pl | en

MUZYKA | RECENZJA

AC RECORDS PREZENTUJE:

|1| DUDKIEWICZ/NIEDZIELA/ ORZECHOWSKI/STANKIEWICZ/ TOKAJ/WYLEŻOŁ: PIANO SKETCHES
|2| MAP & KRZESIMIR DĘBSKI: GROOVOBEREK

Kontakt:
AD DRUM Adam Czerwiński
Al. Zwycięstwa 10
83-320 Sulęczyno | POLSKA

acrecords.pl
UK/POLSKA


AC RECORDS – wydawnictwo muzyczne założone i prowadzone przez ADAMA CZERWIŃSKIEGO w 2014 roku. Wydaje ono płyty analogowe oraz Compact Disc, z naciskiem na te pierwsze. Płyty AC Records są nagrywane, miksowane i masterowane analogowo oraz wydawane na wysokiej jakości winylu 180 g. Ich masteringiem zajmują się inżynierowie z Abbey Road. Magazyn „High Fidelity” jest medialnym patronem wydawnictwa.

C RECORDS to wytwórnia w Polsce absolutnie wyjątkowa, a i w większej części świata, unikatowa. Pod koniec 2. dekady XXI wieku oferuje bowiem płyty analogowe nagrane na analogowym magnetofonie szpulowym, miksowane na analogowym stole mikserskim oraz w tym samym podejściu masterowane w analogowym systemie masteringowym. Dzisiaj niemal cała muzyka jest nagrywana cyfrowo i cyfrowo masterowana oraz miksowana. Tak duży wysiłek włożony w przywrócenie do świetności techniki, której korzenie sięgają XIX wieku, można odebrać jako dziwactwo i będzie to – dla wielu ludzi – pogląd uzasadniony. Ja widzę to jednak inaczej – dla mnie to odwaga i zaangażowanie.

Adam Czerwiński za swoimi bębnami w studio Custom 34 | Fot. Magdalena Rosman

Z Adamem Czerwińskim spotkaliśmy się na łamach „High Fidelity” już czterokrotnie. Najpierw poznaliśmy jego samego i wytwórnię w artykule pt. AC Records Vinyl Club & „High Fidelity”. Czyli o tym, co Adam Czerwiński sobie wymyślił, a w czym my również chcemy mieć udział (HF | № 178). Kolejnym krokiem była recenzja albumu Wojtek Karolak & Adam Czerwiński pt. In A Sentimental Mood. W ramach Krakowskiego Towarzystwa Sonicznego (HF | № 181) spotkaliśmy się, żeby posłuchać jego dwóch najnowszych krążków:

|1| Dudkiewicz/Niedziela/Orzechowski/Stankiewicz/Tokaj/Wyleżoł: PIANO SKETCHES oraz |2| MAP & Krzesimir Dębski: GROOVOBEREK. Natomiast w czerwcu tego roku omówiliśmy płytę Hollywood Trio (HF | № 182).

Spotkanie było rewelacją, nie tylko dla mnie, ale i dla wszystkich, którzy w nim uczestniczyli, ponieważ mieliśmy możliwość posłuchać analogowych taśm „master”, test-presów, płyt LP, a także tzw. lakieru, czyli specjalnej płyty, która służy do wykonania matryc, z których tłoczy się gotowe winyle. Już wtedy wiedziałem, że obydwa wspomniane krążki są wyjątkowe i – być może – to najlepsze, jak dotąd, wydawnictwa AC Records.

Krzesimir Dębski z Adamem Czerwińskim w czasie nagrania płyty Groovoberek | Fot. Magdalena Rosman

Przygotowywane przez Adama płyty są ściśle limitowane, do 500 sztuk – 150 egzemplarzy tłoczonych jest na winylu czerwonym, a pozostałe 350 na czarnym, czarnym; płyty są numerowane. Równie ważna jest ich forma graficzna. Powiem tak – ostatnie krążki AC Records to, jak dla mnie, odkrycie. Jak się wydaje, wytwórnia wypracowała swój własny, niepowtarzalny styl, który na recenzowanych płytach kontynuuje Kuba Karłowski. Jest on również autorem zdjęć na płycie Piano Sketches. Za kaligrafię tytułów odpowiada z kolei Piotr Kowalski.

| TECHNIKA

|1| Dudkiewicz/Niedziela/Orzechowski/Stankiewicz/Tokaj/Wyleżoł: PIANO SKETCHES | AC Records ACR 013, 180 g LP (2019)

Sprzęt nagraniowy:
Stół mikserski: Neve Custom Series, kompresory UA 1176, UA LA2A, mikrofon: HUM Audio RS-2, magnetofon wielośladowy: Studer 24-track A 827 Tape Recorder, taśmy: QUANTEGY GP9. Mastering wykonany na Pultec EQ & Shadow Hills Mastering Compressor.

Zebranie tylu pianistów w jednym miejscu i czasie było wyczynem. Adam dał im wolną rękę, to znaczy każdy miał przygotować utwór według własnego uznania. A grali na fortepianie użyczonym przez Leszka Możdżera. O powstaniu płyty Adam Czerwiński mówi tak:

Na pomysł nagrania wpadłem, kiedy układałem w głowie plan wydawniczy na ten rok. Chciałem mieć w katalogu jedną produkcję, która będzie odbiegała od reszty, tak pod względem brzmieniowym, jak i stylistycznym. Oświeciło mnie przy okazji drążenia tematu stroju 432 Hz.

Zorganizowanie sesji i zaproszenie sześciu pianistów w ciągu dwóch dni było nie lada ekwilibrystyką! Przyloty, odloty, godziny, dowozy, odwozy, posiłki…. Czyste szaleństwo! Lecz sama praca w studio, możliwość słuchania tych pięknych dźwięków, wynagrodziły mi wszystkie trudy.

Nagrania dokonaliśmy w Custom 34 w Gdańsku, wybitnym studio nagraniowym. Mamy tam do dyspozycji najlepszy analogowy sprzęt, poczynając od konsoli na wielośladowym magnetofonie Studera kończąc. Dodatkowym walorem akustycznym miejsca jest to, że główne studio ma osiem i pół metra wysokości, co daje niesamowite brzmienie! Ważnym elementem jest też mikrofon HUM – hit wszystkich audiofilskich studiów nagraniowych. Proszę sobie wyobrazić, że podczas nagrania i masteringu nie użyliśmy żadnej korekcji dźwięku. Myślę, że to też świadczy o wyjątkowości tej produkcji.

Nagrania zostały zarejestrowane w ciągu dwóch dni, 18 i 19 marca 2019 roku za pomocą trzech mikrofonów: dwóch – na lewą i prawą rękę – oraz HUM na całość. Materiał został zapisany zostały na 24-ścieżkowym, analogowym magnetofonie Studer A 827, przez konsolę Neve Custom Series. Całość została zmiksowana i poddana masteringowi przez Piotra Łukaszewskiego. Tak przygotowaną taśmę Adam zawiózł do Londynu, gdzie zajął się nią Sean Magee („Analog Mastering”), przy pomocy kompresorów Shadow Hills Valve Compression. To człowiek mający na kącie Nagrodę Grammy za remaster katalogu The Beatles. Płyta dostępna jest w kolorze czarnym i bez żadnego barwnika (jest przezroczysta).

|2| MAP & Krzesimir Dębski: GROOVOBEREK | AC Records ACR 014, 180 g LP (2019)

Sprzęt nagraniowy:
System nagraniowy taki sam, jak przy płycie Piano Sketches, skorzystano jednak również z innych mikrofonów. Utwory od 1 do 5 zostały zarejestrowane przy pomocy pojedynczego mikrofonu HAM, ale pozostałe cztery korzystały z dodatkowych: Neumann U67, Telefunken U47 oraz Elam 251.

Groovoberek to trio MAP, czyli Marcin Wądołowski, Adam Czerwiński i Piotr Lemańczyk, z gościnnym występem Krzesimira Dębskiego. Gra on na skrzypcach, co oczywiste, ale również na pianinie Fendera, a nawet śpiewa. Adam Czerwiński:

Była to dla mnie bardzo ciekawa sesja, zarówno pod względem muzycznym, jak i brzmieniowym. Musiałem połączyć koncepcyjnie w całość materiał, który w pierwszej chwili wydaje się być nie do „zlepienia”. Mamy tu dwa utwory zupełnie akustyczne, nagrane na jeden mikrofon HUM. W ostatniej chwili wpadłem na pomysł żeby nagrać również Godzinki, czyli starą modlitwę kościelną… Pomysł szalony ale efekt niebanalny. Uważam, że udało się to nam po prostu wyjątkowo! Sporo zabawy mieliśmy też z rockową produkcją utworu Groovoberek, którego druga część daleko wybiega poza ramy jazzu. Dodam, że w otwierającym go fragmencie śpiewa sam Krzesimir Dębski.

To krążek dostępny na czarnym winylu oraz na winylu szarym. Uwagę zwraca genialna wyklejka – proszę sprawdzić samemu :)

| DŹWIĘK

Odsłuch płyt został przeprowadzony na gramofonie SME Model 12A z wkładką MySonic Lab Eminent EX i z przedwzmacniaczem gramofonowym RCM Audio Sensor Prelude IC. Do dyspozycji miałem obydwie wersje kolorystyczne płyt, a także płyty testowe („test-press”).

|1| Dudkiewicz/Niedziela/Orzechowski/Stankiewicz/Tokaj/Wyleżoł: PIANO SKETCHES

Pisząc te słowa wciąż jestem pod wrażeniem niebywałego występu Davida Ogrodnika w filmie Macieja Pieprzycy pt Ikar. Legenda Mietka Kosza (2019). Film opowiada poplątaną historie jednego z najlepszych polskich pianistów, Mieczysława Kosza.

Tragicznie zmarły, w wieku zaledwie 29 lat, zostawił po sobie tylko jedną płytę długogrającą – za to w serii „Polish Jazz” (!) – dwie płytki wydane przez Polskie Stowarzyszenie Jazzowe w serii „Biały Kruk Czarnego Krążka” i nagrania radiowe, które ukazały się dopiero po latach, w wydawnictwie Polonia jako The complete recordings of Mieczysław Kosz.

Nie mogę się więc powstrzymać od porównań. A jest o czym mówić. Każdy z pianistów zaproszonych przez Adama Czerwińskiego to osobny mikrokosmos. Bez trudu da się wskazać elementy wspólne, a to z Billem Evansem, a to z Teleniousem Monkiem, a nawet Artem Tatumem. Zachęcam do takich poszukiwań – nie po to, aby mówić o graniu „pod” kogoś, a żeby pokazać, jak doskonałych mamy pianistów, jak fantastyczny poziom techniczny i muzyczny prezentują.

Tu i teraz wolałbym się skupić na dźwięku, bo o tym rzadko się pisze. A szkoda. Nagrania wydawane przez wydawnictwo AC Records są bowiem przykładem upodmiotowienia tego aspektu płyty – stawiają znak równości między wykonaniem i rejestracją. Tak, jak jest w przypadku najlepszych płyt jazzowych. Bo przecież estetyczny walor rejestracji polega na przekazaniu muzyki w jak najlepszy sposób, jak najbardziej zbliżony do intencji artysty, realizatora i producenta. Muzyka bez tego może oczywiście istnieć i może się mieć dobrze. Będzie jednak w jakiś sposób ułomna, a nawet – umowna.

Może dlatego tak ta płyta zachwyca. Brzmienie jest wspólne dla wszystkich ścieżek – ostatecznie nagrania powstały w dwa dni, w tym samym pomieszczeniu i z tym samym kompletem ludzi i sprzętu. A jednak doskonale, jak dobrze!, słychać różnice w sposobie gry. Nawet w tak, zdawałoby się, prozaicznym elemencie, jak pedałowanie. To jeden z elementów, który nieczęsto jest dobrze pokazywany w nagraniach, a tutaj stanowi nieodłączną część przekazu.

Mikrofon HUM Audio RS-2 pod klapą fortepianu

Brzmienie całości jest, powiedzmy w ten sposób: aksamitne. Duży fortepian ma odpowiednią masę i głębię. Jest tu mnóstwo informacji o samym instrumencie i o pomieszczeniu. Ale dostajemy to wszystko razem, jako pakiet. Często, za często, fortepian traktowany jest przez realizatorów dźwięku jako źródło ataku. Podkręcają więc „dźwięczność” instrumentu. I dobrze, to ostatecznie instrument perkusyjny. Ale to tylko część tego przekazu, liczą się również podtrzymanie, długość wybrzmienia, cieniowanie dynamiki. To rzeczy, które są na tej płycie są świetne.

Co ciekawe, to nie jest płyta, przy odsłuchu której człowiek „z ulicy” zrobiłby wielkie oczy i wyszeptał w osłupieniu „wow!”. Szok powoduje brzmienie The Köln Concert Keitha Jarretta, tak gra Monk na płycie Solo. Dźwięk na Piano Sketches jest równie subtelny i złożony. Dynamika jest obłędna, atak dźwięk fantastyczny. Tyle tylko, że są one częścią składową całego przekazu, nie zwracamy na nie uwagę tylko dlatego, że „są”.

Wojtek Niedziela przy fortepianie Steinwaya, należącym do Leszka Możdżera, w studio Custom 34 | Fot. Adam Czerwiński

Jest na tej płycie szum, to ostatecznie analogowa realizacja bez żadnych reduktorów i obróbki pod kątem ich zmniejszenia. Ale to szum będący częścią nagrania, będący w jego tkance, a przez to zbliżający nas do realnego brzmienia, a nie do studyjnego, wypreparowanego przekazu. Co ciekawe, obydwie wersje kolorstyczne, czarna i bezbarwna, grają ciut inaczej. Czarny winyl brzmi głębiej, pierwszy plan jest nieco dalej. Bezbarwna wersja ma mocniejszy atak, jest nieco bardziej dynamiczna; czarna z kolei brzmi w bardziej aksamitny i miękki sposób.

Porównałem więc obydwie do test-pressu i nie otrzymałem jednoznacznej odpowiedzi. Testowa płyta mocniej szumi – to wynik nieco innego sposobu przygotowania – i ma barwę zbliżoną do wersji czarnej. Z kolei dynamika jest wyższa od obydwu, ale jeśli już, to byłaby to dynamika wersji przezroczystej. Trudno więc powiedzieć, która z tych wersji jest prawdziwa, jako że wszystkie różnią się w wielu elementach od brzmienia taśmy „master”. Ale w tym samym momencie są tak blisko niej, jak mało które inne wydawnictwo!

Mówiłem o przestrzeni, że jest bardzo naturalna i sporo w brzmieniu fortepianu „powietrza’ studia. Perspektywa jest dość bliska, ale nie za bliska. Instrument ma spore rozmiary, ale nie przytłacza. Powiedziałbym, że to granie trochę „vintage” w tym sensie, że dla ludzi, do słuchania. Piękna muzyka w fantastycznym wykonaniu i wzorcowym nagraniu – BIG RED Button za fantastyczny dźwięk.

|2| MAP & Krzesimir Dębski: GROOVOBEREK

Rozpoczynający płytę zaśpiew wykonany został przez samego Krzesimira Dębskiego, grającego również na skrzypcach – czy trzeba by raczej powiedzieć – „sksypeckach”. Ten ludowy wstęp połączony jest z mocnym, rockowym graniem, które słyszymy po minucie z groszami. Różnica między nimi jest bardzo duża, bo nagle do gry wchodzą kompresory i niski bas. Pierwsze wrażenie jest więc takie, że ktoś skręcił wysokie tony i zostawił niski środek.

Poczekajmy jednak na ocenę do kolejnych utworów, chociażby do następnego na płycie, Montreal Ballad, rozpoczętego przez Krzesimira grającego na pianinie Fendera. Tam również po wstępie wchodzi mocna sekcja rytmiczna. Ale po chwili znowu mamy uspokojenie, wraz z gitarą Marcina Wądołowskiego. Bo to taka właśnie płyta, ze zróżnicowanym brzmieniem, zaskakującymi zmianami nastroju.

Całość spinana jest jednak przez realizację o określonym charakterze. To granie spora masą, gęstym brzmieniem, nasyceniem. Dostajemy mocny, naprawdę mocny bas – tu świetny Piotr Lemańczyk – i mocną perkusję. Numerem jeden są skrzypce Krzesimira Dębskiego, wspomagane co jakiś czas przez Fendera i gitarę. Ale też – takie mam wrażenie – to sekcja rytmiczna, szczególnie kontrabas, pełni często rolę „rozgrywającego”, jakby rozprowadzał utwory, wypuszczał na „boisko” pozostałych uczestników gry.

Słychać to przede wszystkim przez ustawienie brzmienia, z mocnym, gęstym kontrabasem (i gitarą basową), który nie jest wcale aksamitny, nie jest romantyczny, a tym bardziej ujmujący. Pokazana została jego twardsza natura, uderzenie. Jak gdyby duża część brzmienia zebrana została z mikrofonu kontaktowego.

Perkusja z kolei jest nieco z tyłu, ale ma fantastyczną rozdzielczość. To kolejna płyta Adama Czerwińskiego w stylu „vintage”, czyli z bardzo naturalnym brzmieniem, w którym zimno studia zostało całkowicie wyeliminowane. No i ta przestrzeń… Słychać pogłos dodany do skrzypiec i do gitary, to jest jasne. Ale dzięki temu mamy mocne zróżnicowanie planów, bardzo naturalne, jakie znam z płyt XRCD i dobrych płyt SACD.

A najlepsze z najlepszych zostawiono na koniec strony A – to Godzinki. Choć pierwotnie nie miało ich być na płycie, dobrze się stało, że się na niej znalazły. To utwór, który może być utworem testowym dla najdroższych systemów, który brzmi lepiej niż najlepsze nagrania z samplerów firmy Naim. Jeśliby się ukazał na 12” maksisinglu 45 rpm, na 200 g przezroczystym winylu, byłby hitem wszystkich pokazów audio, od Monachium po Tokio! Zresztą, co będę przynudzał – tu i teraz to również absolutny hit.