pl | en

No. 185 Wrzesień 2019

Rzecz dzieje się w domu Jarka Waszczyszyna, założyciela, właściciela i głównego konstruktora firmy ANCIENT AUDIO, jak również współwłaściciela i współprojektanta produktów sprzedawanych pod marką FRAM. Pomysł na to spotkanie przyszedł mi do głowy zupełnie niespodziewanie, kiedy w poszukiwaniu czegoś trafiłem w naszym Archiwum na okładkę z września 2009 roku, na której znalazł się właśnie Jarek. Testowaliśmy wówczas opus magnum Ancient Audio, wzmacniacz Silver Grand Mono.

ziesięć lat to szmat czasu i wiele się od tamtej pory zmieniło. Zmieniła się również i marka ANCIENT AUDIO, a Jarek swoją energię skupił – tak to przynajmniej wyglądało – na swojej nowej marce FRAM. Wydało mi się ciekawe, że od produktów na wskroś audiolfilskich, czerpiących pełnymi garściami z „antycznych” technik gładko przeszedł do produktów lifestylowych z jednej strony i innowacyjnych z drugiej. Umówiłem się więc na rozmowę i w jednym z supergorących sierpniowych dni znalazłem się u niego w domu.

Myślałem sobie tak: Ancient Audio jest klasyczną firmą, która korzysta z klasycznych rozwiązań, dopieszczając je, szlifując, polerując. W jej centrum znajdziemy technologie sprzed stu lat. Z kolei Fram jest, tak naprawdę, firmą technologiczną, opartą na nowoczesnych rozwiązaniach, zarówno jeśli chodzi o ich rdzeń, czyli procesor sygnałowy, jak i wygląd.

Podczas rozmowy szybko zostanę wyprowadzony z błędu i dowiem się, że wszystko, co jest związane z procesorem dźwięku to tylko odnoga Ancient Audio – procesor to dalej projekt Ancient Audio, a z kolei Ancient Audio korzysta z pomysłów rozwijanych we Framie. Mamy więc Ancient Audio Classic i Ancient Audio Nowe Technologie – i w tych ostatnich mieści się marka Fram. Do tej pory były to głośniki aktywne, ale niedługo dojdzie do nich wzmacniacz.

|1| Strona emocjonalna, czyli ANCIENT AUDIO

Sytuacja, którą zastaję na miejscu to skrzyżowanie warsztatu z pokojem odsłuchowym. Na stoliku flankowanym z dwóch stron przez potężne, prototypowe kolumny o wysokości niemal dwóch metrów i mniejsze, aktywny model MAXI 150, stoi odtwarzacz CD Air V-Edition i wzmacniacz A-3, zaś z tyłu, na stoliku stoją, dopiero montowane, nowe wzmacniacze Ancient Audio – coś, nad czym Jarek pracuje od kilku lat. Wszędzie pod nogami plączą się kable, a tylna ściana wyłożona jest pudłami z książkami i ubraniami. Ubrania znalazły się również w dodatkowych workach jutowych dorzuconych do ściany.

Jarek podchodzi do wzmacniacza stojącego na stole, podchodzę więc i ja. Mówimy o wzmacniaczu mocy na pojedynczej lampie 300 B, monoblokach, w których zastosowano zasilacz, jakiego we wzmacniaczach lampowych zwykle się nie stosuje.

Jaromir Waszczyszyn: Skąd taki pomysł? Silver Grand Mono to wzmacniacz, który jest, jak mi się wydaje, doszlifowany do perfekcji. Powstał w 2005 roku i drogą zmian w elementach, drobnych korekt jeśli chodzi o schemat udało się zrobić naprawdę świetny wzmacniacz. Pytanie było oczywiste – co zrobić lepiej. W Silverze Grand Mono to, co się dało zrobić lepiej już zrobiłem i nie wiedziałem, co można by zrobić inaczej.

Część wzmacniająca jest klasyczna, to lampa 300B bez żadnych sprzężeń zwrotnych – czy to globalnych, czy lokalnych – sterowana przez prosty stopień na triodach. Wiele do zrobienia pozostało jednak w zasilaczu. Bo wszystkie nasze zabawy z kablami zasilającymi pokazują, jak niesamowity wpływ na dźwięk ma zasilanie. W przypadku wzmacniaczy lampowych mówi się o tym, że sam wzmacniacz to pestka, problem jest w jego zasilaniu. Innymi słowy – wystarczy dostarczyć człowieka na Księżyc i z powrotem, a reszta jest już łatwa…

Pomysłem, który rozwijam w nowym wzmacniaczu, który będzie się nazywał Silver Single Mono, jest to jak zasilić lampę 300B. Jak wiadomo jest z nią problem – to lampa, która jest bezpośrednio żarzona. Czyli żarnik jest również częścią obwodu audio. Jeśli popatrzymy na Silver Grand Mono widać, że kawałki przewodów, które zasilają obwód żarzenia biegną do zasilacza, potem przez transformator zasilający, który przez dość dużą pojemność zbiera różne „śmieci”. Cały czas mnie to męczyło, jak to zrobić, żeby ten obwód był jak najbardziej zwarty i żeby te pojemności były jak najmniejsze.

Idea jest taka, że prąd o napięciu 240 V AC jest najpierw w zasilaczu zamieniany na prąd stały. Dostajemy więc separację galwaniczną przez transformator impulsowy, który jest bardzo mały, a przez to ma bardzo małą pojemność. Na jego wyjściu otrzymujemy 24 V DC, z którymi wchodzimy do właściwego zasilacza. Są w nim dwa transformatory impulsowe. Ten większy jest przetwornicą i zamienia niskie napięcie na wysokie, do zasilania lampy. Drugi transformator, ten mały, przygotowuje napięcie żarzenia do lamp. W związku z czym mamy podwójną separację galwaniczną przez bardzo małe pojemności.

Długość przewodu od transformatora do lamp to maksymalnie dwadzieścia centymetrów, czyli nie ma porównania z tym, co było w Silver Grand Mono. To są, tak naprawdę, dwie przetwornice ze wstępną stabilizacją napięcia, ale zasadnicza stabilizacja jest jeszcze na stabilizatorach liniowych – są tu bardzo szybkie kondensatory wysokiego napięcia, razem o pojemności 2200 μF, więc jak na wzmacniacz z lampami 300B to sporo. Ważne jest to, że w porównaniu z tradycyjnymi kondensatorami te użyte przeze mnie są kilkadziesiąt razy szybsze, a przez to taki zasilacz pracuje znacznie lepiej w zakresie sygnałów audio.

Mój rozmówca z wysiłkiem podnosi wzmacniacz, żeby pokazać mi go od spodu – na nagraniu wyraźnie słyszę kilka krótkich sapnięć i jeden jęk:

Od spodu nie ma zbyt wiele, to prosty układ. Zasadnicza część wzmacniacza to po prostu zasilacze. To najtrudniejsza rzecz do zrobienia. Wszystkie elementy, to jest transformatory, są tutaj nietypowe. Udało mi się nawiązać kontakt z najlepszym konstruktorem takich transformatorów w Polsce, z firmy Feryster, panem Romanem Mandziejewiczem. Rozmowy telefoniczne były dla mnie czymś wyjątkowym. Przez trzy miesiące mu zawracałem głowę, zanim mi je zrobił.

Jarek pokazuje na potężny transformator widoczny za lampą:

To z kolei transformator głośnikowy typu „podwójne C”, zaizolowany Teflonem, ze srebrnym drutem. Tak są robione transformatory w Kondo OnGaku i nie znam lepszego rozwiązania. Tu technologia w stosunku do Silver Grand Mono, może poza specjalnym Teflonem w nowym projekcie, właściwie się nie zmieniła. Całość zabawy z takim transformatorem zaczyna się od gołego drutu srebrnego, który robiony jest w laboratorium na Śląsku, gdzie przygotowywane jest też srebro dla medycyny. Taki drut trzeba jednak zaizolować. Ponieważ to bardzo miękki drut trzeba to robić ręcznie – po prostu go lakieruję. A to wymaga czasu, czasu, czasu.

Bardzo jestem ciekaw, jak ten wzmacniacz zagra. Docelowe kolumny, dla których był projektowany, mają wysoką skuteczność, duży głośnik niskotonowy i wstęgę na średnicy i górze. A nowe źródło? – Ze źródłami to jest tak – mam gotowy nowy odtwarzacz, cały w aluminium. Obudowy frezowane są z jednego elementu. Być może wrócę do formuły dwupudełkowej – w jednej transport, w drugiej przetwornik. A to dlatego, że jeśli przetwornik jest rozdzielony na dwa kawałki to gra to świetnie, ale jest mało funkcjonalne – takiego przetwornika nie można stosować osobno, z innymi źródłami sygnału.

Na koniec mówię, że byłem niemal pewien, iż Ancient Audio to historia i teraz liczy się tylko Fram. Jarek z szelmowskim (tak, jest takie słowo :) uśmiechem mówi, że – jak widać – „robi się” i że pogłoski o śmierci AA były przedwczesne. Wydaje się, że właśnie teraz Ancient Audio dostaje nowe życie i nowe urządzenia są pokłosiem zastosowania nowych technik, które kiedyś Jarkowi nie mieściły się w głowie.

|2| Strona racjonalna, czyli FRAM

Siedzimy na sofie przed systemem i nowymi kolumnami Fram. Jarek zaczyna swoją opowieść od historii firmy, ale szybko wciąga się w szczegóły techniczne związane z procesorem sygnałowym, który jest podstawą wszystkich produktów tej marki, a także obudów, które wyróżniają ją spośród wszystkich innych polskich firm audio.

Procesor głośnikowy | Uważam, że moim najciekawszym produktem ostatnich lat jest cyfrowy procesor głośnikowy. Są ludzie, którym się to nie za bardzo podoba, ale są i tacy, którzy uważają, że to jest fajne i jest w tym potencjał. Najpierw jednak trochę historii.

Zaczęliśmy od małych kolumn – to było coś zupełnie innego niż praca w AA. Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, ponieważ musiałem przejść z pracy indywidualnej do pracy zespołowej. Firmą, która pod nazwą Fram produkuje kolumny jest Digital Speaker Manufacture. Dalej mam ciągoty do pracy samodzielnej, ale tutaj muszę się pilnować. Zaczęliśmy od prezentacji tego rozwiązania jednej z firm produkujących telewizory Mówimy o 3 000 000 odbiorników TV rocznie. Efekt był fajny, bo zrozumiałość dźwięku z tych maleńkich głośniczków, które są w nich montowane, poprawiła się skokowo.

Ostatecznie firma nie była tym zainteresowana, ale ludzie, którzy w niej pracowali zobaczyli w tym potencjał i spotkaliśmy się w miejscu, w którym już jedna taka historia się już kiedyś zaczęła, pod hasłem: „Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, zakładamy więc fabrykę”. W tym mieście była niegdyś największa na świecie przędzalnia lnu. Pierwszym krokiem była współpraca z Tonsilem – wzmacniacz, który widzisz został przygotowany dla ich kolumn Altus. Chodziło o to, żeby tradycyjna firma dostała od nas kopa w postaci technologii. Ze współpracy nic jednak nie wyszło.

Podstawą było to, że dysponowaliśmy fabryką, która jest w stanie wyprodukować dowolną ilość elektroniki. I, jak mówię, było to przejście od pracy autorskiej do pracy, gdzie jest zespół konstruktorów, zespół decyzyjny, w postaci trzech właścicieli firmy. Wciąż się docieramy, a problemy były, jak zwykle, z komunikacją. Najważniejsze jednak było to, że się rozwijaliśmy. Do naszego zespołu dołączył doświadczony elektronik, świetny programista oraz konstruktor lotniczy, który projektuje systemy paliwowe do samolotów. Kiedy popatrzył na nasze prototypy z obudowami z drewna i aluminium powiedział, że zrobimy to sami w całości z aluminium – tak narodził się pomysł na Fram.

Pierwsze kolumny zrobione z aluminium to był dramat – wszystko dzwoniło, nie chciało grać, nie do przyjęcia. Włączyłem się jednak w proces projektowy jako człowiek, który już coś tam w życiu zrobił i wspólnie doszliśmy do kolumn, które bardzo dobrze grają i świetnie wyglądają. Po sukcesie pierwszych kolumn apetyt zaczął nam rosnąć, postanowiliśmy więc przygotować kolumny, które mają bardziej klasyczny układ, czyli z głośnikiem wysokotonowym. Wciąż trzymamy się koncepcji małej i średniej kolumny aktywnej, ponieważ jest ona niesamowicie wygodna dla użytkownika.

Zwłaszcza, że nowe kolumny mają wejścia cyfrowe – optyczne i elektryczne – w wyniku czego otrzymaliśmy poważne kolumny. Jak zwykle pojawiło się pytanie – co dalej? Powstała więc koncepcja bardzo dużych kolumn, które będą się nazywały Line – to, co widzisz, to ich prototyp.

Line | Chciałem przy nich wykorzystać moje najlepsze doświadczenia, jeśli chodzi o audio, czyli koncepcję kolumn Wing, które pojechały do Johna Tu, do USA. Ponieważ Line wyszły bardzo zgrabnie, nie chcieliśmy wrzucać do nich całej elektroniki. Odeszliśmy więc od koncepcji kolumny aktywnej, choć to wciąż będzie komplet.

Taki komplet będzie się składał z trzech elementów: dwóch kolumn oraz wzmacniacza. Wzmacniacz będzie miał wejścia analogowe i cyfrowe, zdalne sterowanie, a przede wszystkim procesor sygnałowy. Na pierwszy ogień pójdzie wzmacniacz tranzystorowy A-3. Wszystkie uwagi, które miałeś podczas jego testu, jak na przykład jest jego ograniczona użytkowość, zostały przez nas wzięte pod uwagę. To będzie niewielki wzmacniacz pracujący w klasie A, w trybie single-ended, o mocy 2 x 40 W. W klasie A SE oddaje kilka pierwszych watów, potem przechodzi do klasy AB. Kolumny mają ogromny potencjał. Chcielibyśmy z nimi trafić do klientów, którzy mają duże mieszkanie, w które trzeba dobrze nagłośnić.

Wciąż jesteśmy w fazie rozwoju modelu sprzedaży, bo sprzedaż bezpośrednia kompletnie się nie sprawdziła. Wróciliśmy więc do klasycznego modelu – w Polsce kolumny Fram dystrybuowane są przez firmę 4HiFi. Powoli zaczyna się też rozkręcać dystrybucja poza Polską i to w innych kanałach niż klasyczne audio. To ma być ładnie grający produkt lifestyle. Dlatego też przygotowujemy prezentacje dla ludzi zajmujących się architekturą wnętrz.

Tu następuje krótka rozmowa na temat zalet i wad poszczególnych typów dystrybucji, o tym, w jaki sposób różni się rynek lifestyle od klasycznego audio. Ale moje główne pytanie dotyczy tego, dlaczego w Polsce jest tak mało firm innowacyjnych, szczególnie w audio. Robimy świetne kolumny, wzmacniacze, źródła, kable, podstawy – ale to wszystko są rzeczy wynalezione i opracowane dekady wcześniej, zazwyczaj zresztą przez innych, nie ma w nich nic naprawdę odkrywczego.

Innowacyjność | Widzisz dużo innych firm innowacyjnych w Polsce (i nie mówię tylko o audio)? No właśnie – nie. Generalnie to firmy, które się obracają w swoim własnym „sosie”. Jeśli mamy firmy software’owe, to zajmują się tylko softwarem, jeśli są firmy zajmujące się wysokimi technologiami, to się poza ten wycinek nie ruszają. To, czego brakuje to współpracy, współdziałania różnych dziedzin. Ci, którym się to udało, są po prostu najlepsi. Mamy w Polsce, dla przykładu, firmę produkującą najlepsze na świecie czarne skrzynki do samolotów, oparte na pamięci półprzewodnikowej. To jednak wyjątek.

Ważnym powodem jest to, że mamy kompleksy. Jesteśmy też niedoinformowani. Najważniejsze jest jednak to, o czym mówiliśmy – nie mamy doświadczenia we współpracy. Naszym problemem jest praca zespołowa, czyli tego, że trzeba się nią sensownie podzielić, jak i odpowiedzialnością. Innowacje to współdziałanie wielu różnych elementów.

Dam ci przykład z tymi kolumnami. Fajnie grają i fajnie wyglądają. Żeby to się udało musieliśmy połączyć kilka elementów. Potrzebny był do tego człowiek, który zajmuje się akustyką. Potrzebna była firma, która wykona wszystkie elementy z metalu dokładnie tak, jak to sobie wymyśliliśmy. Potrzebny był elektronik. I jeszcze kilku innych ludzi. Ja, jako Ancient Audio, nigdy bym takiej kolumny nie przygotował. Powiem wprost – ciężko by mi było się również podzielić „chwałą autorską” z kimś, kto „tylko” zaprojektuje kolumny od strony technologicznej.

Do tego, żeby tak to wyglądało, potrzeba było ludzi, mających świeże spojrzenie z zewnątrz, którzy o kolumnach nie mają kompletnie pojęcia, a są jednak wspomagani przez kogoś, kto się już zna tym zna. Dla przykładu, ktoś musiał wpaść na pomysł, aby wskazywać poziom siły głosu za pomocą jednej, wielokolorowej diody LED – do tego trzeba było naszego programisty. Wszyscy się zastanawialiśmy, jak to zrobić, a on popatrzył, popatrzył i znalazł rozwiązanie.

Powtórzę – to, że innowacyjność w Polsce jest na tak niskim poziomie to przede wszystkim wynik braku współpracy między specjalistami z różnych dziedzin. W swoich wąskich specjalnościach są znakomici, ale nie potrafią znaleźć wspólnej platformy. Pieniądze są oczywiście ważne, to chyba jasne. Innowacje wymagają inwestycji, ale to nie jest jedyny, ani nawet główny problem. Popatrz, jak olbrzymie pieniądze są zakumulowane w Japonii. Na sztucznej wyspie wybudowano tam supernowoczesne centrum technologiczne, które miało zasilać technologiami hi-tech cały świat. I co? – I nic, ani jedna Nagroda Nobla stamtąd nie wyszła.

Czegoś bowiem brakuje, brakuje otwarcia na „niemożliwe światy”. Tak jest i u nas, gdzie wtłacza się dzieciom już od przedszkola, że mają działać tak, jak na obrazku i nie powinny poza ten obrazek wychodzić. W Japonii dochodzi do tego problem hierarchii, która wszystko tłamsi. Japoński aforyzm mówi, że „wystający gwóźdź trzeba dobić”. W Polsce jest jeszcze gorzej, bo nie ma ani pieniędzy, ani doświadczenia we współpracy. Polscy studenci i naukowcy wyjeżdżający na Zachód mówią, że pierwsze zastrzeżenia do nich są związane z pracą zespołową. Ceni się indywidualizm jako siłę kreatywną, ale jest też olbrzymi nacisk na pracę zespołową, bo to ona te pomysły jest w stanie wprowadzić w życie.

|3| NAPRZÓD!

Jarek wstaje i przesuwa światło tak, żebym mógł przeczytać napis na tylnej ściance kolumn.

Na każdej kolumnie, którą sygnuje Fram jest napis „Powered by Ancient Audio”. Dla nas wszystko się bowiem przeplata. Początkowo myśleliśmy, że będziemy robili dużo i tanio, a skończyło się tak, że będziemy robili drożej i mniej – do tego musieliśmy jednak dojść metodą prób i błędów. Korzenie naszych działań są klasyczne, ale wszystko, co z nich wyrasta musi być nowoczesne. Inaczej nie będzie żadnego postępu, będą tylko „ruchy fantomowe”. W końcu, „Fram” po norwesku znaczy ‘naprzód’!

WOJCIECH PACUŁA
Redaktor naczelny

Kim jesteśmy?

Współpracujemy

Patronujemy

Nasi autorzy publikują teksty w magazynach: „Enjoy the Music.com”, „Positive-Feedback.com”, „HiFiStatement.net” oraz „Hi-Fi Choice & Home Cinema. Edycja Polska”.

"High Fidelity" jest miesięcznikiem poświęconym zagadnieniom wysokiej jakości dźwięku. Pismo ukazuje się nieprzerwanie od 1 maja 2004 roku. Do października 2008 roku nosiło tytuł "High Fidelity OnLine". W listopadzie 2008 roku zostało zarejestrowane pod nowym tytułem.

"High Fidelity" jest magazynem internetowym, tj. ukazuje się wyłącznie w sieci. Od kilku lat publikujemy materiały zarówno w języku polskim, jak i angielskim - te można czytać TUTAJ. Dzięki tym ostatnim docieramy do czytelników na całym świecie - statystyki pokazują, że czytają nas ludzie w niemal każdym kraju na świecie.

Raz w roku drukujemy jeden, wybrany test - ten unikatowy, kolekcjonerski druk otrzymują odwiedzający wystawę Audio Show w listopadzie każdego roku.

"High Fidelity" należy do dużej rodziny światowych pism internetowych, współpracujących z sobą na różnych poziomach. W USA naszymi partnerami są: „EnjoyTheMusic.com” oraz „Positive-Feedback Online”, a w Niemczech „HiFiStatement.net”. Przez lata recenzje ukazywały się także w piśmie "6moons.com" (Szwajcaria).

Jeśli chcą państwo skontaktować się z którymś z naszych autorów, prosimy wybrać odpowiedni e-mail z zakładki KONTAKT.

positive-feedback linia hifistatement linia Net Audio


Audio Video show


linia
Vinyl Club AC Records
linia
Audio Video show