pl | en

Wzmacniacz zintegrowany

SPEC
RSA-F33EX

Producent: SPEC CORPORATION
Cena (w czasie testu): 21 900 euro

Kontakt:
6th Fl. Shin Kioi-Chobuilding
4-1 Kioi-Cho Chiyoda-Ku
Tokyo 102-0094 ǀ JAPAN

spec-corp.co.jp

MADE IN JAPAN

Do testu dostarczyła firma: GALERIA AUDIO


irma SPEC, a wraz z nią jej założyciel, pan Shirokazu Yazaki oraz od jakiegoś czasu główny konstruktor, pan Banno Tsutomu, zajmują w moim sercu miejsce szczególne. Byłem pierwszą osobą poza Japonią, która testowała jej produkty, a z panem Shirokazu mam szczególnie bliskie relacje. Nie przypadkiem właśnie dla „High Fidelity” opisał on historię swojej kariery, potem wielokrotnie kopiowaną przez inne magazyny i portale na całym świecie (patrz: Moja prywatna historia audio). W pewien sposób czuję się więc za SPECa odpowiedzialny.

Pan Shirokazu Yazaki to osoba niezwykle doświadczona, mająca za sobą pracę na kierowniczych stanowiskach działów projektowych np. Teaca i Pioneera. Wraz z panem Banno Tsutomu są miłośnikami i znawcami wzmacniaczy lampowych, w tym opartych na bardzo rzadkich lampach. Oprócz tego cenią kable typu vintage, np. American Insulated Wire Corporation WE16ga i Belden 8402, których używają w swoich prywatnych systemach (więcej TUTAJ i TUTAJ). U siebie od wielu lat stosuję, opracowane przez SPEC, pasywne filtry głośnikowe przeciwdziałające sile elektromotorycznej powstającej w głośniku niskotonowym; najpierw był to model RSP-101, następnie RSP-501EX, a teraz to RSP-901EX.

Choć zanurzeni w klimatach vintage i NOS w swoich produktach poszli inną drogą. Będące sercem oferty wzmacniacze oparli bowiem o końcówki mocy pracujące w analogowej klasie D. W takiej konfrontacji, tj. porównując produkty masowe oraz wyspecjalizowane urządzenia SPECa widać, że technologia to jedno, a jej zastosowanie to drugie; porównanie to przypomina zawody pomiędzy – załóżmy Audi A8 i Bugatti Veyronem – silnik niby zbudowany na tej samej zasadzie, nawet podobny, paliwo to samo, a jednak…

RSA-F33EX

Testowany wzmacniacz jest topowym modelem tego producenta. Wykonany jest tak, jak tego oczekujemy po produkcie niewielkiej firmy z Japonii, ale z zapleczem technologicznym. Obudowa jest podwójna, wykonano ją ze stalowego chassis, będącego też ekranem dla układu impulsowego wewnątrz i z grubych, aluminiowych płyt. Spód wzmocniono i odsprzęgnięto mechanicznie drewnianą, dębową płytą z trzema drewnianymi nóżkami (dwie z przodu, jedna z tyłu). Drewno przygotowywane jest przez firmę Oak Village, japońskiego producenta mebli, drewnianych zabawek i np. beczek dla przemysłu winiarskiego.

Sercem urządzenia jest modulator PWM International Rectifier IRAUDAMP4 DB, do którego doprowadzany jest analogowy sygnał wejściowy, a wychodzą modulowane impulsy. Został on opracowany wspólnie przez pana Yazaki oraz jego przyjaciela, inżyniera International Rectifier, pana Hondę (młodszego kolegę z Pioneera). Steruje on, pracującymi w mostku, tranzystorami FET. Na wyjściu wzmacniaczy pracujących w klasie D musi się znaleźć analogowy filtr dolnoprzepustowy złożony z dwóch elementów: cewki i kondensatora, to szczególnie wrażliwa część konstrukcji. Firma SPEC stosuje tam wyrafinowane kondensatory olejowe firmy Arizona Capacitors. To dokładne repliki kondensatorów WEST-CAP CPV09 0,47 μF/600 V „Hermetic-seal”, wyprodukowanych oryginalnie dla amerykańskiego wojska w 1967 roku.

I wreszcie zasilacz. Klasyczne wzmacniacze w klasie D zasilane są układami impulsowymi, które łatwo połączyć z układem wzmacniacza, optymalizując ich działanie. Wciąż jednak jak stary, wypróbowany zasilacz liniowy, z dużym transformatorem ma swoje zalety, które trudno powtórzyć w układzie impulsowym. I taki tutaj mamy, z potężnym trafem typu R-core. W podstawowej konfiguracji RSA-F33EX nie ma pilota zdalnego sterowania, żadnych regulacji barwy, wejść cyfrowych, gramofonowego i wyjścia słuchawkowego. To klasyka z „twistem” pod maską. Kosztuje sporo, ale z doświadczenia wiem, że SPEC jest jednym z nielicznych producentów, którzy proponują dźwięk niezwykle zbliżony do brzmienia wzmacniaczy lampowych, ale bez lamp i o dużo większej mocy za niewielką część kwoty, którą trzeba by za nie zapłacić.

Pilot można jednak dokupić. Jego odbiornik łączy się ze wzmacniaczem za pomocą kabla z wtykiem mini-jack, wyprowadzając w ten sposób problematyczne układy na zewnątrz. Polski dystrybutor dokłada sterowanie pilotem za darmo. Poza Polską za pilota trzeba będzie zapłacić.

Wzmacniacz porównywany był do dwóch punktów odniesienia. Pierwszym był lampowy, pracujący w trybie push-pull z pentodami mocy EL34, wzmacniacz zintegrowany Kondo Overture II (134 000 zł), drugim dzielony system, złożony z przedwzmacniacza liniowego Ayon Audio Spheris III (112 000 zł) i końcówki mocy Soulution 710 (nieprodukowana, 130 000 zł).

System okablowany był dwoma setami – Siltech Triple Crown oraz vintage’owymi kablami American Insulated Wire Corporation WE16ga i Belden 8402. SPEC zasilany był za pomocą kabla Harmonix X-DC350M2R Improved-Version.

Kolumny – Harbeth M40.1 na podstawkach Acoustic Revive custom. Do wejść głośnikowych kolumn, za pomocą kabli American Insulated Wire Corporation WE16ga, podłączone były filtry SPEC Real-Sound Processor RSP-901EX.

SPEC w „High Fidelity”
  • WSTĘPNIAK: Moja prywatna historia audio | Shirokazu Yazaki, czytaj TUTAJ
  • TEST: SPEC REAL-SOUND PROCESSOR RSP-901EX - filtr pasywny
  • TEST: SPEC Designer Audio REQ-S1 EX- przedwzmacniacz gramofonowy
  • TEST: SPEC RSA-V1 - wzmacniacz zintegrowany
  • TEST: SPEC REAL-SOUND PROCESSOR RSP-101 - filtr pasywny

  • Płyty użyte w odsłuchu (wybór)

    • Il Canto D’Orfeo, wyk. Il Trionfo del Tempo, Et’Cetera | Klara KTC 4030, CD (2009)
    • Artur Rojek, Składam się z ciągłych powtórzeń, Kayax Music 071, CD (2014); recenzja TUTAJ
    • Chet Baker, It could happen to you, Riverside/ZYX Music OJC20 303-2, „Original Jazz Classics”, Super Bit Mapping CD (1958/1987)
    • Diorama, The Art of Creating Confusing Spirits, Accession Records EFA 23450-2, CD (2002)
    • Dizzy Gillespie, The New Content, Limelight/Universal Music Japan UCCM-9097, “Immortal Jazz on Mercury. No. 47”, CD (1962/2003)
    • Frank Sinatra, Where Are You?, Capitol/Mobile Fidelity UDSACD 2109, “No. 251”, SACD/CD (1957/2012)
    • Johann Sebastian Bach, Sonatas & Partitas, wyk. Jaap Schroeder, Smithsonian Collection of Recordings ADDA 581134/35, 2 x CD (1989)
    • Novika, Tricks of Life, Kayax 013 CD (2006)
    • OMD, English Electric, 100% Records/Sony Music Japan SICP-3810, CD (2013); recenzja TUTAJ
    • Polish Jazz Quartet, Polish Jazz Quartet, Polskie Nagrania „Muza”/Warner Music Poland, „Polish Jazz | vol. 3”, Master CD-R (1965/2016); recenzja wersji CD TUTAJ

    Japońskie wersje płyt dostępne na

    To wzmacniacz z charakterem. Nie ma co udawać, że wszystkie urządzenia dążą do wiarygodności w ten sam sposób i że konkretna technologia nie wpływa na kształt przekazu. Także te zastosowane we wzmacniaczu SPECa zostawiają na dźwięku swoje linie papilarne. Z tym, że modyfikacje o których mowa są zastosowane w szczególnie wyrafinowany sposób i połączone ze sobą inaczej niż w innych produktach tego typu. W efekcie otrzymujemy wzmacniacz szczególny i wyjątkowy, łączący cechy wprawdzie znane z innych konstrukcji, ale raz, że droższych, a dwa, że różnych; w RSA-F33EX otrzymujemy zaskakującą konstelację ich mocnych i słabszych stron, zbiór będący ozdobą nieboskłonu świata audio.

    Ponieważ równolegle ze wzmacniaczem SPECa testowałem lampowy wzmacniacz Kondo Overture II, szalenie łatwo przyszło mi postawienie wstępnej diagnozy i wysnucie na jej podstawie pierwszych wniosków. A to dlatego, że to, co otrzymujemy z nich obydwu, jeśli chodzi o sposób budowania przekazu i towarzyszące mu emocje, jest niebywale do siebie zbliżone. SPEC gra jednoznacznie ciepłym, genialnie wypełnionym dźwiękiem, w którym podziękowano ostrym krawędziom, denerwującym wyostrzeniom. Gramy gładkim i kremowym dźwiękiem.

    Ciepło o którym mowa nie wpływa jednak na budowanie brył instrumentów, tj. nie powiększa tych, których energia przypada na środek pasma. Jest więc inaczej niż we wzmacniaczach lampowych tego typu, które automatycznie promują wokale, ciepłą trąbkę z tłumikiem, gitary elektryczne o ciepłej barwie itp. Posłuchajmy pod tym kątem chociażby muzyki barokowej – w moim przypadku Il Canto D’Orfeo w wyk. Il Trionfo del Tempo – a zobaczymy, że dzieje się coś dokładnie odwrotnego, ustawione na osi odsłuchu wokale są nieco dalej, tworzą z pozostałymi instrumentami półkole. Podobnie było z niezwykle ciepłą transkrypcją płyty It could happen to you Cheta Bakera, na której głos jest specjalnie ocieplony i gładki.

    Japoński wzmacniacz swoje ciepło ujawnia na głębszym poziomie, bardziej sensownie. W ten sposób, że jego dźwięk jest „wszechogarniający”, to odtworzenie skończone, porządkujące przestrzeń przed nami na swój własny sposób, w którym nie ma miejsca na dźwięki z naszego pokoju, akustykę itp. – jest tylko nagranie. Co ciekawe, sprawdza się to zarówno przy wyrafinowanej kameralistyce – wciąż mam w głowie koncerty z tegorocznego festiwalu Misteria Paschalia – czy z jazzowym wokalem, ale także z elektroniką i muzyką spod znaku electro-rock i dark wave.

    A to z tego typu nagraniami zdecydowanie „ciepłe”, a i zdecydowanie „neutralne” wzmacniacze mają kłopoty. SPEC był pod tym względem zaskakujący, nawet po tym, jak posłuchałem go z innymi płytami i wydawało mi się, że coś niecoś o nim już wiem. OMD z płyty English Electric, Novika z Tricks of Life, Diorama z The Art of Creating Confusing Spirits, płyta za płytą, słuchałem tego wzmacniacza z rosnącym szacunkiem dla jego konstruktorów, doskonale zdając sobie sprawę z tego, co było ich punktem odniesienia.

    W ten sposób ponownie wracamy do Kondo i Overture II. Ten fantastyczny przedstawiciel świata lampowego jest bliskim duchowym kuzynem RSA-F33EX. Nie mam żadnych wątpliwości, że obydwie marki zostały założone przez ludzi o dużej wrażliwości muzycznej – myślę o panach Hiroyasu Kondo i Shirokazu Yazaki – a obydwa wzmacniacze zostały zaprojektowane przez godnych najwyższego szacunku inżynierów, którzy wspomnianą wrażliwość, przefiltrowaną przez swoje doświadczenia i wybory, przełożyli na konkretny produkt (mowa o panach Ashizawa Masaki i Banno Tsutomu).

    Kategorie związane z pięknem przywołuję z pełną świadomości, pomimo że trudno jest to przedstawić w liczbach, tabelkach i wykresach. Wiąże się ona z inżynierią, ale przefiltrowaną przez sztukę. Duże słowa, nie chciałbym, aby zostały przyjęte lekko, ale jeśli trzeba powiedzieć, to mówię: to wzmacniacz mający ograniczenia, grający w konkretny sposób, któremu bliżej do wykreowanego świata niż do tzw. obiektywizmu, a jednak wzmacniacz wyjątkowy, przedstawiający piękniejszą twarz świata.

    Polega to z jednej strony na cieple i gęstości o których mówiłem, a z drugiej na fantastycznej dynamice. To rzecz, która była słabszą stroną wzmacniacza Kondo, mającego ograniczenia prądowe oraz wysoką impedancję wyjściową, czyli mocującego się z fizyką. SPEC ma wysoką moc, gra więc dowolną muzykę w niemal pełnym paśmie. Wysoka góra i naprawdę niski dół nie są tak rozdzielcze i różnicowane, jak w systemie referencyjnym HF. Z dobrymi nagraniami ilość wysokich tonów jest absolutnie wystarczająca, tyle że są one dość ciepłe. Wyraźnie słychać, że atak jest zaokrąglony, wypolerowany.

    Podobnie rzecz się ma z basem. Jest niski, głęboki, pięknie zespolony ze środkiem pasma. I teraz: to wzmacniacz wysokiej mocy. Jest niezwykle uniwersalny, zarówno jeśli chodzi o możliwości wysterowania kolumn, jak i odtwarzany typ muzyki i rodzaj nagrań. Skuteczność głośników nie musi być więc brana pod uwagę. Ale już impedancja – i owszem. Zasada jest prosta: im wyższą i bardziej wyrównaną impedancję kolumny będą miały, tym lepiej. Obydwa te parametry należy rozważać jednak łącznie i jeśli słuchamy muzyki blisko kolumn, albo/i w niewielkim pomieszczeniu 4-omowe kolumny nie powinny stanowić żadnego problemu.

    Jakby jednak nie było, budowanie trójwymiarowych brył, z ich akustyką i przynależną im przestrzenią, jest tu ograniczone. Wokale o których wcześniej wspominałem nie są lokowane z przodu, a wtapiane w instrumenty towarzyszące. To jedna z rzeczy charakterystycznych dla wzmacniaczy pracujących w klasie D. Podobnie jak różnicowanie skrajów pasma, także i selektywność jest na drugim planie. Nie usłyszymy spadającej szpilki, a raczej poczujemy zmianę w akustyce, która pośrednio na nią wskaże.

    Dlatego niesamowitym zaskoczeniem będzie potężna, dokładnie rozplanowana i gęsta scena dźwiękowa. Przyznam, że tylko dwa razy słyszałem wcześniej w swoim systemie podobnie kształtowaną przestrzeń wokół mnie, a z nich – myślę o Kondo OnGaku i Einsteinie The Silver Bullet OTL – SPEC robił to w najbardziej spektakularny sposób. Chodzi o to, że wyciąga on z sygnału nawet małe informacje o przestrzeni, które montuje w coś więcej niż tylko zmiany – w niesamowicie realną, namacalną „kopułę” dźwięku nałożoną na miejsce, w którym siedzimy.

    Trzeba się będzie przyzwyczaić do tego, że głębia obrazu przestrzennego na osi odsłuchu, tj. głębia sceny, będzie ograniczona. Wzmacniacz nie wysuwa pierwszego planu do nas, a raczej przysuwa cały obraz, otaczając nas akustyką nagrania (generowaną lub uchwyconą przez mikrofony). To dlatego, że ciepły przekaz, jaki dostajemy nie sprowadza się do podbicia jakiegoś wycinka pasma. To coś o jeden poziom wyżej, coś bardziej wartościowego, choć wciąż należącego do kategorii ‘modyfikacja’.

    Wszystkie te elementy składają się na fantastycznie wypełniony, gęsty dźwięk o ciepłej barwie. Namacalność instrumentów jest ponadprzeciętna, a przestrzeń wokół nas wybitna. Pasmo przenoszenia, jak na niewielki wzmacniacz, jest wyjątkowa – dopiero największe końcówki mocy są w stanie pokazać coś więcej.

    Pod względem dynamiki i swego rodzaju „dramy”, wzmacniacz SPECa może być jednym ze wzorców wzmacniaczy zintegrowanych. Robi to swobodnie, bez napięcia, skupiając się na wewnętrznej strukturze utworów, a nie na ich powierzchowności.

    Podsumowanie

    To piękny wzmacniacz, który wyszedł spod rąk pięknych ludzi. Jest drogi i wcale tego po nim nie widać. Jeśli się mu przyjrzymy zrozumiemy że chodzi o perfekcyjny produkt, ale z pewnej odległości, np. na półce w sklepie, RSA-F33EX będzie wyglądał jak kolejny zwykły wzmacniacz. A jest czymś niesamowitym – jego barwa jest bardzo blisko tego, co pokazują znacznie droższe, wyrafinowane lampy, a dynamikę i „ogarnięcie” dużego wolumenu mamy jak z bardzo dobrego tranzystora. Płacimy za to różnicowaniem, selektywnością i bryłami źródeł dźwięku. Na plus należy jednak zapisać również równie dobre traktowanie gorzej zrealizowanych płyt i tych perfekcyjnych. Jak zawsze wybór należy do państwa.

    Ode mnie panowie Ashizawa Masaki i Banno Tsutomu oraz ich wzmacniacz RSA-F33EX otrzymują najwyższe wyróżnienie przyznawane przez „High Fidelity”: GOLD Fingerprint. Należy się im wielki szacunek i uznanie. To najlepszy wzmacniacz pracujący w klasie D, jaki w życiu słyszałem.

    RSA-F33EX jest wzmacniaczem zintegrowanym z czterema wejściami liniowymi: trzema niezbalansowanymi RCA i jednym zbalansowanym XLR. Układ wzmacniający ma budowę symetryczną, to ostatnie jest więc wejściem głównym.

    Przód i tył

    Na przedniej ściance umieszczono tylko trzy manipulatory: dużą gałkę siły głosu, gałkę zmieniającą wejścia oraz hebelkowy wyłącznik sieciowy z dwoma diodami LED – zieloną (włączony) i czerwoną (mute). Wyłącznik nie jest zwykłym hebelkiem, a takim z zapadką – żeby zmienić jego położenie najpierw trzeba za niego pociągnąć. To zabezpieczenie stosowane w przemyśle i np. wojsku, medycynie itp. chroni przed przypadkowym wyłączeniem lub włączeniem urządzenia – tutaj jest tylko gadżetem, chociaż fajnym. Wokół gałki siły głosu mamy niebieskie podświetlenie, które znam z urządzeń Marantza i Esoterica. Na tylnej ściance umieszczono przełącznik, którym możemy je zmniejszyć o 50% lub (alleluja!) wyłączyć.

    Tylna ścianka jest bardzo prosta: to trzy pary gniazd RCA i jedna XLR, gniazdo sieciowe, gniazda głośnikowe oraz gniazdo typu mini-jack dla zewnętrznego pilota zdalnego sterowania. Gniazda wyglądają znakomicie – są rodowane. Z kolei gniazda głośnikowe, które widzę po raz pierwszy w życiu, są złocone i wygodne do dokręcenia.

    Obudowę wykonano z dwóch warstw – stali i aluminium. Spód jest z drewna dębowego. Wykonuje go dla SPECa japońska firma Oak Village. Urządzenie stoi na trzech nóżkach z takiego samego drewna – dwóch z przodu i jednej z tyłu. Podwójna obudowa ma na celu z jednej strony mechaniczne usztywnienie całości, a z drugiej ekranowanie. Ekranów jest zresztą więcej – wzmacniacze pracujące w klasie D generują dużo szumu wysokoczęstotliwościowego, którego trzeba się jakoś pozbyć.

    Środek

    Układ elektroniczny zmontowano na kilku płytkach drukowanych: jedna jest dla zasilacza, dwie dla filtrów rekonstrukcyjnych (wyjściowych) i jedna dla właściwego układu wzmacniającego. Zasilacz zajmuje większą część środka. Jego podstawą jest bardzo duży transformator toroidalny typu R-core, współpracujący z dwoma prostownikami dużej mocy. Po nich mamy dwa bardzo duże kondensatory tłumiące tętnienia sieciowe, bocznikowane olejowymi kondensatorami Arizona Capacitors. Wydaje się, że każdy z kanałów wzmacniacza ma osobne zasilanie. Widać też starania o jak najlepsze prowadzenie masy układu – w kilku miejscach mamy punkty centralne „gwiazdy”, a masa kondensatorów w zasilaczu prowadzona jest grubymi szynami z miedzi.

    Pod centralnie umieszczonym ekranem mamy cały układ wzmacniacza. Na jego wejściu pracuje scalona drabinka Tachyonix 3310 IR01, będąca programowanym specjalnie do tej aplikacji układem International Rectifier Japan version 01, kości CS3310/PGA2310. Sygnał trafia następnie do modułów konwertujących sygnał analogowy na sygnał cyfrowy PWM  Internatonal Rectifier IRAUDAMP4 DB. To układ analogowy, sterownik tranzystorów końcowych typu FET. Tam również są cewki na toroidalnych rdzeniach – część filtrów wyjściowych. Współpracujące z nimi kondensatory ukryto w osobnych ekranach. To układy zbliżone do tego, co dostajemy z zewnętrznymi filtrami RSP-901EX tego producenta. Są tam kondensatory, w tym olejowy Arizona Capacitors, i kilka oporników. Wyraźnie widać, że chodziło o odpowiednie dostrojenie układu. Piękna robota, przypominająca swoją prostotą to, co znam ze wzmacniaczy lampowych typu SET.

    Pilot

    Do kompletu otrzymujemy (w Polsce) lub dokupujemy (reszta świata) pilot zdalnego sterowania RSR-1. We wzmacniaczu nie ma żadnych układów odbiornika podczerwieni, które mogłyby wpływać na sygnał. Odbiornik ma postać ładnej skrzynki i wpina się go za pomocą kabla do gniazda mini-jack na tylnej ściance. Sam pilot jest aluminiowy, minimalistyczny i już nie tak ładny, jak sam wzmacniacz.


    Dane techniczne (wg producenta)

    Moc wyjściowa:
    120 W/4 Ω, 90 W/6 Ω, 60 W 8 Ω
    Pasmo przenoszenia: 10 Hz - 30 kHz (±1 dB/6 Ω,/1 W)
    Zniekształcenia harmoniczne: 0,02% (1 kHz, 80% mocy wyjściowej)
    Czułość wejściowa | wzmocnienie:
    300 mVrms | 37,3 dB (siła głosu na MAX, 6 Ω, 1 kHz, wejście RCA)
    Pobór mocy:
    - bez sygnału wejściowego: 15 W
    - siła głosu na max: 215 W (8 Ω, 100 Hz)
    Wymiary (S x W x G): 450 x 130 x 422 mm Waga: 20 kg


    Dystrybucja w Polsce

    GALERIA AUDIO

    ul. Powstańców Śląskich 118
    53-333 Wrocław | Polska

    galeriaaudio.pl

    MAREK POSPIESZALSKI
    Marek Pospieszalski gra piosenki, które śpiewał Frank Sinatra

    Marek Pospieszalski MP001

    Nośnik: Compact Disc
    Data wydania: 15 marca 2017

    Przesyłka z płytką Marka Pospieszalskiego nadana została w moim rodzinnym Krakowie. Niepozorna, wydana w digipaku bez żadnej książeczki, z minimalnym liternictwem nadrukowanym na krążek zawiera – powiem już teraz – niebywałe w swojej odwadze i wykonaniu instrumentalne interpretacje utworów śpiewanych niegdyś przez Franka Sinatrę. Skromne emploi wydawnictwa nie zapowiada też – znowu wybiegnę w przyszłość – z jak wybitną realizacją mamy do czynienia.

    Marek Pospieszalski to muzyk i aranżer, grający przede wszystkim na saksofonie, ale także na klarnecie, fletach, instrumentach klawiszowych. Chociaż nazwisko jest znane – pan Marek pochodzi z TEJ rodziny Pospieszalskich – połączone z imieniem już nie tak dobrze, jak jego brata Jana. A przecież znacie państwo wydobywane przez niego dźwięki, chociażby z płyt zespołów: Śmierć Kliniczna, MaanamFisz/Emade, Zakopower, Armia, Tie Break i Graal oraz solowych projektów Stanisława Sojki, Anny Marii Jopek i Janusza Radka. Grał także w zespole Voo Voo i współpracuje z zespołami YeShe oraz 2Tm2,3. Ostatnio udziela się w zespole Wojtka Mazolewskiego.

    Na prezentowanej płycie prezentuje autorski projekt, w którym jest liderem. Do zespołu zaprosił swojego muzycznego „brata” Maksa Muchę (gra np. z Sławkiem Jaskułke), jednego z najbardziej rozchwytywanych basistów młodego pokolenia w naszym kraju, oraz czołówkę młodych muzyków z berlińskiej sceny, pianistę Eliasa Stemesedera, którego znamy np. ze współpracy z Johnem Zornem i perkusistę Maxa Andrzejewskiego. 

    W materiałach firmowych czytamy:

    Po wielu latach zbierania doświadczeń i inspiracji u innych muzyków, Marek Pospieszalski prezentuje autorski projekt, własny obraz muzyki która czerpie z całego dobrodziejstwa jazzu i muzyki improwizowanej ale i wszelkich innych kreatywnych gatunków. Przede wszystkim jest w nim duża doza zespołowego grania, które objawia się m. in. przez grę fakturami oraz wielopłaszczyznowym prowadzeniem narracji. Melodyczna baza zderza się tu z sonorystyką, to wszystko bez mrugania okiem i chowania się za maską kabaretu.  Jest to muzyka szczera, intensywna, odważna i poważna. 

    WYDANIE

    Nagrania zostały wydane własnym nakładem artysty na płycie Compact Disc. Zapewne dlatego brak na niej nazwy wydawnictwa. Na laserowych znacznikach przy otworze widać tylko oznaczenie „MMP01”. Wydawnictwo jest niesłychanie skromne i widać, że chodziło o zaoszczędzenie pieniędzy: to cieniutki digipack bez książeczki. Zawarty na nim materiał ma już dwa lata. Zarejestrowano go w ciągu jednego dnia! Miało to miejsce w Lubrzy, w ResPublica Studios, a realizatorem dźwięku był Łukasz Olejniczak. Miksem i masteringiem zajął się Jacek Gładkowski.

    DŹWIĘK

    To doskonała płyta, pod każdym względem. Muzycznie, bo to wyjątkowi muzycy z równie wyjątkowym materiałem, którego się nie boją, a raczej szukają w nim tego, co ich interesuje, często wirtuozerskich, ale zawsze interesujących rozwiązań. Muzyka znana z płyt Sinatry ożywa w zupełnie inny sposób, czasem mroczniejszy, czasem bardziej „swingujący”, a zawsze eksperymentujący i poszukujący.

    Zespół został zarejestrowany w ten sposób, aby wydawało się, że gra w realnej sali, raczej dużej. Jeśli saksofon pełni pierwszoplanową rolę, jak chociażby w otwierającym płytę My Way, jest bliżej, ale zwykle słychać go z lekkiego dystansu, podobnie jak inne instrumenty, w tym perkusję. Przypomina to sposób realizacji płyt jazzowych z lat 40. i 50. XX wieku, kiedy muzycy grali do jednego mikrofonu. Tutaj jest to raczej zabieg polegający na dodaniu odpowiednich pogłosów, ale udał się bardzo ładnie.

    Tym bardziej, że rozdzielczość jest niesamowita, rzadko spotykana we współczesnych nagraniach, nie tyle że w Polsce, ale na świecie. Dla porównania powiedzmy, że płyty wydawane w ramach niezwykle ciekawej serii Smoke Session Records mają mniej informacji, są mniej wiarygodne sonicznie niż płyta Marka Pospieszalskiego. Mimo oddalenia od pierwszej linii i rozłożenia zespołu na dużej scenie nie ma się wrażenia „chudości” i braku masy, to pełne, gęste granie.

    To nie jest oczywiście „namacalny” dźwięk w tym sensie, że nie „wychodzi” do nas przed linię łączącą głośniki. Ale wcale tego nie potrzebujemy, odbieramy te nagrania bardzo fizjologicznie, podskórnie uznając ich wiarygodność. Świetna muzyka i wyjątkowy dźwięk – to jedna z tych płyt, które chciałbym mieć w drogim wydaniu prosto z Japonii na płycie Platinum SHM-CD w opakowaniu typu 7 inch mini LP. Albo – jeszcze lepiej – w formie Master CD-R. Byłaby ozdobą mojej kolekcji.

    Zasłużone podwójne wyróżnienie „High Fidelity”: BIG RED Button za realizację i RED Fingerprint za muzykę.

    Jakość dźwięku: REFERENCJA

    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl
    • HighFidelity.pl

    System odniesienia

    SYSTEM A

    ŻRÓDŁA ANALOGOWE
    - Gramofon: AVID HIFI Acutus SP [Custom Version]
    - Wkładki: Miyajima Laboratory MADAKE, test TUTAJ, Miyajima Laboratory KANSUI, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory SHIBATA, recenzja TUTAJ | Miyajima Laboratory ZERO (mono) | Denon DL-103SA, recenzja TUTAJ
    - Przedwzmacniacz gramofonowy: RCM Audio Sensor Prelude IC, recenzja TUTAJ

    ŻRÓDŁA CYFROWE
    - Odtwarzacz Compact Disc: Ancient Audio AIR V-edition, recenzja TUTAJ

    WZMACNIACZE
    - Przedwzmacniacz liniowy: Ayon Audio Spheris III Linestage, recenzja TUTAJ - Wzmacniacz mocy: Soulution 710
    - Wzmacniacz zintegrowany: Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ

    AUDIO KOMPUTEROWE
    - Przenośny odtwarzacz plików: HIFIMAN HM-901
    - Kable USB: Acoustic Revive USB-1.0SP (1 m) | Acoustic Revive USB-5.0PL (5 m), recenzja TUTAJ
    - Sieć LAN: Acoustic Revive LAN-1.0 PA (kable ) | RLI-1 (filtry), recenzja TUTAJ
    - Router: Liksys WAG320N
    - Serwer sieciowy: Synology DS410j/8 TB
    KOLUMNY
    - Kolumny podstawkowe: Harbeth M40.1 Domestic, recenzja TUTAJ
    - Podstawki pod kolumny Harbeth: Acoustic Revive Custom Series Loudspeaker Stands
    - Filtr: SPEC RSP-901EX, recenzja TUTAJ

    OKABLOWANIE
    System I
    - Interkonekty: Siltech TRIPLE CROWN RCA, czytaj TUTAJ | przedwzmacniacz-końcówka mocy: Acrolink 7N-DA2090 SPECIALE, recenzja TUTAJ
    - Kable głośnikowe: Tara Labs Omega Onyx, recenzja TUTAJ
    System II
    - Interkonekty, kable głośnikowe, kabel sieciowy: Tellurium Q SILVER DIAMOND

    SIEĆ
    System I
    - Kabel sieciowy: Acrolink Mexcel 7N-PC9500, wszystkie elementy, recenzja TUTAJ
    - Listwa sieciowa: KBL Sound REFERENCE POWER DISTRIBUTOR (+ Himalaya AC)
    - System zasilany z osobnej gałęzi: bezpiecznik - kabel sieciowy Oyaide Tunami Nigo (6 m) - gniazdka sieciowe 3 x Furutech FT-SWS (R)
    System II
    - Kable sieciowe: Harmonix X-DC350M2R Improved-Version, recenzja TUTAJ | Oyaide GPX-R v2, recenzja TUTAJ
    - Listwa sieciowa: KBL Sound Reference Power Distributor (v2), recenzja TUTAJ
    AKCESORIA ANTYWIBRACYJNE
    - Stolik: Finite Elemente PAGODE EDITION, opis TUTAJ/wszystkie elementy
    - Platformy antywibracyjne: Acoustic Revive RAF-48H, artykuł TUTAJ/odtwarzacze cyfrowe | Pro Audio Bono [Custom Version]/wzmacniacz słuchawkowy/zintegrowany, recenzja TUTAJ | Acoustic Revive RST-38H/testowane kolumny/podstawki pod testowane kolumny
    - Nóżki antywibracyjne: Franc Audio Accessories Ceramic Disc/odtwarzacz CD /zasilacz przedwzmacniacza /testowane produkty, artykuł TUTAJ | Finite Elemente CeraPuc/testowane produkty, artykuł TUTAJ | Audio Replas OPT-30HG-SC/PL HR Quartz, recenzja TUTAJ
    - Element antywibracyjny: Audio Replas CNS-7000SZ/kabel sieciowy, recenzja TUTAJ
    - Izolatory kwarcowe: Acoustic Revive RIQ-5010/CP-4
    - Pasywny filtr Verictum X BLOCK

    SŁUCHAWKI
    - Wzmacniacze słuchawkowe: Bakoon Products HPA-21, test TUTAJ | Leben CS300XS Custom Version, recenzja TUTAJ
    - Słuchawki: Ultrasone EDITION 5, test TUTAJ | HIFIMAN HE-6, recenzja TUTAJ | Sennheiser HD800 | AKG K701, recenzja TUTAJ | Beyerdynamic DT-990 Pro, wersja 600 Ohm, recenzje: TUTAJ, TUTAJ
    - Standy słuchawkowe: Klutz Design CanCans (x 3), artykuł TUTAJ
    - Kable słuchawkowe: Forza AudioWorks NOIR, test TUTAJ

    CZYSTA PRZYJEMNOŚĆ
    - Radio: Tivoli Audio Model One
    SYSTEM B

    Gramofon: Pro-Ject 1 XPRESSION CARBON CLASSIC/Ortofon M SILVER, test TUTAJ
    Przedwzmacniacz gramofonowy: Remton LCR, recenzja TUTAJ
    Odtwarzacz plików: Lumin D1
    Wzmacniacz zintegrowany: Leben CS-300 X (SP) [Custom Version, test TUTAJ
    Kolumny: Graham Audio LS5/9 (na oryginalnych standach), test TUTAJ
    Słuchawki: Audeze LCD-3, test TUTAJ
    Interkonekty RCA: Siltech CLASSIC ANNIVERSARY 550i
    Kable głośnikowe: Siltech CLASSIC ANNIVERSARY 550l
    Kabel sieciowy (do listwy): KBL Sound RED EYE, test TUTAJ
    Kabel sieciowy: Siltech CLASSIC ANNIVERSARY SPX-380
    Listwa sieciowa: KBL Sound REFERENCE POWER DISTRIBUTOR, test TUTAJ
    Platforma antywibracyjna: Pro Audio Bono