pl | en

No. 143 Marzec 2016

KONKURS: THE ROLLING STONES PROJECT rozstrzygnięty!
KONKURS: FEZZ AUDIO ogłoszony!

Pięknie było i kolorowo. Pośmialiśmy się i zamyśliliśmy przy niektórych zdjęciach, dlatego dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w konkursie THE ROLLING STONES PROJECT, przygotowanym wspólnie przez redakcję „High Fidelity” oraz firmę VOICE. Zwycięzcami zostali państwo:

MARTA I MACIEJ

Gratulujemy!!!

Ponieważ jednak prywatnie bardzo nam się spodobało zdjęcie pana MACIEJA,

zdecydowaliśmy się przyznać mu, wraz z firmą PATHE WINGS, nagrodę dodatkową w postaci nóżek pod sprzęt PW-AVSH 56H15.0/4 oraz kompletu mat na talerz gramofonu – najnowszych produktów, które dopiero wejdą do sprzedaży. Również gratulujemy! Dodajmy, że eksponat leżący na płycie The Rolling Stones pan Maciej wykonał samodzielnie, a ramię gramofonowe jest zrobione z włosa :)

KONKURS FEZZ AUDIO

Dziękując państwu za udział w lutowym konkursie chcieliśmy zaprosić do kolejnego, tym razem przygotowanego z firmą FEZZ AUDIO. Ten polski producent, którego wzmacniacz Silver Luna ozdobił okładkę naszego styczniowego wydania przygotował specjalną wersję tego urządzenia, opartą na lampach 6N2P, z obudową w kolorze białym. Wystarczy, że do 20 marca przyślą państwo zdjęcie z lampą (dowolną, liczymy na waszą kreatywność) i zaznaczą w mailu, że zgadzają się na publikację tego zdjęcia w magazynie „High Fidelity” i na stronach firmy Fezz Audio – publikacja będzie związana wyłącznie z konkursem – a wzmacniacz może być właśnie wasz.

Wyniki ogłosimy w kwietniowym numerze magazynu i na stronach firmy Fezz Audio. Wybór będzie miał charakter subiektywny – jury złożone z dwóch osób z redakcji HF i dwóch osób z Fezz Audio wybierze to zdjęcie, które podoba się nam najbardziej. Informacje o konkursie można będzie znaleźć także na stronach z newsami oraz na stronach firmy Fezz Audio.

Adres, na który prosimy przesyłać zdjęcia to:

konkurs@highfidelity.pl

Zdjęcie nie powinno być większe niż 1500 pikseli w podstawie i powinno mieć format JPEG. W mailu muszą państwo zaznaczyć, że zgadzacie się na publikację zdjęcia oraz imienia oraz nazwiska. Powtórzmy: nieprzekraczalny termin nadsyłania zdjęć: 20 marca. ZAPRASZAMY!


OBYŚ ŻYŁ W CIEKAWYCH CZASACH!
The Stockfisch DMM-CD/SACD, Vol. 2

zego chciałby audiofil? Chyba tylko tego, aby jego nagrania brzmiały jak najlepiej. I chciałby mieć do tego jak najlepszy sprzęt. Sprzęt audio to w tym przypadku narzędzie, za pomocą którego nagrania ożywają, a my, słuchający, zawieszamy czasowo niewiarę w to, że spektakl przed nami (lub między uszami = słuchawki) jest tylko odległym obrazem czegoś, co miało miejsce na scenie, w studio lub zostało wykreowane w komputerze i innych elektronicznych urządzeniach. Nie mamy chyba złudzeń co do tego, że nagranie (zarejestrowany materiał), a tym bardziej odtwarzane nagranie (reprodukcja tego materiału), nie mają wiele wspólnego z realnym wydarzeniem. Jeśli tak jest, to gratuluję państwu dobrego samopoczucia, ja należę do klubu cyników; jestem niewierzący-praktykujący.

Co jakiś czas zdarza się jednak cud i siedzimy zatopieni w muzyce, przyjmując mechaniczny charakter, w jaki do nas dotarła, z dobrodziejstwem inwentarza. Przyzwyczajeni od maleńkości do muzyki w komputerze, samochodzie, TV, ew. radiu, a nawet windzie, rośniemy z utrwalającym się coraz mocniej wyobrażeniem tego, jak muzyka „powinna” brzmieć – czyli tak, jak muzyka reprodukowana, a nie jak muzyka słuchana na żywo (w pierwszym podejściu ta lista miała inny układ, ale nie chciałem wyjść na dziada :). Te dwa dźwięki różni niemal wszystko, poza jednym: obydwa wywołują identyczne emocje. A tym właśnie jest muzyka, jest przekaźnikiem emocji – kompozycji, kompozytora i muzyków.

Problemem, który sobie fundują audiofile jest zaszczepienie sobie wiary w to, że da się dotrzeć do ideału, do muzyki na żywo, posługując się nagraniem i urządzeniami służącymi do jego reprodukcji, tj. zamianie sygnału elektrycznego na akustyczny. Na szczęście takich złudzeń nie mam. Mam natomiast problem innej natury, dzielony zresztą z częścią audiofilów: moim zdaniem da się wydobyć z muzyki na tyle dużo informacji, że przeniosą one nad progiem sceptycyzmu coś, co uruchomi we mnie mechanizm wyłączający we mnie analityczną stronę ‘odsłuchującego’ i aktywuje stronę ‘słuchającego-przeżywającego’.

Żeby to było możliwe potrzebny jest sprzęt do słuchania muzyki, to chyba jasne. Im bardziej wyrobieni jesteśmy, im więcej usłyszeliśmy, tym musi być on lepszy, czyli – droższy (to ten problem, o którym mówiłem). Choć przecież zdarza się, że szalejemy, roztapiamy się przy muzyce puszczanej z radia wielkości pudełka po butach, to jednak znacznie łatwiej przychodzi nam to wtedy, kiedy słyszymy to samo, co muzycy. Ale żeby taki odlot był w ogóle możliwy potrzebujemy nagrań lub – to rzadkość, ale się zdarza – przekazów na żywo. A w sposobie dystrybucji nagrań istnieje obecnie pełna dowolność i każdy może wybrać coś, co mu odpowiada: streaming, pliki, CD, SACD, BD Audio, winyl, kasety – naprawdę wszystko. Jeśli się ktoś uprze, to nawet woskowe wałki i phonographa; jedna z amerykańskich firm (Vulcan Records) wznowiła właśnie ich produkcję.

CYFRA

Jednym ze sposobów na dotarcie do źródeł muzyki jest coraz lepszy sposób jej przeniesienia z nagrań typu „master”, będących w posiadaniu wytwórni płytowych, do konsumentów. To stąd tak szeroka gama formatów – każda firma ma swój pomysł na to, jak to powinno wyglądać, każde pokolenie słuchających muzykę ma własne do nich podejście. I to ostatecznie ono kształtuje rynek, to ono jest ostatecznym recenzentem tych pomysłów. Najczęściej nie ma to nic wspólnego z jakością dźwięku.

Tym większą wagę mają więc pomysły, które idą nam w sukurs, dzięki którym poprawia się dźwięk. Najszybciej zmiany te zachodzą obecnie w części audio związanej z odtwarzaniem plików. Branża komputerowa ma pośpiech i szybkość zapisane w DNA, a swoje robią też wymogi rynku, coraz większego i bardziej wymagającego. Dużo dobrego zrobiła również winylowa rewolucja, bo choć korzysta się z wiekowych maszyn do nacinania acetatu, z kilkudziesięcioletnich maszyn do tłoczenia płyt, to jednak robi się to lepiej, precyzyjniej. Chyba zdają sobie państwo sprawę, że w latach 70. i 80. XX wieku większość czarnych płyt nadawała się na śmietnik, a to ze względu na kiepskie tłoczenie, a to materiał. Teraz jeśli płyta nie ma 180 g i nie jest tłoczona z „dziewiczego winylu” nie ma szans na sprzedaż.

Ale i Compact Disc oraz Super Audio CD wciąż są poprawiane. Dla mnie, zwolennika CD, to ważne. Ale nawet jeśli jesteście państwo z innej denominacji, albo nawet innego wyznania, warto przyglądać się tym próbom, bo duża ich część ma związek – albo będzie miała – zarówno z plikami, jak i winylem.
W przypadku CD wysiłki idą w dwóch kierunkach: stosuje się coraz lepsze metody masteringu i remasteringu i lepiej przygotowuje się go do wydania na nośniku, a z drugiej mamy coraz lepsze, dalece bardziej wyrafinowane sposoby tłoczenia płyt. O XRCD, potem XRCD2 i wreszcie XRCD24 (ciekawe, czy będzie XRCD32, to by nawet miało sens), SHM-CD i jego wyrafinowanej formie, płycie Platinum SHM-CD, o HQCD i jej najnowszej inkarnacji Ultra HQCD, o Blu-spec CD, teraz w wersji BSCD2 mówiłem wielokrotnie, nie będę tego powtarzał.

STOCKFISCH RECORDS

Mówiliśmy już wiele razy również o sposobach stosowanych przez firmę Stockfisch, mających przybliżyć wykonywane przez nią nagrania do wydarzenia na żywo, a z drugiej strony poprawić proces odtworzenia samego nagrania. Za dźwięk na płytach Stockfisch Records odpowiedzialnych jest obecnie troje ludzi: za nagranie oraz mastering odpowiada Hans-Jörg Maucksch, asystentką realizatora jest Inés Breuer, a nagrania dokonywane są najczęściej w Pauler Acoustics, którego królem jest Hendrik Pauler.

Myślę, że wypróbowali już wszystkie możliwe kombinacje nagrania i masteringu, jakie są dostępne: od całkowicie analogowego, poprzez 24-bitowe pliki PCM, potem DSD, płyty CD i hybrydowe SACD, na winylach tłoczonych z analogu, PCM, a także z sygnału DSD skończywszy. Z tego, co widzę, zwyciężyła opcja DSD: studio jest zwolennikiem płyt SACD, z sygnałem DSD nagranym i masterowanym w tej domenie. Warstwa CD na płytach hybrydowych powstaje bezpośrednio z DSD w procesie o nazwie SBM Direct.

Choć tego się nie pisze, warstwa CD jest więc zakodowana w technice Super Bit Mapping, wynalezionej oryginalnie przez Sony do przeniesienia sygnału 20-bitowego do postaci 16-bitowej z jak najmniejszym szumem kwantyzacyjnym.

Także płyty winylowe Stockfischa nacina się z plików cyfrowych – PCM i DSD. W odróżnieniu od 99% innych płyt, te nacinane są nie w miękkim acetacie, a w miedzianej płycie, w technice DMM, tj. Direct Metal Master. Wynaleziona wspólnie przez firmy TelDec (Telefunken-Decca) oraz Georg Neumann GmbH, miała pomóc w zatrzymaniu przy formacie LP ludzi „odpływających” w latach 80. w stronę CD. W skrócie DMM polega na tym, że rowki wycina się bezpośrednio w miedzianej matrycy, zamiast w lakierze („laquer”), nie trzeba więc tworzyć kolejnych kopii, z których w końcowej fazie powstaje matryca. W DMM omija się dużą ich część, minimalizując – teoretycznie – błędy. Stockfisch od lat tłoczy płyty w ten sposób, korzystając z ultra-miękkiej, niegdyś niedostępnej, miedzi.

Jak pisałem kiedyś przy recenzji płyty Davida Rotha Will You Come Home, początkowo melomani narzekali na nienaturalną szorstkość tak uzyskanego dźwięku. I mieli rację. Wydawca wierzy jednak, że udało się im ominąć te problemy, zyskując wyjątkową precyzję, m.in. przez zastosowanie miedzi o ekstremalnie niskiej twardości. Jednym z warunków koniecznych dla poprawnego wykonania matrycy jest opóźnienie jednego kanału o dokładnie 0,909 s. Stockfisch poradził sobie z tym w ten sposób, że nacina płyty, opóźniając sygnał w domenie cyfrowej.

DMM-CD/SACD

Teoretycznie przejście z nagrania cyfrowego na winyl degraduje dźwięk. Technicznie rzecz biorąc, płyta winylowa – i w ogóle technika analogowa – jest pełna zniekształceń, błędów i wypaczeń. Wystarczy jednak krótki odsłuch, żeby wiedzieć, że gdzieś technika się myli, a raczej ci, którzy się na nią powołują nie wiedzą, co mierzyć, co jest dla muzyki istotne. Ludzie ze Stockfischa zauważyli bowiem, że materiał zarejestrowany w domenie cyfrowej, w postaci plików DSD lub 24-bitowego PCM, przeniesiony na płytę winylową, szczególnie o prędkości obrotowej 45 rpm brzmi inaczej, według nich – lepiej.

To paradoks, nie pierwszy i nie ostatni w naszej branży. Istotne jest to, że do takich wniosków doszli nie oszalali audiofile, których nikt nie bierze na poważnie, a profesjonaliści, ludzie twardo stąpający po ziemi, którzy w pracy starają się dojść do jak najlepszych efektów jak najkrótszą drogą, bo czas to pieniądz. Kiedy więc w 2014 roku zaprezentowali sampler pt. The Stockfisch DMM-CD/SACD, Vol. 1 zrobili to z czystej potrzeby serca, w odpowiedzi na zew natury; a ich naturą jest jak najlepszy dźwięk.

O płycie pisaliśmy przy okazji 90. spotkania Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego, ale nie o sposobie jej przygotowania. A jest ona unikatowa i idzie w poprzek przyzwyczajeniom i wyznawanym przez audiofilów „prawdom wiary”, w których wiodącą rolę pełni zasada „im prościej, tym lepiej”. Technika ta nazwana została przez firmę DMM-CD/SACD. Pomijając używany często przez firmy, a błędny, zapis ‘CD/SACD’, mówi ona o tym, że chodzi o hybrydową płytę Super Audio CD, masterowaną przy pośrednictwie techniki DMM.

Proces rozpoczyna się od nacięcia z plików cyfrowych płyty DMM (możne to być także sygnał analogowy). Nacina się ją z prędkością 45 rpm, wybierając przestrzeń między dwoma punktami, w których zniekształcenia dla klasycznych ramion gramofonowych wynoszą zero. Oznacza to, że na jeden krążek SACD trzeba zużyć kilka takich matryc. Następnie sygnał odczytywany jest z niej za pomocą ramienia EMT 997 i wkładki EMT TSD-15, specjalnej wersji legendarnej wkładki Broadcast TONDOSE TSD-15 z diamentową igłą wykonaną z kwadratowego w przekroju, naturalnego diamentu. W tym przypadku urządzenie do nacinania płyt Neumann VMS-82 pełni też rolę „gramofonu”. Sygnał z wkładki przesyłany jest dalej do lampowego przedwzmacniacza gramofonowego EMT JPA66. Sygnał odczytywany jest z korekcją Neumanna, tj. z dodatkową krzywą odcinającą sygnały poniżej 20 Hz.

Analogowy sygnał z wyjścia przedwzmacniacza przesyłany jest do przetwornika analogowo-cyfrowego Meitner EMM Labs adc 8 MK IV. To urządzenie uznawane za referencyjne, jeśli chodzi o konwersję do jednobitowego formatu Direct Stream Digital. Sygnał DSD, o częstotliwości próbkowania 2,8224 MHz, jest następnie rejestrowany na systemie masteringowym SADiE DSD8. Na płycie SACD znajdziemy dokładnie ten sam sygnał. W uproszczeniu cały proces wygląda w ten sposób:

WĄTPLIWOŚCI

Proces ten budzi jednak wątpliwości. Przede wszystkim trzeba dwukrotnie przejść z jednej domeny do drugiej – najpierw z cyfrowej do analogowej, a następnie z analogowej do cyfrowej. I nie tylko: sygnał musi zostać nacięty przez rylec, a następnie odczytany przez igłę gramofonową, a więc trzeba zamienić sygnał liniowy wg krzywej RIAA, a potem ją odwrócić. To celowe wprowadzanie do sygnału zniekształceń. Tyle że zniekształceń szczególnego rodzaju, mających zbliżyć dźwięk płyty SACD i CD do analogu. Pod koniec lat 90. Bob Carver wpadł na podobny pomysł, związany z krzywą RIAA. Uznał on, że wprowadza to do dźwięku pozytywne zmiany. Układ zaprezentowany w Sunfire Classic Vacuum Tube Control Center nie zdobył jednak akceptacji środowiska. Stockfisch ponownie do niego sięga, dodając do tego podwójną konwersję.

Pierwsza część samplera DMM-CD/SACD przyniosła ciekawy dźwięk, który jednak był – moim zdaniem – zdecydowanie zbyt ostry. Słychać też było, okazjonalnie, ale jednak, trzaski. Potraktowałem więc ten pomysł jako ciekawostkę, a nie poważną próbę poprawy dźwięku płyt cyfrowych. W Chinach ukazało się jednak kilka płyt przygotowanych w tej technice, a 19 lutego 2016 roku zaprezentowano drugą odsłonę tego projektu.

Jest ona znacznie bardziej dopracowana niż poprzednia. Uwagę zwraca ładna, 60-stronicowa książeczka, w której krok po kroku, posiłkując się zdjęciami, opisano cały proces i użyty sprzęt. Tego ostatniego często mi na płytach Stoskfischa brakowało, ponieważ zwykle nie wiedziałem, jak dany materiał został zarejestrowany i jak zmiksowany. Wiadomo było natomiast, że nagranie i mastering przez lata wykonywano korzystając przy odsłuchu z kolumn Bowers & Wilkins 801D. To dobry standard, kolumny te stosowane są w należących do EMI Abbey Road Studios, a także w AIR Studios. Ale nie wszystkim się one podobały. Coś musiało się także zmienić w Pauler Acoustics, bo na nowych zdjęciach widać w ich miejscu kolumny Tannoy Cantenbury GR z serii Prestige. Przygotowaniem wydawnictwa zajął się Günter Pauler, a asystował mu Percy Chan.

Porównania wykonałem korzystając z oryginalnych płyt SACD i jednej CD (Sara K.), a także winyli z piosenkami zawartymi na samplerze. Ciekawostka: w Azji płyta ukazała się także w postaci klasycznego digipaku, ale z jednowarstwową płytą SACD, bez warstwy CD. To znacząco poprawia dźwięk warstwy SACD i dlatego zabieg ten stosuje się na płytach SHM-SACD.

DŹWIĘK

Niezależnie od tego, jak oceniamy technikę DMM-CD/SACD od strony technicznej, efekty dźwiękowe, jakie przynosi są szalenie interesujące, zarówno muzycznie, jak i poznawczo. Porównując te same utwory wydane na winylu, SACD i CD z ich wersjami przegranymi z miedzianego acetatu, słychać, że etap polegający na wycinaniu informacji przez rylec zmienia dźwięk. I teraz – w kierunku, którym zwyczaj chcielibyśmy, żeby się zmieniał. Jak gdyby zniekształcenia wnoszone w ten sposób miały walor dodatni, a nie ujemny, jak się do tego w technice przyzwyczailiśmy. To podobna historia, jak z lampami, których szczególne własności powodują, że dźwięk z nimi jest najczęściej lepszy, bardziej „ludzki”.

Tak samo jest tutaj. Wersje z DMM mają głębszy dźwięk, są bardziej namacalne. I nie chodzi o proste podbicie niskich tonów, bo słychać, że podczas masteringu pan Pauler starał się zachować barwę oryginału. Rzecz w tym, że wokale i bas są bardziej trójwymiarowe, słychać je bliżej, ale też wyraźniej. Mają oddech za sobą. Bo w ogóle scena dźwiękowa wydaje się lepsza – szersza, głębsza i lepiej zorganizowana. Te same utwory, nawet te grane z winylu, mają bardziej ścieśniony obraz na środku, są mocniej związane z jakimś miejscem i mają mniejszy wolumen.

To nie powinno tak być, ale jest i nic na to nie poradzę – wersje utworów zaprezentowane na płycie DMM-CD/SACD są lepsze niż ich odpowiedniki na regularnych wydaniach, także winylowych. Brzmią przyjemniej, płynniej, gęściej, a wokale mają większy wolumen. A do tego niemal kompletnie nie słychać trzasków, czasem, drobniusieńkie coś tam pod spodem, a szum przesuwu jest bardzo niski. Jedyną rzeczą, którą bym jeszcze zmienił, to lekkie uprzywilejowanie zakresu powyżej 800 Hz i poniżej 2 kHz. Wydaje się przez to, że wokale są otwarte, ale to raczej podbarwienie niż otwarcie. To jednak drobiazg.

Jak widać w technice cyfrowej wciąż są rzeczy, w których można coś poprawić, zmienić. Stockfisch jest firmą, która poszukuje i choć nie zawsze osiąga to, co zamierzyła – żeby wspomnieć winyle tłoczone z sygnału cyfrowego DSD – to tym razem znalazła coś bardzo ciekawego. Brzmienie DMM-CD/SACD jest niezwykle ciepłe, ale bardzo szczegółowe i selektywne. Nie ma w nim rozjaśnienia, a jednak jest otwarte. No i ten bassss… A najbardziej szokującą właściwością jest absolutny brak trzasków.

Jakość dźwięku: 9-10/10

Podsumowanie

Dążenie do jak najbardziej „analogowego“ dźwięku z nośnika cyfrowego jest zarówno godne pochwały, jak i trochę bezsensowne. Podziw bierze się stąd, że w dużej części nośniki analogowe, jak taśmy szpulowe i winyl wciąż uważane są za najlepsze źródło dźwięku, jakie istnieje. Ale przecież nie cała muzyka jest nagrana analogowo, znacząca jej część to rejestracje cyfrowe. I będzie ich coraz więcej. W ich przypadku trzeba dążyć nawet nie do „analogowego” dźwięku, a jak najbardziej wiernego i naturalnego, omijając problemy, jakie ma system analogowy, przede wszystkim szumy – stąd bezsens „analogofilii”.

I dlatego tak skomplikowana obróbka dźwięku, jak DMM-CD/SACD nie jest jednoznacznie pozytywna. No, ale wyniki są fantastyczne – WSZYSTKIE nagrania brzmiały lepiej z samplera niż z oryginalnych wydań i lepiej niż w winyli. Tak nie powinno być, to dewiacja, ale tak to słyszę i państwu przekazuję. Warto samemu posłuchać efektów tych działań, bo to interesujący wgląd w sposób działania ludzkiego mózgu i tego, jak słyszymy. Nie sądzę, żeby technika ta była stosowana przez kogokolwiek innego niż Stockfisch, ponieważ jest szalenie droga i wymaga specyficznych umiejętności. Ale tu i teraz – szacunek!


The Stockfisch DMM-CD/SACD, Vol. 2

Stockfisch SFR 357.5902.2

Nośnik: SACD/CD
Premiera: 19.02.2016

Spis utworów:

1. Carrie Newcomer, The Slender Thread (w: The Slender Thread)
2. Allan Taylor, Endless Highway (w: All Is One)
3. Paul Stephenson, Girl With A Mirror (w: Girl With A Mirror)
4. Sara K. feat. Chris Jones, What's A Little More Rain (LIVE 2001) (w: Live - in concert)
5. Ranagri, Tremors (w: Fort of the Hare)
6. David Munyon, Prayers Of Elvis Presley (w: Purple Cadillacs)
7. Tony Christie & Ranagri, Wild Mountain Thyme (w: The Great Irish Songbook)
8. David Roth, Be Kind To Yourself (w: Will You Come Home)
9. Carl Cleves & Parissa Bouas, Nothing´s Gonna Last Forever (w: Halos 'Round the Moon)
10. Paul O'Brien, Big Yellow Taxi (w: Long May You Sing)
11. Steve Strauss, Sea Of Dreams (w: Sea Of Dreams)
12. Kerstin Blodig, Out of the Woods (Impro 2) (w: Out of the Woods)

www.stockfisch-records.de

WOJCIECH PACUŁA
Redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show