku ładny, estetyczny, dobrze zaprojektowany (proszę wybrać swoją definicję dobrego dizajnu), w szczególnych przypadkach również ergonomiczny, trzeba wydać duże pieniądze. Albo trafić na dobrego projektanta, który jest też audiofilem, co możemy zobaczyć we wzmacniaczach firmy Circle Labs. Ale nawet ona zatrzymuje się na przedniej ściance, podobnie jak Electric Audio, bo jest małą firmą i kieruje swoją ofertę do „rdzennych” audiofilów. A ci (my) boją się „ładnego”. Dla nich (nas) ładne jest Kondo, ładny jest Leben, przyjemne dla wzroku są produkty NAD-a, robią wrażenie wzmacniacze Bouldera. Ale już nowy Cyrus czy wypasione urządzenia firmy Constellation Audio budzą w nich (nas) niepokój. Jest bowiem tak, że nie ufamy estetyzacji. Powiedziałem to i niech już zostanie – wręcz się jej boimy. Sorry za to „my”, ale ja też tak mam. Jakbyśmy mieli w naszym DNA zapisane, na którejś z par genów, że to, co ładne „nie może grać”. Co ma, tak sobie myślę, całkiem racjonalne podstawy, nawet jeśli jest tylko stereotypem.
‖ Wzmacniacz Vinnierossi Brama wygląda doskonale i dopracowano w nim każdy szczegół Obawa ta nie jest zresztą zarezerwowana wyłącznie dla nas, a jest częścią znacznie szerszego zjawiska. Spójrzmy, przykładowo, na architekturę i przywołajmy jeden z dowolnych tekstów, który o tym mówi, na przykład ten: Sam ornament nie wystarczy, żeby uratować współczesną architekturę. Architektoniczna Rewolta i pułapka estetyzacji z pisma „Architektura - murator” (więcej → TUTAJ). Nie trzeba go nawet czytać, żeby się domyśleć o co chodzi. Pamiętacie państwo definicję estetyzacji, którą przytoczyłem na początku? Kluczowym słowem jest w niej „sprawianie”. Nie „dążenie”, nie „próba”, co by sugerowało uczciwość w tej mierze, a coś zbliżonego do oszustwa. „Sprawianie” przypomina „czarowanie” i sztuczkę. Estetyzując można też sprawić, że coś niedobrego staje się łatwiejsze do przyjęcia. Estetyzacja miewa wręcz i mroczną stronę. Kiedy mówi się o „estetyzacji zła”, najczęściej przywołuje się markiza de Sade’a, Baudelaire’a, Bataille’a i Geneta, którzy chcieli w ten sposób owo zło oswoić. Wiemy już, że to się nie udało, a zło uzyskało dzięki temu legitymizację, z której korzysta dziś wielu innych twórców. Nie mówię, że ładny produkt audio to zło wcielone. Wprost przeciwnie – mówię o tym, że konieczne jest, aby produkty, z którymi spędzamy tak wiele czasu miały dobre proporcje, były „przyjazne”, aby do nas się „odzywały” i aby te apele znajdowały w nas oddźwięk. Ale też mówię o tym, że przepakowanie czegoś w ładne pudełko nie zmieni istoty tego „czegoś”. Będzie oszustwem. I chyba tego, jak mi się wydaje, obawiamy się widząc dobrze zaprojektowane audio. Choć uważamy się za indywidualistów kierujących się swoim własnym rozumem i wartościami, w niczym nie różnimy się od reszty społeczeństwa. A to jest mało racjonalne i łatwo sterowalne. My również tacy jesteśmy, choć uważamy inaczej, tyle że u nas naciska się inne „guziki”. Dlatego też widząc produkty w rodzaju wzmacniaczy Viennierossi czy kolumn w rodzaju Treble Clef Audio, nabieramy podejrzeń.
‖ Kolumny Treble Clef Audio TCA-M • zdj. mat. pras. Treble Clef Audio A, jak się wydaje, coś się przecież w branży i nas samych zmieniło. Wszystkie wymienione w tym artykule firmy są stricte audiofilskie. Czyli – nastawione na dźwięk. A jednak – ich produkty są ładne. Są estetyczne. Są „pomyślane”. I to dobrze pomyślane. I nie jest tak, że w nich ofercie wyróżnia się jakaś wybrana seria, a tak jest skonstruowana całą oferta. Także opakowania są, wreszcie, solidne i ładne. A i strony www są niczego sobie. To wspaniale, bardzo mi się to podoba. Ale też, dopowiedzmy, nigdy nie będzie to część w audio dominująca. Podstawą branży audiofilskiej są bowiem ludzie i producenci wywodzący się z DIY. To „ziemi naszej sól”, że przywołam tytuł piosenki Proletaryatu. Być może jednak, po „katakumbowym” okresie przyjdzie i na nich czas, aby rozpostarli skrzydła, rozkwitli. A jeśli tak, to lepiej, żeby to był kierunek wyznaczony przez firmy przywołane w tym artykule. Bez estetyzacji, a z estetyką wpisaną w sam „rdzeń”. Dobry dizajn to bowiem dobre samopoczucie i dobry wizerunek na zewnątrz, czyli samo dobro :) ‖ WP WOJCIECH PACUŁA |
Kim jesteśmy? |
Współpracujemy |
Patronujemy |
|
HIGH FIDELITY jest miesięcznikiem internetowym, ukazującym się od 1 maja 2004 roku. Poświęcony jest zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku, muzyce oraz technice nagraniowej. Wydawane są dwie wersje magazynu – POLSKA oraz ANGIELSKA, z osobną stroną poświęconą NOWOŚCIOM (→ TUTAJ). HIGH FIDELITY należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: EnjoyTheMusic.com oraz Positive-Feedback, a w Niemczech www.hifistatement.net. Jesteśmy członkami-założycielami AIAP – Association of International Audiophile Publications, stowarzyszenia mającego promować etyczne zachowania wydawców pism audiofilskich w internecie, założonego przez dziesięć publikacji audio z całego świata, którym na sercu leżą standardy etyczne i zawodowe w naszej branży (więcej → TUTAJ). HIGH FIDELITY jest domem Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego. KTS jest nieformalną grupą spotykającą się aby posłuchać najnowszych produktów audio oraz płyt, podyskutować nad technologiami i opracowaniami. Wszystkie spotkania mają swoją wersję online (więcej → TUTAJ). HIGH FIDELITY jest również patronem wielu wartościowych wydarzeń i aktywności, w tym wystawy AUDIO VIDEO SHOW oraz VINYL CLUB AC RECORDS. Promuje również rodzimych twórców, we wrześniu każdego roku publikując numer poświęcony wyłącznie polskim produktom. Wiele znanych polskich firm audio miało na łamach miesięcznika oficjalny debiut. |
![]()
|
![]() ![]() ![]() |
strona główna | muzyka | listy/porady | nowości | hyde park | archiwum | kontakt | kts
© 2009 – 2026 HighFidelity, design by PikselStudio






















